piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 76

Gdzieś w Dark Nebuli...

Celest kompletnie nie przejmując się tym, że właśnie szturmują jej twierdzę przeprowadzała kolejną serię...badań.
-Gdybym mogła schowałabym twoje oczy w mojej kieszeni, -nuciła pod nosem świecąc Kyoy latarką po oczach.-Żebyś nie mógł oglądać tych, które są dla nas zagrożeniem.
-Jesteś chora.-Warknął chłopak.
-No wiem.-Zrobiła smutną minkę.-A teraz powiedź mi ty moja kochaniutka bestyjko, co ja mam z tobą zrobić? Elektrowstrząsy nie działają, a jeśli jeszcze trochę zwiększę moc to twoje serce tego nie wytrzyma i umrzesz na próżno. Przypalanie skóry też nie zadziałało, a do tego sama się oparzyłam.- Popatrzyła z bliska na swój palec, na którym widniał mały biały bąbelek.-To boli. Wiesz?-Powiedziała z wyrzutem jakby to Kyoya był temu winny.-Co było dalej?-Przekręciła kilka kartek swoich zapisków.- A tak całkowicie odcięcie od tlenu również nie pomogło. Zaczynam podejrzewać, że robisz mi na złość wiesz.
-...-Chłopak spojrzał na nią tak, że gdyby miała choćby odrobinę zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości od razu padła by tam trupem.
-Oj już nie marszcz się tak.-Pacnęła go delikatnie w nos.-Przecież wiem, że mrocznej mocy nie można sobie od tak kontrolować.
-Celest.-Odezwał się Doji jak zwykle pojawiając się z nienacka na ekranie wiszącym na ścianie.
-Słucham Doji.-Powiedziała kobieta opierając łokcie na łóżku Yoyo, a głowę na dłoniach.
-Dobrze, że słuchasz. Odpowiedź mi kochanie na dwa pytania. Dlaczego nie jesteś teraz na sali operacyjnej?
-Chciałam się trochę uspokoić przed zabiegiem.
-Acha. No cóż każdy ma swoje sposoby.-Pokiwał w zamyśleniu głową.
-A drugie pytanie?-Zagadnęła, kiedy przez dłuższą chwilę mężczyzna nawet się nie ruszył.
-Ach tak. Powiedź mi moja droga, jakim pierdolonym cudem kostium, który stworzyłaś zaczął mordować Betty w trakcie wykonywanego przez nią zadania!-Na początku mówił spokojnie, ale ostatecznie słowa wykrzyczał uderzając przy tym pięścią w biurko.
-To była wersja testowa.-Powiedziała prychając z wyższością.-Pewnie zapominała o upuszczaniu energii i się sfajczyła. Jej błąd.
-To nie był jej błąd!
-A, co ci w ogóle tak na niej zależy!? Zrobiła, co miała mogłeś jej wreszcie zapłacić, albo zlikwidować, ale ty wolałeś ją trzymać Bóg jeden wie, po co!
-Dobrze wiesz, że gdyby nie ona nie dostałabyś swojej zabawki!
-Wielkie mi rzeczy mógłbyś to zlecić komukolwiek!
-Porozmawiamy o tym później.
-Świetnie!- Zdążyła jeszcze krzyknąć zanim ekran zgasł.
Zdjęła okulary i wytarła spływające po policzkach łzy. Podeszła się do blatu i oparła się o niego zaciskając palce do tego stopnia, że zrobiły się białe.
Doji’emu przejdzie, kiedy w końcu osiągną cel. Zapomni o Betty i wszystko będzie dobrze.
Odetchnęła głęboko i wróciła do przerwanego zajęcia.
-Na, czym to stanęło? Ach tak. Potrzebujemy czegoś co cię naprawdę wkurzy…A może….-Podbiegła do laptopa i szybko przekierowała obraz z kamer na ekran naprzeciwko „łóżka” chłopaka.-Ha! Wiedziałam!
-Niby kurwa, co?-Warknął chłopak.
-Źrenice człowieka rozszerzają się o, koło 30% kiedy patrzą na cos, co kochają. Alex-powiedziała przykładając pilot do twarzy.-Przyprowadź mi tutaj te dziewczynę. Musimy przeprowadzić kilka testów.

Mary

Ja pierdole. Wiem to bardzo rozbudowana myśl, ale co poradzę, że jestem wkurwiona. Kelly i to jej całe poświęcenie wszystkiego by ratować tego psychopatę mnie denerwuje, to, że nie zauważyłam, że cos kombinuje mnie denerwuje, a jakby tego wszystkiego było mało wiszę zamknięta w metalowej puszce z dwoma facetami, których ledwo, co znam po prostu super.
- Mary jak jest u was?-Odezwał się głos Ines w mojej słuchawce.
-Zastanawiamy się czy zagrać w pokera czy w wojnę.-Powiedziałam starając niebrzmień się tak jakbym chciała zamordować wszystko w promieniu dwóch kilometrów. -Pospieszcie się z tym, bo inaczej zaraz nas tu znajdą.
-Oj tam zagrajcie w wojenne, bo Hyoma was złupi do ostatniego grosza.-Zaśmiała się Kelly. Miałam wysłać do diabła, ale jakoś nie miałam do tego weny.
Tak łatwo przeszła do porządku dziennego po podduszeniu i oskarżeniu o zdradę. To, co najmniej podejrzane. Dlaczego nie zrobiła czegokolwiek, żeby uprzykrzyć życie Kumasuke? Chociażby nazywając go…potworem jak to ona lubi…
-Dosssssssskonale panujesssssz nad Wyciem.-Powiedział Reiji przerywając ciszę. Śmieszyło mnie to jak mówił. Pewnie myślał, że to było straszne, ale mi kojarzyło się bardziej z seplenieniem
-Zamknij się Reiji.-Warknął Hyoma.
-Wycie mojego Wolfa?-Spytałam nie zwracając większej uwagi na jasnowłosego.
-A wyło tu cośśśś innego?-Znowu zachichotał...Może to taki tik nerwowy.
-Dzięki....Ryuga uważa inaczej.
-A, kto by sssssię przejmował jakimśśśs tam Ryugą? Wiem, co widziałem, a widziałem piękną massssssssakrę w twoim wykonaniu.
-Miło mi, że tak uważasz, ale to Ryuga był najsilniejszym bleyderem Dark Nebuli...Bez urazy.
-Nigdy z nim nie walczyłem, więc ten tytuł najlepsssssssszego bleydera nie był, że tak to ujmę...Ssssprawiedliwie przyznany.
-Ok, właściwie nie powinno się oceniać rangi bleydera po jednej walce, ale tak właściwie to, dlaczego tak nagle zainteresował cię mój bey wcześniej nie zwracaliście na mnie uwagi.- Słysząc moje słowa Hyoma posłał Reiji’emu mordercze spojrzenie. Nie żeby to było cos nowego, ale tym Razem chciał zabić go bardziej niż zwykle.
-Wcześśśśśśśniej nie widziałem jak walczysssssz teraz to zupełnie inna ssssssprawa.
-Inną sprawą jest to, że jestem w nie za dobrym nastroju.-Burknęłam nie wiedząc, co jeszcze mogłabym powiedzieć.
-A ja wprosssst przeciwnie dawno nie byłem tak zadowolony.
-Popierdolony sadysta.-Warknął Hyoma
-Ofiara.-Zaśmiał się Reiji.
Dziwny z niego człowiek i bleyder.
Jego walki z mistrzostw po prostu przewijałam teraz tego żałuje. Z tego, co zdążyłam zauważyć podczas obcowania z bleyderami to to, że właśnie na arenie wychodzi z nich prawdziwa natura.  Spokoju nie daje mi też to, że zainteresował się mną dopiero, gdy zobaczył jak walczę.
Z niewiadomych powodów ostatnimi czasy obcy ludzie interesują się moim bey’em.
Co w nim jest takiego wyjątkowego?

Ines

-Zamknęłaś ją?-Spytałam.
-Tak.-Odparła blondynka krótko i zwięzłe. Właśnie tego brakowało Madoce oczywiście poza taktem jakimkolwiek pojęciem o nie byciu suką i wielu innych rzeczy.
-Wyjdzie stamtąd?
-To Kelly.- No jasne, bo ona jest Rambo i sobie ze wszystkim poradzi.
-Mniejsza naprawiłaś windę?
-Tak. Mary i reszta za chwile powinni się z tobą spotkać.-Przynajmniej to się jakoś układa.
Ech…Kelly była byś świetnym sojusznikiem gdybyś nie kombinowała za trzech, a tak nawet Dark Nebula nie może ci ufać.
Bo Ryuga.
Jeśli tylko przeciągną go na swoją stronę ta idiotka polezie za nim. Dlaczego kobiety, jako istoty w drabinie ewolucyjnej Darwina ustawione wyżej od mężczyzn są na tyle głupie by potrafić rzucić w cholerę wszystko dla jednego faceta? Nigdy tego nie zrozumiem, chociaż samej zdarzyło mi się to zrobić… i to kilka razy…
-Nie strzelaj.-Zawołał Hyoma, gdy w odruchu obronnym wycelowałam kuczer w jego głowę.
-Przepraszam.-Powiedziałam bez cienia skruchy.- Spotkaliście jakiś wrogów po drodze?
-Nie.-Odparła Mary.- Aaaa gdzie Kelly?
-Stwierdziła, że robi to, czego od niej wszyscy oczekują i się ode mnie oddziela.-Powiedziałam, a widząc zdziwione twarze moich towarzyszy (i maniakalny uśmiech Reiji’ego) dodałam.-Kelsi gdzieś ją zamknęła podobnież walczy teraz z Betty.
-To, co teraz?-Spytała Mary.
-Idziemy do laboratorium. W tym momencie niema nic ważniejszego od powstrzymania tych świrów przed stworzeniem kolejnego potwora.-Zadecydowałam.
-Eeeemmm mamy problem.- Stwierdziła Kelsi.
Jakby to było cos nowego
-O, co chodzi?
-Na waszym piętrze znajduje się spore pomieszczenie a w nim około 20 bleyderów. Na początku myślałam, że to zwykłe mięso armatnie, ale przyjrzałam się dokładnie i większość z nich to jeszcze dzieci obawiam się, że to przyszłe lub obecne obiekty badań.-,A żeby cholera wzięła tych wszystkich świrów.
-Hyoma Rei zajmijcie się tym. Zabierzcie ich stamtąd i zaprowadźcie do holu. Ryutaro Tobio macie im pomóc Madoka poprowadź ich. Kelsi gdzie to laboratorium? 
Tak ogarniam wszystko. W końcu nie bez powodu mam tą podzielna uwagę.

Kelly

Za jakie grzechy?-Pytałam się po raz kolejny pukając pazurem w słuchawkę w moim uchu.
Z niewiadomych przyczyn zostałam zamknięta na tym tarasie widokowym, a Kelsi nie odpowiada na moje prośby groźby tudzież inne wołania.
Dobra. Dosyć obijania się.  Sama musisz ogarnąć jak stąd wyleźć.
Po raz kolejny rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nic nowego mnóstwo lodu jeden chyba jeszcze nie trup, wszędobylskie doniczki z kaktusami, a co to? Na samym początku wzięłam to za wyjątkowo dziwną fontannę, ale po dłuższym przyjrzeniu się odkryłam, ze faktycznie w większości jest to fontanna, ale w ścianie za nią znajduje się dobrze mi znany kanał wentylacyjny.
Metalową kratkę potraktowałam solidnym kopniakiem i weszłam do środa.
Albo się starzeje i tyje, albo te kanały były kiedyś większe.-Myślałam przeciskając się w wąskich tunelach cała lewa ręka bolała niemiłosiernie, a pauzy zgrzytały nieprzyjemnie o metalowe podłoże. Na jednym z prierdyliarda zakrętów, jakie pokonałam udało mi się znowu zaklinować. Kompletnie zapomniała o tym, że powinnam być cicho i na całe gardło warknęłam:
-A zabił cię ktoś kiedyś!?-Wiem to trochę niepokojące, ze rozmawiam z elementami architektury, ale co poradzisz jak nic nie poradzisz?
Gdy bliska wybuchnięcia śmiechem i histerycznym płaczem jednocześnie szarpałam się w wentylacji usłyszałam pytający szept.
-Kelly?-Gdzieś w głębi tunelu odezwał się Tsubasa. Najpierw nie mogłam uwierzyć nasłuchiwałam przez chwilę, a gdy tunel po raz kolejny powiedział moje imię byłam pewna, że słyszę mojego starego znajomego. Wstąpiły we mnie nowe siły. Szarpnęłam się mocniej niż przedtem i udało mi się nareszcie wydostać. Idąc…czołgając się w stronę głosu. Kiedy wreszcie się udało mi się dotrzeć do czegoś, co wyglądało na małe okienko w paski. Przy akompaniamencie głośnego ubudubu dopadłam do „wyjścia”.
-Tsubasa? Jasny gwint pierwszy raz w życiu tak się cieszę, że cię widzę!-Zawołałam w zamian, za co dostałam uśmiech od „zdrajcy”.-Odsuń się wybije to.
Ciekawe jak?-Spytałam siebie w myślach.
-Masz jak?-Spytał chłopak po drugiej stronie.
-Nie.-Odparłam.
-Daj mi coś płaskiego i w miarę twardego.
Bez wąchania zdjęłam jedną z rękawiczek i przez szpary w kratce podałam ja chłopakowi. Po chwili kratka leżała już na ziemi. Ku mojemu przerażeniu dziura po niej okazała się mniejsza niż myślałam. Wystawiłam przez nią głowę. Jak ona przeszła to reszcie też się uda…przynajmniej u kotów tak jest.
Cofnęłam głowę i wyciągnęłam się jak tylko mogłam wystawiając najpierw prawą rękę potem głowę i resztę ciała w momencie, gdy na wolość wychodziły moje biodra metal głośno zgrzytną coś chrupnęło, a potem leżałam na ziemi.
-Tada.-Jęknęłam czując, że ten wyczyn tak jak poprzednie zostawi po sobie pamiątki w postacie fioletowych siniaków.-Wciśniesz się tam?-Spytałam wskazując kratkę.
-Myślisz, ze gdybym się tam zmieścił to jeszcze bym tu siedział?
-Fakt. Głupie pytanie. W takim razie musimy wyjść tradycyjnie przez drzwi.-Przy tych słowach podniosłam się i załadowałam kuczer.
-Strzelanie nic nie da.-Stwierdził.-Cała Dark Nebula ma wbudowany system pochłaniania energii.
-Ciekawe czy im to cos da jak zamrożę im elektronikę…

Mary

Ja i Ines wpadłyśmy z powrotem na korytarz na klatce chodowej było zbyt wielu przeciwników i zdecydowanie za mało miejsca by wyć lub rozpętywać piekło w obu przypadkach obydwie mogłybyśmy oberwać z rykoszetu.
Ines zablokowała drzwi stapiając ich brzegi i dopiero wtedy odetchnęła swobodniej.
Korzystając z chwili luzu oparłam się tyłkiem o ścianę, a dłonie położyłam na kolanach. Nie trwało to długo. Nie minęły dwie minuty, gdy do moich uszu dotarł szczęk metalu o metal.
-Idziemy.-Zadecydowała jasnowłosa.
Minęłyśmy dwa zakręty i wyszłyśmy na prostą akurat w idealnym momencie by zobaczyć jak Tsubasa jednym płynnym ruchem katany wykańcza człowieka ubranego w czarny kostium z gigantyczną pajęczyną wyszytą na plecach.
-Pierdolone pająki.- Sapie Kelly.-Są silniejsi niż ć przedtem.
-Lepiej wyszkoleni.-Prostuje chłopak odpinając pochwę od pasa jednego z trupów i zapinając a przy swoim pasie.- Ich lider musi być gdzieś blisko.-Wtedy nas zauważają.
-Sorka, że tak późno-odzywa się niebieskowłosa z zmęczonym uśmiechem przyklejonym do twarzy.-Miałam drobne problemy ze spadającymi ścianami, ale na swoje usprawiedliwienie mam tego tu przystojniaka.-Kiwnęła głową w stronę Tsubasy.
-Zdejmij maskę.- Rozkazała jej Ines. Uśmiech spełzł z twarzy Hawany, ale bez słowa wykonała polecenie. Blada twarz dziewczyny wyłoniła się spod maski i spojrzała na nas z pewnym zawiedzeniem.
-Mogę cos jeszcze dla was zrobić?-Spytała z powrotem zakładając maskę.
-Dlaczego się tak pieklisz?-Spytałam starając się panować nad sobą. Kelly denerwowała mnie samą swoja obecnością. Było całkiem nieźle zanim nie okazało się, że nas zdradziła, ale kilka godzin temu okazało się, że wracamy do punktu wyjścia.
-Wiesz myślałam, że jednak okażecie mi trochę więcej empatii w końcu nadstawiam dla was karku.
- Nie robisz tego dla nas. Jesteś lojalna tylko wobec Ryugi.-Powiedziałam siląc się na spokój mimo gotującej się we mnie krwi.
-Jestem lojalna wobec przyjaciół.-Odparła.
-Właśnie masz tego jednego przyjaciela i tylko wobec niego jesteś lojalna. Nie potrafisz się wywiązać z żadnej umowy chyba, ze ktoś trzyma cię w szachu.-Kelly nie odpowiedziała tylko patrzyła na mnie dziwnie jak nie ona. Chyba udało mi się ją zagiąć.-No, co się tak gapisz? Odpyskuj mi wiem, że chcesz.
-Wiesz zawsze jak mówię to, co myślę dostaje w twarz.-Wywróciłam oczami.- Jeśli chcecie mojej lojalności to może dajcie mi do niej powód.-Zapadło milczenie. Kłóciłyśmy się już tyle razy, że jednie argumenty, jakie nam pozostały to te siłowe, a okładanie się pięściami w tym momencie niebyło najlepszym wyjściem. Mimo wszystko po tej „wymianie zdań” czułam się trochę spokojniejsza.
-…Może coś z tego wyjdzie.-Powiedziałam w końcu.
-Czas pokaże.-Dodała.
-Dobra pogadałyście sobie, a teraz iść do laboratorium zanim znowu nas namierzą.-Zdecydował Tsubasa.
Namierzyli nas.
***
Odział bleyderów równym zwartym szykiem biegł przez korytarze Dark Nebuli. Pierwszy raz w zdarzyło się, żeby ktokolwiek wtargnął, aż tak wysoko wiec nic dziwnego, że byli zaniepokojeni. Nagle z oddali dało się słyszeć cos na kształt cichego wycia, które stopniowo przybierało na sile.
Odział zamarł nasłuchując po chwili zewsząd okrążył ich ogień, a z pomiędzy płomieni wyłoniły się trzy kobiece sylwetki. Niektórym zdawało się, że ich ciała rozpadają się na kawałki inny widzieli wężowe języki wystające i pomiędzy ich warg jednak żaden z nich niemiał wątpliwości, co do jednego.
-TO NIE LUDZIE TO DEMONY!!!-Krzyknął dowódca do komunikatora.
Wtedy jedno z monstrum złapało urządzenie w swoje szpony i wysyczało.
-Idziemy po ciebie Doji.
***
Mary

-Kelsi jak wygląda sytuacja?-Ines po raz kolejny kontaktowała się z naszą centralą.
-Jak na razie jest dobrze. Tobio i Ryutaro już dołączyli do Reiji’ego i Hyomy.
-Dobrze, gdy ich uwolnicie załadujcie ich do samochodów i zabierzcie stąd.-Oświadczyła.
-A, co z wami?-Spytała blondynka.
-Damy sobie radę, ale nawszelki wypadek nie wyłączaj komuniatorów.
-Ryuga?-Odezwał się łamliwy lekko zduszony głos Kelly. Powędrowałam za jej wzrokiem i zobaczyłam Nikogo innego niż mojego przeciwnika Ryuge. Był ranny, co wnioskowałam po plamach krwi na jego szarym dresie i tym, że nie porusza się tak jak przedtem. Zabawne, na jakie szczegóły człowiek zwraca uwagę. Mimo ewidentnego wycieńczenia organizmu w dalszym ciągu roztaczał wokół siebie te typowa dla niego przyłączającą wszystko i wszystkich wokół aurę. Kiedy przechodził obok nas dziwnie spojrzał na Ines nie potrafiłam dopasować do tego spojrzenia żadnych emocji.(Nie żebym była w tym dobra)
No to tyle w temacie naszego sojuszu.- Przemknęło mi przez myśl, kiedy zobaczyłam jak mocno Kelly powstrzymuje się przed tym by nie rzucić się mu teraz na szyje.
-Idziemy.-Wrócił się do niej poprzedzając swoją wypowiedź czymś na kształt niezadowolonego pomruku.
-Ale nie możemy ich zostawić.-Powiedziała, a wtedy chłopak spojrzał na nią tak jakby chciał ja zabić. Co resztki sumienna się w niej odezwały?
-Możecie. Przecież wszyscy dobrze wiemy, do którego momentu wiązała cię nasza umowa.-Powiedziała Ines.-Przypominałaś nam o tym wiele razy.-Dziewczyna przestąpiła nerwowo z nogi na nogę. W jednej chwili z czegoś, co potrafił mordować z zimna krwią zmieniła się w niezdecydowane dziecko.
-Słyszysz. Nie chcą nas tutaj.-Powiedział Ryuga.
-Ale zrozum, jeśli ich teraz zostawimy to tylko utwierdzi ich w przekonaniu, że jesteś potworem.
-A, od kiedy obchodzi cię, co inni o mnie myślą?-Popatrzył na nią trochę milej i ujął jej obie dłonie.-Nie mamy, po co tu zostawać.
-Ale…-nie zdążyła dokończyć, ponieważ ten tleniony psychopata przyciągnęła do siebie i pocałował.
Z mojej perspektywy wyglądało to obrzydliwie…jakby ją pożerał jednak z zadowolonych pomruków dziewczyny w kostiumie kota wnioskowałam, że musi się jej podobać. Kiedy zarzuciła mu ręce na szyje Ryuga otworzył oczy i popatrzył prosto na mnie. Jego oczy wyrażały tylko i wyłącznie jedno.—Znów wygrałem—odwróciłam wzrok. Po dłuższej chwili w końcu się od siebie oderwali.
-Chodźmy.-Powiedziała Kelly biorąc go pod rękę.-Niedaleko powinna być winda, a potem tylnym wyjściem wyjdziemy na….-Po tym wszystko stało się tak szybko niebieskowłosa skoczyła wykręcając przy tym rękę Ryugi i krzyknęła-STRZELAĆ DŁUGO GO TAK NIE UTRZYMAM!!!-Dwa razy nie musiała mi powtarzać. Ledwo się powstrzymałam przed strzeleniem do niego, kiedy tylko się pojawił. Nie minęła sekunda, gdy w jego czaszkę wbiły się naraz Iskra i Wolf.  Niestety nie zrobiło to na nim większego wrażenia wyrwał się z uścisku dziewczyny uderzając nią przy tym o podłogę przed nim odbijając przy tym niczym nieosłoniętym ramieniem nasze bey’e. Wyprostował się, a wtedy mogłam się przyjrzeć jak z jego rozwalonej czaski wypływa czerwona posoka i strzelają iskry.
-Co to kurwa jest!?-Spytałam, chociaż odpowiedź była raczej oczywista.
-Drago.-Powiedziała Kelly, która nie wiadomo, kiedy znalazła się tuż obok mnie.
-jakie to słodkie.-Powiedział…Drago patrząc na naszą czwórkę.-Pobiegłaś do swoich nowych koleżanek. W tym ciele nie jestem w stanie się zrzygać, ale zapewniam, że gdybym mógł już dawno bym to zrobił.
-Niewierze, że Celest się udało.-Powiedział Tsubasa lustrując od stóp do głów…Drago.-To jej dziecko musiała użyć L-Drago, jako źródła zasilania.
-Czyli to jest projekt serce.-Stwierdziła lekko zamyślona Ines.-…Mniejsza jakieś pomysły jak to załatwić?
-Drago pochłania energie ataków przeciwnika, posiada ogromne pokłady własnej energii z tego, co wiem niema słabych punktów.-Robot wybuchnął śmiechem.
-Powtórz to.-Rozkazał, na co odpowiedziało mu stłumione warknięcie.-Darujmy sobie wstęp. Wolf-tutaj spojrzał na mnie-, co powiesz na szybki rewanż?-Kolejny chciałoby się powiedzieć człowiek, który zwraca większą uwagę na mojego bey’a niż na mnie. Skoro tak chce pogadać z Wolf’em to proszę bardzo.
Przywołałam swojego bey’a, załadowałam nim kuczer i strzeliłam.
-Wolf połącz pierścienie.-Wolfy zapłonął i natychmiast wykonał moje polecenie.
-Żałosne. Taka potężna bestia przyjmująca rozkazy od tak bezużytecznego narzędzia.-Powiedział Drago i otoczył się jasnym płomieniem.
-Bezużyteczne narzędzie? To się kurwa doigrałeś. Wolf Specjalny Atak Smoczy Pogromca.- Bey skoczył i wbił się prosto w otwartą dłoń przeciwnika.
L-Drago powoli zaciskał palce w pięść chcą tym samym zatrzymać mojego Wolfa. Gdy już myślałam, że spaprałam sprawę atak zaczął dawać efekty. Ręka Drago najpierw zaczęła się stopniowo wyginać potem cos trzasło i to coś, co chwilę temu było ramieniem Ryugi zmieniło się w miazgę zrobiona z metalu i mięsa, z której sączyła się krew. Mężczyzna spojrzał na to ze zdziwieniem, a potem posłał mi mordercze spojrzenie.
Jest nie czuły na ból.-Przebiegło mi przez myśl.
-Zniszczyłaś moje ciało!-Ryknął.
-Miło, że w końcu mnie zauważyłeś.-Powiedziałam uśmiechając się łobuzersko.
-Musimy zniszczyć ciało to powinno go zatrzymać.-Zadecydował Tsubasa rozcinając kataną dres na klatce piersiowej Ryugi. Broń utknęła w ciele chłopaka. Jasnowłosy szarpnął próbując uwolnić narzedzie, ale porzucił ten pomysł, kiedy prawa ręka robota próbowała złapać go za gardło.
-To brzmi jak plan Iskra Kula Ognia!
 -Biała Szpony Mrozu!
Atak Ines dotarł pierwszy i pogłębił szramę, jaką stworzył Tsubasa, a w połączeniu z atakiem Kelly, który skupił się na głowię potwora wyprowadził go z równowag i cisnął nim o ścianę.
-Wolf Szarża!- Rozkazałam rozpruwając do reszty korpus robota i prawie całkowicie pozbawiając go głowy. Dal pewności uderzyła jeszcze dwa razy i dopiero wtedy pozwoliłam ciału upaść na podłogę i rozlać wokół siebie wielką kałuże krwi.
-On jeszcze może przeżyć.-Powiedziała Ines.-Nie lekceważmy oponenta.-Dodała z cieniem uśmiechu na ustach.
Zaśmiałam się krótko.
-Ja…-zaczęła Kelly, ale gwałtowne torsie zagłuszyły jej dalsze słowa. Zwróciła to, co miała w żołądku i przez dłuższą chwilę pluła żółcią zginając się przy tym wpół
-Żyjesz?-Spytałam.
-Tak.-Wytarła twarz wierzchem dłoni.-Tam-kiwnęła głową w stronę trupa.-Powinien być bey wyjesz go proszę. Ja nie dam rady.
-Dlaczego?-Spojrzała na mnie oczami, w których od torsji pojawiły się maleńkie łezki.
-…On ma jego twarz…
-…Dobra.
-Tylko uważaj może i pokonany, ale to nadal Drago...-Martwi się?
-Poradzę sobie.
Złapałam oburącz katanę, przytrzymała trupa opierając o niego obutą w ciężkie glany stopę i szarpiąc udało mi się dobrać do wnętrzności robota. W środku faktycznie był uśpiony bey. Gdy wyciągnęłam po niego rękę rozbłysnął ostrzegawczo. Taki ostatni odruch pokonanej bestii.
-Zaczekaj.-Powiedziała Ines. Zaczęła grzebać po kiszeniach, a po chwili wyciągnęła z nich jakiś fioletowy kryształ i mi go podała-W Komie był w tym uwięziony.
Owinęłam kryształ tym, co zostało z dresy robota i w tak przygotowany woreczkiem złapałam Drago tak samo jak sprząta się kupy po psie.
-Proszę.-Powiedziałam podając Kelly „worek”. Patrzyła przez chwilę w jego wnętrze, a potem spojrzała na mnie i powiedziała:
-Dzięki…Hah ukradł mi mój pierwszy pocałunek…ma za swoje skurwiel jeden.


Rozdział 76 za nami. Jak ja kocham was rozpieszczać moja pisaniną.
Ines; To co Kelly kolejny punkt na liście koszmarów?
Kelly: Bez przesady, aż tak źle nie całuje...*zielenieje* Kogo ja próbuje oszukać dajcie wiadro....
Więc jak widzicie idzie nam nieźle... Z czterech...
Mary: *zły wzrok*
Ja: Echymkry! Z pięciu osób które maja odbić mają już jedną. 20% planu za nami Chyba, że....
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

niedziela, 14 lutego 2016

Embrasse-moi / Watashi ni kisu shimasu



Wszyscy dobrze wiemy jaki jest dzisiaj dzień. Z tej okazji spytałam moje córeczki co można fajnego robić w walentynki. O to jakie odpowiedzi uzyskałam:

Ines: Jeść donaty bo jest się samotnym.

Mary: Nie wychodzić przez cały dzień, w domu zrobić sobie ciemnice i oglądać horrory rzucając w między czasie Ines donaty na pożarcie.

Kelly:...Fikołki?

Ja:*facepalm* Ech dobra darujmy sobie walentynkowy post...
Bloguś: Tak samo mówiłaś rok temu...:(

Nagle pojawia się postać której wyglądu nie można opisać. Jej twarz ciągle się zmienia oczy zmieniają kolor a włosy raz są krótkie a raz długie ponad to stwierdzenie jakiej płci jest to coś jest niemożliwe.
Bloguś: Dzień dobry Weno. Przyszłaś...Przyszedłeś bo mama nie wie co napisać?
Wena: Tak i zaraz temu zaradzimy.*wyciąga łuk amora i pęk strzał po czym zaczyna strzelać na oślep* To powinno pomóc.*wręcza mi kartkę i długopis.* A teraz pisz i niech dzieciak się cieszy.

*UWAGA!!! Postacie w poniższym materiale są bardzo nieswoje przed przeczytaniem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą ponieważ każdy fanfic niewłaściwie odebrany może zagrażać twojemu odbiorowi danej postaci*
Ps. Nie poduście się tam.


Ryuga x Hikaru

On tu jest.  On tu jest. Ontujestontujestontujest. Czego jeszcze chce? Nie wystarczy mu to, co już mi zrobił? Jego bey uderzył w ziemie tuż przed moimi stopami obsypując mnie od góry do dołu ziemią i innymi świństwami, a potem w chmurze kurzu i dymu pojawił się on.
Zaczęłam się cofać, ale gdy moje plecy natrafiły na przeszkodę w postaci pnia ogromnego drzewa już wiedziałam, że nie uda mi się uciec. Podchodził do mnie powoli. Nie spieszył się. Chciał się nacieszyć tym, że w końcu mnie dopadł. Uśmiechał się demonicznie, a może po prostu po swojemu.
Wyciągnął rękę w kierunku mojej twarzy, a jedyne, co byłam w stanie zrobić to odwrócić od niego wzrok.
-Czemu tak drżysz?-Zapytał, a gdy to robił czułam jego oddech na swojej skórze. – Przecież nie gryzę…zazwyczaj.-Nie odpowiedziałam nawet nie drgnęłam…nie spodobało mu się to.-Spójrz na mnie.-Rozkazał, po czym złapał moje policzki i skierował moją twarz przodem do niego.
Wpił się mocno w moje usta. Najpierw wręcz brutalnie, potem spuścił z tonu, łagodniejąc i jakby delikatnie zapraszając mnie do odwzajemnienia pocałunku.
Nie rozumiałam, co się dzieje. Gdy Ryuga przytrzymał moją twarz w pierwszej chwili myślałam, że chcę mnie uderzyć tylko boi się, że mogłabym się usunąć.
Byłam PEWNA, że zaraz poczuje ból...Jednak zamiast tego poczułam miękkie usta stykające się z moimi. Byłam zaszokowana i nie wiedziałam, co zrobić... Nigdy nie sądziłam, że ten potwór jest zdolny do tak ludzkiego zachowania. Ryuga całował tak brutalnie i zachłannie, że nie potrafiłam się mu nie poddać. Nawet nie chciałam walczyć, chciałam się tym po prostu nacieszyć zanim wszystko wróci do przerażającej normy.
W końcu odważyłam się założyć ręce na jego szyję i przysunąć się trochę bliżej. Było tak przyjemnie... Nie chciałam kończyć. Najchętniej zostałabym tak do końca świata i jeden dzień dłużej. Po raz pierwszy od bardzo bardzo dawna nie bałam się...

Hyoma x Kelly

Znowu w tych piekielnych górach.-Pomyślała Kelly idąc lasem-Czego ja tu właściwie szukam? Tego, co zwykle...Guza.
Coś poruszyło się w koronie drzew.
Już mnie znalazł.-Pomyślała dziewczyna patrząc w tamtą stronę.
- Wiesz.-Zagadnęła.-Podobno są dwa sposoby upolowania tygrysa. Można zwabić go w góry, albo zaatakować legowisko. Tobie udało się to pierwsze, więc co teraz robisz? Zabijesz mnie? Przecież dobrze wiem, że tego chcesz.
- Skoro wiesz, czemu tu przyszłaś.-Powiedział chłopak stając tuż za niebieskowłosą.
-Hah.-Zaśmiała się.-Zawsze umiałeś się świetnie skradać.-Powiedziała powoli się odwracając przodem do niego i patrząc w jego oczy.
Były zimne i patrzyły na nią jak na intruza, którym jakby nie patrzeć była. Po raz kolejny wtargnęła na niemalże święte góry okalające ukochaną Komę.-Przyszłam ostatecznie wyjaśnić sprawę.-Powiedziała bujając się lekko w przód i w tył z rękami założonymi za plecy.
-Jak mam niby w to uwierzyć skoro, co drugie twoje słowo to kłamstwo?-Spytał.
-Wiesz...Nie kłamie, kiedy całuję.-Powiedziała wspinając się lekko na palce. Kiedy już tylko milimetry dzieliły ich usta zatrzymała się. Chciała, żeby to on zdecydował, co będzie dalej.
Chłopak najpierw nie wiedział, co się dzieje, ale po chwili pochylił się i pocałował zdrajczynie. W tym momencie cała złość z niego uchodziła tłumiona całymi latami paląca chęć zemsty prysła niczym bańka mydlana. Delikatnie objął ramiona dziewczyny, po czym zsunął swoją dłoń w kierunku dłoni dziewczyny. Chciał spleć ich palce tak jak kiedyś, gdy wszystko było dobrze.
Jednak coś się nie zgadzało. Hyoma otworzył oczy i przerwał pocałunek. Wyciągnął rękę dziewczyny tak by mógł ja zobaczyć. Środkowy i wskazujący palec były skrzyżowane w taki sposób, w jaki dzieci układają je, gdy kłamią.
-Ty się nigdy nie zmienisz.-Powiedział, kiedy pierwszy szok z niego zszedł.
-To jedna z moich największych zalet…

Kyoya x Kelly

-Hello everybady! I'm Kelly Hawana from Japan! Everybady knows me nobady likes me!
-Wracaj do tego rynsztoku, z którego wypełzłaś Mary niema w domu.-Głos Kyoy, który dobiegał z kuchni nie był dla mnie ani trochę przykry w końcu słyszało się już gorsze rzeczy, a to był tylko głupi żart.
-Nie wiesz, że słowa mogą ranić?-Spytałam rzucając torbę na fotel, a samej rozkładając się na kanapie.- Gdzie polazła Mary? Miałyśmy razem wyjść na zakupy.
-A, bo ja wiem. Miała za chwile wrócić.- Powiedział wchodząc do salonu z parującym kubkiem w ręce.- Zabierz nogi, bo nie mam gdzie usiąść.-Powoli położyłam nogi z powrotem na ziemię robiąc tym samym miejsce dla Yoyo.
-Coś ty się taki kontaktowy zrobił?-Spytałam podciągając nogi pod siebie i siadając przodem do Kyoy-Kiedyś prędzej byś się pociął niż z własnej woli koło kogoś usiadł.
-Spaliśmy razem, a ty się dziwisz, że nie mam problemu z siadaniem koło ciebie.-Odparł również odwracając się do mnie przodem.
Ciekawe gdzie kończy się strefa, w której Kyoya toleruje moją obecność? Sprawdźmy to.
-Czyli, jeśli dobrze rozumiem tylko ja mogę naruszać magiczną granice twojej przestrzeni osobistej tak?-Spytałam pochylając się lekko.
-Nie, ale tak często ją przekraczasz, że przestałem zwracać na o uwagę.-Chłopak przybliżył się, bo mnie odrobinę. Z jego łobuzerskiego uśmieszku wnioskowałam, że próbuje pokonać mnie moją własną bronią.
-Ach tak. Czyli nie robi ci żadnej różnicy, co będę przy tobie robić tak?-Moje pole manewrowe drastycznie się zmniejszyło, ale byłam pewna, że Yoyo zaraz się wycofa. Oparłam rękę na oparciu kanapy i podciągnęłam się delikatnie tak, żebym mogła nad nim w pewnym stopniu zawisnąć
-A tobie to robi jakąś różnice?-Spytał kładąc rękę na mojej tali
-Niezbyt dużą.-Powiedziałam przybliżając się jeszcze troszeczkę do niego.
Nasze usta zetknęły się delikatnie i poczułam prąd. Dosłownie kopnął mnie prąd. Odskoczyłam natychmiast i krzyknęłam:
-Kopnąłeś mnie!
-Co?-Zdziwił się chłopak.-Sama się kopnęłaś.-Burknął.
-Spadaj.-Rzuciłam w niego poduszką….Nie zrobiło to na nim większego wrażenia.
-To, co? Kontynuujemy?-Zapytał na powrót się do mnie przybliżając.
-A jak myślisz?

Ryuga x Mary

-Zaczyna mnie nudzić to ciągłe wygrywanie.-Powiedział Ryuga przywołując Drago.
-To nie mój problem.-Warknęłam podnosząc Wolfa z ziemi i wycierając go skrawkiem bluzki.
-Może Ines jest na wyższym poziomie niż ty.
-Nawet nie próbuj jej zaatakować!-Krzyknęłam.
-Spróbuj mnie powstrzymać.-Powiedział wyzywająca po odchodząc do mnie.
Oho historia znowu się powtarza
Chłopak podszedł do mnie i uśmiechając się w ten tylko i wyłącznie jemu właściwy sposób popatrzył na mnie z góry.
Wkurzał mnie.
Bardzo mnie wkurzał.
Swoim uśmiechem, swoim stylem bycia, tym, że zemną ciągle wygrywał, całą swoja pierdolona osoba mnie wkurzał, a teraz jeszcze stoi tu nade mną i szykuje się, żeby zrobić coś, czego nie chce.
Ooooo, co to to nie. Tak się bawić nie będziemy. Zobaczymy jak on się poczuje, kiedy mu ktoś wepchnie język do buzi.
Złapałam go za pasek przytrzymujący mu ten cały jego płaszcz i pociągnęłam do siebie i zaczęłam go całować. Tak na dobrą sprawę nie wiedziałam, co powinnam robić, ale zdziwienie na twarzy tego zjeba mnie trochę podniosło na duchu.
Jednak mój triumf nie trwał długo Ryuga szybko przejął kontrole całując mnie władczo. Nie dawał mu ani trochę swobody, po prostu całował zachłannie, Otaczając mnie rękoma, sunąc po plecach, zjeżdżając na pośladki i szybko wkładając dłonie pod moją bluzkę.
Zadrżałam czując, co się dzieje. Jęknęłam, gdy tylko miałam szansę na chwilę oderwać się od jego ust. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że robienie czegokolwiek z nim może być, aż tak przyjemne. Objęłam go za szyję ramionami, a nogi owinęłam wokół jego pasa. Całowaliśmy się długo namięknie, kiedy wrońcu udało nam się opanować Ryuga odstawił mnie na ziemie i powiedział:
-Muszę przyznać to jest jakiś sposób, żeby mnie zatrzymać.


Alex (Miły) x Mary

-Pamiętasz jak kiedyś bawiliśmy się tak, że siadaliśmy na oparciu kanapy i czekaliśmy, aż w telewizji zacznie lecieć romantyczna muzyka wtedy udawaliśmy, że chcemy się pocałować i próbując to zrobić przewracaliśmy się do tyłu i dawaliśmy, że spadliśmy z ławki?
-Jasne, że pamiętam. -Powiedział chłopak, a jego policzki pokryły się słodkim rumieńcem.-Czemu pytasz?
-A tak jakoś...Widziałam kanapę podobną do tej, na której się bawiliśmy i mi się przypomniało...Obrzygałeś ją kiedyś.-Przypomniało się Mary, czym skutecznie zadała cios prosto w serce romantycznej atmosferze.
-Tak to też pamiętam...Biedna kanapa.-Jęknął chłopak próbując ukryć swoje bardzo czerwone już policzki w kołnierzu wełniego golfu.
-A pamiętasz, dlaczego?- Dziewczyna drążyła temat.-Bo się tak spieszyłeś, żeby się zemną zobaczyć, że aż ci się niedobrze zrobiło.-Szatyna wybuchła gromkim śmiechem. Na każdego innego pewnie Alex by się obraził, albo, chociaż spróbował to zrobić, ale gdy słyszał jej śmiech i widział jej uśmiech czuł jak cały w środku się rozpływa.
-To było przeurocze.-Powiedziała, kiedy już przestała się śmiać-Ty sze różniłeś się od innych chłopaków. Byłeś taki miły, opiekuńczy zajmowałeś się chorymi zwierzętami, kiedy większość z naszych rówieśników w najlepszym wypadku w ramach skrócenia cierpień by je po prostu dobiła.-Chyba nie muszę mówić, że czerwień z policzków Alex’a przeszła na uszy.- Może to właśnie, dlatego się w tobie kochałam…
-Ko…ko…kochałaś…-udało się wykrztusić chłopakowi.
-Może to właśnie, dlatego się w tobie…kocham.
-Mary ja…ja…ja już od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale nie chciałem cię tym wystraszyć, bo bo ja…-Mary pocałowała go delikatnie.
-Wiem Alex. Ja wiem….


Tsubasa x Ines

Dobrze gdzie jest ten przygłąb? Musimy ustalić, które z nas ma się wyprowadzić, bo tak dalej być nie może. Chciałam z nim o tym porozmawiać w domu, ale wyleciał z niego jak z procy. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Zaczynam dochodzić do wniosku, że on najzwyczajniej w świecie mnie unika.
Dobrze chyba poszedł tutaj.
Tak wiem. Bieganie za chłopakiem jest poniżej mojej godność, ale musimy to w końcu załatwić.
W końcu go dogoniłam. Błądził po górnym piętrze galerii handlowej.
Pewnie się tu z kimś i umówi, dlatego tak się spieszył…
-Musimy porozmawiać.-Powiedziałam
-A możemy później? Jestem teraz trochę zajęty.-Powiedział rozglądając się na wszystkie strony byle tylko na mnie nie spojrzeć.
-Nie możemy.-Stwierdziłam stanowczo.
-Ines to naprawdę nie jest dobry moment.
-Ach tak.-Splotłam ręce na piersiach.-Bardzo mi przykro, że ci przeszkadzam, ale niestety wcześniej nie dało się z tobą rozmawiać.-Niepotrzebnie lekko podniosłam głos.
Wtedy Tsubasa otworzył szerzej oczy nachylił się i przyciągnął mnie do siebie, chwytając za podbródek pocałował.
Zaczął delikatnie, ale to był tylko początek. Szybko pogłębił pocałunek, dokładnie badając wnętrze moich ust. Zetknął się ze mną torsem, obejmując w talii. Drugą dłonią otulił mój policzek. Poczułam jak przesuwamy się do tyłu, a po chwili uderzamy w ścianę.
Drżałam na całym ciele, kiedy mnie dotykał. Dorze wiedziałam, że powinnam go od siebie odepchnąć, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam. Zamiast tego zarzuciłam mu ręce na szyje i odpowiedziałam na pocałunek z całym sercem.
Do reszty mnie pochłonął w pewnym momencie Tsubasa się ode mnie oderwał i rozejrzał.
-Przepraszam, że użyłem cię, jako siatki maskującej. Niestety nic tak nie wprawia ludzi w zakłopotanie jak publiczne okazywanie uczuć.-Powiedział.-Chciałbym móc z tobą dłużej porozmawiać niestety ścigają mnie, więc muszę się oddalić porozmawiamy jak wrócę. Dobrze?-Pokiwałam głową, a potem on zniknął.
Kurczę to nie tak miało wyglądać.



W internecie jest mnóstwo bestów demotywatorów i innych tego typu rzeczy związanych z walentynkami. Spotkałam się z  w obrazkiem mówiącym jak dzielą się ludzie w walentynki. Czyli na tych który są zakochani, na tych którzy płaczą i tych którzy tym rzygają...I tu jest problem bo nie znalazłam się w żadnej grupie... :) Napiszcie jak to z wami jest i pamiętajcie o jednym 15 lutego będzie przecena na słodycze.
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

Ale tak naprawdę to dzisiaj liczy się tylko Deadpoll. <3

czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział 75


Kelly

Wiem, co sobie myślicie.
Doji namieszał, a biedna Kelly znowu oberwała za niewinność i to w dodatku od kogoś, kogo nazywała przyjacielem.
Prawda jest taka, że ten skurwiel nie kłamał…A ze mnie nie jest kawał zimnej zepsutej do szpiku kości myślącej tylko o sobie wyrachowanej suki……Zdziwieni?
Kiedy oddzieliłam się od Kyoy podczas pierwszego ataku na to cholerstwo Doji skontaktował się ze mną i zaproponował ten popierdolony układ. Nie zgodziłam się na niego otwarcie(wysłałam go do diabła…powiedział, że właśnie stamtąd wrócił), ale samo to, że wysłuchałam tego, co ten francuz ma do powiedzenia było swego rodzaju zgodą.
Tak chciałam przyprowadzić mu tego rudego gówniarza. Nawet gdyby ten skurwiel nie wywiązał się z umowy Pegazus i jego bleyder narobiliby takiego zamieszania, że na pewno udało by mi się zabrać stamtąd to co moje i spierdalać stamtąd w trybie now. 
No błagam was to Ginga! Wiem, że to dzieciak i w ogóle, ale jego bey jest na tyle siny by nie dać zabić swojego bleydera. 
Gdy Mary uderzyła mnie w twarz wiedziałam, że będę musiała spróbować, bo na nie nie miałam, co liczyć. Kiedy spotkałam Kelsi powiedziałam jej o wszystkim poza tym, jaki mam plan kazała mi sprawdzić komputer Alex’a wtedy też sprawdziłam czy w bazie danych WBBA jest coś na temat miejsca pobytu Gingi.
Sprawa się jednak trochę delikatnie mówiąc skomplikowała, gdy dziewczyny zaczęły mnie śledzić, a w końcu znalazły moją „bazę” u blądi. Nie mogłam prowadzić otwartych poszukiwań. Tak na dobrą sprawę miałam wiele szczęścia, gdy Ines stwierdziła, że musimy natychmiast lecieć do Komy nie musiałam tego sama proponować. Jednak z drugiej strony iść a miejsce swojej pierwszej zbrodni z ludźmi, który mają cię za członka drużyny i po raz kolejny próbować wcisnąć ten sam kit tym samym osobą nawet ja czułam się z tym trochę głupio, ale czego się nie robi dla….Najlepszego przyjaciela?  Pojechałam do Komy, oberwałam bey’em w brzuch, a Gingi nie znalazłam jakby tego było mało to COŚ, bo bleyderem nazwać tego nie mogę stwierdziło, że pierdoli i rzuca beyblade. Wtedy naprawdę miałam problem. Jedyne, co mi zostało to walczyć przeciwko Dark Nebuli z tymi psychopatkami w roli sojuszniczek inna sprawa, że w pewnym stopniu do nich też się przywiązałam...
Wiem brzmi to jakbym brała pod uwagę tylko i wyłącznie opcje, w której wracam do punku wyjścia i znowu pracuje dla Dark Nebuli (o ironio nawet imię szefa by się nie zmieniło.), Ale sami powiedźcie do pewnego czasu to była jedyna możliwość. Gdybym wiedziała, że chłopaki się do mnie przyłączą nawet przez chwile nie rozważałabym przyjęcia tego zadania.
Podsumowując mój wywód. Jestem zdrajcą i lepiej by było gdyby Kumasuke skręcił mi wtedy ten kark.
Jednak żyje. Dzięki Ines.
Mam niejasne wrażenie, że Doji jej nie zaskoczył informując wszystkich o moim ‘’małym skoku w bok’’. Tak jakby o wszystkim wiedziała.
Mniejsza z tym teraz mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.
Właśnie rozszarpałam gardło kolejnemu idiocie, który wszedł mi w drogę i rzuciłam go na ziemie.
-Dokąd teraz?-Spytałam.
-Właśnie Kelsi jakieś pomysły?-Powiedziała Ines wciskając słuchawkę głębiej w ucho.
-Zależy, co chcecie zrobić.-Odezwał się głos w mojej głowie.
-Sprawdź obraz z kamer i powiedz czy widzisz kogoś, kogo szukamy.  
-Hym hym hyyyym-mruczała dziewczyna jakby szukała strony, na której skończyła czytać, a nie buszowała w systemie niebezpiecznej organizacji-...O kurwa.
-Co się dzieje?-Powiedziała nie na żarty zaniepokojona liderka grupy.
-Chyba robią kolejnego beyoczłowiekostwora.
-Prowadź.-Rozkazała.
Łatwo powiedzieć trudniej zrobić. Niemal bez przerwy nas atakowali jak nie Pająki to ci idioci w identycznych kostiumach. Jakoś sobie radziliśmy nie powiem, że nie.  Reiji bawił się wprost wyśmienicie i obawiałam się, że w końcu z tego całego szczęścia dojdzie i nie będzie z niego już żadnego pożytku. Hyoma też nie próżnował. Od mistrzostw znacznie się poprawił. Jego ataki stały się znacznie silniejsze. Uderzał krótko, ale bardzo celnie i z tego, co zdążyłam sprawdzić na własnej skórze również wyjątkowo boleśnie...
-Kelsi, co z tą windą?-Spytała Ines wyprowadzając kolejny płonący atak. Jakimś cudem tym imbecylom udało się przyjrzeć nas do ściany na całe szczęście według mojej blądi gdzieś tutaj powinna być ukryta winda.
-Chwilkę. To nie jest takie proste jak ci się wydaje. Myślisz, że kontrole nad takim rozbudowanym systemem przejmuje się raz na zawsze?
-Dobra sprężaj się.-Rzuciła jeszcze Ines.-Kelly odzyskałaś oddech?
-Tak!-Krzyknęłam w obawie, że mnie nie usłyszy.
-Świetnie zmień mnie.-Iskra pomknęła w głąb korytarza zmiatając przy tym jedną trzecią przeciwników i dając nam czas na zamianę. "Uwięzili" nas w wąskim korytarzu, więc walczyć mogły maksymalnie trzy osoby naraz. Jeśli mam być szczera ciężko się walczyło ze świadomością, że musisz uważać na to by nie zranić kogoś ze swojej drużyny. Do tej pory jedną żywą osobą, która opuszczała pole walki byłam ja...
Roztrzaskałam w drobny mak nadlatującą w moim kierunku doniczkę z kaktusem jednocześnie kontem oka ostrzegając jak Aries wgniata w ścianę geniusza, który wpadł na pomysł by wykorzystać w walce elementy dekoracyjne.
Usłyszałam za sobą cichy trzask, a potem głos Mary oznajmiający i uwaga tutaj cytat: "Nie zgrywać mi tu bohaterów tylko ładować tyłki do windy."
-Biała Lodowa Przeszkoda.-Powiedziałam, na co mój bey stworzył coś w rodzaju ściany chwilowo oddzielając nas od przeciwników. Wskoczyłam do windy dosłownie chwilę przed zamknięciem drzwi.
-Kelsi kocham cię za tę windę-wydyszałam siedząc na ziemi.-Jaki chcesz pierścionek zaręczynowy?
-Niestety nie jestem gotowa na poważny związek.-Roześmiała się dziewczyna po drugiej stronie słuchawki.
-Serce mi łamiesz.- Jęknęłam podnosząc się z ziemi.
Nagle światło zgasło, a winda się zatrzymała. W pierwszej chwili myślałam, że się o coś oparłam i to przeze mnie, ale gdy usłyszałam jak nasz nawigator siarczyście klnie. Zorientowałam się, że to jednak nie jest moja wina.
-Kelsi analiza sytuacji-w ciemności rozległ się głos pani kapitan.
-Doji was odciął.-Przez chwilę miałam wrażenie, że Doji odciął windę i zaraz roztrzaskamy się o ziemię.
Coś błysną i pięść Ines zaczęła płonąć jak małe wesołe ognisko w lesie.
-Jak to naprawić?
-Mogła bym...-Kelsi zaczęła mówić swoim technicznym żargonem, z którego zrozumiałam tyle, że oczywiście może załatwić to sama, ale zajęłoby to jej za dużo czasu, więc musimy ruszyć dupę i znaleźć jakieś korki czy inne bezpieczniki i to na powrót uruchomić. Tak wiem, że jestem nad wyraz inteligentna.
-Wszyscy odsunąć się od drzwi.-Rozkazał Hyoma, a sam załadował kuczer. Posłusznie (tak ja tak potrafię) odsunęłam się jak najdalej od drzwi.
Chłopak strzelił, a jego bey przez dłuższą chwilę rył metal, po czym powrócił do otwartej dłoni bleydera.
-Reiji rusz dupę i mi pomóż.-Powiedział jasnowłosy łapiąc za jedno skrzydło drzwi. Przy akompaniamencie głośnego zgrzytu udało im się stworzyć szparę, w której spokojnie by się zmieściła. Niestety wyjść dało się tylko wąską dziurą przy samym szczycie drzwi.
-Kelly.-Pani kapitan celowo przeciągnęła ostatnią literkę mojego imienia.
-Już nie pali się przecież.-Załadowałam kuczer i strzeliłam w dziurę. Biała wirowała gotowa bronić mnie w razie niespodziewanego ataku. Podciągnęłam się i wylazłam z windy.-Ciemno jak w dupie, ale wydaje się być czysto.-Zdałam cichy raport.
-Dobra pilnuj tam.-Wywróciłam oczami na wydany mi rozkaz, ale sumienie go wykonałam. Z głębi szybu windy rozległ się rumor i po chwili obok mnie stała Ines.
-Zostańcie tam.-Zwróciła się do pozostałych windzie osób.-My spróbujemy przywrócić zasilanie.
Ja nie wiem czy zostawianie Reiji'ego samego w metalowej puszce z Mary i Hyomą to najlepszy pomysł, na jaki można było wpaść, ale na pewno lepszy niż zostawienie Reiji'ego tylko z Hyomą.
-Na pewno chcesz ich zostawić samych?-Spytałam, kiedy odeszliśmy od windy na tyle daleko by nie mogli mnie usłyszeć.
-Wolę nie zostawiać cię samej.
-Oj Ines. Chyba nie uwierzyłaś Doji'emu.-Powiedziałam niby mimo chodem uważnie rozglądając się po korytarzu. Było niepokojąco cicho. Kilka pięter niżej próbowały nas zabić całe tabuny ludzi natomiast tutaj. Niebyło nikogo...Na razie.
-Nie jestem głupia.-Powiedziała Ines tak cicho, że na samym początku myślałam, że mi się zdawało.-Dobrze wiem, do kiedy łączy cię umowa, jaką zawiązałaś z Tsubasą.-Ałć.
-Skoro tak stawiasz sprawę.-Powiedziałam kontynuując patrolowanie.-Kelsi wiesz gdzie może być to coś, czego szukamy?
-Zasilanie awaryjne.-Uświadomiła mnie hakerka.- Powinnyście szukać jakiegoś schowka albo czegoś w tym stylu.
-Dobra załatwimy to już.
-Madoka jak wygląda sytuacja tam na dole?-Spytała Ines.
-Jak na razie żadnych rannych po naszej stronie. Wszystko idzie zgodnie z planem.
-Dobrze. Mary jak jest u was?
-Zastanawiamy się czy zagrać w pokera czy w wojnę.-Odezwała się z przekąsem szatynka.-Pospieszcie się z tym, bo inaczej zaraz nas tu znajdą.
-Oj tam zagrajcie w wojenne, bo Hyoma was złupi do ostatniego grosza.
Otworzyłam lekko uchylone drzwi i zajrzałam do środka. Kiedy odcięli zasilanie w tej części budynku wszystkie zamki magnetyczne natychmiast puściły. Na ścianie pośród mieszaniny różnorakich rurek i innych kabli wisiała skrzynka z wielkim żółtym trójkątnym znakiem ostrzegawczym z czarnym piorunem w środku.
-Ines to chyba to.-Szepnęłam. Pani lider bez słowa weszła do środka.
Coś błysło coś trząsało i tylko naprawdę szubki refleks uratował mnie przed śmiercią od elektrycznego bata.
-A chciałam załatwić to szybko.-Powiedziała moim głosem.
-Kelly, co się tam dzieje!?-Pani kapitan uderzała w drzwi po drugiej stronie nie mogąc ich otworzyć. Kiedy elektryczny bat w nie uderzył zamki musiały zaskoczyć i na powrót się zamknąć.
-Nic takiego.- Powiedziała podróbka moim głosem.-Po prostu robię to, czego wszyscy ode mnie oczekują.-W pierwszej chwili nie wiedziałam, co robić. Po prostu spanikowałam.
-Ines nie słuchaj jej podróbka nauczyła się nowej sztuczki!-Krzyknęłam w stronę drzwi, ale nie wiem czy cokolwiek z tego zrozumiała, bo "Betty" po raz kolejny strzeliła batem. Tak jak poprzednio wokół czarnej skóry, z której zrobiony był bat wiły się drobne białe niteczki.
-Wypuść mnie, albo przysięgam, że jak stąd wyjdę to cię znajdę i zabiję.-Najpierw będziesz musiała wyjść pomyślałam, ale było to cholernie nie na miejscu.
-Najpierw będziesz musiała wyjść.- Powtórzyła moje niewypowiedziane myśli moja kopia i wtedy naprawdę zaczęłam się bać.
Cofnęłam się o krok potem o dwa i zanim się zorientowałam biegłam gdzieś przed siebie, a Betty za mną.
Dlaczego świat mnie tak nienawidzi? Goni mnie ucieleśnienie wszystkich powiedzeń o odwadze naraz. Za-je-bi-ście.
Hawana ogar. Pomyśl jak to załatwić. Goni mnie w ogóle? Spojrzałam za siebie akurat żeby zobaczyć jak Betty biegnąc z włączonym batem w ciemnym korytarzu wglądała jakby leciała za mną otoczona błyskawicami niczym postać z najgorszych koszmarów.
Goni mnie!!! Przebieraj tymi nóżkami!
Ostro skręciłam i pognałam przed siebie na kilku stopniowe schodki prowadzące na coś w rodzaju tarasu widokowego. Załadowałam kuczer i strzeliłam prosto w brzuch nadlatującej dziewczyny. Poleciała na ścianę, a gdy przywołałam Białą osunęła się na ziemię.
To tyle?
Hah.
Więcej biegania niż samej walki. Taka straszna. Elektryczny bat ma. Nie wiadomo, co. Gówno prawda. Jeden mój atak wystarczył, żeby ją załatwić. Ja to jestem świetna. Nie do zatrzymania. Żadna podróbka nie ma ze mną szans. Jestem N.A.J.L.E.P.S.Z.A....Proszę powiedźcie, że się nie ruszyła.
-Przyznaje zaskoczyłaś.-Powiedziała wstając i wbijając rączkę bata w swój bok.- Ale to się więcej nie powtórzy.
Bat rozbłysnął jeszcze jaśniej, a nitki, które go otaczały stały się dużo liczniejsze.
-O kurwa.- Wymsknęło mi się. Elektryczny bat zawirował w powietrzu i poleciał w stronę mojej szyi. Gigantyczne szczęście, albo koci refleks uratowały mnie przed skończeniem życia w tamtej sekundzie. Padłam na ziemie, przeturlałam się kawałek dalej o tego terminatora z kocimi uszami i po raz kolejny dzisiaj załadowałam kuczer.
Dobrze teraz szybki prosty a zarazem genialny plan jak to zajebać. Stanęłam na nogi i przygotowałam się do strzału. Po drugiej stronie tarasu Betty niczym moje lustrzane odbicie robiła to samo.
W.T.F?
Strzeliłam ona zrobiła to samo. Biała zaczęła wirować wokół mnie po drugiej stronie działo się to samo.
No to mam problem...
Stałyśmy przez chwilę mierząc się wzrokiem.
-Wiesz nie mam nic przeciwko walką kotów-powiedziała moim głosem uśmiechając się kpiąco.-,Ale trochę mi się śpieszy.
-Bardzo mi przykro, że zajmuje ci czas-odparłam.- Co ty na to wykończę cię w miarę szybko i rozejdziemy się za porozumieniem stron?
-Niestety dostałam na ciebie zlecenie, więc takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.- Kurde...Moja kopia mnie zaginęła...To nie jest fajne.- Hah.-Zaśmiała się.-Jesteś tak przewidywalna, że aż mi cię żal.-Jej bat ponownie rozbłysnął pobiegła po łuku i wyskoczyła zamachując się na mnie.
-Biała Lodowa Przeszkoda!-Mój bey stworzył coś na kształt ściany z lodu, która rozpadła się w drobne kawałki. Fala uderzeniowa odepchnęła mnie kilka metrów od tyłu. Co do kurwy? Wcześniej nie była w stanie tego przebić, a teraz ściana pękła jakby była zrobiona z wykałaczek.
-Żałosne.-Prychnęła stając nade mną i uderzając batem moją nieosłoniętą kostiumem rękę.-Kiedy zabierze ci się bey'a stajesz się bezużyteczna.-Na mojej ręce pojawiła się kolejna czerwona krwawiąca pręga.
-Możliwe.-Powiedziałam starając się nie zwracać uwagi na ból.-Ale jedna wariatka z batem to trochę za mało, żeby mnie pokonać.-W tym właśnie momencie moja kochaniutka najśliczniejsza w świecie Biała jednym szybkim atakiem odepchnęła Betty s powrotem na ścianę. Triumf był chwilowy. Bey podróby zaczął sunąć w moim kierunku tworząc lodowe pociski i ciskając nimi we mnie. Większość z nich udawało mi się odbić batem, ale kilka z nich trafiło moją nogę.
Czyli to tak się czują moi przeciwnicy...Dobrze wiedzieć.

Ines

-Czerwony kabelek do kompresora, a żółty do...
-Do uziemienia.-Powiedziała Kelsi.
-Czyli do plusa czy minusa?
-Plusa.-Dobra raz kozie śmierć. Wcisnęłam kabel tam gdzie zdawało mi się, że jest plus. Usłyszałam zgrzyt potem trzask i stała się światłość.
Dla tych, dla których ta metafora wydaje się myląca nie umarłam tylko wreszcie zapaliłam światło.
-Udało się!-Ucieszyła się blondynka.
-Świetnie, a teraz znajdź Kelly i ją tam zatrzymaj.-Załadowałam kuczer i strzeliłam prosto w zamek w drzwiach. Iskra rozgrzana do czerwoności wypaliła w tamtym miejscu dziurę i drzwi się otworzyły.
-Masz ją?-Spytałam wracając korytarzem do windy, w której zostawiłam Hyome, Reiji'ego i Mary.
-Nawet dwie.-Powiedziała.
-Konkrety.
-No, więc Betty i Kelly walczą, ale nie potrafię stwierdzić, która jest, która...
-Nieważne możesz je tam jakoś zamknąć?
-Da się zrobić.- Zgodziła się niechętnie.
-W takim razie to zrób, a potem prowadź do tego laboratorium.

Kelly

Cofam wszystko, co o niej powiedziałam. Betty jest dobra....W sensie zła, ale jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak dobrze walczy moim stylem...Poza mną oczywiście.
Jej bat już od dłuższego czasu nie razi prądem...Może bateria padła? Dziewczyna zamachnęła się nim na mnie, a ja chwyciłam koniec batu i szarpnęłam do siebie. Dziewczyna poleciała z moim kierunku, a wtedy lewą ręką wymierzyłam jej sierpowego prosto w twarz*. Dziewczyna zachwiała się lekko, a ja miałam wrażenie, że uderzyłam gołą pięścią w ścianę. Puściłam bat i postanowiłam iść za ciosem złapałam ją za kark i przyciągnęłam jej brzuch do swojego kolana. Uderzyłam tak z całej siły trzy razy, po czym odepchnęłam ją na ziemię. Proszę nie wstawaj pomyślałam już ledwo stając na nogach. Betty udało się jeszcze raz dosięgnąć mnie swoim batem, przez co na mojej nieosłoniętej przez kostium ręce i plecach widniały częściowo rozcięte częściowo wypalone szramy piekące szramy.
-Hahaha! Czyli to jednak prawda.-Podróbka zaniosła się śmiechem podnosząc z ziemi.- Tygrysy nawet po śmierci stoją na nogach.-Pizgłam ją za mocno w tą głowę czy ona tak zawsze gadała od rzeczy?
Dziewczyna jeszcze raz się zaśmiała, po czym wbiła swój bat w pudełko wiszące przy jej boku, a ten po raz kolejny rozbłysnął.
No bez jaj. Jak to jest kurwa możliwe? Chwila. Ona go tym małym cholerstwem ładuje. Że też wcześniej na to nie wpadłam. Boże, jaka ja jestem tempa. Rozwalę to...Coś i będziemy mogli zapomnieć o elektrycznych atakach.
Przywołałam do siebie Białą i rozkazałam jej atakować podróbe. Tak jak myślałam bleyderka odbijała jej ataki bez najmniejszego problemu. Kiedy rozbiła kolejną bryłę. Chwyciłam końcem bata jeden z jej odłamków i cisnęłam nim w plecy mojej przeciwniczki. Padła na twarz, a wtedy jednym szybkim kopnięciem rozwaliłam tajemnicze pudełko na wszystkie strony strzeliły iskry. Nie mam w zwyczaju pastwić się nad leżącymi na ziemi, ale tym razem postanowiłam załatwić sprawę od razu. Podniosłam wysoko nogę obutą w ciężki skurzany glan i z całym impetem uderzyłam w jej plecy. To jej nie zabije, ale powinno na dłuższy czas pozbawić ją chęci do stawania mi na drodze.
Nie ruszyła się. Nawet nie drgnęła. Jej bey leżał uśpiony gdzieś w koncie. Zachwiałam się mocno na nogach. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam rozglądać się po tym pobojowisku.
Dobra trzeba się stąd wydostać i wrócić do grupy. Podniosłam bat, który sprawił mi tyle problemu. W jego rączkę wprawiony był sporych wielkości diament.
Przyda się.-Pomyślałam wydłubując go i chowając gdzieżby indziej do stanika.
-Aaaaaaaa....-Dziewczyna wydała z siebie zduszony jęk. Niechętnie spojrzałam na nią. Szarpała pazurami swój kostium wijąc się w konwulsjach.-Pali.-Wychrypiała.-Pomóż mi...
W pierwszej chwili chciałam ją wyśmiać, ale kiedy spojrzałam na jej dziwne chude ręce i poczułam smród spalonych włosów wiedziałam, co właśnie się dzieje.
Przestała być potrzebna, więc ją likwidują...Live is brutal...No, a teraz się po prostu odwróć. No kurwa odwróć się...Ryuga czeka na twoją pomoc, a ty stoisz i gapisz na nią jak jakiś sadysta...Ech jestem beznadziejna i miękka i do kitu i właśnie rozrywam pazurami maskę swojego wroga tylko i wyłącznie po to by uratować mu życie...Przy akompaniamencie jęków i stęków udało mi się ściągnąć z niej kostium i maskę...Niestety razem z ogromnymi płatami spalonej skóry...
Cudem powstrzymałam puszczenie pawia i szybko obłożyłam całe jej ciało porozrzucanymi wszędzie kawałkami lodu.
Powinno pomóc.-Pomyślałam i już miałam odejść, kiedy poczułam jak ktoś chwyta mnie za nogę. W pierwszym odruchu uniosłam drugą nogę by kopnąć napastnika, ale kiedy zobaczyłam, że to Betty uspokoiłam się.
-Czego chcesz Podróbo?-Warknęłam.
-Glimer. Jestem Glimer.-Udało się jej powiedzieć.
-Gratuluje.-Burknęłam wyszarpując kostkę z jej uścisku.
-Dziękuję ci za pomoc.
-Fajnie.-Rzuciłam kpiącym tonem.-Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić?
- Hah.-Zaśmiała się słabo.-Celest ma pilota i może nim kontrolować wszystko wokół.
-Dobrze wiedzieć…Postaraj się nie zdechnąć.

-Spróbuje…

Rozdział 75 za nami....Tak...stało tu się za dużo, żebym potrafiła to sensownie podsumować...Taaaaak. Wstawiam to wcześniej bo planuje dodać coś jeszcze w tym tygodniu więęęęęc przygotujcie się na duża dawkę mojej pisaniny, a teraz spadam się uczyć na sprawdzian z biologi z trzech działów.
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.  

*tak zwany cios w nos.

sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 74

Mary

Samochody pojawiły się przed blokiem z samego rana. Było to coś w rodzaju samochodu dostawczego. Z przodu były dwa miejsca dla kierowcy i nawigatora, a z tyłu pomieszczenie 2x3x2 metry z siedzeniami przy dłuższych ścianach.
Wsiedliśmy do środka i pojechaliśmy do stolicy. Nie mogłam skupić się na niczym konkretnym. Muzyka w słuchawkach dudniła głośniej niż zwykle. Czułam wielką gule w gardle, a moją klatkę piersiową ściskała wielka niewidzialna ręka.
Za chwilę wszystko się okaże. Ile jest warta nasza drużyna. Czy uda nam zdziałać cokolwiek czy znowu rozbiją naszą drużynę na części i wybiorą z tej wesołej rozsypanki, co lepszych bleyderów i zmienią ich w potwory takie jak Ruda. Wstyd jest się przyznać, ale mimo wszystko gdzieś w głębi duszy boję się, że...że...że Kelly ma rację, a Alex nie chce mnie znać. Wiem, że to zabrzmi głupio, ale mimo wszystko mimo moich wątpliwości odnośnie tego czy mi wybaczył nie wierzę, że Alex mógł z własnej woli pomagać Doji'emu i tej jego kurwie w tworzeniu tych całych beyopodobnych potworów… Oby z Glutem było wszystko w porządku. Wiem wzorową siostrą nigdy nie byłam i wątpię żebym kiedykolwiek nią została, ale musiałbym być kompletnie wyprana z uczuć, żeby nie martwić się teraz o niego. Oby ta cała Celest nie zmieniła go w to coś, co zmieniła Foxi.
Ryuga powiedział, że sytuacja jest poważna, więc raczej powinnam się martwić. Właśnie Ryuga... Skąd on w ogóle wie jak wygląda sytuacja w Dark Nebuli? Tak jak się nad tym zastanowić to podczas tej mojej wizji nie wyglądał na zbyt zmaltretowanego. A co jeśli on współpracuje z Dark Nebulą?  W końcu już kiedyś to robił...
Spojrzałam na dziewczynie w kostiumie kota, której głowa bezwiednie opadła na ramie Tobio.
Nie. Chyba nie zostawiłby jej samej. Ona po za nim świata nie widzi. Gdy ją teraz zdradził to to to by złamało Kelly serce.
Dostawczak, w którym siedziałam właśnie wjechał na główną ulicę Tokio.
-Przygotujcie się.-Powiedziała Ines naciskając słuchawkę w uchu.-Za chwilę będziemy w środku. Kumasuke jedź tuż za mną.
W małym bocznym okienku zobaczyłam potężny budynek ten sam, który pokazywała nam Kelsi.
Za chwilę. Wytrzymaj jeszcze trochę braciszku. Już po ciebie idę.
Samochody z piskiem opon zatrzymały się przed Dark Nebulą, a piętnastka gotowych na wszystko bleyderów wypłynęła na ulicę. Szklane drzwi frontowe wpadły do środka budynku razem z zawiasami, kiedy Dan i Reki równocześnie wystrzelili swoje bey'e.
Weszliśmy do środka.
-Znacie plan.-Powiedziała Ines.- Jak oberwiecie oddajcie dwa razy mocniej, a jak was zabiją…nie zwracajcie uwagi.
Po tych słowach zapadła cisza. Nie uruchomił się alarm. Do holu, w którym wylądowaliśmy nie wpadli żadni darknebulowi wojownicy. Nic.
NIC!
Lekko zdezorientowana popatrzyłam na resztę grupy zdziwioną, w co najmniej równym stopniu, co ja.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się głos Doji’ego.
-Oh witam witam moich drogich znajomych. –Usłyszałam coś na kształt dźwięku, jaki wydaje aparat ustawiający zoom, ale nie udało mi się ustalić skąd dochodził.-Kelly jestem zawiedziony. Myślałem, że jesteś profesjonalistką.
-Kelly, o co mu chodzi?-Spytałam patrząc na niebieskowłosa dziewczynę, która szybko odwróciła ode mnie wzrok.
-No przecież. Idiota zemnie. Wy o niczym nie wiecie.-Powiedział Doji usłyszałam za sobą szczęk metalu, a gdy się odwróciłam zobaczyłam wielkie metalowe płyty odcinające nam drogę ewentualnej ucieczki.- Dobrze wam znana panna Hawana zawarła ze mną pewien układ.
-Na nic się nie zgodziłam!-Krzyknęła.
-Teraz się wycofujesz? Ty po prostu zawaliłaś zadanie i nic ci nie da to, ze przyprowadziłaś tu tylu zakażonych bleyderów. Nawet to nie wykupi twojego przyjaciela.
Patrzyłam na Kelly z niedowierzaniem. Czyżby ona przez ten cały czas kłamała? Zdradziła nas wszystkich by uratować Ryuge?
Rock Aries trafił w ziemie w miejscu gdzie przed chwilą stała niebieskowłosa.
-Wiedziałem! Ty nigdy się nie zmienisz!-Krzyknął jasnowłosy chłopak rozkazując swojemu bey’u uderzyć po raz kolejny.
-Chyba musicie sobie coś wyjaśnić.-Zaśmiał się Doji.- Au revoir.
 Dziewczyna unikała ataków dopóki nie wylądowała w pobliżu Kumasuke. Wtedy chłopak zamknął ją w stalowym uścisku i wysyczał.
-Podaj mi jeden dobry powód, dla którego nie powinienem skręcić ci teraz karku.
-To była tyko druga opcja.-Wysapała.- Doji pokazał mi, że cały nasz plan się sypie-wzięła dwa spazmatyczne oddechy i mówiła dalej.- Zaproponował, że uwolni Ryuge, jeśli tylko przyprowadzę mu Ginge.-Ramiona najstarszego z braci zacisnęły się mocniej na drobnym ciele Blue.-Aaaa!-Krzyknęła krótko, a jej nogi słabo wierzgnęły.
-Jak mogłaś posądza Alex’a o zdradę jednocześnie paktując z Doji?-Spytałam podchodząc do już ledwo przytomniej dziewczyny.
-Nie paktowałam z nim-udało się jej wykrztusić.-Nawet przez chwilę nie uwierzyłam w to, że wywiąże się z umowy.-Nabrała powietrza.-Wiesz, co Kumasuke?-Z jej gardła wydobył się zduszony jęk przypominający śmiech.-Zabij mnie już, bo zaczynam tracić twarz.
-Jak chcesz.-Powiedział chłopak.
-Puść ją.-Rozkazała Ines.
-Że, co kurwa?-Zdziwił się chłopak lekko zwalniając uścisk.
-To, co słyszałeś. Jestem waszym kapitanem i rozkazie ci ja wypuścić.
-Ines. Ona nas zdradziła.-Powiedział Hyoma.
-Właśnie na tym polega problem. Ona tego do kurwy nędzy nie zrobiła. Gdyby tak było już dawno jej by znamy nie było. Biegałaby po świecie szukając twojego pożal się Boże przyjaciela. Wszyscy na tle dobrze znacie Kelly, żeby wiedzieć, że nie odpuściłaby raz obranego przez siebie planu.-W ramie Kumasuke uderzył bey.
-Słyszałeś panią kapitan.-Powiedział Tobio opuszczając kuczer- Puść Blue, albo następne uderzenie przebije twoją głowę.
Kelly upadła na ziemię oddychając spazmatycznie.
-Żyjesz?-Spytał blondyn pomagając jej wstać.
-Muszę.-Wysypała.- Z takimi przyjaciółmi inaczej się nie da.
-A, więc Ryuga żyje.-Stwierdził Reiji jak raz powstrzymując się od syczenia.-Zassssstaniawiałem sssię, dlaczego tak ci zależy na tej całej akcji, a teraz wssssssszyssssssstko jesssssst jassssne.
-Tam są! Brać ich!-Krzyknął facet stojący na czele grupy podobnych sobie idiotów wbiegających właśnie do holu.
-Dobra trzymamy się planu! Reiji pilnuj Kelly!-Krzyknęła Ines, po czym jej bey rozbił szyk biegnących na nas agregatorów.-Jeśli zrobi cos podejrzanego nie wahaj się.
Trzeba się ogarnąć.- Pomyślałam i załadowałam kuczer. Wszyscy wokół mnie już walczyli, co prawda od początku walki nie mogłam namierzyć ani Kelsi ani Madoki, alej krzepiący głos jasnowłosej, co chwilę odzywał się w mojej słuchawce.
Wystrzeliłam bey’a i powaliłam pierwszych trzech biegnących na mnie ludzi. Nie zwracałam uwagi na to czy są to bleyderzy czy nie.
Wyprowadzałam jeden atak za drugim nie zwracając zbytniej uwagi na szybo zwiększają się liczbę ciał leżących u moich stup.
W pewnym momencie udało im się mnie okrążyć. Czystym fartem udało mi się uniknąć oderwania kijem bejsbolowym przez łeb.
-Wolf Wyj!-Zakrzyknęłam wiedząc, że za chwile wszyscy w okuł zajdą się w swoim koszmarze. Po pierwszych dźwiękach moi przeciwnicy zaczęli przeraźliwie wrzeszczeć, a mi udało się wydostać z kręgu, w jakim mnie zamknęli i wykończyć ich przy pomocy szarży.
Oparłam ręce na kolanach i próbowałam uspokoić oddech. Hagane miała racje. Moja kondycja woła o pomstę do nieba. (Czy jakoś tak…)
Poczułam, ze ktoś spojrzeniem wypala mi drugą dziurę w tyłku. Szybko się wyprostowałam i spojrzałam za siebie.
Na krótką chwilę, dosłownie na ułamek sekundy pochwyciłam spojrzenie chorobliwie żółtych oczu Reiji’ego, a do moich uszu mimo krzyków pokonanych i innych odgłosów walki usłyszałam cichy chichot rudowłosego chłopaka. Wzdrygnęłam się i korzystając z wolnej chwili zaczęłam oceniać straty.
Kelly trzymała przeciwników na dystans długości strzelającego bata. Muszę przyznać, że jak na kogoś, kto przed chwilą się dusił szło jej całkiem nieźle. Wokół niej walali się ludzie i ogromne bryły lodu. Ines dosłownie płonęła ta samo jak wszystko w promieniu 4 metrów od niej.  Miotała atakami na prawo i lewo. To tylko kwestia czasu zanim każe Iskrze rozpętać piekło.
Nagle z głośników ryknęła muzyka.
-Dobra Dark Nebula jest moja przez jakieś  3 minuty 20 sekund. Więc jeśli chcemy wprowadzić w życie nasz plan lepie żebyście zabrały się z to teraz.-oświadczyła Kelsi w mojej głowie.

-Wiecie co robić. Kelsi prowadź mnie.-powiedziała Ines oczyszczając ze zbędnych przeszkód boczne schody.

Rozdział 74 za nami...Tak właściwie to nie wiem co napisać dlatego wstawię wam tutaj kogoś kto chodzi za mną od dłuższego czasu.


Loki/Tom Hiddleston

To ja się z wami żegnam.
Proszę nie zabijcie mnie.
Do następnego posta.
Hania.