Mary: Że przesadnie się cieszysz?
Kelly: Nie! Kelsi zakładaj spodnie idziemy na film!
Ines: 50 twarzy informatyka?
Kelly: Neeee e. Black panter. :) Kelsi pospiesz sie! Chce wyjść zanim Hania przytargoli tu wenę albo kupidyna.
Alex: Nie przesadzaj. W tym roku większość z nas ma wolne.
Kelly: Miło, że ktoś mi powiedział wcześniej. Z czego się cieszysz? Zaplanowałeś coś?
Alex: Można tak powiedzieć.
Kelly: Co?
Alex : Nie interesuj się.
Kelly: *pokazuje mu język*
Ja: No dobra walentynki 2018 czas zacząć.
Kelly: Co?
Alex : Nie interesuj się.
Kelly: *pokazuje mu język*
Ja: No dobra walentynki 2018 czas zacząć.
Zły dzień.
Twarz to pierwsze,
na co ludzie zwracają uwagę, kiedy na kogoś patrzą. Wyraża emocje. To właśnie
na niej odbiją się wszystkie przeżyte lata. Wszystkie, życiowe doświadczenia. Drobne
zmarszczki
Jestem
płatnym mordercą.
Za pieniądze
zabiłam więcej ludzi niż jesteście to sobie w stanie wyobrazić nie odsiadując
przy tym nawet dnia. Przez moje ostatnie zlecenie otarłam się o Śmierć.
Powiedziała mi, że nie umrę dopóki nie zacznę żyć. Mieszkam teraz w domu gdzieś
na przedmieściach Tokio razem z niepokojąco szybko rosną liczbą kotów i
zoofilem, a na mojej pokrytej bliznami twarzy pojawia się uśmiech z każdym razem,
gdy wyobrażę sobie minę moich sąsiadek, które w jakiś niewyjaśniony sposób dowiedziałyby
się o którejkolwiek z tych rzeczy.
Syknęłam z bólu,
bo przez ocierającego się o moje ramie Gokane władowałam sobie szczoteczkę od
tuszu do oka.
-Ty mały
wstręciuchu! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś mi nie przeszkadzał jak się maluje?-
Ochrzaniłam kota, który jak zwykle miał w głębokim poważaniu to, co do niego
mówię.
-To, ze cie
rozumie nieznaczny, że będzie cie słuchał.- Zawołał Johanes z drugiego pokoju.
-Ha. Ha. Za
to ty byś mógł wiesz. –Od krzyknęłam wracając do przegranej czynności.
-Wybierasz
się gdzieś?- W lusterku zobaczyłam jak Johannes do mnie zagląda.
-O tym
właśnie mówiłam. Ty mnie nie słuchasz.-Pokręcił głową z rozbawieniem.-Jestem u
mówiona ze starym znajomym. Ma coś dla mnie.
Wyszłam z domu
szłam spokojnym krokiem miałam jeszcze dużo czasu, żeby dotrzeć na miejsce.
Spokojnie minęłam dom, w którym kiedyś mieszkałam z moja matką. Wprowadziła się
tam rodzina z dwójka dzieci. On jest, a ona zajmuje się domem. Mili ludzie.
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole again
-Ahoj
marynarzu. –Przywitałam się widząc z daleka mojego znajomego.
Wysoki
muskularny opalony mężczyzna zsunął ciemne okulary przeciwsłoneczne z nosa i
spojrzał na mnie tak jakby pierwszy raz w życiu mnie widział. Zawsze nosił te
okulary czy było słonecznie czy nie.
-Dutch,
wiesz, że to nie ładnie tak się gapić?
-Loulian?- Uśmiechnęłam
się.
-Teraz
Glimer, ale mniejsza z tym. Co z moim małym zamówieniem?
-Rewolwer kaliber
50.-Powiedzial otwierają przede mną walizkę.
-Zgadza się.-
Wzięłam do ręki broń włożyłam ja do torby.
-To znaczy,
że wracasz na rynek.
-Nie i jeśli
ktokolwiek zapyta o mnie to powiedź mu, że jestem niezaprzeczalnie martwa.
-W takim razie,
po co ci broń wkraczająca poza limit kalibru?
-Do obrony.
Jakbyś się jeszcze nie zorientował żyjemy w strasznym świecie. - Rzuciłam
odchodząc.
-Po Tokio pałętają
się niedźwiedzie?- Zawołał za mną.
-Gorzej,
bleyderzy. - Odparłam zbyt cicho by mógł mnie jeszcze usłyszeć.
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am young again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am fun again
Kurczę,
kurczę, kurczę, dlaczego nie mogłam sobie darować tych obcasów. Biegłam małymi
kroczkami próbując zdążyć na metro, do którego wsiadła już większość
ustawionych w równy grzeczny szereg pasażerów. Przy samym końcu schodów prawy
obcas stwierdził, że ma dosyć i złamał się, ja poleciałam jak długa na posadzkę,
a metro odjechało.
Szlak by to.
Szybko
podniosłam się z ziemi i pokuśtykałam do ławki oceniać straty. Poza złamanym
obcasem poszło mi oczko w rajstopach i teraz od kostki do samego uda biegła
długa jasna linia. Zdjęłam zniszczonego
buta i zaczęłam szukać w torebce jakieś taśmy alb kleju czegokolwiek by jakoś
złożyć to do kupy na tyle, żebym mogła wrócić do domu.
- Wszystko w
porządku?- Na dźwięk tego głosu oblał mnie zimny pot. Znałam ten głos i to bardzo dobrze. Ten głos
mówił mi kiedyś ‘’kochanie’’.
-P…- wydukałam podnosząc głowę.
-Hym? – Mruknął
uśmiechając się. Postarzał się. Ile to już lat? Osiem? Dwanaście? Co on tutaj robi? Przypłynął z Duch’em? Ma tu
zlecenie?
-Zdaje się,
że ci to wypadło.-Powiedział podając mi książkę
Nadal ma te morsko zielone oczy i ten swój
kilku dniowy zarost.
- Morderstwo
w Orient Expressie. Lubisz kryminały?
On mnie nie
poznaje. Nie wiedziałam, co zrobić. Uciec?
Zostać? Śmiać się? Krzyczeć? Czułam
kujący ból w piersiach zapowiadający kolejny atak. Musiałam wziąć moje leki.
Trzymając się
za serce podniosła się z ławki.
-Hej
zaczekaj.- Zawołała za mną Percy.- Zapomniałaś…
Nie słuchałam
go biegłam boso z jednym butem w zaciśniętej pięści. Resztę drogi do domu
przebiegłam. Dysząc wpadłam do domu
strasząc przy tym koty. Leki były w
kuchni w szafce. Kurczowo trzymając się ściany przeszłam do kuchni. Z pomiędzy leków przeciw bólowych wyciągnęłam
plastikowy zakręcony słoiczek i osunęłam się na podłogę. Moje ręce trzęsły się niemiłosiernie pudełko
grzechotało w dłoniach uparcie nie chcąc się otworzyć. Oczy zaczęły zachodził
mi łzami. Jakim cudem po tylu latach nadal nie wyleczyłam się z tego drania?
Dlaczego sam jego widok może doprowadzić mnie do takiego stanu? Przecież to
nawet nie ja go kochałam. Powinnam go zabić, kiedy jeszcze byłam w stanie.
Poczułam jak
ktoś mnie obejmuje i przykrywając moje dłonie swoimi otwiera pojemnik.
Rozpłakałam się na dobre.
-No już.
Wypłacz się. Spokojnie. Będzie dobrze. – Johanes mówił do mnie spokojnym głosem
głaszcząc po głowie.
-Gówno, a
nie będzie dobrze. Ze mną nigdy nie było nie jest i na pewno nie będzie dobrze.
-Wyjąkałam łykając łzy i odpychając go od siebie.- Ty nie rozumiesz jak to jest
być mną. Nie mogę być pewna niczego. Co myślę, co czuję? Niczego! Skąd mogę
mieć pewność, że nie kopiuje pierwszej lepszej napotkanej na ulicy kobiety,
kogoś z Internetu, ciebie, albo tego kota!? Jestem z tobą i wydaje mi się, że
mi na tobie zależy, ale nie mogę ci zagwarantować, że robiąc zakupy nagle nie znaczę
kopiować kogoś z innego miasta, albo kraju i nie postanowię wyjechać w tej chwili,
bo będzie mi się wydawać, że tam powinnam być.
-Wstań. -Powiedział.
-Spadaj na
kaktus.-Postawił mnie na nogi.
-Spójrz w
lustro.-Podniosłam wzrok. Przekrzywiona peruka odsłaniała blizny powyżej czoła.
Tusz do rzęs tak samo jak eyeliner spływał mi po policzkach ciemnymi strugami.
Szminka przez nerwowe zagryzanie wargi częściowo została przeze mnie zjedzona,
a to, czego nie zjadłam osadziło mi się na zębach w postaci czerwonych smug. -
Popatrz jej w oczy. Spotkałaś ją kiedyś?
-Johannes to
nie ma sensu...
-Znasz ją?
Dobrze wiem, że pamiętasz wszystkich, których w życiu spotkałaś. Patrzyłaś
kiedyś w te fioletowe oczy?
-Nie
pamiętam.
-Skoro nie
pamiętasz to znaczy, że nikogo nie kopiujesz to znaczy, że jesteś sobą.- Nowa
porcja łez popłynęła po moich policzkach.- No już. Choć zmyjemy ci z twarzy to
świństwo.
-To nie jest
świństwo. Tylko bardzo drogie kosmetyki.
-Jak
uważasz.- Szatyn wziął mnie na ręce, przeniósł przez próg łazienki i posadził
na stoliczku.
-Ty chyba to
lubisz.-Powiedziałam czując na swojej skórze miękką gąbkę.
-Nie lubię
jak masz ten cały makijaż na sobie.- Ciepła woda ścierała z moich policzków ślady
łez.
-A ja nie lubię
nie mieć tego całego makijażu na sobie.- Uśmiechnął się smutno.
- No dobrze,
a teraz powiesz mi, co się stało?
-Złamałam
obcas, poszło mi oczko w rajstopach, spóźniłam się na metro, spotkałam swojego
byłego, a on mnie znowu nie poznał i chyba zostawiłam książkę na ławce.
-No już.
Każdemu może się przytrafić gorszy dzień. To nie jest powód, żeby się
załamywać.-oparłam głowę na jego ramieniu.
-Taki facet
jak ty nie zasługuje na złe dni.
However far away
I will always love you
However long I stay
I will always love you
Whatever words I say
I will always love you
I will always love you
Koniec
Hy hy, a teraz mała zagadka.
Co to:
Damian Heart*ta bum tsss*
Co tam u was? Przed feriami po feriach w trakcie ferii? Ja swoje już skończyłam Województwo Łódzkie pozdrawia. Mam nadzieje, ze miło spędziliście walentynki, a jeżeli jesteście trochę nimi przygnębieni to pamiętajcie, że...
Ines; W inne dni roku tez was nikt nie kocha.
Ja: Ines!
Ines: No co zażartować nie można?
Ja: Nie przerywaj mi. Chciałam powiedzieć, że chce żebyście pamiętali, że ja was kocham z to, że po prostu jesteście. ^.^
Ines; W inne dni roku tez was nikt nie kocha.
Ja: Ines!
Ines: No co zażartować nie można?
Ja: Nie przerywaj mi. Chciałam powiedzieć, że chce żebyście pamiętali, że ja was kocham z to, że po prostu jesteście. ^.^

