Mary
-Dziś
wieczorem… o ile będziecie chciały mnie jeszcze wtedy słuchać.
-Dobrze.
Zaczekam.
Szłyśmy dalej w milczeniu. Hyoma prowadził
nas stromym szlakiem pod górę. Po coś koło czterech zawałach spowodowanych tym,
że prawie się po drodze zabiłam. Jasnowłosy zatrzymał się kiedy dotarliśmy na
szczyt czegoś co wyglądało jak góra z odciętym czubkiem.
-To teraz
panie strażniku wioski? Mamy z tobą walczyć czy pominiemy formalności i przejdziemy
dalej?- spytała sarkastycznie Ines.
-Przesuńcie
tą skałę to pójdziemy dalej.
Acha…Czy
jest na sali psycholog-przebiegło mi przez myśl, ale nic nie powiedziałam tylko podeszłam do
wskazanej przez Hyome skały-kawałek jej
powierzchni był dużo gładszy niż reszta skały. Zaparłam się mocno nogami i zaczęłam pchać.
-Pfff
Mary zaczekaj!-zawołała za mną Ines po czym do mnie podbiegła.-Nie będziesz
pchać tego sama.
Po chwili
dołączyła do nas Kelly i bez słowa zaczęła pchać z nami kamień. Zastanowiło
mnie przez chwile czy powinna się teraz z czymkolwiek siłować, ale odrzuciłam
te myśli w końcu ona powinna wiedzieć lepiej co może, a czego nie. Poza tym nie
pokaże jej, że choć trochę mnie obchodzi jeszcze postanowi to wykorzystać. Chwile później przy akompaniamencie stęków,
jęków, zgrzytu kamienia o kamień i tekstów w stylu „ facet, a jak co do czego
to się dziewczynami wysługuje” udało na się odsunąć głaz odsłaniając przy tym
ukryte schody prowadzące w głąb góry.
Normalnie
jak w starych filmach o poszukiwaczach skarbów.
-Dobra
robota.- chłopak pochwalił nas pół żartem poł serio, a ja miałam na końcu
języka gdzie może sobie takie pochwały wsadzić (w buty zboczeńce jedne.)
Hyoma
wyjął latarkę i wszedł na schody dając nam znaki że chcę abyśmy poszły za nim.
Tunel wydrążony wewnątrz góry był ciemny, zimny i mokry, a schody dodatkowo
śliskie, parę razy zdarzyło się tak, że duże krople wiszące do tej pory pod
„sufitem” spadały na czubek mojej głowy lub wpadały mi za kołnierz wywołując u
mnie mini zawał serca.
Droga
przez ciemność ciągnęła się w nieskończoność. Kiedy wreszcie udało nam się
stamtąd wyjść oślepiło mnie światło
zachodzącego słońca.
-Gdzie
teraz?- spytałam naszego przewodnika mrugając szybko próbując jakoś przyzwyczaić
się do nowych warunków.
-Przez
most.-odparł wskazując wąwóz przez który przewieszona była plątanina desek i
lin.
-Masz na
myśli to cos wiszące jakieś 1000 metrów nad ziemią?-spytała Ines patrząc na
chłopaka z niedowierzaniem.
-Tak.-odpowiedział
spokojnie.
-Idź się
lecz.-zaśmiałam się widząc jawny protest mojej przyjaciółki przed chociażby
zbliżeniem się do tego „mostu”.
-Ojj
już.-przyciągnęłam ją do siebie i mocno ścisnęłam-Jak się boisz to mogę cię
przenieś.
-Nie boje
się po porostu pragnę zauważyć, że chcecie wleźć na most wskazany przez kolesia
który przed chwilą strzelił do jednej z nas.
-Gdybym
chciał was zabić zepchnął bym was z pierwszej lepszej góry.-powiedział Hyoma
splatając ręce na piersi.
-W takim
razie dlaczego do niej strzeliłeś?- Ines podniosła głos.
-…- z
oczu chłopaka strzeliły iskry, a moja ręka bezwiednie spoczęła na kuczerze w
każdej chwili gotowa go użyć. Sytuacja była bardzo napięta, a panująca cisza
zaczęła mi dzwonić w uszach. W końcu Hyoma postanowił ją przerwać:
-Zasłużyła-warknął
i ruszył w stronę mostu. Kelly wahała się przez chwile po czym zrobiła kilka
kroków przed siebie i spytała patrząc na nas:
-Idziecie?-
potrząsnęłam głową wychodząc lekkiego szoku i ruszyłam razem z ines i Kelly za
oddalającym się Hyomą.
*
-Kyoya z
łaski raczysz mi wytłumaczy co to do jasnej cholery było?!- spytałam kiedy mój
młodszy braciszek raczył wreszcie wrócić do domu.
-Nie.-warknął.
Spokojnie
Mary tylko spokojnie za morderstwo wsadzą cie na dożywocie, a tego byś nie
chciała.
-Dlaczego
go uderzyłeś?
-Nie będę
ci się tłumaczył.-warknął.
-Ooo, a
właśnie, że będziesz mi się tłumaczył! Jak mogłeś uderzyć Alexsa?!
-Jak
widać mogłem! I powiem ci tyle skoro oberwał widać zasłużył!- tego było już za wiele. Kyoya przesadził. To był
pierwszy i ostatni (mam nadzieje) raz kiedy podniosłam rękę na mojego młodszego
brata. Na jego twarzy najpierw zobaczyłam zdziwienie, a potem czystą
wściekłość. Odepchną mnie tak, że poleciałam na fotel, a on sam wyszedł z
mieszkania trzaskając drzwiami.
*
Po moim policzku spłynęła samotna łza.
Nawet go
za to nie przeprosiłam. Trzymaj się braciszku gdziekolwiek teraz jesteś.
Kelly
Jestem
żałosna…Nie potrafię sama pomóc Ryudze, dlatego muszę się ich trzymać, a jeśli
dalej mam to robić nie mogą się teraz ode mnie odwrócić, a żeby one tego nie
zrobiły muszę im powiedzieć to co chcą wiedzieć. Jestem żałosna, ale czego się
nie robi dla najlepszego przyjaciela. Po przejściu przez mostu i paro minutowym
marszu przez las naszym oczom ukazała się wioska Koma. Dziewczyny na jej widok
odetchnęły z ulgą natomiast ja poczułam rosnąca w moim gardle gule. Na
ostatniej prostej drogę zagrodził nam Hokuto obnażając kły na mój widok.
-Nareszcie
jesteś.-zwrócił się do Hyomy.-Zaczynaliśmy się już martwić.
-Mieliśmy
po drodze drobne problemy.-odparł chłopak przez zaciśnięte zęby.
-O jaki
słodki kotek.-powiedziała Mary zdejmując słuchawki z uszu.
-To
pies.-poprawiłam ją.
-TO
gada.-stwierdziła Ines.-Czy tylko ja zauważam te najważniejsze rzeczy?
-Czeeeeeeeeeeeeeeeśśśśśśśśśśśśśććććććććććććć
dziewczyny!!!!-zawołała Madoka biegnąc i machając do nas kawałek za nią szedł
milczący Mr. Hagane. Jego pokerowa twarz napawała mnie niepokojem bardziej niż
naładowany kuczer Hyomy i kły Hokuto razem wzięte.
-Witajcie
Ines, Mary-spojrzał na mnie z góry-Betty-dziewczyny stojące obok mnie poruszyły
się niespokojnie słysząc mój pseudonim ( w końcu moja tajemnica jest częścią
naszej umowy).
Od
momentu w którym dowiedziałam się, że będę musiała tu wrócić zastanawiałam się
co zrobić kiedy wreszcie stanę z nimi twarzą w twarz. Jedyne na co wpadłam to
rażąca bezczelność. Bezczelność która będzie wstanie ukryć wszystko co się we
mnie dzieje. Spojrzałam prosto w brązowe oczy Ryo, a moje usta wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu.
-Witaj Phoenix. Bardzo się tu beze mnie
nudziliście? Rozdział 62 za nami. Ciesze się , że napisałam go wcześniej bo przez to co działo się w komentarzach pod ostatnim postem Kelly wylądowała w szpitalu na ostrym dyżurze.
Mary: Shadow to taki piąty jeździec apokalipsy.
Ines: Wojna, Zaraza, Głód, Śmierć i Shadow.
A tak z innej beczki
Dobra ciesze się jak nie wiem z tego, że jest już piątek ten tydzień był masakryczny. Nie dość, że przeziębienie weszło mi w mięśnie i wszystko mnie boli jak nie wiem to musiałam w tym tygodniu napisać na lekcjach 3 sprawdziany, jedną kartkówkę, jedna poprawę i jedna rozprawkę z angielskiego. Gdyby nie blog i moja psiapsi (dzięki za dzisiaj :) ) to bym chyba oszalała od tego ciągłego uczenia się.
No dobra dosyć tego żalenia się z mojej strony.
Ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

