Rozdział 12
Po dwóch tygodniach
spędzonych u Johannes’a przybrałam na wadzę co z jednej strony było małym
sukcesem bo wracałam do ‘’normy’’, a z drugiej nic wielkiego chudłam i tyłam
zawsze w trybie ekspresowym. Wiecie na świecie jest 3 588 000 000 kobiet każda
jest inna, a ja musiałam dopasować swoje ciało do każdej z nich.
Nie
wychodziłam z domu, ale z własnego wyboru. Nie miałam najmniejszej ochoty na
powtórkę z rozrywki. Dni mijały, a ja delektowałam się słodką rutyną, aż
pewnego dnia:
-Johannes!
Internet mi z laptopa uciekł!- zakomunikowałam ruszając się z łózka po
trwającym już od czterech godzin maratonie bezsensownego oglądania śmiesznych obrazków razem z Gokan’em.
-Prądu
niema.-poinformował mnie próbując zapalić światło którego ze względu na to, że
dzień był dosyć słoneczny nie używaliśmy.
-No cudnie.
I co ja mam niby teraz robić?-jęknęłam zrezygnowana
-Rozbierz
się i ubrań popilnuj.-zbył mnie.-Musze cos załatwić na mieście postarajcie się
nie rozwalić domu.-rzucił jeszcze i już go nie było.
-No i
poszedł.-westchnęłam zwieszając głowę .
-Nya.-spojrzałam
na Gokana.
-Nie. Ze mną
sobie nie pogadasz.-prychnęłam i ruszyłam do mojego pokoju.
Zwinęłam się
w kłębek na łóżku i przeleżałam tak
dokładnie trzynaście minut i dwadzieścia sekund patrząc na wiszący na ścianie
zegar. Nie mogąc znieść już tykania postanowiłam zamienić sypialnie na kuchnie.
Z nudów zrobiłam się trochę głodna więc zaczęłam grzebać po szafkach. Gdy
wyjmowałam z szafki słoik kremu czekoladowego poczułam, że ktoś mnie obserwuje.
Powoli się odwróciłam i zobaczyłam siedzącą na stole Midnight. Kotkę rasy
syjamskiej z ciemnym pyszczkiem i wstrętnym wiecznie oceniającym wszystkich i
wszystko spojrzeniem. Tak nie znoszę jej. Niemal słyszałam jej głos: „ Widzę, że
znowu podjadasz. Oj Glimer, Glimer ty mały pulpecie, potem będę musiała słuchać: nikt mnie nie
kocha, nikt mnie nie chce i niema seksów na stole”
-Spieprzaj
stąd.-warknęłam nabierając krem na łyżeczkę i pakując go sobie do buzi. Nie
będzie mi jakiś kot mówił mi jak mam żyć.
Ściskając w
ręku słoik zaczęłam przemierzać dom w poszukiwaniu czegoś czym mogła bym się
zająć gdy nie ma prądu. Mój wzrok kilkakrotnie wędrował w stronę półki z
książkami, ale za każdym razem nakazywałam sobie spróbować czegoś innego. Za
którymś razem mój wzrok padł na książkę o tytule: „Moje nowe Hobby”.
W sumie to
nie jest do końca książka tylko tak bardziej poradnik.-pomyślałam biorąc do
ręki opasłe tomiszcze.
Było w nim
sporo obrazków i z początku tylko je oglądałam, ale przy zdjęciu niebieskiej
żelowej świeczki zatrzymałam się i zaczęłam czytać podiadając co chwila krem
czekoladowy. Okazało się, że są tam zebrane sposoby przygotowania różnych
przedmiotów które można zrobić w domu. Świece, poduszki, mydełka i inne takie.
Słowem wszystko na czego robieniu przeciętna stara panna może chcieć spędzić
wieczór. Po pewnym czasie kiego kartkowanio czytania zrobiło mi się w pokoju
dosyć duszno więc postanowiłam zmienić trochę scenerie.
Za domem
Johannesa był niewielki ogród w którym stała mała altanka z paleniskiem i (jak
się później okazało bardzo wygodną) kanapą. Dłuższy czas zastanawiałam się czy
nie przemieść się tam, ale altanka była w ogrodzie. Ogród był poza domem, a
poza domem był świat, a na świecie są ludzie którym nie podoba się to jak teraz
wyglądam. Przy czym ‘’nie podoba’’ to
najłagodniejsze określenie tego jak na mnie reagują. Ale z drugiej strony ogród
był otoczony wysokim płotem, a altanka była dodatkowo porośnięta bluszczem wi c
jak będę w środku to chyba nikt mnie nie zauważy.
Myślałam
zakładając zabrane Johanesowi klapki, a w końcu przemykając jak cień do mojego
celu i zaszywając się tam.
Brawo Glimer
wyszłaś z domu. Możesz być z siebie dumna.
W altance nie byłam sama. Oprócz mnie
siedziały tam jeszcze dwa dorosłe koty i trzy małe kociaczki które bawiły się
biegając w te i wewtę. Gokana przywitał się z kotami i władował na kanapę.
Przekartkowałam
resztę kartek siedząc na bardzo wygodnej kanapie i zaczęłam się znowu nudzić.
Sen mimo braku tykającego zegara nie wchodził w grę. Nie miałam najmniejszego
zamiaru budzić się w środku nocy i nie móc ponownie zasnąć.
Odchyliłam
głowę na oparcie i siedziałam tak dłuższą
chwile dopóki jeden z małych kotków nie wskoczył na stolik nie rzucił z
niego mnóstwo szpargałów robiąc przy tym spory hałas.
-No i co
zrobiłeś?-zaczęłam zbierać graty i układać je z powrotem na stoliku. Pośród
nich znalazłam książkę którą zaczęłam czytać jeszcze jako Bianca niestety Mari
nie przepadała za książkami więc niedokończona historia poszła w kont i nigdy
nie poznałam jej zakończenia.
Po
dokończeniu jednej książki chyba nagle nie zmiennie się w Biance. Chociaż kto
wie?-myślałam gładząc twardą okładkę książki.- Jak nie spróbuje to się nie
dowiem.
***
Tawerna jak
każda inna. Duszne powietrze przesycone zapachem alkoholu, wymiocin i dymu. Ale
co poradzisz tylko tutaj możemy spieniężyć to, co pożyczymy bezterminowo od
bogatych mieszkańców naszego kochanego miasta. Siedziałyśmy we trzy przy stoliku
niedaleko baru ja, Sophie i Rebeka. Nagle pojawiła się ta świnia. Podszedł do
baru i zapytał:
-Czy
widzieliście kogoś podejrzanego w okolicy ostatnio?
-Nie.
Pojawił się tylko jakiś gruby dziad z podopiecznym, jako cherubinek tak
wyglądał.-Odpowiedział barman polerując szklankę.
-To oni szybko!
Nie możemy dać im uciec!- Komaeda i jego ludzie wynieśli się. Gdy nas mijali
spod kaptura Rebeki wydobyło się ciche warczenie. Wymierzyłam jej kopniaka pod
stołem. Warczenie ustało.
-April
musimy z mylić pogoń. Będę grubym dziadem. Sophie jakby, co tamten pan-wskazała
barmana.- Zaprowadzi cię do twojego dziadka. Wszystko jasne?- Dziewczynka pokiwała
główką.-Wszystko będzie dobrze-Rebeka uśmiechnęła się w ten swój specyficzny
sposób.
Wyszłyśmy na
powietrze podałam jej moją ukochaną torbę pamiątkę po dawnym życiu, którą
przywiązała do swojego brzucha i wszystko przykryła bluzką kaptur z płaszcza naciągnęła
głęboko na twarz.
-Dobra.
Strażnicy poszli tędy, więc drogę przetniemy im dwie uliczki dalej.
Wszystko
poszło zgodnie z jej planem. Tak tylko jej plan nie przewidywał jak my zgubimy
pogoń. Złapali nas.
Kiedy
Komaeda zorientował się, co się stało złapał Rebekę za rękę i podniósł tak, że
ich twarze znalazły się w jednej linii. Jej stopy zwisały wtedy pół metra nad
ziemią.
-Wstrętne
szczury niepotrzebnie się wtrąciłyście. Teraz traficie to paki i nigdy stamtąd
nie wyjdziecie.-Warknął.
***
Nagle lunęła
z nieba i to taj jakby ktoś wyciął w jednej z chmur ogromną dziurę, z której
całymi strumieniami wylewała się woda.
-Kurwa!
Zostawiłam otwarte okno. I LAPTOP NA PARAPECIE!-Zerwałam się z kanapy i
pobiegłam do domu. Wpadłam do pokoju razem z deszczem i wiatrem. Zabrałam
laptop z parapetu wytarłam go w pościel zaklinając w duchu żeby działał. Kiedy
już upewniłam się, ze Johannes na pewno nie zabije mnie za to, że popsułam mu
laptop postanowiłam zająć się sobą.
Biegnąc przemokłam
do suchej nitki, a wszystkie moje ciuchy były w pralce, a bez prądu zdążyły się
tylko zmoczyć porostu cudnie. Zdjęłam mokre ubrania i zawinęłam się w pierzynę.
-No i co
teraz?- Powiedziałam do siebie nie do kota jeszcze nie zwariowałam.-Johannes
chyba się nie obrazi jak pożyczę od niego jakieś ciuchy.
Weszłam do
pralni i zdjęłam ze sznurka bluzę, która jako, że była prana wczoraj zdążyła
już wyschnąć, czego nie można było powiedzieć o jakichkolwiek spodniach. Tak,
więc łaziłam po domu w majtkach i bluzie. Zgarnęłam książkę z szafki i zaczęłam
sobie szukać jakiegoś dobrego miejsca do zalegnięcia. Ciągnąc po ziemi pościel
zeszłam ze schodów, stanęłam na środku korytarza tak jakby tam mi się łatwiej myślało
i jak tak sobie tam tak stałam stwierdzałam, ze salon wygląda na dość przytulny.
Usiadłam na kanapie przykryłam się i zaczęłam czytać, ale po przeczytaniu
jednej strony i nie zrozumieniu z niej ani słowa dotarło do mnie, że tak się czytać
nie da. Przykryłam się szczelniej, ale dalej coś mi tu nie pasowało, więc
zaczęłam cudować zarzuciłam nogi na oparcie i pouczyłam, że za kanapą jest
całkiem sporo miejsca.
-W sumie.-Mruknęłam,
wskoczyłam w przerwę pomiędzy ścianom, a meblem, umościłam sobie tam gniazdo, a
Gokana usiadł na moich kolanach.
A niech mu
tak będzie pomyślałam i zaczęłam czytać.
***
Pewnej nocy
takiej jak każda inna. Pojawił się nowy więzień. Nie pasował tam. Na jego
twarzy zamiast zbolałego wyrazu pustki i przegranej widniał uśmiech. Szedł z
dumnie uniesioną głową i śpiewał pod nosem jakąś skoczną piosenkę.
-Stul
pysk-upomniał go strażnik.
-Nie mogę,
bo w duszy mi gra i tańczy.-Odpowiedział wesoło więzień.
-Ciekawe, co
powiesz jutro rano zanim cię powieszą.-Zarechotał strażnik wrzucając go do celi
tuż obok naszej.
-Jeszcze tej
nocy zniknę z tej celi!-Krzyknął chłopak za oddalającym się strażnikiem.
Gdy strażnik
zniknął chłopak rzucił się na prycze i zapytał nas:
-Za, co
siedzicie?
-Nie twój
interes.-Warknęła moja towarzyszka. Nie znosiła o tym mówić, bo obwiniała się twierdząc,
że to przez nią nas złapali.
-I tu się
właśnie mylisz.
-Niby, czemu?-Spytałam,
ale chłopak już nic nie odpowiedział. Zaczął znowu śpiewać. Śpiewał różne
piosenki niektóre z nich znałam. Gdy śpiewał Rebeka bezwiednie poruszała ustami
bezgłośnie śpiewając razem z nim. Około trzeciej w nocy zaczęło mnie to
irytować, ale wtedy ktoś zaczął mu odpowiadać z poza więziennych murów.
-Co do...
-Pod drzwi.-Rozkazał
nasz nowy sąsiad. Jego głos zmienił się był teraz władczy stanowczy i
nieznoszący sprzeciwu. Bez słowa wykonałyśmy polecenie. Rozległ się
niewyobrażalny huk i ściana przed nami rozpadła się na kawałki. Z kurzu i pyłu
wyłonił się chłopak. Razem otworzył usta i radośnie zakrzyknął:
***
-Tutaj
jesteś!-Ten niespodziewany okrzyk tak mnie wystraszył, że wyrzuciłam książkę w
górę i również krzyknęłam.
-Percy ty
głupku! Ile razy mam powtarzać, żebyś mnie nie stra…-mina Johannes’a wyrażała
coś po między zdziwieniem, a zawodem, ale tylko przez sekundę, bo za chwilę tak
samo jak jego głowa schowała się po drugiej stronie oparcia kanapy
Wygramoliłam
się z barłogu i przewiesiłam przez oparcie, a kaptur od bluzy spadł mi na
twarz.
-Ej, co
jest? Chyba się nie gniewasz, ze pomyliłam twoje imię.-Pozwiedzam spadając na
siedzenie i siadając jak człowiek. Kot natychmiast wskoczył mi na kolana i
zaczął się ocierać o mnie domagając głaskania.
-Kto to
Percy?
-Były narzeczony…-umilkłam.
-Czyj?-Dopytał
zdając chyba sobie sprawę, że nie powiedziałam wszystkiego, co miałam.
-Zakochał
się w Biance Martinez, ale mówił do mnie Glimer…
Nie odzywaliśmy
się przed dłuższa chwilę. Gokana mruczał na moich kolanach, a ja czekałam na
dalszy rozwój wydarzeń. Bałam się odezwać. Z niewiadomych przyczyn nie chciałam
go w żaden sposób urazić, ale z drugiej strony jak w ogóle mogłabym go urazić
czymś takim skoro nie jesteśmy razem. Zresztą, kto w ogóle chciałby zemną być?
-Jesteś
głodna?-Zapytał w końcu.
-W sumie to
tak.
-Na, co masz
ochotę?
-Wszystko
jedno.-Powiedziałam ciesząc się, że rozmowa zeszła z tego niezbyt miłego
tematu. Johannes wstał z kanapy i wziął do ręki telefon.
Zamawiał
dłuższa chwilę, co chwila na mine zerkając. Odłożyłam książkę na półkę, a gdy się
odwróciłam żółtooki już na niej siedział i otwarcie na mnie patrzył.
-No, co?-Spytałam
zatrzymując się w połowie drogi powrotnej na kapę.
-To moja bluza?-Zapytał
przekręcając głowę lekko w lewo.
-Serio tyle
się na mnie gapiłeś, żeby domyślić się czy to twoja bluza?-Prychnęłam siadając
obok niego i biorąc Gokana na ręce.-Wszystko, co noszę ty kupiłeś, więc
wszystko jest tak jakby twoje.
-Teoretycznie
tak, ale tej bluzy ci nie dawałem.
-Sama wzięłam.-Wtrąciłam.
-Tak myślałem…-powiedział
opierając nogi na stoliku zakładając ręce za głowę i zamykając oczy.-, A patrzyłem,
bo masz zgrabne nogi, ale rzadko, kiedy je pokazujesz.-Odruchowo pociągnęłam nogi
bardziej pod siebie, a słysząc mój gwałtowny ruch Johannes cicho się zaśmiał
nie otwierając oczu.
-Nie żartuj
tak, mam oczy i widzę jak wyglądają moje nogi są pomarszczone i buro brązowe.-Powiedziałam
cicho rozciągając buzę tak by zasłaniała mnie jak najdokładniej.
-Czy ja
choćby słowem wspomniałem o ich kolorze? Powiedziałem, że są zgrabne, a
zrobiłem to po tak uważam, więc nie użalaj się nad sobą i może dla odmiany no nie
wiem uśmiechnij się.-Rozległ się dzwonek do drzwi.- Oho jedzenie przyjechało.-Wstał
z kanapy, a po chwili usłyszałam jak przestawia talerze w kuchni.
Mówił serio?
Jego głos nie zmienił się pod żadnym względem twarz też nie zdradzała, żadnego napięcia,
więc chyba nie kłamał.
Wyciągnęłam
nogi przed siebie i zaczęłam się nim przyglądać. Najładniejsze na świecie to one
nie były tak, jeśli brać pod uwagę sam ich kształt. Brak implantów oczywiście zrobił
swoje, ale gdybym zaczęła ćwiczyć to może coś by z tego było.
-Glimer!
Kolacje podano!-Zawołał Johannes.
-Już idę.-Zawołam
w odpowiedzi.
Przeszłam
przez korytarz czując smakowite zapachy dobiegające z kuchni.
-Itadakimasu.-Powiedział
szatyn siadając przy zastawionym stole.
-Itadakimasu.-Wzięłam
pałeczki do ręki i dopiero wtedy zauważyłam, że na talerzu nie leży tak jak
zawsze wszystkiego po trochu tylko porcja nigiri. Mina musiała mi zrzednąć, bo
po chwili usłyszałam pytanie;
-Coś nie
tak?
-Wiesz. Jak
raz miałam ochotę na to, co zwykle.-Mruknęłam skubiąc jezdnie.-Chłopak uśmiechnął
się pod nosem.
-Skąd ja
wiedziałem, że tak będzie?-Mówiąc to podał mi drugi talerz.-To chyba twoje
ulubione jedzenie.
-Chyba.-Uśmiechnęłam
się lekko i zaczęłam jeść.
Mniej więcej
w połowie kolacji znowu włączyli nam prąd, ale jakoś nie spieszyło mi się, żeby
wrócić do pokoju i nadrobić zaległości w nici nie robieniu w Internecie.
Wróciłam,
więc na kanapę i razem z Gokan’em zaczęliśmy sobie odpoczywać po jedzeniu.
Johannes przebrał się w soją lubioną koszulkę z napisem o treści: „Myślisz, że
jestem szalony? Zaczekaj, aż poznasz moje koty."
-Mogę ci zadać
niedyskretnie pytanie?-Spytałam odchylając głowę na oparcie i patrząc w sufit.
-Dawaj.
-Dlaczego
rozmawiasz z kotami?-Spytałam głaszcząc siedzącego mi na kolanach kota za
uchem.
-Już ci
mówiłem one rozumieją więcej niż ci się wydaje. Spróbuj to sama się
przekonasz.-Popatrzyłam na niego podejrzliwie chcąc się upewnić, że nie
żartuję, a gdy jedyne, co zobaczyłam to zachęta nachyliłam się zasłoniłam usta
dłonią i szepnęłam do Gokana na tyle cicho by Johannes na pewno mnie nie
usłyszał.
-Dziwny z
niego facet, ale wydaje się być całkiem miły.
-Co mu
powiedziałaś? Uśmiechnął się i ci przytaknął.
-Serio?-Spojrzałam
na pyszczek kota. Jak dla mnie wyglądała tak samo jak wcześniej.-..Wkręcasz
mnie.
-Może.-
Zmrużył oczy i uśmiechnął się.
-Głupi jesteś.
-Ty też.
Glimer: To wiele wyjaśnia.
Johannes: No chyba tobie.
Mam nadzieje, ze w zaden sposób nie przeszkadzają wam te wstawki z książki jaką czyta Glimer. Po prostu stwierdziłam, że napisanie, że czyta będzie trochę takie suche, ale jeśli jest to dla kogoś problem dajcie mi tylko o tym znać.
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta,
Miłych wakacji.
Hania.




