Ines: *patrzy na tytuł, patrzy na mnie, patrzy na tytuł, patrzy na mnie.*
Ja: :)
Ines: Nie zrobisz tego. Nie w tym roku.
Ja: No tak.
Ines: Mówię poważnie każdego roku piszesz wyrwane z kontekstu "opowiadanka sytuacyjne" dla pary osób pomiędzy którymi nie ma chemii (no może nie licząc Glimer i Johannesa),a to wszytko dlatego, że nigdy nikogo nie kochałaś i prawdopodobnie nie pokochasz...czy ty własnie sie zgodziłaś dać nam spokój?
Ja: No tak.
Ines: ???
Ja: To piękne święto pełne miłości, ale jeśli muszę was zmuszać do świętowania to jaki jest tego sens?
Ines: Naprawdę tak myślisz?
Ja: Tak.
Ines: Dziękuje.
Ja: Ależ nie ma za co.
Ines:...
Ja:...
Ines: -.-
Ja: Coś nie tak?
Ines: Gdzie są wszyscy?
Ja: Ewakuowali się zaraz po tym jak wysyłam Kelly do Hyomy.
Ines: Co!?
Ja:* śmiech złoczyńcy*
Biały piasek przesypywał się w szklanej klepsydrze oprawionej w lakierowane drewno. Zza szła patrzyły na mnie miodowo żółte oczy. Otori mój obecny szef był lepszy od poprzedniego i zamiast niszczyć moje zdrowie psychiczne i fizyczne postanowił pomóc mi je naprawić. Inna sprawa, że na mnie lepiej działało zostawienie mnie samej sobie niż delikatna troska którą próbuje na mnie stosować słodki Tsubasa. No spójrzcie tylko na niego. Jak cierpliwie czeka, aż mu powiem, że nic nie zrozumiałam z tego co przed chwilą powiedział. No dobra chyba naczekał się już wystarczająco.
-Mówiłeś coś?- zapytałam siadając prosto w fotelu.
-Pytałem jak dzisiaj spałaś?
-Jak dziecko.- odparłam z uśmiechem nie kłamiąc. Dzieci naprawdę budzą się z krzykiem co parę minut przez całą noc.
-Zaniedbujesz wizyty u lekarza.
-Jeśli poczuje się gorzej na pewno się z nim spotkam.- albo dajmy na to ze Stwórcą.-Wiesz co Tsu? Wygląda na to, że tylko marnuje twój czas. Pójdę już pobiegać, albo zjeść zdrowy zbalansowany posiłek czy coś takiego.
Wyszłam z pokoju i od razu zostałam wzięta na celownik. Hyoma dosłownie deptał mi po piętach. Musiał czekać pod drzwiami. Gdy mnie dogonił złapał mój nadgarstek i przygwoździł do ściany powyżej mojej głowy.
-Co ty znowu kombinujesz?-wysyczał przybliżając sie do mnie.-Przecież masz już wszystko. Czego jeszcze chcesz?
I co teraz? To co zwykle. Gramy sukę.
-Oj Hyoma.- wolną dłonią pogładziłam go po policzku, ale szybko ją odtrącił.-Dalej jesteś na mnie zły o tamto?
-Nie. Po prostu nie chce, żebyś znowu namieszała.-powiedział ściskając moją dłoń tak mocno, że aż stęknęłam z bólu.
-Naprawdę nie jesteś zły? -zamruczałam przekrzywiając delikatnie głowę.-Nawet nie wiesz jak się ciesze, ż...-głośny trzask jaki rozległ się gdy chłopak uderzył pięścią tuż obok mojej głowy skutecznie mnie uciszył.
-Nie kłam.-warknął na co tylko przygryzłam dolną wargę.- Wiem, że jesteś tu bo masz jakiś interes nie wiem jeszcze jaki, ale się do wiem i ci przeszkodzę.
-A co jeśli po prostu chciałam cię znowu zobaczyć? Wiesz jak to jest. Najpierw boli potem tylko kuje, a potem zostaje tylko tak dławiąca pusta, że człowiek modli się żeby znowu zaczęło boleć.-wyszeptałam patrząc w jego niebieskie oczy.
Zmieszał się, a ja ledwo powstrzymałam wybuch śmiechu.
-Teraz powinieneś powiedzieć, że prawie mi uwierzyłeś.-szepnęłam podnosząc powoli kolano do góry chcąc nie chcąc pocierając przy tym o wewnętrzną stronę jego ud.
-Nie mów mi co mam robić.
-A mogę ci pokazać co mogli byśmy zrobić?-złapałam jego szyję i przyciągnęłam do siebie łącząc nasze usta. Najpierw nie zrozumiał co zrobiłam, ale gdy to już się stało przyparł mnie całym ciałem do ściany i gorąco oddał pocałunek. Podniósł mnie,a ja owinęłam nogi wokół jego pasa.
Był już mój. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak wiele w tym momencie zaryzykował.
***
-Ty palisz?-spytałam wtulając się mocniej w zagłębieniu na jego szyji. Faktycznie oprócz zapachu żywicy i oczywiście potu wczuwałam coś jeszcze.
-Na to wygląda.-odparł zaciągając się dymem.
-Aż tak cię popsułam?-bardziej stwierdziłam niż zapytałam podnosząc się na przedramiona i robiąc smutną minę.-Ale jestem zła.-westchnęłam zakreślając małe kółka w pościeli.
-Jesteś najgorszym demonem jaki chodził po ziemi -wypuścił chmurę dymu-, a moim zadaniem jako strażnika Komy jest ochrona niewinnych przed takimi jak ty.
-No to co zemną zrobisz?-mówiąc to zpowrotem wtuliłam nos w zagłębienie jakie powstało pomiędzy szyją a ramieniem Hyomy.
-To co powinienem zrobić z demonem. Zabiorę cie do Komy i tam cię uwiężę.
-A jak?-zamruczałam.-Jestem dość silna i jakieś głupie kryształki mnie nie powstrzymają.
-W takim razie będę musiał pilnować cię dzień i noc.
-W nocy szczególnie trudno utrzymywać mnie w ryzach.-przesunęłam nosem po jego szyji.
-Jakoś sobie poradzę.
-W to akurat wątpię.-po tych słowach wbiłam zęby w jego szyję. Na tyle mocno by został po nich ślad i na tyle słabo by go przy tym nie zabić.
-Ałłł. Co ty robisz?-zapytał łapiąc mnie za ramiona i odsuwając od siebie.
-Przypominam ci co potrafię bo chyba przez te kilka minut zdążyłeś zapomnieć.-powiedziałam siadając na nim okrakiem. Jego dłonie zsunęły się z moich ramion i zatrzymały dopiero na udach gdzie zaczęły zakreślać różne kształty.
-Hyoma?-spytałam chcąc przerwać ciszę.
-Hym?
-Połknąłeś to 100 igieł?-chłopak nic nie odpowiedział tylko przyciągnął mnie do siebie, a potem przesunął tak bym leżała obok po czym wstał i zaczął się ubierać.- Nie odpowiedziałeś.-powiedziałam siadając na łóżku i pozwalając by kołdra zsunęła mi się z ciała.
-Bo nie muszę.-odparł nawet na mnie nie patrząc.
Za to ja dokładnie mu się przyjrzałam. Twarz i dłonie miał wyraźnie bardziej opalone niż resztę ciała. Takie plecy na przykład były bledsze chociaż może to przez te czerwone pręgi jakie mu sprezentowałam.
-Nie musisz.-powiedziałam podchodząc do niego i obejmując go od tyłu w pasie.- Ale mógłbyś mi powiedzieć. W końcu i tak mnie uwięzisz więc nikomu tego nie powiem, a ja chciałabym wiedzieć...-co jesteś wstanie dla mnie zrobić.
-Uparłaś się.
-Tak.
-Połykałem jedną za każdym razem gdy ktoś o tobie mówił.
-...Bolało?
-Tylko gdy się wbijały.
-Ale ty jesteś głupi.-westchnęłam opierając się czołem o jego plecy.
-Puść mnie.
-Nie.
-Chcę się ubrać, a ty mi nie dajesz.
-A ja nie chcę cię puścić. Obiecałeś pilować mnie dzień i noc. Od dzisiaj jesteś na mnie skazany na własne życzenie.
Chłopak westchnął przeciągle.
-Daj mi się chociaż obrócić.-zwolniłam trochę uścisk tak by mógł się obrócić.
A gdy to zrobił poczułam jak otula mnie jego koszula.
-Daj rękę.-powiedział ujmując moją dłoń.-Skoro nie dasz mi się ubrać to ubierzemy ciebie.-mówił wkładając moje ręce w rękawy i zapinając guziki koszuli.
-No i jak?-spytałam odsuwając się o krok od niego.
-Jak na zło wcielone całkiem nieźle.-powiedział zawijając za długie jak na mnie rękawy w ciasny rulon uniemożliwiający mi wyciągnięcie przez nie dłoni. Chłopak szybko związał rękawy w coś na kształt kawtanu bezpieczeństwa i zanim się zorientowałam położył mnie taką spowrotem na łóżku.
-Okropny jesteś.-Powiedziałam patrząc na niego ze złością gdy kończył się przebierać.
-Wychodzę. - stwierdził po czym faktycznie wyszedł zostawiając mnie skrępowaną na łóżku.
Nie żeby było to dla mnie jakimś problem, ale jednak. Supeł na plecach puścił po chwili szamotania się, a resztę po prostu zdjęłam i przeszłam się spokojnym krokiem do łazienki.
Muszę to dobrze rozegrać. - myślałam biorąc prysznic. Ciepła woda obmywała moje wiecznie zmarznięte ciało.- Ciekawe czego on ode mnie chcę. Zabrać do Komy? Tylko po co? Chyba nie myśli, że będę tam z nim siedzieć, pielić ogródek, rodzić dzieci i się jeszcze z tego cieszyć. Za młoda jestem na takie więzienie, a na inne z jego strony nie mam co liczyć. Chociaż takie małe wakacje nie zaszkodzą. Załóżmy, że dam się na nie zabrać. Jak prawdopodobnie będzie zachowywał się Hyoma? Czy wystarczy mu to, że będzie mnie miał przy sobie? Pan Strażnik pokonał wielkie zło ale wspaniałomyślne pozwolił mu żyć, a nawet przygarnął do siebie by mieć je na oku. Tak oklepane i szablonowe, że aż prawdopodobne. Tylko dlaczego ja? Byłam jego pierwszą? Może. Skądś musi być to zawzięcie. Serce złamane po raz pierwszy boli najmocniej.
Hymm. Tylko czy chcę ryzykować uszczerbek na zdrowiu dla małej zabawy z Hyomą?
Ja się jeszcze głupio pytam.
Jasne, że chcę.
Walentynki dobiegają końca wiec mogę wam opowiedzieć jak je spędziłam. Otóż ładnie sie ubrałam umyłam i ułożyłam włosy i poszłam oglądać horrory z przyjaciółką ponieważ jak co roku od 20 lat moją walentynką jestem ja. To chce powiedzieć to musimy po kochać siebie zanim będziemy mogli pokochać kogoś innego.
https://www.youtube.com/watch?v=4xHrxgFNnN8
czwartek, 14 lutego 2019
sobota, 2 lutego 2019
Beyblade po mojemu (S. 2 R. 21)
Rozdział 21
Ines
Długopis! Gdzie jest długopis!? No i uciekła. Czemu myślenie z sensem idzie tak ciężko? Przetarłam twarz dłońmi i po raz kolejny spojrzałam na raporty. Przypadki nie maiły ze sobą nic wspólnego, ani wieku, ani otoczenia, płci czy przeszłości. Przez krótka chwilę zdawało mi się, że coś już wiem ale zanim zdążyłam ubrać to w słowa zdążyło uciec.
-Zamierzasz jeszcze długo nad tym siedzieć?- zapytał Otori wchodząc do salonu który robił obecnie zza mój gabinet.
-Skoro nareszcie postanowiłeś wprowadzić mnie w szczegóły tej sprawy chce zapoznać się z nimi jak najszybciej. – odpowiedziałam podnosząc jeden z folderów i patrząc na szlaczki liter które straciły sens dobre pół godziny temu.- Przeszkadzam ci?
-Wiesz, że z samego rana wyjeżdżacie.- przypomniał mi.
-To bez sensu.- odparłam. – Nie wierzę, żeby to zaginięcie miało cokolwiek wspólnego z tą sprawą.
-Ty też?- zapytał siadając po drugiej stronie stołu.
-Sam mi powiedziałeś, że wysyłasz nas tam po to, żeby odpoczęły. Oczywiście będziemy szukać…- w morzu imion jakie przewinęły mi się przez myśli próbowałam zaleźć te dwa konkretne jednak okazało się być ich zbyt wiele.
-Goro i Eiko.- oczywiście, że on je pamięta.
-Dowiemy się co się z nimi stało, ale gdy wrócimy chce natychmiast zając się tym praniem mózgu na masową skale. Mary przejrzy wspomnienia wszystkich porwanych, a Kelly wraca na trop pająków czy jej się to podoba czy nie.
-Myślisz, że to oni za tym stoją?
-Nie wiem co myśleć. Ofiary na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego więc, albo sprawca potrafi działać w kilku miejscach na raz, albo coś nam umyka. Toksykologia nic nie wykazała.
-To pierwsze co sprawdziłem. Odpowiednio mocna mieszanka mogłaby doprowadzić do takiego stanu każdego.
-Wiesz czego się boje? – pokręcił głową.- Boje się, że to nie chemia. Boje się, że jest tu ktoś kto nie potrzebuje niczego takiego. Ktoś sprytniejszy od nas. Ktoś kto przekonuje ludzi do swoich racji… jakie by one nie były. W końcu słowami też można kogoś … odurzyć.
Nastąpiła dłuższa chwila ciszy. Wizja nowego wroga o nieznanych umiejętnościach raczej nie wprawiła nas w dobry nastrój.
-U ofiar nie zanotowano wzrostu agresji- Tsubasa przewał milczenie.-ani zwiększenia skłonności do jakichkolwiek działalności przestępczej.
-Właśnie. Te szczątkowe zmiany w zachowaniu. Potrafił byś mi to jakoś...sprecyzować? Szczególnie w tych dwóch raportach napisane w odstępie dwóch tygodni. - powiedziałam podając mu plik kartek.
-Przypadek Boulot Yonny. "Ofiara zdaje się traktować badanie jako tekst na który była przygotowywana." Sam się nad tym zastanawiałem.
-Czy inni też tak do tego podchodzili? -Nie, u części różnice w zachowaniu potrafiła dostrzec jedynie najbliższa rodzina więc nie byliśmy w stanie przeprowadzić badań behawioralnych.
-Może faktycznie ktoś ją przygotowywał. Przesłuchwialiście rodzinę?
-Tak, twierdzą, że nic takiego nie miało miejsca.
-Czy zaginął jakiś bey? Tylko bey bez bleydera.
-Podejrzewasz zmiany postseparacyjne. To ślepa ucieczka. Żaden bey nie zniknął. Pająki też zaprzestały rabunków po rozbiciu Nowej Dark Nebuli.
-A co z tobą?- zmieszał się.
-Nie rozumiem pytania.
-Widzę, że nie nosisz broń zamiast wyrzutni.
Już zrozumiał.-Pomyślałam spuszczając powoli z tonu.
- Co może oznaczać, że Eagle, albo dalej tkwi w tej maszynie, albo go uszkodziliście próbując je rozdzielić... Więc pytam. Jak się czujesz?
-To nie jest problem którym powinniśmy się teraz zajmować.
-Wolisz to zrobić kiedy pojawią się symptomy?- nie odpowiedział.- Tak myślałam.- powiedziałam podchodząc do niego.- Daj rękę.
Wyciągnął do mnie dłoń. Było na niej trochę ciemnego atramentu, wyraźnie zaznaczona niewielka przerwa między palcem wskazującym, a środkowym powstała w skutek częstego zwalniania spustu kuczera. Łatwo można było wyczuć, że jest spięty. Jeśli miała bym strzelać powiedziałabym, że próbuje powstrzymać skurcze.
-Pewnie słyszałeś o puntach witalnych.- mówiłam masując kciukiem wewnętrzną część jego dłoni.
-To i owo.- odparł kiedy przesunęłam palce pomiędzy kciuk, a palcec wskazujący.
-Uciskane w odpowiedni sposób i odpowiedniej kolejności powinny zminimalizować skurcze.
-Albo sparaliżować rękę po samo ramię.-sarknął.
-Tak, to też.- uśmiechnęłam się uciskając po kolei palce.- Także uważaj...
.
.
.
Pstryk, pstryk.- Mary pstryknęła palcami tuż przed moja twarzą wyrajając mnie z zamyślenia
-Halo. Ziemia do Ines.
-Co się stało? Czemu stoimy?
-Kelly i Bastien zaraz skoczą sobie do gardeł.
-Świetnie. Po prostu świetnie.
Rozdział 21 za nami. Wreszcie ruszyliśmy z misją. No dobra może nie do końca ruszyliśmy, ale wygnałam poszukiwaczki zaginionego guza z mieszkań wiec teraz powinno pójść już z grzywki.
Co wam tu jeszcze powiedzieć? Ummmmm.... Doji dalej żyje.
Ines
Długopis! Gdzie jest długopis!? No i uciekła. Czemu myślenie z sensem idzie tak ciężko? Przetarłam twarz dłońmi i po raz kolejny spojrzałam na raporty. Przypadki nie maiły ze sobą nic wspólnego, ani wieku, ani otoczenia, płci czy przeszłości. Przez krótka chwilę zdawało mi się, że coś już wiem ale zanim zdążyłam ubrać to w słowa zdążyło uciec.
-Zamierzasz jeszcze długo nad tym siedzieć?- zapytał Otori wchodząc do salonu który robił obecnie zza mój gabinet.
-Skoro nareszcie postanowiłeś wprowadzić mnie w szczegóły tej sprawy chce zapoznać się z nimi jak najszybciej. – odpowiedziałam podnosząc jeden z folderów i patrząc na szlaczki liter które straciły sens dobre pół godziny temu.- Przeszkadzam ci?
-Wiesz, że z samego rana wyjeżdżacie.- przypomniał mi.
-To bez sensu.- odparłam. – Nie wierzę, żeby to zaginięcie miało cokolwiek wspólnego z tą sprawą.
-Ty też?- zapytał siadając po drugiej stronie stołu.
-Sam mi powiedziałeś, że wysyłasz nas tam po to, żeby odpoczęły. Oczywiście będziemy szukać…- w morzu imion jakie przewinęły mi się przez myśli próbowałam zaleźć te dwa konkretne jednak okazało się być ich zbyt wiele.
-Goro i Eiko.- oczywiście, że on je pamięta.
-Dowiemy się co się z nimi stało, ale gdy wrócimy chce natychmiast zając się tym praniem mózgu na masową skale. Mary przejrzy wspomnienia wszystkich porwanych, a Kelly wraca na trop pająków czy jej się to podoba czy nie.
-Myślisz, że to oni za tym stoją?
-Nie wiem co myśleć. Ofiary na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego więc, albo sprawca potrafi działać w kilku miejscach na raz, albo coś nam umyka. Toksykologia nic nie wykazała.
-To pierwsze co sprawdziłem. Odpowiednio mocna mieszanka mogłaby doprowadzić do takiego stanu każdego.
-Wiesz czego się boje? – pokręcił głową.- Boje się, że to nie chemia. Boje się, że jest tu ktoś kto nie potrzebuje niczego takiego. Ktoś sprytniejszy od nas. Ktoś kto przekonuje ludzi do swoich racji… jakie by one nie były. W końcu słowami też można kogoś … odurzyć.
Nastąpiła dłuższa chwila ciszy. Wizja nowego wroga o nieznanych umiejętnościach raczej nie wprawiła nas w dobry nastrój.
-U ofiar nie zanotowano wzrostu agresji- Tsubasa przewał milczenie.-ani zwiększenia skłonności do jakichkolwiek działalności przestępczej.
-Właśnie. Te szczątkowe zmiany w zachowaniu. Potrafił byś mi to jakoś...sprecyzować? Szczególnie w tych dwóch raportach napisane w odstępie dwóch tygodni. - powiedziałam podając mu plik kartek.
-Przypadek Boulot Yonny. "Ofiara zdaje się traktować badanie jako tekst na który była przygotowywana." Sam się nad tym zastanawiałem.
-Czy inni też tak do tego podchodzili? -Nie, u części różnice w zachowaniu potrafiła dostrzec jedynie najbliższa rodzina więc nie byliśmy w stanie przeprowadzić badań behawioralnych.
-Może faktycznie ktoś ją przygotowywał. Przesłuchwialiście rodzinę?
-Tak, twierdzą, że nic takiego nie miało miejsca.
-Czy zaginął jakiś bey? Tylko bey bez bleydera.
-Podejrzewasz zmiany postseparacyjne. To ślepa ucieczka. Żaden bey nie zniknął. Pająki też zaprzestały rabunków po rozbiciu Nowej Dark Nebuli.
-A co z tobą?- zmieszał się.
-Nie rozumiem pytania.
-Widzę, że nie nosisz broń zamiast wyrzutni.
Już zrozumiał.-Pomyślałam spuszczając powoli z tonu.
- Co może oznaczać, że Eagle, albo dalej tkwi w tej maszynie, albo go uszkodziliście próbując je rozdzielić... Więc pytam. Jak się czujesz?
-To nie jest problem którym powinniśmy się teraz zajmować.
-Wolisz to zrobić kiedy pojawią się symptomy?- nie odpowiedział.- Tak myślałam.- powiedziałam podchodząc do niego.- Daj rękę.
Wyciągnął do mnie dłoń. Było na niej trochę ciemnego atramentu, wyraźnie zaznaczona niewielka przerwa między palcem wskazującym, a środkowym powstała w skutek częstego zwalniania spustu kuczera. Łatwo można było wyczuć, że jest spięty. Jeśli miała bym strzelać powiedziałabym, że próbuje powstrzymać skurcze.
-Pewnie słyszałeś o puntach witalnych.- mówiłam masując kciukiem wewnętrzną część jego dłoni.
-To i owo.- odparł kiedy przesunęłam palce pomiędzy kciuk, a palcec wskazujący.
-Uciskane w odpowiedni sposób i odpowiedniej kolejności powinny zminimalizować skurcze.
-Albo sparaliżować rękę po samo ramię.-sarknął.
-Tak, to też.- uśmiechnęłam się uciskając po kolei palce.- Także uważaj...
.
.
.
Pstryk, pstryk.- Mary pstryknęła palcami tuż przed moja twarzą wyrajając mnie z zamyślenia
-Halo. Ziemia do Ines.
-Co się stało? Czemu stoimy?
-Kelly i Bastien zaraz skoczą sobie do gardeł.
-Świetnie. Po prostu świetnie.
Rozdział 21 za nami. Wreszcie ruszyliśmy z misją. No dobra może nie do końca ruszyliśmy, ale wygnałam poszukiwaczki zaginionego guza z mieszkań wiec teraz powinno pójść już z grzywki.
Co wam tu jeszcze powiedzieć? Ummmmm.... Doji dalej żyje.
W sensie mój kaktus. Więc to już coś.
Do następnego posta.
Hania.
poniedziałek, 31 grudnia 2018
Beyblade po mojemu (S. 2 R. 20)
Rozdział 20
Arata Kodama były pracownik Dark Nebuli.
Ryuga go nie pamiętał, ale skoro znajdował się na liście najwyraźniej na to zasłużył. Załadował kuczer. Cichy trzask zdradził jego pozycje. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie.
-Nie. To nie możliwe.-szepną patrząc na mężczyznę stojącego w cieniu po drugiej stronie pustej ulicy. Na początku wydawało mu sie, że to tylko przewidzenie. Koszmar na jawie. Miał nadzieje, ze jego umysł płata mu fligle przywołując ducha przeszłości. Mylił sie i to bardzo.
-Stawaj.- usłyszał rozkaz padający z ust kiedyś dziecka teraz anioła zemsty który sprawi, że zapłaci za woje winy.
To było dziecko. To było tylko dziecko...
***
W laboratorium panowała niemal grobowa cisza jedyne co ją mąciło to brzęczenie pracujących maszyn i stukot klawiszy klawiatury.
Obiekt był stabilny.
Po zdobyciu dwóch odpowiednich jednostek człowieka i bey'a badania na nowo ruszyły z kopyta. Bey w którego istnienie do tej pory można było włożyć między bajki przechodził kolejne testy w tym czasie obiekt nieustannie pozostawał w stanie częściowej hibernacji w komorze. Podjął wyczerpującą walkę niemal natychmiast gdy tylko położył dłonie na L Drago.
Było to błędem.
Jak wielkim okazało się dopiero po sprowadzeniu go z powrotem do ośrodka Dark Nebuli. Nieprzytomny obiekt musiał natychmiast zostać poddany hibernacji. Jego ciało nie było przygotowane na taką dawkę energii i w konsekwencji niczym bezpieczniki postanowiło się wyłączyć. Paradoksalnie nawet chwilowa separacja potrafiła pogorszyć stan obiektu. Jednak nie mogliśmy pozwolić na to by bey będący dosłownie jedną wielką niewiadomą został dopuszczony do bleydera. Jedynym wyjściem była więc hibernacja. Arata odwrócił wzrok od dokumentów i po raz kolejny spojrzał w stronę komory. Jeden obiekt leżał w środku, a drugi siedział obok na małym stołku tempo patrząc w taflę hartowanego szkła
-Obiekty.- zaśmiał się gorzko w duchu. -To nie są, żadne obiekty tylko dwójka dzieci. Został zatrudniony w Dark Nebuli ze względu na swoją rozległą wiedzę na temat komór hibernacyjnych i ich wpływu na organizm ludzki. Dzień i noc monitorował czynności życiowe "obiektu".
-Czemu to musiało być dziecko?- zadawał sobie to pytanie każdego dnia.- Dlaczego Dark Nebula nie może przeprowadzać badań na dorosłym mężczyźnie? Czemu akurat ten chłopiec? Przecież widział go kilka dni po sprowadzeniu tutaj. Zwykłe dziecko. Chuderlawy chłopczyk. Dopiero na miejscu doprowadzili go do odpowiedniego stanu. Czemu nie zrobili tego z pierwszym lepszym facetem ściągniętym z ulicy. Czyjaś dłoń spadła na ramię mężczyzny. Zaskoczony spojrzał w górę. To był Doji we własnej o sobie.
-Jak przebiegają prace? - zapytał sięgając po kieliszek.
-Obiekt... jest stabilny.
-Nie to chciałem usłyszeć. - przyznał.
-"Martwy" brzmi lepiej? - zarzęził cichy głos dobiegający od strony komory.
-Kelly...- Blanc zaczął, ale dziewczynka nie pozwoliła mu dokończyć.
-Dlaczego dalej się nie budzi!?-krzyknęła stając i hukiem przewracając stołek.- To zwykle trwało tylko kilka godzin, a teraz nawet nie widać czy oddycha!-Odczyty zarówno bey'a jak i Ryugi zaczęły stopniowo rosnąć.-Co mu zrobiliście!? Co się dzieje!?
-Nie zachowuj się jak dziecko.
-To przestań mnie tak traktować! Chce wiedzieć! Chce znać konsekwencje!
Temperaturze w komorze gwałtownie wzrastała. Ludzie uwijali się szybko próbując ją zbić bez, żadnych efektów.
Hartowane szkło pękło z głośnym hukiem rozbryzgując swoje ostre kawałki na wszystkie strony uwalniając silny impuls.
-Gdzie jest mój bey?-zapytał Ryuga siadając w łupinie jaka pozostała z komory. W okół jego ciała unosił sie dym, a włosy śliniły od potu.
***
To było kiedyś. Bardzo dawno temu.
Drago szybko pokonał dzielący ich dystans zmiótł z drogi bey'a przeciwnika i wbijając zęby głęboko w swoją ofiarę, uniósł ją po czym wgniótł w ścianę.
-Wracaj.- smok odpuścił i powrócił do dłoni właściciela. Ryuga z kamienną twarzą zniósł ból poparzonej dłoni. W porównaniu z tym co przygotowała dla niego dzisiejsza noc było to niczym. Brzemię jakie nosił na swoich ramionach właśnie powiększyło się o jednego człowieka.
Arata Kodama były pracownik Dark Nebuli.
Ryuga go nie pamiętał, ale skoro znajdował się na liście najwyraźniej na to zasłużył. Załadował kuczer. Cichy trzask zdradził jego pozycje. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie.
-Nie. To nie możliwe.-szepną patrząc na mężczyznę stojącego w cieniu po drugiej stronie pustej ulicy. Na początku wydawało mu sie, że to tylko przewidzenie. Koszmar na jawie. Miał nadzieje, ze jego umysł płata mu fligle przywołując ducha przeszłości. Mylił sie i to bardzo.
-Stawaj.- usłyszał rozkaz padający z ust kiedyś dziecka teraz anioła zemsty który sprawi, że zapłaci za woje winy.
To było dziecko. To było tylko dziecko...
***
W laboratorium panowała niemal grobowa cisza jedyne co ją mąciło to brzęczenie pracujących maszyn i stukot klawiszy klawiatury.
Obiekt był stabilny.
Po zdobyciu dwóch odpowiednich jednostek człowieka i bey'a badania na nowo ruszyły z kopyta. Bey w którego istnienie do tej pory można było włożyć między bajki przechodził kolejne testy w tym czasie obiekt nieustannie pozostawał w stanie częściowej hibernacji w komorze. Podjął wyczerpującą walkę niemal natychmiast gdy tylko położył dłonie na L Drago.
Było to błędem.
Jak wielkim okazało się dopiero po sprowadzeniu go z powrotem do ośrodka Dark Nebuli. Nieprzytomny obiekt musiał natychmiast zostać poddany hibernacji. Jego ciało nie było przygotowane na taką dawkę energii i w konsekwencji niczym bezpieczniki postanowiło się wyłączyć. Paradoksalnie nawet chwilowa separacja potrafiła pogorszyć stan obiektu. Jednak nie mogliśmy pozwolić na to by bey będący dosłownie jedną wielką niewiadomą został dopuszczony do bleydera. Jedynym wyjściem była więc hibernacja. Arata odwrócił wzrok od dokumentów i po raz kolejny spojrzał w stronę komory. Jeden obiekt leżał w środku, a drugi siedział obok na małym stołku tempo patrząc w taflę hartowanego szkła
-Obiekty.- zaśmiał się gorzko w duchu. -To nie są, żadne obiekty tylko dwójka dzieci. Został zatrudniony w Dark Nebuli ze względu na swoją rozległą wiedzę na temat komór hibernacyjnych i ich wpływu na organizm ludzki. Dzień i noc monitorował czynności życiowe "obiektu".
-Czemu to musiało być dziecko?- zadawał sobie to pytanie każdego dnia.- Dlaczego Dark Nebula nie może przeprowadzać badań na dorosłym mężczyźnie? Czemu akurat ten chłopiec? Przecież widział go kilka dni po sprowadzeniu tutaj. Zwykłe dziecko. Chuderlawy chłopczyk. Dopiero na miejscu doprowadzili go do odpowiedniego stanu. Czemu nie zrobili tego z pierwszym lepszym facetem ściągniętym z ulicy. Czyjaś dłoń spadła na ramię mężczyzny. Zaskoczony spojrzał w górę. To był Doji we własnej o sobie.
-Jak przebiegają prace? - zapytał sięgając po kieliszek.
-Obiekt... jest stabilny.
-Nie to chciałem usłyszeć. - przyznał.
-"Martwy" brzmi lepiej? - zarzęził cichy głos dobiegający od strony komory.
-Kelly...- Blanc zaczął, ale dziewczynka nie pozwoliła mu dokończyć.
-Dlaczego dalej się nie budzi!?-krzyknęła stając i hukiem przewracając stołek.- To zwykle trwało tylko kilka godzin, a teraz nawet nie widać czy oddycha!-Odczyty zarówno bey'a jak i Ryugi zaczęły stopniowo rosnąć.-Co mu zrobiliście!? Co się dzieje!?
-Nie zachowuj się jak dziecko.
-To przestań mnie tak traktować! Chce wiedzieć! Chce znać konsekwencje!
Temperaturze w komorze gwałtownie wzrastała. Ludzie uwijali się szybko próbując ją zbić bez, żadnych efektów.
Hartowane szkło pękło z głośnym hukiem rozbryzgując swoje ostre kawałki na wszystkie strony uwalniając silny impuls.
-Gdzie jest mój bey?-zapytał Ryuga siadając w łupinie jaka pozostała z komory. W okół jego ciała unosił sie dym, a włosy śliniły od potu.
***
To było kiedyś. Bardzo dawno temu.
Drago szybko pokonał dzielący ich dystans zmiótł z drogi bey'a przeciwnika i wbijając zęby głęboko w swoją ofiarę, uniósł ją po czym wgniótł w ścianę.
-Wracaj.- smok odpuścił i powrócił do dłoni właściciela. Ryuga z kamienną twarzą zniósł ból poparzonej dłoni. W porównaniu z tym co przygotowała dla niego dzisiejsza noc było to niczym. Brzemię jakie nosił na swoich ramionach właśnie powiększyło się o jednego człowieka.
Rozdział 20 za nami. Wiem jest krótszy niż zwykle i to prawdopodobnie sie utrzyma przez pewien czas ponieważ chciała bym pisać regularniej. Więc zamiast kobyły raz na pół roku postaram sie pisac krótko, ale co tydzień ;)
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.
piątek, 21 grudnia 2018
List do Świętego Mikołaja
Drogi Święty Mikołaju
W tym roku byłam Bardzo Greczna.
W tym roku byłam grzeczna przez większość czasu.
W tym roku byłam grzeczna raz na jakiś czas...
Nie ważne! Sama sobie kupię prezent!
No dobra, postawmy sprawę jasno. Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że nie jestemŚwięta idealna i to już coś, prawda?
Głupi zwyczaj. Urodzin nie obchodzę już od dawna, a dociebie Ciebie dalej piszę. W porządku już nie zmieniam tematu, a więc... A co u Komety, Kupida, Strzały, Fircyka, Pyszałka, Tancerza, Złośnika hyhy, Profesokra i Rudolfa? Te imiona to jakoś przechodzą? Jak tytuły czy masz nieśmiertelne renifery? Renifery zombie ...Gdybym miała to zrobić osobiście już dawno stracił byś wątek i mi odpuścił. To dlatego muszę pisać, prawda? Wiem, przerabiamy to każdego roku zacznę po prostu zakreślać tę ważną część, żebyś nie musiał czytać tych moich wywodów na około.
A więc (TERAZ ZACZYNA SIĘ TO WAŻNE!) w tym roku:
-dołączyłam do WBBA. Ha! Widzisz zaczynam wielkim plusem bo to ci dobrzy....No dobra dołączyłam tam bo po mojej ostatniej misji ratunkowej uznali, że jestem zbyt niebezpieczna, żeby biegać samopas. Czyli jednak minis...?
-mam nowych-starych przyjaciół. To też powinno iść na plus. Bo nie zerwałam kontaktu jak zwykle... Nie rób min wiem, że są ze mną uwięzione. Pisz ten minus nie róbmy scen.
-umieram to pójdzie na plus.
-nie byłam miła dla Hikaru... tak trochę.
-zjadłam wszystkie ciastka porzuciłam opakowanie Yoyo, a potem nie wyprowadzałam nikogo z błędu.
-popsułam toster i schowałam go z powrotem do szafki.
- nie wkurzam już Mary...przynajmniej nie specjalnie.
-pomagałam Alexowi ze zwierzętami
-pomagałam Alexowi z kotami.
-chciałam pomóc Alexowi ze zwierzakami, aleupierdolił ugryzł mnie szczur (zgadnij jak ma na imię... Gruzak ha ha) któremu wymieniałam wodę i skończyło się na tym, że z plastrem na kciuku siedziałam i głaskałam koty słuchając jak Alex mnie przepraszał, że nie ostrzegł mnie przed Gryzakiem... Jemu prezent się należy nawet jeśli jest geniuszem zła. Serio Alex Blanc wpisz im mu im(?) plusa odemnie.
Mróz złapał. Ciekawe czy się utrzyma do świąt...
-Ja i Ryuga się... rozdzieliśmy (?) No chcyba tak to można nazwać. Najpierw się pokłuciliśmy, a potem pfff i nie ma. Bardzo dojrzałe. Chociaż w sumie czego oczekiwać od pajaca w pelerynie i wariatki w kucykach....Dobra co dalej.
-kłamie mniej niż kiedyś, ale zawsze. Teraz ludzie po prostu zakladają, że kłamie jak mówię prawdę dlatego mogę mówić prawdę co chyba podchodzi pod...
-oszukuje no z tym to faktycznie jest problem, ale to nie moja wina...No dobra moja.
-przeklinam.
-bije złych ludzi.
-bije dobry ludzi.
-ogólnie bijeludzi. nie ludzi też
-manipuluję. (Nie nie pisałam już tego oszustwo i manipulacja to dwie różne rzeczy)
-ogólnie wredna ze mnie suka i z wiekiem wcale mi się nie poprawia wręcz przeciwnie.
-Nie mlaskam przy Ines
-Staram się nie mlaskać przy Ines.
-dalej nie przeprosiłam Hyomy...nie tak, żeby mi uwierzył. Będzie się to za mną ciągnąć doustranej samej śmierci.
-z braćmi no tu akurat jest lepiej. To znaczy Benkei cieszy się, że jestem, Takashi czeka tylko, aż znowu znikę, a Jiro nie wiem czy rozumiał co się działo.
-jem za dużo słodyczy...przestanę jak wymyślą coś lepszego jak na przyklad wiecznie ciepłe tosty z serem. Chociaż tosty z serem są dobre nawet zimne tylko ser musiał się wcześniej dobrze stopić. Iiiiii teraz jestem głodna.
Wiem, już piszę dalej... Nie piszę bazgrolę w rogu kartki.
Tak na dobrą sprawę po co to pisać? Przecież ty wiesz jak było. Wiesz jak to się naprawdę nazywa? Rachunek sumienia (Wiem, że wiesz mówię tak, żebyś wiedział, że ja wiem.) I chyba właśnie go skończyłam, a jeśli nie to od czego jest post scriptum, prawda?
Kelly.
Wesołych Świąt i Szczęśliwego nowego roku! Życzę wam dużo zdrowia i szczęścia, bo co wam po zdrowiu jak cegła spadnie z dachu i dostaniecie nią w głowę? Oj napowtarzam sie tego zdania przez najbliższe kilka dni.
Postanowiłam w tym roku napisać coś trochę w innym stylu. Przy pomocy Kelly.
Kelly: Hejo ^.^
Zaproponować wam bo tak jak ona spróbowali byście znaleźć chwilę czasu na zastanowienie sie nad tym co stało sie w tym roku. Co było dobre, co mogło by pójść lepiej, a co czym byście chcieli po prostu zapomnieć. Spójrzcie na to i postarajcie sie wyciągną z tego wnioski na przyszłość.
No to Ja sie z wami żegnam.
Uważajcie na siebie w te Święta.
Do następnego posta.
Hania
No dobra, postawmy sprawę jasno. Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że nie jestem
Głupi zwyczaj. Urodzin nie obchodzę już od dawna, a do
A więc (TERAZ ZACZYNA SIĘ TO WAŻNE!) w tym roku:
-dołączyłam do WBBA. Ha! Widzisz zaczynam wielkim plusem bo to ci dobrzy....No dobra dołączyłam tam bo po mojej ostatniej misji ratunkowej uznali, że jestem zbyt niebezpieczna, żeby biegać samopas. Czyli jednak minis...?
-mam nowych-starych przyjaciół. To też powinno iść na plus. Bo nie zerwałam kontaktu jak zwykle... Nie rób min wiem, że są ze mną uwięzione. Pisz ten minus nie róbmy scen.
-
-
-zjadłam wszystkie ciastka porzuciłam opakowanie Yoyo, a potem nie wyprowadzałam nikogo z błędu.
-popsułam toster i schowałam go z powrotem do szafki.
- nie wkurzam już Mary...przynajmniej nie specjalnie.
-
-
-chciałam pomóc Alexowi ze zwierzakami, ale
Mróz złapał. Ciekawe czy się utrzyma do świąt...
-Ja i Ryuga się... rozdzieliśmy (?) No chcyba tak to można nazwać. Najpierw się pokłuciliśmy, a potem pfff i nie ma. Bardzo dojrzałe. Chociaż w sumie czego oczekiwać od pajaca w pelerynie i wariatki w kucykach....Dobra co dalej.
-kłamie mniej niż kiedyś, ale zawsze. Teraz ludzie po prostu zakladają, że kłamie jak mówię prawdę dlatego mogę mówić prawdę co chyba podchodzi pod...
-oszukuje no z tym to faktycznie jest problem, ale to nie moja wina...No dobra moja.
-przeklinam.
-bije złych ludzi.
-bije dobry ludzi.
-ogólnie bije
-manipuluję. (Nie nie pisałam już tego oszustwo i manipulacja to dwie różne rzeczy)
-ogólnie wredna ze mnie suka i z wiekiem wcale mi się nie poprawia wręcz przeciwnie.
-
-Staram się nie mlaskać przy Ines.
-dalej nie przeprosiłam Hyomy...nie tak, żeby mi uwierzył. Będzie się to za mną ciągnąć do
-z braćmi no tu akurat jest lepiej. To znaczy Benkei cieszy się, że jestem, Takashi czeka tylko, aż znowu znikę, a Jiro nie wiem czy rozumiał co się działo.
-jem za dużo słodyczy...przestanę jak wymyślą coś lepszego jak na przyklad wiecznie ciepłe tosty z serem. Chociaż tosty z serem są dobre nawet zimne tylko ser musiał się wcześniej dobrze stopić. Iiiiii teraz jestem głodna.
Wiem, już piszę dalej... Nie piszę bazgrolę w rogu kartki.
Tak na dobrą sprawę po co to pisać? Przecież ty wiesz jak było. Wiesz jak to się naprawdę nazywa? Rachunek sumienia (Wiem, że wiesz mówię tak, żebyś wiedział, że ja wiem.) I chyba właśnie go skończyłam, a jeśli nie to od czego jest post scriptum, prawda?
Kelly.
Wesołych Świąt i Szczęśliwego nowego roku! Życzę wam dużo zdrowia i szczęścia, bo co wam po zdrowiu jak cegła spadnie z dachu i dostaniecie nią w głowę? Oj napowtarzam sie tego zdania przez najbliższe kilka dni.
Postanowiłam w tym roku napisać coś trochę w innym stylu. Przy pomocy Kelly.
Kelly: Hejo ^.^
Zaproponować wam bo tak jak ona spróbowali byście znaleźć chwilę czasu na zastanowienie sie nad tym co stało sie w tym roku. Co było dobre, co mogło by pójść lepiej, a co czym byście chcieli po prostu zapomnieć. Spójrzcie na to i postarajcie sie wyciągną z tego wnioski na przyszłość.
No to Ja sie z wami żegnam.
Uważajcie na siebie w te Święta.
Do następnego posta.
Hania
środa, 31 października 2018
Hallowen 2018
Krew z Krwi
Był późny jesienny wieczór. Mokre liście obklejały chodnik, chłód przenikał do kości, a deszcz siąpił z nieba. Ciepłe żółte światła ulicznych lamp oświetlały traumatyczną scenę.
-Na północ od skrzyżowania ulic Karasuma i Shiokōji znalazłem mężczyznę z raną ciętą szyji. Stracił dużo krwi, ale jest przytomny. Złożyłem opatrunek tamujący krwawienie.
-Dobrze, proszę zostać na miejscu do przyjazdu karetki. Pana imię i nazwisko?
-Blanc, Aleksander Blanc.
Pogotowie przejechało po upływie ośmiu minut. To było jedno z najdłuższe osiem minut w jego życiu. Wzrokiem odprowadził ratowników niosących praktycznie obcą mu osobę do karetki.
Czuł jak krew zaczyna krzepnąć na jego dłoniach.
-A więc co się stało?- zapytał policjant.
-Byłem w drodze do pracy gdy...
-Gdzie Pan pracuje?
-W klinice weterynaryjnej przy Shiokōji.
-Proszę kontynuować
-Zobaczyłem go leżącego na brzegu chodnika. Trzymał się za gardło, a z pomiędzy palcy wypływała jego krew.
-I co pan zrobił?
-Użyłem szalika by zatrzymać krwawienie i zadzwoniłem na pogotowie.
-Czy widział pan kogoś w pobliżu?
-Nie.-odpowiedział szybko. Za szybko.
-Na pewno?
-Tak.
-No dobrze. To wszystko. Jest pan wolny.
***
Alex szybkim marszem pokonał resztę drogi do pracy. Dosłownie wpadł do recepcji i rzucając tylko szybkie dobry wieczór ruszył prosto do łazienki. Dopadł lustra i popatrzył głęboko w oczy swojego odbicia.*
-Proszę powiedź mi, że to nie ty.
-Nie tym razem.- chłopak westchnął z ulgą.- ale w końcu pęknę i się na kogoś rzucę. Zrozum musimy się żywić.
-Nie mogę.
-Nie proszę cie żebyś zabijał. Po prostu pozwól mi...
-Nie mogę...przepraszam.
-Zabijasz nas.- to były jego ostanie słowa w tej rozmowie. Po nich schował sie głęboko w umyśle swojego brata.
W lustrze pozostało tylko obicie. Podkrążone oczy, blade zapadnięte policzki, popękane wargi z pod których wystawały czubki kłów. Wglądał jak trup, tak sie czuł i tym był.
Zmył już dawno zaschniętą krew z dłoni i przemył twarz zimną wodą.
W łazience rozległo się pukanie do drzwi.
-Doktorze?- odezwała się recepcjonistka.- Czy wszystko w porządku?
-W jak najlepszym.- skłamał.
-To dobrze. Ma pan pacjentkę. Czeka już w zabiegowym.
-Zaraz przyjdę.
Dojście do siebie zajęło mu dłużej niż przypuszczał. Najchętniej by w ogóle stamtąd nie wychodził, ale był potrzebny.
W gabinecie czekała na niego nie wysoka kobieta o drobnej figurze i długich granatowych włosach. Stała przy stole głaszcząc czarnego kota.
-Dobry wieczór. - przywitała się miło, ale chłopak czuł, że to tylko pozory. Pachniała zagrożeniem.
-Dobry wieczór. - odparł.- Co jest powodem wizyty?- zapytał oglądając kotkę.
-Je, ale dalej chudnie.-stwierdziła zaglądając mu przez ramię.
-To może być nadczynność tarczycy.
-Ciekawe, nie wiedziałam, że u pijaw działają organy.-zmarł.
Ona wie! To łowca! Musimy się jej pozbyć.
Nie możemy. Nie to tylko utwierdzi ją w przekonaniu, że trzeba się nas pozbyć. -powoli odwrócił sie w jej stronę.
Był późny jesienny wieczór. Mokre liście obklejały chodnik, chłód przenikał do kości, a deszcz siąpił z nieba. Ciepłe żółte światła ulicznych lamp oświetlały traumatyczną scenę.
-Na północ od skrzyżowania ulic Karasuma i Shiokōji znalazłem mężczyznę z raną ciętą szyji. Stracił dużo krwi, ale jest przytomny. Złożyłem opatrunek tamujący krwawienie.
-Dobrze, proszę zostać na miejscu do przyjazdu karetki. Pana imię i nazwisko?
-Blanc, Aleksander Blanc.
Pogotowie przejechało po upływie ośmiu minut. To było jedno z najdłuższe osiem minut w jego życiu. Wzrokiem odprowadził ratowników niosących praktycznie obcą mu osobę do karetki.
Czuł jak krew zaczyna krzepnąć na jego dłoniach.
-A więc co się stało?- zapytał policjant.
-Byłem w drodze do pracy gdy...
-Gdzie Pan pracuje?
-W klinice weterynaryjnej przy Shiokōji.
-Proszę kontynuować
-Zobaczyłem go leżącego na brzegu chodnika. Trzymał się za gardło, a z pomiędzy palcy wypływała jego krew.
-I co pan zrobił?
-Użyłem szalika by zatrzymać krwawienie i zadzwoniłem na pogotowie.
-Czy widział pan kogoś w pobliżu?
-Nie.-odpowiedział szybko. Za szybko.
-Na pewno?
-Tak.
-No dobrze. To wszystko. Jest pan wolny.
***
Alex szybkim marszem pokonał resztę drogi do pracy. Dosłownie wpadł do recepcji i rzucając tylko szybkie dobry wieczór ruszył prosto do łazienki. Dopadł lustra i popatrzył głęboko w oczy swojego odbicia.*
-Proszę powiedź mi, że to nie ty.
-Nie tym razem.- chłopak westchnął z ulgą.- ale w końcu pęknę i się na kogoś rzucę. Zrozum musimy się żywić.
-Nie mogę.
-Nie proszę cie żebyś zabijał. Po prostu pozwól mi...
-Nie mogę...przepraszam.
-Zabijasz nas.- to były jego ostanie słowa w tej rozmowie. Po nich schował sie głęboko w umyśle swojego brata.
W lustrze pozostało tylko obicie. Podkrążone oczy, blade zapadnięte policzki, popękane wargi z pod których wystawały czubki kłów. Wglądał jak trup, tak sie czuł i tym był.
Zmył już dawno zaschniętą krew z dłoni i przemył twarz zimną wodą.
W łazience rozległo się pukanie do drzwi.
-Doktorze?- odezwała się recepcjonistka.- Czy wszystko w porządku?
-W jak najlepszym.- skłamał.
-To dobrze. Ma pan pacjentkę. Czeka już w zabiegowym.
-Zaraz przyjdę.
Dojście do siebie zajęło mu dłużej niż przypuszczał. Najchętniej by w ogóle stamtąd nie wychodził, ale był potrzebny.
W gabinecie czekała na niego nie wysoka kobieta o drobnej figurze i długich granatowych włosach. Stała przy stole głaszcząc czarnego kota.
-Dobry wieczór. - przywitała się miło, ale chłopak czuł, że to tylko pozory. Pachniała zagrożeniem.
-Dobry wieczór. - odparł.- Co jest powodem wizyty?- zapytał oglądając kotkę.
-Je, ale dalej chudnie.-stwierdziła zaglądając mu przez ramię.
-To może być nadczynność tarczycy.
-Ciekawe, nie wiedziałam, że u pijaw działają organy.-zmarł.
Ona wie! To łowca! Musimy się jej pozbyć.
Nie możemy. Nie to tylko utwierdzi ją w przekonaniu, że trzeba się nas pozbyć. -powoli odwrócił sie w jej stronę.
-Ooooo już nie udawaj. Gdybyś chociaż próbował się z tym kryć.
-To nie tak jak myślisz. Ja nie zabijam.
-Pewnie mówisz to każdej.- zalotny uśmiech przekształcił sie w chłodna maskę.- A teraz spokojnie posłuchaj. Znałam twojego ojca znałam twojego brata. Wy wszyscy jesteście tacy sami krew z krwi kość z kości i gdyby to ode mnie zależało leżał byś już dawno sześć metrów pod ziemią. Jest jednak jeden konkretny powód dla którego twoja śliczna główka nie turla się jeszcze po podłodze. Ten powód ma na imię Mary. Powiedźmy, że jesteś teraz na jej łasce i nie łasce. To mogło by być nawet zabawne patrzeć jak się z tobą męczy. Na pewno nie zbierze się do tego szybko. Jest taka niezdecydowana.
-To nie tak jak myślisz. Ja nie zabijam.
-Pewnie mówisz to każdej.- zalotny uśmiech przekształcił sie w chłodna maskę.- A teraz spokojnie posłuchaj. Znałam twojego ojca znałam twojego brata. Wy wszyscy jesteście tacy sami krew z krwi kość z kości i gdyby to ode mnie zależało leżał byś już dawno sześć metrów pod ziemią. Jest jednak jeden konkretny powód dla którego twoja śliczna główka nie turla się jeszcze po podłodze. Ten powód ma na imię Mary. Powiedźmy, że jesteś teraz na jej łasce i nie łasce. To mogło by być nawet zabawne patrzeć jak się z tobą męczy. Na pewno nie zbierze się do tego szybko. Jest taka niezdecydowana.
Drzwi do gabinetu się otworzyły.
-Przepraszam, że przeszkadzam...- recepcjonistka urwała w pół zdania.
-Nic się nie stało i tak już wychodziłam. Z Bettusią jest wszystko w porządku, a ja panikuje.- kobieta wzieła kotkę na ręce.- Dziękuje doktorze. Może powinien pan wrócić do domu nie wygląda pan najlepiej. - posłała Alexowi miły uśmiech i wyszła.
-Ona ma rację. Powinieneś wsiąść wolne. Wróć do domu odpocznij. Zjedz coś.
-Tak, to nie najgorszy pomysł.
***-Przepraszam, że przeszkadzam...- recepcjonistka urwała w pół zdania.
-Nic się nie stało i tak już wychodziłam. Z Bettusią jest wszystko w porządku, a ja panikuje.- kobieta wzieła kotkę na ręce.- Dziękuje doktorze. Może powinien pan wrócić do domu nie wygląda pan najlepiej. - posłała Alexowi miły uśmiech i wyszła.
-Ona ma rację. Powinieneś wsiąść wolne. Wróć do domu odpocznij. Zjedz coś.
-Tak, to nie najgorszy pomysł.
-Dlaczego tam polazłaś?- warknęła Mary przyszpilając Kelly za gardło do ściany.
-Dostałaś rozkaz żeby trzymać się od niego z daleka.- dodała Ines.
-Betty czuła się gorzej. - mruknęła smutno Blue, ale szybko zrzuciła i tą maskę śmiejąc się szatynce prosto w twarz. - Oj daj spokój. Wiesz, że twój śliczny chłopiec zmasakrował tamtego faceta . Chociaż może powinnam powiedzieć, że zrobił to jego braciszek. Tak czy inaczej mamy problem dziewczynki, a polega na tym, że Blanc się żywi, ale nie wygląda jakby zużywał energie do utrzymania się w formie. Moje pytanie...Na co to idzie?
W pokoju zapadła cisza. Hawana uśmiechała się triumfalnie patrząc na wściekłą minę Mary na cień wątpliwości w oczach Ines i już się cieszyła.
Tej nocy zginie ostatni Blanc.
-Mary...-zaczęła Ines
-Nie.
-Jeżeli jest...
-Nie!-ryknęła Tategami.-...Dałyście mi słowo.
-Musimy wziąć pod uwagę...
-Przysięgłyście, że go nie ruszycie. Obiecałyście.
-Tak, - przyznała kapitan spokojnym głosem.- pod warunkiem, że nikogo nie skrzywdzi. Ustaliliśmy też, że jeśli do tego dojdzie to ty się nim zajmiesz. - szatynka puściła szyje Kelly.- Alex to twoja odpowiedzialność.
-Sprawdzę to, pójdę dzisiaj do niego i...
-I?
-I zrobię to co będzie trzeba.- odparła po czym wyszła.
***-Dostałaś rozkaz żeby trzymać się od niego z daleka.- dodała Ines.
-Betty czuła się gorzej. - mruknęła smutno Blue, ale szybko zrzuciła i tą maskę śmiejąc się szatynce prosto w twarz. - Oj daj spokój. Wiesz, że twój śliczny chłopiec zmasakrował tamtego faceta . Chociaż może powinnam powiedzieć, że zrobił to jego braciszek. Tak czy inaczej mamy problem dziewczynki, a polega na tym, że Blanc się żywi, ale nie wygląda jakby zużywał energie do utrzymania się w formie. Moje pytanie...Na co to idzie?
W pokoju zapadła cisza. Hawana uśmiechała się triumfalnie patrząc na wściekłą minę Mary na cień wątpliwości w oczach Ines i już się cieszyła.
Tej nocy zginie ostatni Blanc.
-Mary...-zaczęła Ines
-Nie.
-Jeżeli jest...
-Nie!-ryknęła Tategami.-...Dałyście mi słowo.
-Musimy wziąć pod uwagę...
-Przysięgłyście, że go nie ruszycie. Obiecałyście.
-Tak, - przyznała kapitan spokojnym głosem.- pod warunkiem, że nikogo nie skrzywdzi. Ustaliliśmy też, że jeśli do tego dojdzie to ty się nim zajmiesz. - szatynka puściła szyje Kelly.- Alex to twoja odpowiedzialność.
-Sprawdzę to, pójdę dzisiaj do niego i...
-I?
-I zrobię to co będzie trzeba.- odparła po czym wyszła.
Alex wrócił do mieszkania. Przebrał się. Zimną wodą zmył z ubrań krew i odłożył do kosza na pranie.
Z kuchni zabrał rolkę plastikowych worków jeden z nic rozłożył na podłodze w salonie, a resztę odstawił na stolik po czym uklękną na worku i tak czekał.
Z kuchni zabrał rolkę plastikowych worków jeden z nic rozłożył na podłodze w salonie, a resztę odstawił na stolik po czym uklękną na worku i tak czekał.
Przyszła chwilę przed świtem. Przy jej pasku wisiała maczeta. Jedynym pocieszeniem było to, że nie trzymała jej w dłoni...jeszcze. Zdjęła buty odwiesiła na wieszak kurtkę i weszła do salonu.
-Na co to wszystko?- zapytała zaplątając ręce na piersiach.
-Pomyślałem, że tak będzie ci łatwiej.- odparł nie podnosząc na nią głowy.- Będziesz miała mniej sprzątania i w ogóle.
-Po czym?
-Mary.-mówił pomimo rosnącej w jego gardle guli.-Ja wiem po co tu jesteś. Przyszłaś mnie zabić, a ja nie chce ci tego utrudniać.- pociągnął nosem.- Tak będzie lepiej.
-Gówno wiesz. - warknęła- A teraz wstawaj i wołaj swojego brata bo z tobą nie da się rozmawiać.
-Mary...proszę.- powiedział spoglądając na nią zaszkolnymi oczyma.
-Wołaj go.- powtórzyła stanowczo.- Teraz.
Chłopak podniósł się z ziemi otrzepał kolana i spojrzał na szatynkę wyzywająco.-Pomyślałem, że tak będzie ci łatwiej.- odparł nie podnosząc na nią głowy.- Będziesz miała mniej sprzątania i w ogóle.
-Po czym?
-Mary.-mówił pomimo rosnącej w jego gardle guli.-Ja wiem po co tu jesteś. Przyszłaś mnie zabić, a ja nie chce ci tego utrudniać.- pociągnął nosem.- Tak będzie lepiej.
-Gówno wiesz. - warknęła- A teraz wstawaj i wołaj swojego brata bo z tobą nie da się rozmawiać.
-Mary...proszę.- powiedział spoglądając na nią zaszkolnymi oczyma.
-Wołaj go.- powtórzyła stanowczo.- Teraz.
-Nie piłem z niego jeśli o to chcesz zapytać.
-Ale to ty go tak urządziłeś.
-Zasłużył, ale to nie ja.
-No to tłumacz się,-usiadła w fotelu zakładając nogę na nogę.- jak to było?
-Kilka nocy temu facet potrącił psa i odjechał. Śledziłem go i czekałem na dobrą okazje, ale zanim zdążyłem się zdecydować ktoś go napadł, a Alex nie był w stanie się powstrzymać. Teraz wiesz jak było. Co z tym zrobisz?- westchnęła.
-Nie zabije cie...Rany jesteś ostatnim co ratuje go przed śmiercią głodową.
-Głód to jedno on nieustannie przeprasza wszechświat za to, że żyje.
-Wiem, tak czy siak potrzebujecie paliwa.- powiedziała rozpinając mankiet kraciastej koszuli i podwijając wysoko rękaw.- Choć tu. Nie mam zamiaru wciskać ci swojej ręki do paszcze będziesz się musiał sam tu pofatygować.
Chłopak poszedł do kuchni po apteczkę wiedział, że kiedy tylko jego brat się pojawi apteczka będzie pierwszą rzeczą jakiej będzie szukać. Ukląkł przy przy Mary wziął do ręki jej przedramie i przemył zgięcie łokcia spirytusem.
-Piłaś?- zapytał suchym tonem.
-A jak ci się wydaje?- sarknęła w odpowiedzi.
Wbił się szybko i precyzyjnie. W końcu studia medyczne się na coś przydały.
Krew była ciepła i metaliczna. Nie była dobra, ale pozwalała przeżyć więc pił, pił dopóki tylko miał jakakolwiek kontrole bo dobrze wiedział, że kiedy ją utraci...
Alex gwałtownie oderwał sie od reki Mary.
-Ale to ty go tak urządziłeś.
-Zasłużył, ale to nie ja.
-No to tłumacz się,-usiadła w fotelu zakładając nogę na nogę.- jak to było?
-Kilka nocy temu facet potrącił psa i odjechał. Śledziłem go i czekałem na dobrą okazje, ale zanim zdążyłem się zdecydować ktoś go napadł, a Alex nie był w stanie się powstrzymać. Teraz wiesz jak było. Co z tym zrobisz?- westchnęła.
-Nie zabije cie...Rany jesteś ostatnim co ratuje go przed śmiercią głodową.
-Głód to jedno on nieustannie przeprasza wszechświat za to, że żyje.
-Wiem, tak czy siak potrzebujecie paliwa.- powiedziała rozpinając mankiet kraciastej koszuli i podwijając wysoko rękaw.- Choć tu. Nie mam zamiaru wciskać ci swojej ręki do paszcze będziesz się musiał sam tu pofatygować.
Chłopak poszedł do kuchni po apteczkę wiedział, że kiedy tylko jego brat się pojawi apteczka będzie pierwszą rzeczą jakiej będzie szukać. Ukląkł przy przy Mary wziął do ręki jej przedramie i przemył zgięcie łokcia spirytusem.
-Piłaś?- zapytał suchym tonem.
-A jak ci się wydaje?- sarknęła w odpowiedzi.
Wbił się szybko i precyzyjnie. W końcu studia medyczne się na coś przydały.
Krew była ciepła i metaliczna. Nie była dobra, ale pozwalała przeżyć więc pił, pił dopóki tylko miał jakakolwiek kontrole bo dobrze wiedział, że kiedy ją utraci...
Alex gwałtownie oderwał sie od reki Mary.
-Mary ja ja ja przepraszam. Ja nie chc...
-Daj spokój nic mi nie jest.-chłopak szybko sięgnął do apteczki. Ze łzami w oczach opatrzył praktycznie suchą ranę.
-Nie płacz bekso nic mi nie zrobiłeś.
-Przepraszam.- szepnął nie mogąc ponieść na nią wzroku.
-Nie masz za co przepraszać durniu.-powiedziała chwytając dłonią jego policzki.- Zrobiłam to dobrowolnie.
-Przepraszam, że mi smakowało. Pewnie teraz myślisz, ze jestem odrażający...
-Tsk, kiedy ty się wreszcie nauczysz? Zmieniono cie w brew twojej woli i mimo głodu nie dajesz się karmić. Muszę się dogadywać z twoim bratem, żeby utrzymać cie przy życiu. Jedyne za co możesz przeprosić to za to, że jesteś prawdziwym utrapieniem z tą swoją pokrętną moralnością.
-Każdy ma jakieś wady.
-Choć tu.- dziewczyna przyciągnęła go do siebie i zamknęła w niedźwiedzim uścisku.-Musisz bardziej uważać. Zwracasz na siebie uwagę.
-Nie mogłem go tam zostawić.
-Nie uratujesz wszystkich, przede wszystkim musisz myśleć o własnym bezpieczeństwie. Kelly i Ines jestem w stanie jakoś przekonać, ale z każdą kolejną wezwaną karetką łowcy nabierają podejrzeń...Policjanci zresztą też.
-Mary wiesz, że nie potrafił bym się tak po prostu odwrócić i odejść.
-Wiem.-Daj spokój nic mi nie jest.-chłopak szybko sięgnął do apteczki. Ze łzami w oczach opatrzył praktycznie suchą ranę.
-Nie płacz bekso nic mi nie zrobiłeś.
-Przepraszam.- szepnął nie mogąc ponieść na nią wzroku.
-Nie masz za co przepraszać durniu.-powiedziała chwytając dłonią jego policzki.- Zrobiłam to dobrowolnie.
-Przepraszam, że mi smakowało. Pewnie teraz myślisz, ze jestem odrażający...
-Tsk, kiedy ty się wreszcie nauczysz? Zmieniono cie w brew twojej woli i mimo głodu nie dajesz się karmić. Muszę się dogadywać z twoim bratem, żeby utrzymać cie przy życiu. Jedyne za co możesz przeprosić to za to, że jesteś prawdziwym utrapieniem z tą swoją pokrętną moralnością.
-Każdy ma jakieś wady.
-Choć tu.- dziewczyna przyciągnęła go do siebie i zamknęła w niedźwiedzim uścisku.-Musisz bardziej uważać. Zwracasz na siebie uwagę.
-Nie mogłem go tam zostawić.
-Nie uratujesz wszystkich, przede wszystkim musisz myśleć o własnym bezpieczeństwie. Kelly i Ines jestem w stanie jakoś przekonać, ale z każdą kolejną wezwaną karetką łowcy nabierają podejrzeń...Policjanci zresztą też.
-Mary wiesz, że nie potrafił bym się tak po prostu odwrócić i odejść.
W pokoju obok coś zaszurało.
-Ktoś tu jest?- zapytała Mary.
-To pewnie Kropka.
-Zaczyna sie robić sie późno.
-Chciałaś powiedzieć wcześnie.
-Nie wymądrzaj się.- powiedziała uśmiechając się.- Powinieneś już iść spać.
-Masz rację.- przyznał i dostał za to buziaka w nos.
-Kolorowych koszmarów.
***
Alex pożegnał Mary za mną za nią drzwi i odetchną głęboko.
Udało się. To na pewno nie był koniec, ale najtrudniejsze było za nimi. Bo jeśli Mary jest po ich stronie z resztą już sobie poradzą.
Chłopak wszedł do ciemnego pokoju. Na obrotowym krześle z podwiniętymi nogami siedziała kobieta. Spojrzała na niego pytająco wielkimi cielnymi oczami. Usiadł na brzegu łóżka westchną i powiedział:
-Musiałem zahipnotyzować policjanta i wykiwać dwóch łowców.- kobieta wdrapała sie na jego kolana i wtuliła.
-Przepraszam.- szepnęła.
-Nic się nie stało.-odparł głaskając ją po głowie.- Przynajmniej użyłaś noża.
-Zasłużył na coś gorszego.-warknęła cicho.
-No już dobrze. W wieczorem go odwiedzę i upewnię sie, ze nie będzie pamiętał nic z tej nocy.
Alex: Mamo moja ukochana.
Ja: Tak synku?
Alex: Kiedy wspominałem o tym, że na te okazje chciałbym przebrać się za coś inspirowanego nietoperzami chodziło mi o Batman'a nie pierdolonego hrabiego Drakule!
Ja: Trzeba było być bardziej dosadnym.
Alex: Ja chciałem być Mantis....Ty się nie denerwuj. Byłeś jojczącym dzieckiem przez całe opowiadanie Przynajmniej nie wpakowałaś tu wilkołaków.
*wielka włochata niebieska bestia z kłami i pazurami przebiega przez salon śmiejąc się maniakalnie*
Alex:...?
Ja: Znasz Kelly. Były dwie opcje, albo symbioza z Venomem, albo to.
Alex:...Dobry wybór. Możesz zamienić mnie na Venoma?
Ja: A oddał byś mu Haru?
Alex:..Nie było pytania.
Ines; To było świetnie wybrnięcie.
Ja: Dziękuje. :D
Ines: Co nie zmienia faktu, że Kelly zaraz pobiegnie szukać Alfy.
Ja:....Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuk. Kyoya złap Kelly musimy się szykować do piosenki.
Kyoya: A już myślałem, że ją sobie odpuściłaś.
Ja: Pffff. Chciałbyś.
Mamy drobną problemy techniczne. W ramach przerwy na reklamy. Podsyłam wam link do fajnej animacji o ten tutaj.
.
.
.
Ja:Nie mam pojęcia co chciałam tym osiągnąć.
Kelly: Chciałaś nas wszystkich zabić i żeby Alex cierpiał bo go kochasz najbardziej.
Ja: No i zrobić z ciebie czarny charakter.
Kelly: Tak :) ... Nie wyszło ci.
Ja: Tak

Strasznego Hallowen
*Alex posiadał dwie duszę jedną stracił w czasie przemiany druga dalej odbija się w lustrze.
Ja: Tak synku?
Alex: Kiedy wspominałem o tym, że na te okazje chciałbym przebrać się za coś inspirowanego nietoperzami chodziło mi o Batman'a nie pierdolonego hrabiego Drakule!
Ja: Trzeba było być bardziej dosadnym.
Alex: Ja chciałem być Mantis....Ty się nie denerwuj. Byłeś jojczącym dzieckiem przez całe opowiadanie Przynajmniej nie wpakowałaś tu wilkołaków.
*wielka włochata niebieska bestia z kłami i pazurami przebiega przez salon śmiejąc się maniakalnie*
Alex:...?
Ja: Znasz Kelly. Były dwie opcje, albo symbioza z Venomem, albo to.
Alex:...Dobry wybór. Możesz zamienić mnie na Venoma?
Ja: A oddał byś mu Haru?
Alex:..Nie było pytania.
Ines; To było świetnie wybrnięcie.
Ja: Dziękuje. :D
Ines: Co nie zmienia faktu, że Kelly zaraz pobiegnie szukać Alfy.
Ja:....Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuk. Kyoya złap Kelly musimy się szykować do piosenki.
Kyoya: A już myślałem, że ją sobie odpuściłaś.
Ja: Pffff. Chciałbyś.
Mamy drobną problemy techniczne. W ramach przerwy na reklamy. Podsyłam wam link do fajnej animacji o ten tutaj.
.
.
.
Ines: W porządku, wszyscy siadajcie, uciszcie się, słuchajcie. Zebraliśmy się tu wszyscy żeby wyrecytować doroczne nekrologi. Jak co roku, zaczniemy od A i skończymy na Z. W porządku, czy kapela już gotowa?
Daiki: Gotowi.
Ines: W porządku, dawajcie!
Daiki: I raz i dwa.
A jak Alex
który utopił się w basenie.
B jak Bastien
który został zjedzony przez ghule
C jak Celest
z chorobą mózgu
D jak Doji
w wykolejonym w pociągu
E jak Evil Befall
którego pogrzebano żywcem
F jak Foxy
którą dźgnięto w oko
G jak Glimer
która umarła w łonie
H jak Hikaru
która została zapieczętowana w grobowcu
Wszsycy: Jeden po drugim gryziemy ziemię
Kopiemy w kalendarz i zaczynamy rdzewieć
Wyzioń ducha gdy wybija twoja godzina
Wszyscy spadamy w dół
Z prochu w proch, z kości w papkę
Uschniesz w miejscu swojego spoczynku
Wieczność w drewnianej skrzyni
Wszyscy spadamy w dół
I jak Ines
która straciła przednie hamulce
J jak Johannes
który został pogryziony przez węże
K jak Kyoya
który został postrzelony w głowę
L jak Leone
który krwawił i krwawił
M jak Mary
która spaliła się na chrupkę
N jak Nile
którego okładli pięściami
O jak Omega Dragonis
który przeżył swoje życie zbyt szybko
P jak Pony
Która połknęła szkło
Wszyscy: Jeden po drugim gryziemy ziemię
Kopiemy w kalendarz i zaczynamy rdzewieć
Wyzioń ducha gdy wybija twoja godzina
Wszyscy spadamy w dół
Z prochu w proch, z kości w papkę
Uschniesz w miejscu swojego spoczynku
Wieczność w drewnianej skrzyni
Wszyscy spadamy w dół
Q jak QHyoma
który wybrał zły szlak
R jak Ryuga
który zgnił w więzieniu
S jak Storm Pegasus
którego postrzelono z łuku
T jak Tsubasa
który zamarzł w śniegu
U jak Uraraka
która została zadeptana
V jak Virgo
która spadła z dachu
W jak Wild Fang
których potrącił samochód
X jak Xianmei
która utonąła w smole
Y jak Yu
który wypadł z samolotu
Z jak Zeo
który zwyczajnie...
postradał zmysły.
Hyoma: Moje imię nie zaczyna się na Q.
Kelly: Q jest nieme i pochodzi od zwrotu ostrzegającego „O Qrwa Hyoma.”
QHyoma: --.--
Kelly: …. :)
Ja:Nie mam pojęcia co chciałam tym osiągnąć.
Kelly: Chciałaś nas wszystkich zabić i żeby Alex cierpiał bo go kochasz najbardziej.
Ja: No i zrobić z ciebie czarny charakter.
Kelly: Tak :) ... Nie wyszło ci.
Ja: Tak

Strasznego Hallowen
*Alex posiadał dwie duszę jedną stracił w czasie przemiany druga dalej odbija się w lustrze.
sobota, 22 września 2018
Beyblade po mojemu (S. 2 R. 19)
Rozdział 19
Mary
Spadałam. Zapadałam się w szaro
burej przestrzeni by za moment wznieść się lekko w górę. Czułam się jak
balonik wypełniony helem przywiązany do rączki dziecka. Spadałam i wznosiłam
się i tak w kółko. Ta gra zdawała się trwać w nieskończoność, aż w końcu zamiast
polecieć opadałam ciężko na drewnianą podłogę w starym płonącym budynku.
-Co ty tu jeszcze
robisz!?-Usłyszałam czyjś krzyk, powoli próbowałam się podnieś, ale cały świat
wirował. Poczułam jak ktoś złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia.
Wiedziałam, co się dzieje przeżywałam to już milion razy. Dym gryzł w oczy i
wciskał się do gardła potęgując mdłości. Kaszlałam wcierając łzy wypływające mi
strumieniami z oczu.
Wybiegliśmy na otwartą
przestrzeń. Oparłam dłonie na kolanach, gwałtowne torsje wyszarpały ze
mnie trochę czarnej od pyłu śliny. Rozległ się chrzęst walącego się budynku i
ryk dwóch bestii.
No dobra miejmy to już za
sobą.- Wyrównałam oddech, wysortowałam się i ruszyłam w stronę epicentrum tego
pogromu.
Wyszłam na plac i zobaczyłam
dwóch walczących ze sobą mężczyzn.
Spojrzałam na, bleydera, który
władał Drago. Wielkie szalone oczy i krzywy uśmiech.
, „Gdy miałem trzynaście lat
kazali mi opętać mroczną moc."
On też jest opętany. Szalony do
szpiku kości bez szans na ratunek.
-L-DRAGO MROCZNY RUCH PODNIEBNY
NISZCZYCIEL CESARSKIEGO SMOKA!!!-Ryknął rozkładając ręce na boki, tworząc
na nich fioletowe kule energii i ciskając tym w bey'a z którego wyleciały
jeszcze dwa smoki, które dołączyły do walczących bestii. Wszystkie trzy smoki
wczepiły się pazurami i kłami w Fenrira Przewróciły go zmieniając się razem z
nim wielką bezkształtną masę energii, która pochłonęła stojącego na jej drodze
bleydera, a potem mnie. Po raz kolejny porwało mnie w górę i gwałtownie upuściło.
Gruchnęłam o mokrą miękką
ziemię. Leżałam na polanie pośrodku lasu. Fenrir czekał tam na mnie. Nie
był zadowolony.
-Wstań.- Rozkazał. Zrobiłam
to.-Wyłaś poza granicami żelaznego lasu. Konsekwencje twojego czynu będą
ogromne.
-Nie wiedziałam, co robię.
Chciałam go tylko zatrzymać.
-To teraz bez znaczenia. Miałem
zamiar powoli przeprowadzić cie przez szkolenie wygląda jednak na to, że
będziemy musieli przyspieszyć. Dołączysz teraz do polowania.
-Na, jakiej pozycji?
-Ofiary.
Kelly
Spanie na kanapie jest trochę
jak rzut monetą z jednej strony możesz zaliczyć tam najlepszą drzemkę w życiu taką,
po której budzisz się z odbitymi śladami poszycia na policzku i ciepłem w
duszy, a z drugiej strony może się stać tak, że obudzisz sie powykręcana ze
zgniecionym uchem, obolałymi kośćmi i czyjąś stopą przy twarzy.
-Fuuu. -Jęknęłam.- Włosy na
nogach też masz zielone.- Stopa stanęła na podłodze, a jej właściciel podniósł
na mnie zaspane oczy.
-A ty wyglądasz jak gówno.
-Bywa.- Mruknęłam przeciągając
się. Yoyo musiał odchylić się lekko, żeby nie dostać stopą w podbródek.- Tak
właściwie to, co ty tu jeszcze robisz? Nikt cie nie nauczył, ze powinno sie
uciekać przed świtem? -Prychnął.
-Kto ci dawał takie lekcje twój
alfons?
-A, co chcesz zamówić
korepetycje?- Pokręcił głową ze zrezygnowaniem, usiadł na brzegu kanapy i
zaczął zakładać buty.
-Ubieraj się.-Powiedział.
-Po co?- Ziewnęłam.
-Chyba nie myślisz, że
zapomniałem.- To było by urocze gdyby nie mówił tego zły Kyoya chcący zaciągnąć
mnie siłą do lekarza.
-Ty wszytko potrafisz popsuć.-Mruknęłam
nakrywając sie kocem.
-Ubieraj się i idziemy. -Powtórzył
sprawdzając swój telefon.
-Słuchaj.-Zaczęłam podnosząc
się do siadu trąc piąstką zaspane oczy.- To jest tak na dobra sprawę bezsensu,
bo widzisz ja nie...-I teraz powinnaś wymyślić jakąś dobra wymówkę, która
zakryje to, że nie chcesz żeby ktoś z doktoratem potwierdził twoją teorie.
I wtedy on wyszedł. Pół biedy
jakby wyszedł z siebie i staną obok. On po prostu wstał i wyszedł z mieszkania,
od tak.
Rozejrzałam się po salonie nie wiedząc,
czego właściwie sie spodziewałam, po czym spojrzałam w górę i szepnęłam.
-Dziękuje.
Mary
Biegnij po prostu biegnij nie
możesz pozwolić im się otoczyć. Ofiara zwykle biegnie w stronę reszty stada, a
naganiacze jej na to nie pozwalają. Z tym, że ja nie mam stada, do którego mogłabym
teraz uciec. Mimo to od czegoś mnie ogradzają. Ostro skręciłam wzbijając
przy tym w powietrze pióropusz leśnej ściółki
Wpadłam do wody. Uskok nie był
wysoki, a woda sięgała mi tylko do pasa, więc jakoś udało mi się przebrnąć na
drugi brzeg. Mokre ubrania spowalniały ruchy, ale nie miałam czasu, żeby coś z
tym zrobić musiałam biec dalej zgubić. Pogoń usłyszałam za sobą głośny plusk
oddzielający się od szumu rzeki.
Są tuż za mną.
Jeden z wilków skoczył na moje
plecy.- Zaryłam w ziemie wyciągniętymi przed siebie rękami. Wilk sturlał sie w
dół niewielkiego wzniesienia, ale szybko podniósł na nogi i wyszczerzył na
minie kły sierść na jego karku zjeżyła się, przez co wyglądał na większego.
Powoli cofałam sie nie chcąc sprowokować nagłego ataku dopóki nie natrafiłam
plecami na drzewo.
-Otoczyły mnie-szepnęłam do
siebie kątem oka dostrzegając drugiego wilka skradającego się do mnie z lewej.-
Jak już przegrywać to w walce. - Urwałam oderwałam uschniętą gałąź i
mocno zacisnęłam na niej dłonie.
Pierwszy skoczył na mnie wilk
stojący z lewej. Zamachnęłam sie i zdzieliłam go kijem w łeb za piszczał
i poleciał w bok. Drugi wilk próbował zaatakować mnie od tyłu w ostatniej
jednak chwil udało mi sie odskoczyć zatoczyłam sie i udałam. Wilki natychmiast
to wykorzystały rzucając sie mi do gardła cudem udało mi się zablokować jego
szczęki gałęzią ta jednak trzasnęła po chwili rozsypując sie w drzazgi. Wtedy jedyne,
co mi pozostało to bronić sie gołymi rekami. Starałam się sie zrzucić go z
siebie jednocześnie nie dać rozszarpać sobie gardła. Długo tak nie
wytrzymam-pomyślałam szukając wzrokiem czegokolwiek, co mogłoby pomóc mi sie z
tego wykaraskać. Trafiłam na kamień próbowałam po niego sięgnąć i wtedy właśnie
poczułam zaciskające sie na moim przedramieniu szczęki.
Wrzasnęłam. Zacisnęłam dłoń na
kamieniu wyrwałam go z ziemi, po czym z całej siły walnęłam nim przeciwnika w
łeb. Wilk odskoczył z piskiem. Podniosłam się i spojrzałam na pozostałego wilka
wyzywająco. On spojrzał na uciekającego towarzysza potem na mnie i sam zaczął
schrzaniać. Odrzuciłam kamień na bok i wróciłam do biegu. Biegną po resztę
stada. Najwyraźniej część z nich musiała zgubić mój trop przy rzece.
Musze dostać sie wyżej. Wilki
nie potrafią się wspinać, więc może drzewo? Nie. Będę tam siedzieć dopóki się
nie wykrwawię. Potrzebuje...Potrzebuje...
Wypadłam z pomiędzy drzew
prosto na skalną ścianę.
Była wysoka stroma i mocno
poharatana. Rozejrzałam się. Nie było łagodniejszego podejścia.
Nada się.
Zaczęłam się wspinać, a
właściwie spróbowałam to zrobić. Podziurawiona ręka nie była tu pomocna. Muszę
znaleźć inny sposób. Coś, do czego nie potrzebuje rąk.
Myśl Mary. Myśl.
Potrzebuje dwóch ścian blisko
siebie tak, żebym mogła oprzeć się jednocześnie plecami i nogami.
Jest! Szczelina skalna.
Powinnam dać radę wdrapać się nią na szczyt i nie stracić ręki.
Szorowałam plecami po skale i
przestawiałam powoli nogę za nogą wilki warczały na ziemi, ale nie były wstanie
mnie w żaden sposób dostać. Wgramoliłam się na brzeg klifu. Leżałam z
policzkiem przeciśniętym do chłodnej mokrej ziemi, kiedy przykrył mnie cień.
-Gratuluje. Przeżyłaś.
Kelly
-Benkei nic mi nie jest. - Mój
kochany uwielbiony starszy brat postanowił mnie odwiedzić. Od samych drzwi
był przekonany, że potrzebuje jego pomocy. No dobra przyznaje mieszkanie
nie zdałoby testu białej rękawiczki, ale Benkei nie jest aż takim czyściochem,
żeby uważać to za coś, z czym trzeba mi niezwłocznie pomóc. Teraz stoi na
środku pokoju w miejscu gdzie dalej nie ma stolika ściskając mnie tak, że nogi
fruwają mi jakieś pół metra nad ziemią.
Całe szczęście, że Kyoya zmył
sie zanim mój big bro przyszedł, bo byśmy we dwoje tak wisieli.
-Już dobrze, wszytko będzie w
porządku, jestem tutaj.- Czy on płaczę? Proszę tylko nie to.
-Wielkoludzie?
-Co jest kruszyno?
-Z, czym ja tak właściwie
potrzebuje tej pomocy?- Przestałam być miażdżona w ramionach, a zamiast tego
Benkei trzymał mnie przed sobą na odległość wyciągniętej ręki i zaczął patrzeć
na mnie zdziwiony.
-To chyba ja powinienem cie o
to zapytać.
-No tak. Z tym, że ja nie wiem.
-Chwila.-Posadził mnie na
kanapie, a sam usiadł obok.- Napisałaś do mnie wczoraj -wyciągnął z kieszeni
telefon i pokazał mi sms.- "Przyjedź. Proszę." W restauracji był ruch,
więc przeczytałem go dopiero w nocy, a wtedy nie było już żadnych połączeń.
Więc jestem dopiero teraz. Próbowałem się do ciebie do dzwonić, ale nie
odbierałaś. Napisać więcej też nie napisałaś.- Bardzo kurwa zabawne Yoyo.
-Wiesz wczoraj trochę wypiłam i
mi się smutno zrobiło, aaaaaa potem mi się film urwał.- Miło wiedzieć, że
jest w stanie do mnie przyjechać z powodu głupiego sms.
-Bitch im a boss!- Ryknął mój
telefon. Oho Tsubasa dzwoni- Bitch ima boss!
-Muszę odebrać. Praca wzywa.
Mary
Usiadłam na ziemi z głową
między nogami i ciężko dyszałam. Oddychałam wysuszonym gardłem, a głowa chciała
mi eksplodować.
-Jesteś świadoma, co zrobiłaś? -Pokręciłam
głową.-Dostosowywałaś otoczenie do swoich potrzeb.
-Co?- Jęknęłam podnosząc głowę.
-Niektórzy zmieniają sie by
dostosować sie do obecnych warunków inni przenoszą sie w miejsca bardziej dla
nich dogodne ty natomiast nagięłaś rzeczywistość tak by sprzyjała tobie.
-Ja nic nie robiłam.
Fenrir podniósł łeb, rozejrzał
się i zapytał:
-Wiesz gdzie sie znajdujemy?
-W Żelaznym lesie.
-Tak, ale tylko w pewnym
sensie. Przede wszystkim to twój umysł. Twoje myśli mają...
Jasne światło weszło Fenrirowi
w słowo.
-Mary? Mary!? MARY!- Obudziłam
sie obok łóżka, a Glut klepał mnie po policzku.
-Daj mi spokój.- Mruknęłam
podnosząc sie do siadu. Ból przeszedł po mojej ręce, aż po same zęby.- Szlak.
-Mary? Co jest?
-Chuj cie to obchodzi...To nic.
To tylko widmo ból.- Mruknęłam czując w ustach słony smak krwi. Pięknie. Co tym
razem nos czy warga?
-Dosyć, tak nie będzie.
Zabierzesz mnie do niego. Chce z nim rozmawiać.
-Nie ma mowy!
-Nie pozwolę, żeby to sie dalej
ciągnęło! Te całodniowe medytacje te utraty przytomności i to wczoraj z Alexem
to też wina tego wilka.
Jestem każdym koszmarem,
jaki Alex wyśnił przez ciebie! Jestem jego strachem i nienawiścią! Ścierwem,
które nie może odejść z tego świata bez względu na to jak bardzo bym tego
chciał!
-On ma imię. Fenrir. -Mruknęłam.
-Mam rajcie wiesz o tym.
Telefon zaczął dzwonić.
Równocześnie spojrzeliśmy na leżące na dywanie urządzenie.
-Ani. Mi się. Waż. -Syknął
Yoyo.
Odebrałam.
-Czekam na dole. -Powiedział
Bastien. W tle słychać było pracujący silnik.-Otori chce nas widzieć.
-Zaraz będę.-Powiedziałam podnosząc
sie z ziemi.
-Nigdzie nie pójdziesz.- Kyoya
złapał mnie za ramię.- Nie w tym stanie.
-Wyjdę drzwiami, albo oknem nie
zatrzymasz mnie.
***
Wsiadłam do samochodu i
zapięłam pasy.
-Problemy z bratem? -Zapytał
zerkając na mnie.
-Nieważne.- Mruknęłam.
- Skoro tak mówisz, a przy
okazji mam coś dla ciebie.-Mężczyzna wyjął z kieszeni przeźroczyste okrągłe
pudełko i podał mi je. W środku był zgnieciony kawałek jakiegoś metalu.
-Co to?
-To twoja pierwsza kulka.
-Al...
-Przeszedłem się po pobojowisku
i wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że to właśnie ona
-Ummm dziękuje?
-Nie ma, za co.- Uśmiechną się
i ruszyliśmy.
W WBBA czekali już tylko na
nas. Usiadłam pomiędzy Bastienem, a złą na mnie, Ines kiedy to zrobiłam Otori
zaczął.
Kelly
-A, więc dwójka młodych ludzi
zaginęła bez śladu. Wyszli do szkoły i nie wrócili.-Tsubasa szybko przeszedł do
sedna sprawy. Co było zarąbiste. - Mamy podstawy uważać, że to jest to nasza
sprawa. Dlatego właśnie wyślemy was do Hakuby.- Hyhy habuba.- Rozejrzycie
się. Jest szansa, że uda wam się ich znaleźć ich zanim...
Otori musi dramatyzować. Po
prostu musi. Do kręciłam butelkę z wodą, którą bawiłam się, od kiedy
tylko usiadłam na krześle ( Zabrali wszystkie obrotowe fotele. Skubańce się
uczą) i wzięłam łyk.
-Właśnie, dlatego na miejscu
jest już Hyoma.- Adrelina pod sufit. Woda wypluta na biurko.- Dołączycie
do niego.
-Żartujesz, prawda?- Zapytałam
bardzo poważnie jak na kogoś, kto właśnie udowodnił, że nie potrafi pić jak
człowiek.
-Jestem śmiertelnie poważny. - śmiertelnie
to ja będę ranna.- To najlepszy tropiciel...
-Bull shit.- Powiedziałam
zakładając nogę na nogę i odpierając się wygodnie.- Daj mi do ręki
telefon w godzinę sprowadzę ci tu lepszego.- Kelsi na pewno jakiegoś zna.
-Najlepszy za...-Prychnęłam, a
Ines kopnęła mnie pod stołem w kostce. -Zatwierdzony przez WBBA tropiciel bez
niego szukanie zaginionych może zajmie wam nieporównywalnie więcej czasu.
-Nie pękaj niebieska.- Mary posłała
mi wredny uśmiech.- Poprosimy, żeby szybko cię wykończył.
Rozdział 19 za nami. Jak wam mija pierwszy miesiąc po wakacjach? Wiem brzmię jak dokładnie każdy jeden dorosły z jakim zdarzyło sie wam rozmawiać w ciągu ostatnich kilku tygodni. Ja zaadoptowałam kaktusa.
Na imię ma Doji zobaczymy ile przeżyje. ;)
No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta (oby niedługo)
Hania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


