Gdzieś w
Dark Nebuli...
Celest
kompletnie nie przejmując się tym, że właśnie szturmują jej twierdzę
przeprowadzała kolejną serię...badań.
-Gdybym
mogła schowałabym twoje oczy w mojej kieszeni, -nuciła pod nosem świecąc Kyoy
latarką po oczach.-Żebyś nie mógł oglądać tych, które są dla nas zagrożeniem.
-Jesteś
chora.-Warknął chłopak.
-No
wiem.-Zrobiła smutną minkę.-A teraz powiedź mi ty moja kochaniutka bestyjko, co
ja mam z tobą zrobić? Elektrowstrząsy nie działają, a jeśli jeszcze trochę zwiększę
moc to twoje serce tego nie wytrzyma i umrzesz na próżno. Przypalanie skóry też
nie zadziałało, a do tego sama się oparzyłam.- Popatrzyła z bliska na swój palec,
na którym widniał mały biały bąbelek.-To boli. Wiesz?-Powiedziała z wyrzutem jakby
to Kyoya był temu winny.-Co było dalej?-Przekręciła kilka kartek swoich
zapisków.- A tak całkowicie odcięcie od tlenu również nie pomogło. Zaczynam
podejrzewać, że robisz mi na złość wiesz.
-...-Chłopak
spojrzał na nią tak, że gdyby miała choćby odrobinę zwyczajnej ludzkiej
przyzwoitości od razu padła by tam trupem.
-Oj już
nie marszcz się tak.-Pacnęła go delikatnie w nos.-Przecież wiem, że mrocznej
mocy nie można sobie od tak kontrolować.
-Celest.-Odezwał
się Doji jak zwykle pojawiając się z nienacka na ekranie wiszącym na ścianie.
-Słucham
Doji.-Powiedziała kobieta opierając łokcie na łóżku Yoyo, a głowę na dłoniach.
-Dobrze,
że słuchasz. Odpowiedź mi kochanie na dwa pytania. Dlaczego nie jesteś teraz na
sali operacyjnej?
-Chciałam
się trochę uspokoić przed zabiegiem.
-Acha.
No cóż każdy ma swoje sposoby.-Pokiwał w zamyśleniu głową.
-A
drugie pytanie?-Zagadnęła, kiedy przez dłuższą chwilę mężczyzna nawet się nie
ruszył.
-Ach
tak. Powiedź mi moja droga, jakim pierdolonym cudem kostium, który stworzyłaś
zaczął mordować Betty w trakcie wykonywanego przez nią zadania!-Na początku
mówił spokojnie, ale ostatecznie słowa wykrzyczał uderzając przy tym pięścią w
biurko.
-To była
wersja testowa.-Powiedziała prychając z wyższością.-Pewnie zapominała o
upuszczaniu energii i się sfajczyła. Jej błąd.
-To nie
był jej błąd!
-A, co
ci w ogóle tak na niej zależy!? Zrobiła, co miała mogłeś jej wreszcie zapłacić,
albo zlikwidować, ale ty wolałeś ją trzymać Bóg jeden wie, po co!
-Dobrze
wiesz, że gdyby nie ona nie dostałabyś swojej zabawki!
-Wielkie
mi rzeczy mógłbyś to zlecić komukolwiek!
-Porozmawiamy
o tym później.
-Świetnie!-
Zdążyła jeszcze krzyknąć zanim ekran zgasł.
Zdjęła
okulary i wytarła spływające po policzkach łzy. Podeszła się do blatu i oparła
się o niego zaciskając palce do tego stopnia, że zrobiły się białe.
Doji’emu
przejdzie, kiedy w końcu osiągną cel. Zapomni o Betty i wszystko będzie dobrze.
Odetchnęła
głęboko i wróciła do przerwanego zajęcia.
-Na,
czym to stanęło? Ach tak. Potrzebujemy czegoś co cię naprawdę wkurzy…A może….-Podbiegła
do laptopa i szybko przekierowała obraz z kamer na ekran naprzeciwko „łóżka”
chłopaka.-Ha! Wiedziałam!
-Niby
kurwa, co?-Warknął chłopak.
-Źrenice
człowieka rozszerzają się o, koło 30% kiedy patrzą na cos, co kochają.
Alex-powiedziała przykładając pilot do twarzy.-Przyprowadź mi tutaj te
dziewczynę. Musimy przeprowadzić kilka testów.
Mary
Ja
pierdole. Wiem to bardzo rozbudowana myśl, ale co poradzę, że jestem wkurwiona.
Kelly i to jej całe poświęcenie wszystkiego by ratować tego psychopatę mnie
denerwuje, to, że nie zauważyłam, że cos kombinuje mnie denerwuje, a jakby tego
wszystkiego było mało wiszę zamknięta w metalowej puszce z dwoma facetami,
których ledwo, co znam po prostu super.
-
Mary
jak jest u was?-Odezwał się głos Ines w mojej słuchawce.
-Zastanawiamy
się czy zagrać w pokera czy w wojnę.-Powiedziałam starając niebrzmień się tak
jakbym chciała zamordować wszystko w promieniu dwóch kilometrów. -Pospieszcie
się z tym, bo inaczej zaraz nas tu znajdą.
-Oj tam
zagrajcie w wojenne, bo Hyoma was złupi do ostatniego grosza.-Zaśmiała się
Kelly. Miałam wysłać do diabła, ale jakoś nie miałam do tego weny.
Tak
łatwo przeszła do porządku dziennego po podduszeniu i oskarżeniu o zdradę. To,
co najmniej podejrzane. Dlaczego nie zrobiła czegokolwiek, żeby uprzykrzyć
życie Kumasuke? Chociażby nazywając go…potworem jak to ona lubi…
-Dosssssssskonale
panujesssssz nad Wyciem.-Powiedział Reiji przerywając ciszę. Śmieszyło mnie to
jak mówił. Pewnie myślał, że to było straszne, ale mi kojarzyło się bardziej z
seplenieniem
-Zamknij
się Reiji.-Warknął Hyoma.
-Wycie
mojego Wolfa?-Spytałam nie zwracając większej uwagi na jasnowłosego.
-A wyło
tu cośśśś innego?-Znowu zachichotał...Może to taki tik nerwowy.
-Dzięki....Ryuga
uważa inaczej.
-A, kto
by sssssię przejmował jakimśśśs tam Ryugą? Wiem, co widziałem, a widziałem piękną
massssssssakrę w twoim wykonaniu.
-Miło mi,
że tak uważasz, ale to Ryuga był najsilniejszym bleyderem Dark Nebuli...Bez
urazy.
-Nigdy z
nim nie walczyłem, więc ten tytuł najlepsssssssszego bleydera nie był, że tak
to ujmę...Ssssprawiedliwie przyznany.
-Ok,
właściwie nie powinno się oceniać rangi bleydera po jednej walce, ale tak
właściwie to, dlaczego tak nagle zainteresował cię mój bey wcześniej nie
zwracaliście na mnie uwagi.- Słysząc moje słowa Hyoma posłał Reiji’emu
mordercze spojrzenie. Nie żeby to było cos nowego, ale tym Razem chciał zabić
go bardziej niż zwykle.
-Wcześśśśśśśniej
nie widziałem jak walczysssssz teraz to zupełnie inna ssssssprawa.
-Inną
sprawą jest to, że jestem w nie za dobrym nastroju.-Burknęłam nie wiedząc, co
jeszcze mogłabym powiedzieć.
-A ja
wprosssst przeciwnie dawno nie byłem tak zadowolony.
-Popierdolony
sadysta.-Warknął Hyoma
-Ofiara.-Zaśmiał
się Reiji.
Dziwny z
niego człowiek i bleyder.
Jego
walki z mistrzostw po prostu przewijałam teraz tego żałuje. Z tego, co zdążyłam
zauważyć podczas obcowania z bleyderami to to, że właśnie na arenie wychodzi z
nich prawdziwa natura. Spokoju nie daje
mi też to, że zainteresował się mną dopiero, gdy zobaczył jak walczę.
Z niewiadomych
powodów ostatnimi czasy obcy ludzie interesują się moim bey’em.
Co w nim
jest takiego wyjątkowego?
Ines
-Zamknęłaś
ją?-Spytałam.
-Tak.-Odparła
blondynka krótko i zwięzłe. Właśnie tego brakowało Madoce oczywiście poza
taktem jakimkolwiek pojęciem o nie byciu suką i wielu innych rzeczy.
-Wyjdzie
stamtąd?
-To
Kelly.- No jasne, bo ona jest Rambo i sobie ze wszystkim poradzi.
-Mniejsza
naprawiłaś windę?
-Tak.
Mary i reszta za chwile powinni się z tobą spotkać.-Przynajmniej to się jakoś
układa.
Ech…Kelly
była byś świetnym sojusznikiem gdybyś nie kombinowała za trzech, a tak nawet
Dark Nebula nie może ci ufać.
Bo
Ryuga.
Jeśli
tylko przeciągną go na swoją stronę ta idiotka polezie za nim. Dlaczego kobiety,
jako istoty w drabinie ewolucyjnej Darwina ustawione wyżej od mężczyzn są na
tyle głupie by potrafić rzucić w cholerę wszystko dla jednego faceta? Nigdy
tego nie zrozumiem, chociaż samej zdarzyło mi się to zrobić… i to kilka razy…
-Nie
strzelaj.-Zawołał Hyoma, gdy w odruchu obronnym wycelowałam kuczer w jego
głowę.
-Przepraszam.-Powiedziałam
bez cienia skruchy.- Spotkaliście jakiś wrogów po drodze?
-Nie.-Odparła
Mary.- Aaaa gdzie Kelly?
-Stwierdziła,
że robi to, czego od niej wszyscy oczekują i się ode mnie oddziela.-Powiedziałam,
a widząc zdziwione twarze moich towarzyszy (i maniakalny uśmiech Reiji’ego)
dodałam.-Kelsi gdzieś ją zamknęła podobnież walczy teraz z Betty.
-To, co teraz?-Spytała
Mary.
-Idziemy
do laboratorium. W tym momencie niema nic ważniejszego od powstrzymania tych
świrów przed stworzeniem kolejnego potwora.-Zadecydowałam.
-Eeeemmm
mamy problem.- Stwierdziła Kelsi.
Jakby to
było cos nowego
-O, co
chodzi?
-Na
waszym piętrze znajduje się spore pomieszczenie a w nim około 20 bleyderów. Na początku
myślałam, że to zwykłe mięso armatnie, ale przyjrzałam się dokładnie i
większość z nich to jeszcze dzieci obawiam się, że to przyszłe lub obecne
obiekty badań.-,A żeby cholera wzięła tych wszystkich świrów.
-Hyoma Rei
zajmijcie się tym. Zabierzcie ich stamtąd i zaprowadźcie do holu. Ryutaro Tobio
macie im pomóc Madoka poprowadź ich. Kelsi gdzie to laboratorium?
Tak
ogarniam wszystko. W końcu nie bez powodu mam tą podzielna uwagę.
Kelly
Za jakie
grzechy?-Pytałam się po raz kolejny pukając pazurem w słuchawkę w moim uchu.
Z
niewiadomych przyczyn zostałam zamknięta na tym tarasie widokowym, a Kelsi nie
odpowiada na moje prośby groźby tudzież inne wołania.
Dobra.
Dosyć obijania się. Sama musisz ogarnąć
jak stąd wyleźć.
Po raz
kolejny rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nic nowego mnóstwo lodu jeden chyba
jeszcze nie trup, wszędobylskie doniczki z kaktusami, a co to? Na samym
początku wzięłam to za wyjątkowo dziwną fontannę, ale po dłuższym przyjrzeniu
się odkryłam, ze faktycznie w większości jest to fontanna, ale w ścianie za nią
znajduje się dobrze mi znany kanał wentylacyjny.
Metalową
kratkę potraktowałam solidnym kopniakiem i weszłam do środa.
Albo się
starzeje i tyje, albo te kanały były kiedyś większe.-Myślałam przeciskając się
w wąskich tunelach cała lewa ręka bolała niemiłosiernie, a pauzy zgrzytały
nieprzyjemnie o metalowe podłoże. Na jednym z prierdyliarda zakrętów, jakie
pokonałam udało mi się znowu zaklinować. Kompletnie zapomniała o tym, że
powinnam być cicho i na całe gardło warknęłam:
-A zabił
cię ktoś kiedyś!?-Wiem to trochę niepokojące, ze rozmawiam z elementami architektury,
ale co poradzisz jak nic nie poradzisz?
Gdy
bliska wybuchnięcia śmiechem i histerycznym płaczem jednocześnie szarpałam się
w wentylacji usłyszałam pytający szept.
-Kelly?-Gdzieś
w głębi tunelu odezwał się Tsubasa. Najpierw nie mogłam uwierzyć nasłuchiwałam
przez chwilę, a gdy tunel po raz kolejny powiedział moje imię byłam pewna, że słyszę
mojego starego znajomego. Wstąpiły we mnie nowe siły. Szarpnęłam się mocniej
niż przedtem i udało mi się nareszcie wydostać. Idąc…czołgając się w stronę głosu.
Kiedy wreszcie się udało mi się dotrzeć do czegoś, co wyglądało na małe okienko
w paski. Przy akompaniamencie głośnego ubudubu dopadłam do „wyjścia”.
-Tsubasa?
Jasny gwint pierwszy raz w życiu tak się cieszę, że cię widzę!-Zawołałam w zamian,
za co dostałam uśmiech od „zdrajcy”.-Odsuń się wybije to.
Ciekawe
jak?-Spytałam siebie w myślach.
-Masz
jak?-Spytał chłopak po drugiej stronie.
-Nie.-Odparłam.
-Daj mi
coś płaskiego i w miarę twardego.
Bez wąchania
zdjęłam jedną z rękawiczek i przez szpary w kratce podałam ja chłopakowi. Po
chwili kratka leżała już na ziemi. Ku mojemu przerażeniu dziura po niej okazała
się mniejsza niż myślałam. Wystawiłam przez nią głowę. Jak ona przeszła to
reszcie też się uda…przynajmniej u kotów tak jest.
Cofnęłam
głowę i wyciągnęłam się jak tylko mogłam wystawiając najpierw prawą rękę potem
głowę i resztę ciała w momencie, gdy na wolość wychodziły moje biodra metal
głośno zgrzytną coś chrupnęło, a potem leżałam na ziemi.
-Tada.-Jęknęłam
czując, że ten wyczyn tak jak poprzednie zostawi po sobie pamiątki w postacie
fioletowych siniaków.-Wciśniesz się tam?-Spytałam wskazując kratkę.
-Myślisz,
ze gdybym się tam zmieścił to jeszcze bym tu siedział?
-Fakt. Głupie
pytanie. W takim razie musimy wyjść tradycyjnie przez drzwi.-Przy tych słowach
podniosłam się i załadowałam kuczer.
-Strzelanie
nic nie da.-Stwierdził.-Cała Dark Nebula ma wbudowany system pochłaniania
energii.
-Ciekawe
czy im to cos da jak zamrożę im elektronikę…
Mary
Ja i
Ines wpadłyśmy z powrotem na korytarz na klatce chodowej było zbyt wielu
przeciwników i zdecydowanie za mało miejsca by wyć lub rozpętywać piekło w obu
przypadkach obydwie mogłybyśmy oberwać z rykoszetu.
Ines zablokowała
drzwi stapiając ich brzegi i dopiero wtedy odetchnęła swobodniej.
Korzystając
z chwili luzu oparłam się tyłkiem o ścianę, a dłonie położyłam na kolanach. Nie
trwało to długo. Nie minęły dwie minuty, gdy do moich uszu dotarł szczęk metalu
o metal.
-Idziemy.-Zadecydowała
jasnowłosa.
Minęłyśmy
dwa zakręty i wyszłyśmy na prostą akurat w idealnym momencie by zobaczyć jak
Tsubasa jednym płynnym ruchem katany wykańcza człowieka ubranego w czarny kostium
z gigantyczną pajęczyną wyszytą na plecach.
-Pierdolone
pająki.- Sapie Kelly.-Są silniejsi niż ć przedtem.
-Lepiej
wyszkoleni.-Prostuje chłopak odpinając pochwę od pasa jednego z trupów i
zapinając a przy swoim pasie.- Ich lider musi być gdzieś blisko.-Wtedy nas
zauważają.
-Sorka,
że tak późno-odzywa się niebieskowłosa z zmęczonym uśmiechem przyklejonym do
twarzy.-Miałam drobne problemy ze spadającymi ścianami, ale na swoje
usprawiedliwienie mam tego tu przystojniaka.-Kiwnęła głową w stronę Tsubasy.
-Zdejmij
maskę.- Rozkazała jej Ines. Uśmiech spełzł z twarzy Hawany, ale bez słowa
wykonała polecenie. Blada twarz dziewczyny wyłoniła się spod maski i spojrzała
na nas z pewnym zawiedzeniem.
-Mogę
cos jeszcze dla was zrobić?-Spytała z powrotem zakładając maskę.
-Dlaczego
się tak pieklisz?-Spytałam starając się panować nad sobą. Kelly denerwowała
mnie samą swoja obecnością. Było całkiem nieźle zanim nie okazało się, że nas
zdradziła, ale kilka godzin temu okazało się, że wracamy do punktu wyjścia.
-Wiesz
myślałam, że jednak okażecie mi trochę więcej empatii w końcu nadstawiam dla
was karku.
- Nie
robisz tego dla nas. Jesteś lojalna tylko wobec Ryugi.-Powiedziałam siląc się
na spokój mimo gotującej się we mnie krwi.
-Jestem lojalna
wobec przyjaciół.-Odparła.
-Właśnie
masz tego jednego przyjaciela i tylko wobec niego jesteś lojalna. Nie potrafisz
się wywiązać z żadnej umowy chyba, ze ktoś trzyma cię w szachu.-Kelly nie odpowiedziała
tylko patrzyła na mnie dziwnie jak nie ona. Chyba udało mi się ją zagiąć.-No,
co się tak gapisz? Odpyskuj mi wiem, że chcesz.
-Wiesz
zawsze jak mówię to, co myślę dostaje w twarz.-Wywróciłam oczami.- Jeśli
chcecie mojej lojalności to może dajcie mi do niej powód.-Zapadło milczenie. Kłóciłyśmy
się już tyle razy, że jednie argumenty, jakie nam pozostały to te siłowe, a
okładanie się pięściami w tym momencie niebyło najlepszym wyjściem. Mimo
wszystko po tej „wymianie zdań” czułam się trochę spokojniejsza.
-…Może
coś z tego wyjdzie.-Powiedziałam w końcu.
-Czas
pokaże.-Dodała.
-Dobra pogadałyście
sobie, a teraz iść do laboratorium zanim znowu nas namierzą.-Zdecydował
Tsubasa.
Namierzyli
nas.
***
Odział bleyderów
równym zwartym szykiem biegł przez korytarze Dark Nebuli. Pierwszy raz w
zdarzyło się, żeby ktokolwiek wtargnął, aż tak wysoko wiec nic dziwnego, że
byli zaniepokojeni. Nagle z oddali dało się słyszeć cos na kształt cichego wycia,
które stopniowo przybierało na sile.
Odział
zamarł nasłuchując po chwili zewsząd okrążył ich ogień, a z pomiędzy płomieni
wyłoniły się trzy kobiece sylwetki. Niektórym zdawało się, że ich ciała
rozpadają się na kawałki inny widzieli wężowe języki wystające i pomiędzy ich
warg jednak żaden z nich niemiał wątpliwości, co do jednego.
-TO NIE
LUDZIE TO DEMONY!!!-Krzyknął dowódca do komunikatora.
Wtedy
jedno z monstrum złapało urządzenie w swoje szpony i wysyczało.
-Idziemy
po ciebie Doji.
***
Mary
-Kelsi
jak wygląda sytuacja?-Ines po raz kolejny kontaktowała się z naszą centralą.
-Jak na
razie jest dobrze. Tobio i Ryutaro już dołączyli do Reiji’ego i Hyomy.
-Dobrze,
gdy ich uwolnicie załadujcie ich do samochodów i zabierzcie stąd.-Oświadczyła.
-A, co z
wami?-Spytała blondynka.
-Damy
sobie radę, ale nawszelki wypadek nie wyłączaj komuniatorów.
-Ryuga?-Odezwał
się łamliwy lekko zduszony głos Kelly. Powędrowałam za jej wzrokiem i
zobaczyłam Nikogo innego niż mojego przeciwnika Ryuge. Był ranny, co wnioskowałam
po plamach krwi na jego szarym dresie i tym, że nie porusza się tak jak
przedtem. Zabawne, na jakie szczegóły człowiek zwraca uwagę. Mimo ewidentnego
wycieńczenia organizmu w dalszym ciągu roztaczał wokół siebie te typowa dla
niego przyłączającą wszystko i wszystkich wokół aurę. Kiedy przechodził obok
nas dziwnie spojrzał na Ines nie potrafiłam dopasować do tego spojrzenia
żadnych emocji.(Nie żebym była w tym dobra)
No to
tyle w temacie naszego sojuszu.- Przemknęło mi przez myśl, kiedy zobaczyłam jak
mocno Kelly powstrzymuje się przed tym by nie rzucić się mu teraz na szyje.
-Idziemy.-Wrócił
się do niej poprzedzając swoją wypowiedź czymś na kształt niezadowolonego
pomruku.
-Ale nie
możemy ich zostawić.-Powiedziała, a wtedy chłopak spojrzał na nią tak jakby
chciał ja zabić. Co resztki sumienna się w niej odezwały?
-Możecie.
Przecież wszyscy dobrze wiemy, do którego momentu wiązała cię nasza umowa.-Powiedziała
Ines.-Przypominałaś nam o tym wiele razy.-Dziewczyna przestąpiła nerwowo z nogi
na nogę. W jednej chwili z czegoś, co potrafił mordować z zimna krwią zmieniła
się w niezdecydowane dziecko.
-Słyszysz.
Nie chcą nas tutaj.-Powiedział Ryuga.
-Ale zrozum,
jeśli ich teraz zostawimy to tylko utwierdzi ich w przekonaniu, że jesteś
potworem.
-A, od
kiedy obchodzi cię, co inni o mnie myślą?-Popatrzył na nią trochę milej i ujął
jej obie dłonie.-Nie mamy, po co tu zostawać.
-Ale…-nie
zdążyła dokończyć, ponieważ ten tleniony psychopata przyciągnęła do siebie i
pocałował.
Z mojej perspektywy
wyglądało to obrzydliwie…jakby ją pożerał jednak z zadowolonych pomruków dziewczyny
w kostiumie kota wnioskowałam, że musi się jej podobać. Kiedy zarzuciła mu ręce
na szyje Ryuga otworzył oczy i popatrzył prosto na mnie. Jego oczy wyrażały
tylko i wyłącznie jedno.—Znów wygrałem—odwróciłam wzrok. Po dłuższej chwili w
końcu się od siebie oderwali.
-Chodźmy.-Powiedziała
Kelly biorąc go pod rękę.-Niedaleko powinna być winda, a potem tylnym wyjściem
wyjdziemy na….-Po tym wszystko stało się tak szybko niebieskowłosa skoczyła wykręcając
przy tym rękę Ryugi i krzyknęła-STRZELAĆ DŁUGO GO TAK NIE UTRZYMAM!!!-Dwa razy
nie musiała mi powtarzać. Ledwo się powstrzymałam przed strzeleniem do niego,
kiedy tylko się pojawił. Nie minęła sekunda, gdy w jego czaszkę wbiły się naraz
Iskra i Wolf. Niestety nie zrobiło to na
nim większego wrażenia wyrwał się z uścisku dziewczyny uderzając nią przy tym o
podłogę przed nim odbijając przy tym niczym nieosłoniętym ramieniem nasze
bey’e. Wyprostował się, a wtedy mogłam się przyjrzeć jak z jego rozwalonej
czaski wypływa czerwona posoka i strzelają iskry.
-Co to
kurwa jest!?-Spytałam, chociaż odpowiedź była raczej oczywista.
-Drago.-Powiedziała
Kelly, która nie wiadomo, kiedy znalazła się tuż obok mnie.
-jakie
to słodkie.-Powiedział…Drago patrząc na naszą czwórkę.-Pobiegłaś do swoich
nowych koleżanek. W tym ciele nie jestem w stanie się zrzygać, ale zapewniam,
że gdybym mógł już dawno bym to zrobił.
-Niewierze,
że Celest się udało.-Powiedział Tsubasa lustrując od stóp do głów…Drago.-To jej
dziecko musiała użyć L-Drago, jako źródła zasilania.
-Czyli
to jest projekt serce.-Stwierdziła lekko zamyślona Ines.-…Mniejsza jakieś
pomysły jak to załatwić?
-Drago
pochłania energie ataków przeciwnika, posiada ogromne pokłady własnej energii z
tego, co wiem niema słabych punktów.-Robot wybuchnął śmiechem.
-Powtórz
to.-Rozkazał, na co odpowiedziało mu stłumione warknięcie.-Darujmy sobie wstęp.
Wolf-tutaj spojrzał na mnie-, co powiesz na szybki rewanż?-Kolejny chciałoby
się powiedzieć człowiek, który zwraca większą uwagę na mojego bey’a niż na mnie.
Skoro tak chce pogadać z Wolf’em to proszę bardzo.
Przywołałam
swojego bey’a, załadowałam nim kuczer i strzeliłam.
-Wolf
połącz pierścienie.-Wolfy zapłonął i natychmiast wykonał moje polecenie.
-Żałosne.
Taka potężna bestia przyjmująca rozkazy od tak bezużytecznego narzędzia.-Powiedział
Drago i otoczył się jasnym płomieniem.
-Bezużyteczne
narzędzie? To się kurwa doigrałeś. Wolf Specjalny Atak Smoczy Pogromca.- Bey
skoczył i wbił się prosto w otwartą dłoń przeciwnika.
L-Drago
powoli zaciskał palce w pięść chcą tym samym zatrzymać mojego Wolfa. Gdy już
myślałam, że spaprałam sprawę atak zaczął dawać efekty. Ręka Drago najpierw
zaczęła się stopniowo wyginać potem cos trzasło i to coś, co chwilę temu było
ramieniem Ryugi zmieniło się w miazgę zrobiona z metalu i mięsa, z której
sączyła się krew. Mężczyzna spojrzał na to ze zdziwieniem, a potem posłał mi
mordercze spojrzenie.
Jest nie
czuły na ból.-Przebiegło mi przez myśl.
-Zniszczyłaś
moje ciało!-Ryknął.
-Miło,
że w końcu mnie zauważyłeś.-Powiedziałam uśmiechając się łobuzersko.
-Musimy
zniszczyć ciało to powinno go zatrzymać.-Zadecydował Tsubasa rozcinając kataną
dres na klatce piersiowej Ryugi. Broń utknęła w ciele chłopaka. Jasnowłosy szarpnął
próbując uwolnić narzedzie, ale porzucił ten pomysł, kiedy prawa ręka robota próbowała
złapać go za gardło.
-To
brzmi jak plan Iskra Kula Ognia!
-Biała Szpony Mrozu!
Atak
Ines dotarł pierwszy i pogłębił szramę, jaką stworzył Tsubasa, a w połączeniu z
atakiem Kelly, który skupił się na głowię potwora wyprowadził go z równowag i cisnął
nim o ścianę.
-Wolf Szarża!-
Rozkazałam rozpruwając do reszty korpus robota i prawie całkowicie pozbawiając go
głowy. Dal pewności uderzyła jeszcze dwa razy i dopiero wtedy pozwoliłam ciału
upaść na podłogę i rozlać wokół siebie wielką kałuże krwi.
-On
jeszcze może przeżyć.-Powiedziała Ines.-Nie lekceważmy oponenta.-Dodała z
cieniem uśmiechu na ustach.
Zaśmiałam
się krótko.
-Ja…-zaczęła
Kelly, ale gwałtowne torsie zagłuszyły jej dalsze słowa. Zwróciła to, co miała
w żołądku i przez dłuższą chwilę pluła żółcią zginając się przy tym wpół
-Żyjesz?-Spytałam.
-Tak.-Wytarła
twarz wierzchem dłoni.-Tam-kiwnęła głową w stronę trupa.-Powinien być bey
wyjesz go proszę. Ja nie dam rady.
-Dlaczego?-Spojrzała
na mnie oczami, w których od torsji pojawiły się maleńkie łezki.
-…On ma
jego twarz…
-…Dobra.
-Tylko
uważaj może i pokonany, ale to nadal Drago...-Martwi się?
-Poradzę
sobie.
Złapałam
oburącz katanę, przytrzymała trupa opierając o niego obutą w ciężkie glany
stopę i szarpiąc udało mi się dobrać do wnętrzności robota. W środku faktycznie
był uśpiony bey. Gdy wyciągnęłam po niego rękę rozbłysnął ostrzegawczo. Taki ostatni
odruch pokonanej bestii.
-Zaczekaj.-Powiedziała
Ines. Zaczęła grzebać po kiszeniach, a po chwili wyciągnęła z nich jakiś
fioletowy kryształ i mi go podała-W Komie był w tym uwięziony.
Owinęłam
kryształ tym, co zostało z dresy robota i w tak przygotowany woreczkiem
złapałam Drago tak samo jak sprząta się kupy po psie.
-Proszę.-Powiedziałam
podając Kelly „worek”. Patrzyła przez chwilę w jego wnętrze, a potem spojrzała
na mnie i powiedziała:
-Dzięki…Hah
ukradł mi mój pierwszy pocałunek…ma za swoje skurwiel jeden.
Rozdział 76 za nami. Jak ja kocham was rozpieszczać moja pisaniną.
Ines; To co Kelly kolejny punkt na liście koszmarów?
Kelly: Bez przesady, aż tak źle nie całuje...*zielenieje* Kogo ja próbuje oszukać dajcie wiadro....
Więc jak widzicie idzie nam nieźle... Z czterech...
Mary: *zły wzrok*
Ja: Echymkry! Z pięciu osób które maja odbić mają już jedną. 20% planu za nami Chyba, że....
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

