piątek, 25 września 2015

Rozdział 62

Mary

-Dziś wieczorem… o ile będziecie chciały mnie jeszcze wtedy słuchać.
-Dobrze. Zaczekam.
  Szłyśmy dalej w milczeniu. Hyoma prowadził nas stromym szlakiem pod górę. Po coś koło czterech zawałach spowodowanych tym, że prawie się po drodze zabiłam. Jasnowłosy zatrzymał się kiedy dotarliśmy na szczyt czegoś co wyglądało jak góra z odciętym czubkiem.
-To teraz panie strażniku wioski? Mamy z tobą walczyć czy pominiemy formalności i przejdziemy dalej?- spytała  sarkastycznie Ines.
-Przesuńcie tą skałę to pójdziemy dalej.
Acha…Czy jest na sali psycholog-przebiegło mi przez myśl, ale  nic nie powiedziałam tylko podeszłam do wskazanej przez Hyome skały-kawałek jej  powierzchni był dużo gładszy niż reszta skały.  Zaparłam się mocno nogami i zaczęłam pchać.
-Pfff Mary zaczekaj!-zawołała za mną Ines po czym do mnie podbiegła.-Nie będziesz pchać tego sama.
Po chwili dołączyła do nas Kelly i bez słowa zaczęła pchać z nami kamień. Zastanowiło mnie przez chwile czy powinna się teraz z czymkolwiek siłować, ale odrzuciłam te myśli w końcu ona powinna wiedzieć lepiej co może, a czego nie. Poza tym nie pokaże jej, że choć trochę mnie obchodzi jeszcze postanowi to wykorzystać.  Chwile później przy akompaniamencie stęków, jęków, zgrzytu kamienia o kamień i tekstów w stylu „ facet, a jak co do czego to się dziewczynami wysługuje” udało na się odsunąć głaz odsłaniając przy tym ukryte schody prowadzące w głąb góry.
Normalnie jak w starych filmach o poszukiwaczach skarbów.
-Dobra robota.- chłopak pochwalił nas pół żartem poł serio, a ja miałam na końcu języka gdzie może sobie takie pochwały wsadzić (w buty zboczeńce jedne.)
Hyoma wyjął latarkę i wszedł na schody dając nam znaki że chcę abyśmy poszły za nim. Tunel wydrążony wewnątrz góry był ciemny, zimny i mokry, a schody dodatkowo śliskie, parę razy zdarzyło się tak, że duże krople wiszące do tej pory pod „sufitem” spadały na czubek mojej głowy lub wpadały mi za kołnierz wywołując u mnie mini zawał serca.
Droga przez ciemność ciągnęła się w nieskończoność. Kiedy wreszcie udało nam się stamtąd wyjść  oślepiło mnie światło zachodzącego słońca.
-Gdzie teraz?- spytałam naszego przewodnika mrugając szybko próbując jakoś przyzwyczaić się do nowych warunków.
-Przez most.-odparł wskazując wąwóz przez który przewieszona była plątanina desek i lin.
-Masz na myśli to cos wiszące jakieś 1000 metrów nad ziemią?-spytała Ines patrząc na chłopaka z niedowierzaniem.
-Tak.-odpowiedział spokojnie.
-Idź się lecz.-zaśmiałam się widząc jawny protest mojej przyjaciółki przed chociażby zbliżeniem się do tego „mostu”.
-Ojj już.-przyciągnęłam ją do siebie i mocno ścisnęłam-Jak się boisz to mogę cię przenieś.
-Nie boje się po porostu pragnę zauważyć, że chcecie wleźć na most wskazany przez kolesia który przed chwilą strzelił do jednej z nas.
-Gdybym chciał was zabić zepchnął bym was z pierwszej lepszej góry.-powiedział Hyoma splatając ręce na piersi.
-W takim razie dlaczego do niej strzeliłeś?- Ines podniosła głos.
-…- z oczu chłopaka strzeliły iskry, a moja ręka bezwiednie spoczęła na kuczerze w każdej chwili gotowa go użyć. Sytuacja była bardzo napięta, a panująca cisza zaczęła mi dzwonić w uszach. W końcu Hyoma postanowił ją przerwać:
-Zasłużyła-warknął i ruszył w stronę mostu. Kelly wahała się przez chwile po czym zrobiła kilka kroków przed siebie i spytała patrząc na nas:
-Idziecie?- potrząsnęłam głową wychodząc lekkiego szoku i ruszyłam razem z ines i Kelly za oddalającym się Hyomą.
*
-Kyoya z łaski raczysz mi wytłumaczy co to do jasnej cholery było?!- spytałam kiedy mój młodszy braciszek raczył wreszcie wrócić do domu.
-Nie.-warknął.
Spokojnie Mary tylko spokojnie za morderstwo wsadzą cie na dożywocie, a tego byś nie chciała.
-Dlaczego go uderzyłeś?
-Nie będę ci się tłumaczył.-warknął.
-Ooo, a właśnie, że będziesz mi się tłumaczył! Jak mogłeś uderzyć Alexsa?!
-Jak widać mogłem! I powiem ci tyle skoro oberwał widać zasłużył!- tego było już za wiele. Kyoya przesadził. To był pierwszy i ostatni (mam nadzieje) raz kiedy podniosłam rękę na mojego młodszego brata. Na jego twarzy najpierw zobaczyłam zdziwienie, a potem czystą wściekłość. Odepchną mnie tak, że poleciałam na fotel, a on sam wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
*
Po moim policzku spłynęła samotna łza.
Nawet go za to nie przeprosiłam. Trzymaj się braciszku gdziekolwiek teraz jesteś.

Kelly

Jestem żałosna…Nie potrafię sama pomóc Ryudze, dlatego muszę się ich trzymać, a jeśli dalej mam to robić nie mogą się teraz ode mnie odwrócić, a żeby one tego nie zrobiły muszę im powiedzieć to co chcą wiedzieć. Jestem żałosna, ale czego się nie robi dla najlepszego przyjaciela. Po przejściu przez mostu i paro minutowym marszu przez las naszym oczom ukazała się wioska Koma. Dziewczyny na jej widok odetchnęły z ulgą natomiast ja poczułam rosnąca w moim gardle gule. Na ostatniej prostej drogę zagrodził nam Hokuto obnażając kły na mój widok.
-Nareszcie jesteś.-zwrócił się do Hyomy.-Zaczynaliśmy się już martwić.
-Mieliśmy po drodze drobne problemy.-odparł chłopak przez zaciśnięte zęby.
-O jaki słodki kotek.-powiedziała Mary zdejmując słuchawki z uszu.
-To pies.-poprawiłam ją.
-TO gada.-stwierdziła Ines.-Czy tylko ja zauważam te najważniejsze rzeczy?
-Czeeeeeeeeeeeeeeeśśśśśśśśśśśśśććććććććććććć dziewczyny!!!!-zawołała Madoka biegnąc i machając do nas kawałek za nią szedł milczący Mr. Hagane. Jego pokerowa twarz napawała mnie niepokojem bardziej niż naładowany kuczer Hyomy i kły Hokuto razem wzięte.
-Witajcie Ines, Mary-spojrzał na mnie z góry-Betty-dziewczyny stojące obok mnie poruszyły się niespokojnie słysząc mój pseudonim ( w końcu moja tajemnica jest częścią naszej umowy).
Od momentu w którym dowiedziałam się, że będę musiała tu wrócić zastanawiałam się co zrobić kiedy wreszcie stanę z nimi twarzą w twarz. Jedyne na co wpadłam to rażąca bezczelność. Bezczelność która będzie wstanie ukryć wszystko co się we mnie dzieje. Spojrzałam prosto w brązowe oczy Ryo, a moje usta wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu.
-Witaj Phoenix. Bardzo się tu beze mnie nudziliście?    


Rozdział 62 za nami. Ciesze się , że napisałam go wcześniej bo przez to co działo się w komentarzach pod ostatnim postem Kelly wylądowała w szpitalu na ostrym dyżurze.
Mary: Shadow to taki piąty jeździec apokalipsy.
Ines: Wojna, Zaraza, Głód, Śmierć i Shadow.
A tak z innej beczki
Dobra ciesze się jak nie wiem z tego, że jest już piątek ten tydzień był masakryczny. Nie dość, że przeziębienie weszło mi w mięśnie i wszystko mnie boli jak nie wiem to musiałam w tym tygodniu napisać na lekcjach 3 sprawdziany, jedną kartkówkę, jedna poprawę i jedna rozprawkę z angielskiego. Gdyby nie blog i moja psiapsi (dzięki za dzisiaj :) ) to bym chyba oszalała od tego ciągłego uczenia się.
No dobra dosyć tego żalenia się z mojej strony.
Ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

piątek, 18 września 2015

Rozdział 61




Kelly

K*rwa za co?-przebiegło mi przez myśl kiedy Rock Aries uderzył w mój brzuch.
Jedno krótkie uderzenie po którym bey wrócił do właściciela, a jaki efekt.
-Po co wróciłaś?-mówił z nieskrywanym gniewem- Nie mamy więcej zakazanych bey.-przed oczami robiło mi się ciemno, ale mimo to starałam się nadal patrzeć w jego niebieskie oczy.
-Rzuć kuczer i kopnij go w moją stronę.-powiedziała Ines…chyba ona. Spojrzałam w stronę z której odbiegał głos. Mimo tego, że wszystko wyglądało jakby znajdowało się z gęsta mgłą udało mi się zobaczyć drobną postać mierzącą z czegoś w stronę chłopaka.
-Ni…-zdołałam wykrztusić zanim Hyoma mi przerwał.
-To nie będzie konieczne.- stwierdził odwracając się do mnie plecami. Korzystając z tego mocno zacisnęłam powieki  kiedy na powrót je otworzyłam widziałam już dużo wyraźniej.-Mam was zaprowadzić do naszej wioski. Pan Hagane już na was czeka.

*8#

-Zdechłaś?-spytała Mary przecinając linę zawiązaną wokół mojej kostki.
-Nie jestem pewna..-jęknęłam lądując na ziemi.
-Nie jęcz tylko się podnoś. Twój stary znajomy zaprowadzi nas do tej całej wioski.- Mary wyciągnęła do mnie rękę i pomogła mi wstać.
- Masz jakiś dzień dobroci dla zwierząt czy po prostu zrobiło ci się mnie szkoda?-spytałam próbując przegonić niezręczna atmosferę jaka zapanowała.
Jednak zanim Mary zdążyła mi odpowiedzieć Hyoma postanowił przejąć kontrole nad sytuacją.
-Jeśli chcemy dotrzeć do wioski jeszcze przed nadejściem zmierzchu powinniśmy ruszać.-powiedział zwracając się głównie do Ines którą już chyba wszyscy maja za szanowną panią kapitan chociaż mnie nikt o zdanie w tej sprawie nie pytał.
Jeśli mam być szczera to uważam, że Phonix’owi należy się medal za to, iż przekonał Hyome, żeby ten po raz wtóry przyprowadził mnie do wioski Koma…Chyba, że czeka tam na mnie stryczek w takim wypadku wszystko odwołuje.
Ruszyliśmy drogą przez las. Ines i Hyoma na czele prowadząc niezobowiązującą rozmowę (pewnie o zmiennej pogodzie) w każdej chwili gotowi odstrzelić temu drugiemu głowę, Mary w środku ze słuchawkami na uszach, a na szarym końcu ze spuszczoną głową szłam ja. Obraz nędzy i rozpacz- w ten sposób chce wzbudzić poczucie winny u Hyomy za to, że zaatakował bezbronną… żartuje (serio ktoś uwierzył ?) nikt nie zwraca na mnie uwagi. Zastanawiam się czy nie powinnam się obrazić na Ines za to rażące zaniedbanie świdrowania mnie wzrokiem.
Jestem w naprawdę świetnej drużynie.-zachwiałam się i brzuch postanowił zaboleć mnie tak jakby rozrywała się w strzępy.
- K*rwa.-przeklęłam  trochę głośniej niż powinnam. Mary natychmiast się odwróciła i spojrzała na mnie pytająco po czym spytała:
-Mówiłaś coś?-pokręciłam przecząco głową nie miałam weny ani ochoty na jakieś złośliwości.-Acha…
Drużyna dzika i nieufna, ale trzeba oddać Mary sprawiedliwość wywiązuje się z umowy.
„Nigdy już nie chcesz mieć nic wspólnego z nikim innym, a jeżeli już jakieś pokojowe zamiary to połączone tylko chłodną umową?”-przez myśl przebiegły mi słowa Białej, a wraz z nimi przypomniał mi się cały sen.
Może powinnam powiedzieć dziewczyną w co się pakują idąc do wioski Koma w moim towarzystwie. Prędzej czy później i tak się dowiedzą, ale mimo wszystko lepiej, żebym to ja im o tym powiedziała.
-Ech.-westchnęłam cicho i jeszcze bardziej spuściłam głowę.
Dlaczego nie mogę jak normalna dziewczyna mieszkać sobie w domku z Ryugą i Betty i nie przejmować się tym wszystkim…Pytam się jak głupia. Przecież dobrze wiem czemu. Pomogłam uwolnić demona i teraz będę za to płacić do końca życia.

Mary

Jeśli mam być szczera to inaczej wyobrażałam sobie tajemniczego strażnika wioski Koma.
Oczami wyobraźni widziałam postawnego mężczyznę w przepasce biodrowej dzierżącego w prawej ręce dzidę przyozdobioną kolorowymi piórami zewsząd otoczonego przez dzikie zwierzęta. Była też druga opcja- Hyoma duch gór przybierający postać górskiego wilka prowadzącego zbłąkanych wędrowców na właściwy szlak.
Takie piękne wyobrażenia miałam, a tu zong. Hyoma to niczym niewyróżniający się spośród tych których dotąd spotkałam świr, który na przywitanie cię zaatakuje… Nie rozumiem czemu to zrobił. Nawet jeśli był na nią wściekły to chyba…nie powinien jej uderzyć.
Przez myśl przeszła mi chwila gdy Kelly po raz pierwszy posądziła Alex’a o zdradę. Oberwała za to ode mnie. Nie żebym tego żałowała, ale wydaje i się, że gdybym była na miejscu Hyomy nie strzeliła bym. Dlaczego?
Może dlatego, że nerwy mi puszczają przy natychmiastowym wkurzeniu, a może dlatego, że Kelly mogła wtedy strzelić, a tego nie zrobiła.
Sama widziałam. Była gotowa kuczer załadowany, postawa przyjęta ( podręcznikowa co prawda nie była, ale podręczniki nie biorą pod uwagę strzelania o góry nogami) wystarczyło tylko zwolnić bey’a, ale ona zamiast tego całkowicie się odsłoniła i przyjęła na klatę całą moc ataku.
-K*rwa.- uchem które było zakryte popsutą słuchawką usłyszałam jak Kelly klnie za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam jak niebieskowłosa  ze spuszczoną głową idzie trzymając się za brzuch. Po krótkiej chwili patrzenia na nią w takim stanie (która jak dla mnie była zdecydowanie za długa)udało mi się sklecić sensowne zdanie:
-Mówiłaś coś?-  spytałam zdejmując słuchawki i wręcz czekałam na odpowiedź w stylu „aż tak się stęskniłaś za moim głosem” lub „ nudzi ci się”. Jednak zamiast tego dziewczyna pokręciła głową bez słowa natychmiast puszczając brzuch.- Acha.- odwróciłam się gwałtownie i z powrotem wcisnęłam słuchawki na uszy.
Miękka p*zda jestem. Kelly robi i mówi co jej się żywnie podoba po czym trochę postęka i pojojczy, a mi od razu robi się jej żal. Gdybym z nią wtedy nie rozmawiała pewnie nawet bym nie zauważyła, że coś jej jest.
-Ech…- usłyszałam za sobą westchnienie lunatykującej bleyderki.
Może warto by ją teraz spytać o Hyome, może po takim występie w jego wykonaniu Kelly będzie bardziej rozmowna.
 Zsunęłam słuchawki tak żeby wisiały mi na szyi i delikatnie zwolniłam, żeby w mało inwazyjny sposób zrównać się z „przesłuchiwaną”. Szłam przez chwile w milczeniu zastanawiając się jak zacząć jednak niedane mi było popisać się pomysłowością ponieważ niebieskowłosa odezwała się pierwsza.
-Przyszłaś się zemnie pośmiać?-spytała nawet nie podnosząc głowy. Zacisnęłam zęby i kiedy już miałam powiedzieć coś w stylu „ Nie jestem potworem” Kelly znowu mnie uprzedziła.-Kiepski moment sobie wybrałaś. Wisząc do góry nogami musiałam być dużo zabawniejsza.- mimo woli uśmiechnęłam się lekko.
-Powinnaś częściej obrywać. Robisz się od tego milsza.-powiedziałam.
-Widać ze mnie nie znasz. Po pewnej dawce bólu język mi się wyostrza.
-Bardziej niż zwykle? To się w ogóle da?- zaśmiała się.
Jak na razie dobrze mi idzie. Teraz trzeba zejść na temat Hyomy. Popatrzyłam na jasnowłosego chłopaka idącego spory kawałek przede mną.
-Gnój-‘’wyrwało” mi się.
-Jest w porządku jeśli ty jesteś wobec niego w porządku.- odpowiedziała po chwili milczenia.
-Rozwiniesz to?- spytałam.
-Dziś wieczorem… o ile będziecie chciały mnie jeszcze wtedy słuchać.




Rozdział 61 za nami. Byliście już tak blisko poznania tajemnicy Kelly i Hyomy, a tu zong- Niebieskowłosa do zwierzeń potrzebuje nastroju.
Ines: I muzyki z Trudnych Spraw.
Ja; Ja wiem, że kapitanujesz sobie w tamtym świecie, ale tutaj ja żądze więc krzem tlen (SiO) mi stąd.
Ines: *próbuje mnie zabić wzrokiem*
Ja: Co się  z tym światem porobiło dobrzy są przeciw mnie. Idę do Dark Nebuli  tam przynajmniej jest Tsu-chan, Kyo-chan, Ryu....ga.
Dobra następny rozdział już się pisze, a ja mam nadzieje, że ten wam się spodobał.
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.     






piątek, 11 września 2015

Rozdział 60


 Tym czasem w Dark Nebuli

Tsubasa jako więzień Dark Nebuli nie był jakoś specjalnie maltretowany. Psychopaci z jakim przyszło walczyć naszym poszukiwaczką zaginionego guza traktowali dyrektora Otori dość ulgowo. Trzymali go w ciasnej celi zawierającej w swoim wyposażeniu łóżko, sedes i umywalkę. Średnio to przyjemne kiedy kładziesz się spać (, a właściwie nie spać tylko w półśnie zregenerować siły bo kto przy zdrowych zmysłach zasnął by w takiej sytuacji), a tuż obok twojej twarzy znajduje się kibel do którego Bóg jeden wie kto srał.
Na korytarzu rozległ się stukot obcasów o posadzkę, a po chwili drzwi do celi otworzyły się i stanęła w nich Celest w jednej ręce trzymając butelkę szampana a w drugiej dwa podłużne kieliszki. Tym razem jednak nie wyglądała jak pani doktor. Ubrana była w czarna sukienkę sięgająca do połowy uda idealnie potrącająca talie i inne kobiece walory, włosy zwykle upięte w koka teraz spływały kaskadą na ramiona układając się w fale.
-Witaj Tsubasa. Nie przeszkadzam?-spytała wchodząc do celi i delikatnie pochylając się do przodu jakby chciała zobaczyć czy chłopak nie zajmuje się przypadkiem czymś ważniejszym od niej.
-Nie bardziej niż zwykle.- odparł Tsubasa obojętnym tonem.
-Ciesze się, że wszystko z tobą w porządku. Mamo ten atak to była najpiękniejsza rzecz jaka widziałam w tym tygodniu. Co powiesz na to, żeby uczcić to kieliszkiem lub nawet dwoma jak za starych dobrych czasów?- zadzwoniła kieliszkami.
-Nie wolisz napić się z Doji’m?
-Ciągle siedzi przy tych swoich komputerach, a jak akurat nie siedzi to zabawia się z tą wywłoką.-skarżyła się nalewając szampana do kieliszków i siadając na łóżku koło Tsubasy.- On się zmienił… strasznie się zmienił.
-Ludzie się nie zmieniają.– stwierdził szorstko.
-Zmieniają się… Na przykład ty-zachichotała- Kiedyś wolał byś sobie rękę uciąć niż uwierzyć, że twoja dziewczyna kłamie.-chłopak przyjął kieliszek pomarańczowego szampana.
-Teraz nie miał bym ręki.-odparł spokojnie upijając łyk pomarańczowej cieczy.
-Czyli kochany Tsubasa trochę się jednak zmienił od naszego ostatniego spotkania.
-Po prostu uczę się na błędach.
-A pro po błędów twoja dziewczyna excusez-moi była dziewczyna to był jeden wielki błąd. Taki brak zaufania przy facecie takim jak ty. To był mój obywatelski obowiązek pokazać ci w czym tkwiłeś. Chyba się nie gniewasz?
-Ludzie mówią prawdę tylko w trzech przypadkach kiedy są: dziećmi, pijani lub wściekli.
-Kamień z serca. Naprawdę! Słowo pani doktor-położyła rękę na sercu i uniosła rękę w której trzymała kieliszek-, ale przyznam miałam dużo radochy kiedy dostałam sprawozdanie z waszej małej „sprzeczki.”-przez twarz chłopaka przemknął cień na dosłownie ułamek sekundy zmieniając jego oblicze co oczywiście nie umknęło uwadze Celest.
-Obowiązki wzywają.-powiedziała wstając.
-Celest.-odezwał się chłopak zatrzymując dziewczynę przy samych drzwiach co wywołało uśmiech na jej twarzy.-Dlaczego mnie tu trzymasz?-uśmiech na twarzy dziewczyny powiększył się.
-Dlaczego?-udała zdziwioną.-Bo jesteś moim pupilkiem i nie pozwolę by cię mi ktoś zabrał.

Ines

-Więc Kelly lunatykuje.-bardziej stwierdziłam niż spytałam spoglądając na idącą przed nami dziewczynę.-Ciekawe…
-Albo to albo ćpię coś naprawdę mocnego.
-Wielka szkoda, że mnie wtedy nie obudziłaś.-milczałam przez chwile myśląc co z tym fantem zrobić po czym spytałam- Jesteś pewna, że nie udawała?- Mary dotąd wielce ożywiona spoważniała i uniosła w górę jedną brew.
-Ona. Była. Miła….. DLA MNIE!-wywróciłam oczami niezbyt przekonana tym argumentem na co Mary machnęła ręką i powiedziała- Gdybyś ją wtedy widziała nie zadawałabyś takich głupich pytań.
-Mniejsza z tym. Jeszcze raz. Co dokładnie ci powiedziała?
-Mówiła głównie o tym, że tęskni za tym psychopatą-ciągnie swój do swego, ale to nam teraz za dużo nie da-, że nam nie ufa, wspomniała też o wycieczce po życiowych błędach czy czymś takim.-o tu cię mam.
-Życiowych błędach…Pamiętasz coś więcej w tym temacie?
-Nie o tym już nic więcej nie wiem… No co nie jestem bez serca i jak zobaczyłam  jak prawie mi się tam rozkleiła to przez głowę mi nawet nie przeszło wypytywać jej o jakieś tam błędy.
-Mogła byś się w końcu zdecydować czy jesteś sadystką czy przytulaną.-zauważyłam ironicznie.
-Nie chcesz, żebym się zdecydowała.
-Może i tak.-przytaknęłam rozbawiona.
-To co zrobimy z tym fantem?-spytała moja przyjaciółka patrząc na oddalająca się Kelly.
-Na razie zostawmy to w spokoju, a potem się zobaczy…co z tego wyjdzie.

Kelly

Z tego co pamiętam jesteśmy już strasznie blisko tej pi*przonej wioski. Hyoma zaraz wyskoczy za jakiegoś drzewa i zaj*bie mnie na śmierć. Oczywiście mówimy tu o najweselszym możliwym scenariuszu.
Pewnie przesadzam. Niema takiej rzeczy którą mógłby zrobić Hyoma, żeby pogorszyć moje stosunki z tak zwanymi sojuszniczkami- uśmiechałam się pod nosem- żeby je pogorszyć musiał by je najpierw poprawić.
Gdyby tak patrzę  z boku na ten nasz cały układ to nie chce mi się wierzyć, ze on w ogóle istnienie. Umowa która zawarłam z dyrektorem Otori- do tej pory nie chce mi się wierzyć, ze nim został-wiąże nas do momentu uwolnienia Ryugi chociaż szczerze wątpię, że któraś z nich pomoże mi go szukać. Pewnie tak jak ostatnio cała grupa roz*ierdoli się na kawałki zaraz przy pierwszych lepszych trudnościach.
-Kelly zaczekaj!- zawałowała za mną Mary zatrzymałam się bez słowa odpowiedzi chociaż po ostatnich przemyśleniach wolała bym sama szturmować Dark Nebule (gdziekolwiek teraz jest) niż na nie czekać.
Kiedy mnie dogoniły Ines zaczęła mówić swoje mądrości:
-Powinnyśmy…- w połowie wypowiadanego zdania za plecami moich towarzyszek podróży pojawił się rozmazany szary kształt.
Zrobiłam bardzo spóźniony i pchnięta przez nieinfekowany obiekt leśny wylądowałam w krzakach. Kiedy stojąc po kolana w krzakach przemknęło mi przez myśl, że już po wszystkim cos załapało mnie za stopę, kopiąc i miotając się jak opętana zostałam przeciągnięta po ziemi po czym zawisłam na drzewie.
-…uważać. Powinnyśmy uważać. – skończyła Ines.
- No co ty nie powiesz?- warknęłam powoli obracając się w powietrzu przywiązana za stopę do drzewa jednocześnie zamiatając końcami kucyków leśną ścieżkę.
Mary i Ines wisiały jakieś półtora metra nad ziemią zaplatane w siatkę.
-Gdybyś nie wystrzeliła tak do przodu, może byśmy teraz tutaj nie wisiały.- zauważyła lekko wścieknięta Mary.
-Wtedy nie mogły byście mnie tak swobodnie obgadywać.- zablefowałam bo w rzeczywistości byłam zbyt zajęta swoimi sprawami, żeby słuchać co one tam sobie  mówią.
-Jesteśmy beznadziejne stwierdziła Mary po chwili milczenia co skomentowałam krótkim lecz bardzo głośnym wybuchem śmiechu który o dziwo udzielił się dziewczyną.
-Dobra dosyć tego dobrego pora się stąd wydostać. Mary podsadź mnie proszę.
Ciężko mi to przyznać, ale Ines a racje z pojemnika przyczepionego na prawym ramieniu wyjęłam Białą, a od paska odpięłam kuczer. Zładowałam i wycelowałam podciągając się tak, żeby wyraźnie widzieć cel- linę zaciskającą się na mojej biednej stopie- W momencie kiedy już miałam zwolnić bey’a za moimi plecami rozległ się cichy szmer. Wyprostowałam się jak struna chcąc jak najszybciej ocenić kto jest moim przeciwnikiem.
W celowniku kuczera zobaczyłam chłopaka którego naprawdę NAPRAWDĘ  nie chciałam już nigdy widzieć.
-Cześć Hyoma.-powiedziałam opuszczając kuczer i popełniając tym samym kolejny błąd.


Z cyklu szperając w czeluściach internetu

W . T. F !? Jak mógł napisać imię Kyoy z małej litery? Jak ja się pytam.
 A teraz serio zastanawialiście się kiedyś co takiemu człowiekowi chodzi po głowie kiedy pisze coś takiego?

Rozdział 60 za nami, a tutaj macie amv na przywitanie długo wyczekiwanego na moim blogu Hyomy. Bardzo się ciesze, że aktywnie komentujecie i jednocześnie ubolewam nad tym, że dwójka moich stałych czytelników gdzieś wyparowała :( ( znicz dla nich [*] ), ale dosyć tego smutania się. Następny rozdział już się piszę, odkopuje też pewien projekt z przed trzech miesięcy który chała bym skończyć jeszcze w tym miesiącu i jednocześnie jestem w trakcie pisania jeszcze innego One shot'a wiec jak widzicie nudzić się jesienią nie będziecie. To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania  

piątek, 4 września 2015

Rozdział 59

Mary


-Kelly nie zachowujesz się tak jak zwykle...Powiesz mi dlaczego?-dziewczyna podciągnęła nogi pod brodę.
-Tak.-no proszę zaraz się czegoś o tobie dowiemy.
-…- No dalej kotku powiedź co masz w środku.- Bo niema Ryugi.-otworzyłam ze zdziwienia buzie. Jasne, że rozumiałam to co czuła, ale jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, że Kelly ta zimna wyrachowana suka wyprana ze wszystkich uczuć poza nienawiścią może przejmować się kimś takim jak Ryuga, Ryuga ten sk*rwiel z piekła rodem nie znający granic ludzkiej przyzwoitości.
Kiedy dziewczyna skończyła krzyczeć nie wiedziałam co właściwie jej powiedzieć. W głowie miałam milion myśli, ale nie miałam pojęcia jak je ubrać w słowa. (Między innymi z kim ona tak „naprawdę” rozmawia)
- Uspokój się.-zaczęłam i miałam ochotę przybić sobie piątkę z otwartej w czoło za tak wyszukany tekst.- Pomyśl co czuje Mary-niewierze, że naprawdę to mówię-…. podobnie co nie? Nie musisz mi tłumaczyć, że każdy ma jakąś granice przecież rozumiem, a życiowe błędy ma każdy mniej lub bardziej…. Błędne, ale to nie ważne. Przecież nie jesteś sama. Spróbuj się dziewczynami dogadać. Nie wszyscy ludzie są źli.
-Tak na pewno spróbuje się dogadać z dziewczyną która świdruje mnie wrogiem i ciągle wabi w jakieś słowne pułapki, albo lepiej z psychicznym czymś które nie panuje nad nerwami i ma huśtawkę na strojów, a to co czuje Mary mnie nie obchodzi. Zginie z rąk tego całego Alex’a tak jak sobie tego życzy.- „Alex nie chce nie zabić bo mi wybaczył. Zakoduj to sobie.”-powiedziałam w myślach jednocześnie zaciskając pięści.
-Wiedziałam, że to powiesz.-ciekawe skąd- Mary przez osiem lat nie miała kontaktu ze swoim najlepszym przyjacielem którego sama wpakowała w takie gówno, a kiedy wrócił też został zabrany.- może od razu opowiedz jej całą historie swojego życia. No wiesz urodziłam się 9 maja roku pańskiego tysiąc dziewięćset i tak dalej
-Sam poszedł.-burknęła nadymając policzki przez co wyglądała jak małe dziecko.
- (Ja)Nie panuje nad nerwami ty nad językiem obie chcecie tylko  bronić bliskich i obie robicie to w nieznośny i chamski sposób, a Ines jest dobrą przyjaciółką na którą można liczyć i jest świetnym człowiekiem.-powiedziałam zerkając na miejsce w którym spała moja przyjaciółka.
-Oczywiście bey wie wszystko.-acha czyli w jej głowie jestem bey’em. Dobra.
-Kelly ty też to widzisz tylko nie chcesz tego przyznać.
- Ale ja już raz uratowałam ich dupy mogły by okazać odrobinę wdzięczności. Nie będę się żalić, żadnej z nich.
-Mam wrażenie że mogą ci się jeszcze za to odwdzięczyć, a w naszej sytuacji nastąpi to dość szybko i nie musisz o tym ciągle przypominać.
-To pierwszy raz jak o tym mówię.- burknęła.
-No i co ci z tego przyjdzie że nie chcesz się otworzyć przed nimi? Wszystko w tobie gnije cię męczy.
-O mnie się nie martw ja sobie radze.
-Tak ja o tym wiem poradzisz sobie jak zwykle sama i co ci z tego przyjdzie, że jesteś sama? Czemu nie możesz otworzyć się na ludzi?
-Bo ufam tylko jednemu.
-Właśnie wiem. Nigdy już nie chcesz mieć nic wspólnego z nikim innym, a jeżeli już jakieś pokojowe zamiary to połączone tylko chłodną umową?
-Pewnie tak. „Chłodna”. Fajne słowo. Pasuje do nas-zapadła niezręczna cisza która zaczynała mi dzwonić w uszach kiedy nagle Kelly uśmiechnęła się miło i powiedziała -.....Dzięki, że przyszłaś.-właśnie wtedy zaczęłam żałować, że zapytałam ją o cokolwiek.
 Kelly zachwiała się i złapała za głowę patrzyłam na nią z paniką wymalowaną na twarzy. Niebieskowłosa potrząsnęła głową i spojrzała na mnie dużo przytomniej. Skrzywiła się na mój widok i spytała:
-Co jest?
-Kelly. Obudziłaś się.- i co teraz? Przed chwilą Kelly wyznała mi coś siedzi w jej głowie myśląc, że rozmawia z bey’em, a teraz dowiaduje się, że tak naprawdę powiedziała to osobie która odkąd tylko się znają próbowała jej coś zrobić
-Na to wygląda.-powiedziała mierząc mnie wzrokiem i odsuwając się kawałek do tyłu.-Stało się coś?- Jak nic myśli, że próbowałam ją zabić jak spała. No po prostu cudnie. Lepiej być nie mogło. Chwila. To by znaczyło, że nie pamięta, że rozmawiałyśmy. Proszę, żeby tak było, proszę, żeby tak było.
 -Nie nic.-powiedziałam dodatkowo kręcąc głową. Brawo Mary wcale nie zachowujesz się podejrzanie. WCALE. Dobra kończmy te farsę zanim jeszcze bardziej się wygłupie.- Mogła byś mnie zmienić padam z nóg?- owacje na stojąco dla tej pani która właśnie powiedziała coś z sensem.
-Jasne.
-Dzięki to ja pójdę spać.-powiedziałam i położyłam się koło Ines. Dziewczyna natychmiast się  do mnie przytuliła. Dobrze, że ją mam. Włożyłam sobie słuchawki w uszy, włączyłam pierwszą lepszą play-liste i starałam się zasnąć, albo przynajmniej nie myśleć, ale jak to zawsze bywa kiedy czegoś naprawdę bardzo chcemy nie dostajemy tego. Więc mimo, że bardzo tego nie chciałam zaczęłam myśleć.
Nie powinnam tego wszystkiego robić. Nie powinnam o nic jej pytać. Nie powinnam mówić jej o sobie. Nie powinnam w ogóle z nią rozmawiać. Wcale nie powinnam się wtedy do niej zbliżać.
Czuje się tak jakbym ukradła jej szczęśliwy sen i to w momencie kiedy bardzo go potrzebowała.
Wiem. Z Kelly jest kawał suki i nasze wspólne relacje nigdy nie wskazywały na to żebym kiedykolwiek przejmowała się tym co ona myśli i czuje, ale kiedy rozmawiałyśmy nie wydawała się groźna. Uśmiechała się nie złośliwie i w ogóle zachowywała jak nie ona, a ja tak właściwie to dość miękka jestem i chyba z tego wszystkiego zrobiło mi się jej żal.
K*rwa.-uderzyłam pięścią w ziemie i stłumiłam jęk kiedy poczułam jak małe kamyczki wbijają mi się w rękę.- Głupio zrobiłam i tyle. Jeżeli Kelly pamięta naszą rozmowę, a właściwie jeśli zdaje sobie sprawę z tego, że rozmawiała ze mną i wszystko co jej powiedziałam o sobie było prawdą to w najlepszym przypadku pomyśli, że jestem rozhisteryzowaną świruską która na prawo i lewo opowiada o tym jak to jest jej źle na świecie.
- Grrrry.- zawarczałam zanim mi się przypomniało, że obiekt przez który się tak wkurzam siedzi przy drzewie kawałek dalej. Zrugałam się za to w myślach i po prostu leżałam na ziemi patrząc w nocne niebo. Gwiazdy stopniowo zaczęły się rozmywać i zanim się obejrzałam zasnęłam.
Obudziłam się wczesnym rankiem, a właściwie obudziło mnie syczenie gaszonego ogniska. Przetarłam oczy i usiadłam. Plecy bolały mnie od leżenia na twardej ziemi, ale poza tym byłam zadziwiająco wypoczęta. Powiodłam zaspanym wzrokiem po naszym pożal się Boże obozie. Dziewczyny biegały w te i we te w nieznanych mi celach.
-No wreszcie się obudziłaś.-powiedziała Ines podnosząc z ziemi termos i przynosząc mi go.-Napij się od razu się rozgrzejesz.
-Dzięki.- wypiłam łyk gorącej malinowej bardzo, bardzo słodkiej herbaty- Kiedy idziemy dalej?
-Kiedy tylko zbierzesz się do kupy.-powiedziała niebieskowłosa zarzucając na ramiona swoją kurtkę.
-Dzień dobry Kelly ciebie też miło widzieć...-znowu na twój sposób normalną . Może jednak nie do końca głupio zrobiłam.



Kelly: Ryuga! Ryuga!!!
Ryuga: Czego?
Kelly: Choć zemną pooglądać nowe anime.
Ryuga: Tytany przetrzymałem, pozbyłem się bandy koszykarzy, wywaliłem tego poj*ba z wanny, ta psychopatyczna przytulanka przez która Hania bała się iść do liceum do tej pory się zszywa co tym razem?
Kelly: Ghule!!!!
Ryuga: Mogę chociaż wiedzieć czemu akurat to oglądamy.*pyta przytoczony entuzjazmem Kelly*
Kelly: Tak.
Ryuga: Więc?
Kelly: Mary powiedziała, że dziewczyna z pierwszej sceny pierwszego odcinka jej mnie przypomina.
Ryuga: Oczywiście. Bo po co komu lepszy powód.
Kelly: Oj przesadzasz.

Parę sekund animy później

Ryuga: Faktycznie trochę podobna. Rusza się podobnie i mówi w tym samym stylu.
Kelly: Ciiii! Oglądam.

Później

Ryuga: Zdechła! Hahahahah! Mary musi cię naprawdę lubić. Hahahahahah
Kelly: Jesteś głupi.*wciska swoją twarz w poduszki*
Ryuga: A ty mnie i tak uwielbiasz.
Kelly: Zamknij się albo wyczyszczę kibel twoja peleryną.



Rozdział 59 za nami tak samo jak pierwszy tydzień szkoły mam nadzieje, że cieszycie się z posta chociaż w połowie tak jak z końca tygodnia. W związku z tym, że rozpoczął się rok szkolny mogę mieć pewne problemy z dodawaniem rozdziałów, ale obiecuje, że będę robić co w mojej mocy, żeby w dalszym ciągu dawać je regularnie.
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.


sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 58

Mary





Fajnie by było gdyby ten Hyoma się już pojawił bo tak to łazimy bez celu. Dziewczyny milczą, a mi powoli kończą się piosenki których mam ochotę słuchać. Do tego wszystkiego zaczyna się ściemniać.
-Hej Kelly!-zawołałam, a kiedy dziewczyna zaszczyciła mnie spojrzeniem spytałam- Po jakim czasie Hyoma się zwykle pojawia?
-Powinien już tu być.-odparła.
-Spóźnia się.-dziewczyny zachichotały, a ja przecież mówiłam całkiem poważnie.-uspokójcie się, a co jak zachorował?
-Właśnie Kelly. Co jeśli twój znajomy jest w tym momencie niedysponowany?-spytała Ines patrząc niebieskowłosej prosto w oczy.
-Wtedy jesteśmy w ciemnej dupie.-odparła po czym gwałtownie się odwróciła i ruszyła przed siebie może mi się tylko zdawało, ale szła agresywniej niż wcześniej. Kroki stawiała mocniej jakby mściła się za coś na drodze którą szłyśmy.
-Dlaczego jesteś na nią dzisiaj taka cięta?
-Kelly coś kombinuje.- Ines i teorie spiskowe.-Nie zauważyłaś, że zachowuje się inaczej niż zwykle.
-Faktycznie mówi trochę mniej, ale myślałam, że po prostu próbuje być miła na swój pokręcony Kellyiowy sposób.
-Co jest z nią nie tak. Ja to wiem. Musimy na nią uważać.-Ines rzadko kiedy się myli.
Spojrzałam w niebo. Miało buro fioletowy odcień zdradzający, że za chwile zrobi się tutaj tak ciemno, że nie będę widzieć własnej ręki.
-Powinnyśmy się zatrzymać i tutaj przenocować.-dziewczyny spojrzały na mnie ze zdziwieniem.-Za chwile będzie ciemno lepiej, żebyśmy nie łaziły po nocy po jeszcze się ocoś potkniemy i będzie kicha.
-To dobry pomysł.-pochwaliła mnie moja przyjaciółka.-pójdę po jakieś drewno na ognisko.
-Idę z tobą.-spojrzałam na Kelly która jako jedyna nie wypowiedziała się na temat mojego genialnego pomysłu.
Dziewczyna bez słowa rzuciła na ziemie swój plecak i ruszyła w stronę z której dobiegał szum rzeki.
Zebrałam sporo grubych gałęzi  jeszcze pachnących żywicą. Będzie z tego śliczne ognisko.
Kiedy wróciłam obok plecaka Kelly leżał już mały stosik kamieni, a ona sama siedząc pod drzewem wbijała wzrok w ciemność.
-Można wiedzieć po co przyniosłaś tu te kamenie?- spytała Ines niosąc stos patyków.
 –Żeby ognisko zostało na swoim miejscu. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam najmniejszej ochoty się w nocy spalić.-faktycznie moja psiapsi miała racje. Niby Kelly była złośliwa i sarkastyczna, ale powiedziała to w ta wymuszony sposób, że nawet mnie to nie ruszyło.
Ułożyłam drewno i kiedy już miałam zebrać suchej trawy na rozpałkę do tarło do mnie, że k*rwa była burza i suchej trawy niema to samo tyczy się ściółki, a drewno które jest jako tako suche za całe Chiny się od tak nie zapali.
-Jakiś problem?- spytała Kelly podchodząc do mnie i grzebiąc w swoim plecaku.
-Nie mam nic na podpałkę.-odparłam zastanawiając się nad tym czy nie użyć w tym celu kilku ostatnich rysunków z notatnika który ch*j wie po co zabrałam ze sobą.
-Acha…- super. Dużo mi twoje „acha” pomoże.- to załatwi sprawę.-ku mojemu zdumieniu do moich rąk trafiła paczka chipsów nachos.
-Co mam z tym zrobić?-otworzyłam paczkę i zjadłam z niej kilka chipsów.
-Użyć jak podpałki.- uniosłam jedną brew.
-Mąka i tłuszcz będzie się palić, aż miło.- stwierdziła Ines ładując kuczer.
Kiedy ognisko jarało się tak jak powinno, a nasza świetna drużyna (która potrafi rozpalić ogień chipsami i bey’em- na kolana przed władczyniami ognia) siedziała wokół niego atmosfera zrobiła się całkiem przyjemna. Ja i Ines siedziałyśmy przykryte kocem który został zabrany przez moją gotową na wszystko przyjaciółkę, Kelly po drugiej stronie ogniska szykowała sobie posłanie złożone z plecaka i kurtki, a ogień trzaskał wesoło pożerając kolejne kawałki drewna.
Było naprawdę miło…przez coś koło trzech minut.
-Stanę na warcie.-stwierdziła Kelly podnosząc się z ziem.
-Nie powinnaś się tak przemęczać.-stwierdziła sarkastycznie blondynka.
-Ależ to, żaden problem.-odparła uśmiechając się fałszywie. Dziewczyny gromiły się nawzajem wzrokiem nie wiem co by się stało gdybym się nie odezwała.
-Serio połóż się-zwróciłam się do niebieskowłosej-, a ja stanę na warcie. W końcu przespałam prawie cały dzień.
-Dobra.-odparła i  z powrotem się położyła tym razem plecami do ognia.
A było już tak miło.
Noc rozpoczęła się na dobre. Gwiazdy świeciły na niebie. Już tak dawno ich nie widziałam. Mieszkanie w miesicie ma swoje uroki, ale czasami brakuje człowiekowi takiego spokoju i ciszy. Z braku lepszych zajęć po prostu patrzyłam w ogień. To zabawne, że coś co zwykle kojarzy się tylko i wyłącznie ciepłymi kolorami ma w sobie również odcienie fioletu i błękitu.

%&$

Od siedzenia na twardej ziemi zaczęła mnie już boleć pupa wiec postanowiłam się trochę poruszać. Jako, że łaziłam po nieznanym terenie postanowiłam na szelki wypadek załadować kuczer i trzymać się tej części lasu którą w jakim stopniu oświetlało ognisko. Spojrzałam w las miałam niejasne wrażenie, że zaraz coś na mnie wyskoczy.
-Hahhaahah!-zimny pot oblał mnie od stup do głów kiedy usłyszałam jak ktoś za moi plecami śmieje się w głos. Odwróciłam się jak oparzona i moim oczom ukazała się Kelly uchachana od ucha do ucha.
-Co ty mi tu k*rwa odwalasz!?-powiedziałam wściekłym szeptem, żeby przypadkiem nie obudzić Ines.
-Jak ja kocham spać w lesie.-powiedziała i zaśmiała się  tym razem cicho.- Mówię ci dusiłam się w tamtym mieszkaniu.
-Kelly?-pomachałam jej ręką przed twarzą bez jakichkolwiek skutków.- Co ci jest?
-A co ma mi być?- skrzywiłam się.
Przyjrzałam się jej bliżej. Jej oczy były otwarte, ale zaszły jakąś taka mgłą. Nie były przytomne. N*rąbała się czegoś tuz pod moim nosem…albo lunatykuje. Kurde o lunatykach wiem tyle, że nie można ich budzić bo głowa zacznie im się obracać o 360 stopni.
Jeżeli śpi to może mogę to jakoś wykorzystać.
-Kelly nie zachowujesz się tak jak zwykle...Powiesz mi dlaczego?-dziewczyna pod
-Tak.-no proszę zaraz się czegoś o tobie dowiemy.



Kelly.

-Stanę na warcie.-stwierdziłam podnosząc się z ziem.
-Nie powinnaś się tak przemęczać.-powiedziała sarkastycznie niska blondynka której głowa ledwo wystawała spod koca.
-Ależ to, żaden problem.-odparłam uśmiechając się fałszywie. Posłała mi piorunujące spojrzenie  na które odpowiedziałam tym samym. Matko ledwo jako tako dogadałam się z nerwuską teraz ta ma do mnie jakieś wonty jakbym jej Tsubase odbiła.
-Serio połóż się-odezwała się Mary.-, a ja stanę na warcie. W końcu przespałam prawie cały dzień.-zdziwił mnie jej miły ton. Powinna się zdecydować czy chce mi urwać łeb czy się przyjaźnić.
-Dobra.-burknęłam i z powrotem się położyłam. Lekki wiatr który towarzyszył nam przez całą  podróż ustał, a do mojego nosa dotarł dotarł zapał palonych chipsów. Tylko nie to

Rok temu

-K*rwa, k*rwa, shit, ja pi*rdole! No zapal się w końcu j*bany w dupe stosie drewna. Matko Ryuga jest taki zimy. Może już nie żyje.
Po raz kolejny przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej. Oddychał, a jego serce biło.
-Żyjesz.-powiedziałam nieco się uspokajając.-Teraz rozpalimy ognisko i wszystko będzie dobrze. Nie będzie Drago. Będzie świetnie zobaczysz. Pojedziemy na jakąś tropikalna wyspę tak jak zawsze. Wydobrzejesz tam. Będzie super.-mówiłam łamliwym głosem któremu na siłę starałam się nadać wesoły ton. Ręce mi się trzęsły i nie mogłam utrzymać zapałek nie mówiąc już o podpaleniu czegokolwiek, a co dopiero nachosowej podpałki.
-Kurdeeeeeeeee.-ogarnij się Kelly nie będziesz mi tu płakać.-Gdybym tylko mogła mu pomóc podczas tej pi*przonej walki. Gdybym tylko miała wtedy bey’a. Wszystko potoczyło by się inaczej.

$%&

Pogrążonej w złych wspomnieniach wreszcie udało mi się zasnąć.

Leżałam na ziemi przykrytej grubą warstwą białego puchu.
To śnieg-pomyślałam chociaż nie czułam jego zimna. Otworzyłam szerzej oczy i przekręciłam się na plecy. Jakieś dziesięć centymetrów od mojej twarzy pojawiła się twarz jakiejś dziwnej postaci. Twarz ta miała w sobie w większości cechy ludzkie, ale kocie rysy też się tam przewijały. Białe włosy przez które przewijały się czarne pasemka układały się w malowniczą szopę wokół całej twarzy
-Cześć Biała.-postać, a właściwie stworzona przez mój chory mózg personifikacja mojego bey’a uśmiechała się promienie.
-No hej.-powiedziała robiąc zjaraną minę taką sama jaka robił Ryuga, żeby mnie rozśmieszyć.
-Hahhaahah!-podniosłam się do pozycji siedzącej i powiedziałam-Jak ja kocham spać w lesie. Mówię ci dusiłam się w tamtym mieszkaniu.-zaśmiałam się pod nosem.
-Kelly? Co ci jest?-Biała wyglądała na zmartwioną.
-A co ma mi być?-odpowiedziałam uspokajając trochę moje śmiechy.
-Kelly nie zachowujesz się tak jak zwykle...Powiesz mi dlaczego?
-Tak.
-No to czemu taka jesteś?- no dobra. Jej mogę powiedzieć wszystko.
-…..Bo niema Ryugi.-skrzywiła się- No co!? Każdy ma jakąś granice wytrzymałości, a ja przez ostatni rok patrzyłam na cień człowieka jaki został z mojego najlepszego przyjaciela, a jak już doszedł do siebie to Doji mi go zabrał, a jakby tego wszystkiego było mało teraz idziemy na wycieczkę po moich życiowych błędach!
- Uspokój się. Nie musisz mi tłumaczyć, że każdy ma jakąś granice przecież rozumiem, a życiowe błędy ma każdy mniej lub bardziej…. Błędne, ale to nie ważne. Przecież nie jesteś sama. Spróbuj się dziewczynami dogadać. Nie wszyscy ludzie są źli.-uśmiechnęła się tak, że mogłam zobaczyć jej białe kły. Pomyśl co czuje Mary…. podobnie co nie.
-Tak na pewno spróbuje się dogadać z dziewczyną która świdruje mnie wrogiem i ciągle wabi w jakieś słowne pułapki, albo lepiej z psychicznym czymś które nie panuje nad nerwami i ma huśtawkę na strojów, a to co czuje Mary mnie nie obchodzi. Zginie z rąk tego całego Alex’a tak jak sobie tego życzy.
-Wiedziałam, że to powiesz. Mary przez osiem lat nie miała kontaktu ze swoim najlepszym przyjacielem którego sama wpakowała w niezłe gówno, a kiedy wrócił też został zabrany.-pokiego wraca do tematu i tak właściwie skąd o tym wie. Może bey Mary jej powiedział.
-Sam poszedł.-zauważyłam sarkastycznie. Biała spojrzała na minę z politowaniem i kontynuowała.
-Nie panuje nad nerwami ty nad językiem obie chcecie tylko  bronić bliskich i obie robicie to w nieznośny i chamski sposób, a Ines jest dobrą przyjaciółką na którą można liczyć i jest świetnym człowiekiem.
-Oczywiście bey wie wszystko.-wywróciłam oczami.
-Kelly ty też to widzisz tylko nie chcesz tego przyznać.-naburmuszyłam się jak dziecko któremu ktoś wytka oczywiste błędy i powiedziałam.
- Ale ja już raz uratowałam ich dupy mogły by okazać odrobinę wdzięczności.- naburmuszyłam się jeszcze bardziej i dodałam-Nie będę się żalić, żadnej z nich.
-Mam wrażenie że mogą ci się jeszcze za to odwdzięczyć, a w naszej sytuacji nastąpi to dość szybko i nie musisz o tym ciągle przypominać.
-To pierwszy raz jak o tym mówię.- burknęłam.
-No i co ci z tego przyjdzie że nie chcesz się otworzyć przed nimi? Wszystko w tobie gnije cię męczy.
-O mnie się nie martw ja sobie radze.
-Tak ja o tym wiem poradzisz sobie jak zwykle sama i co ci z tego przyjdzie, że jesteś sama? Czemu nie możesz otworzyć się na ludzi?-mój bey zna się lepiej na stosunkach między ludzkich lepiej niż ja. Co za poniżenie.
-Bo ufam tylko jednemu.-
-Właśnie wiem. Nigdy już nie chcesz mieć nic wspólnego z nikim innym, a jeżeli już jakieś pokojowe zamiary to połączone tylko chłodną umową?
-Pewnie tak.- nastała chwila milczenia. Obserwowałam błyszczące śnieżynki które przykleiły się do futrzanego kołnierza Białej.- „Chłodna”.-uśmiechałam się pod nosem- Fajne słowo. Pasuje do nas....Dzięki, żę przyszłaś.
Nagle świat zrobił się jaśniejszy niż powinien, a potem nagle wszystko zgasło. Zamrugałam gwałtownie i zobaczyłam, że siedzę na ziemi naprzeciw Mary która patrzy na mnie tak jakbym była jakiś wyjątkowo ciekawym eksponatem w muzeum.
-Co jest?-spytałam krzywiąc się.
-Kelly. Obudziłaś się.- czarnowłosa stwierdziła oczywistość. Wyglądała na dosyć zakłopotaną tym faktem.
-Na to wygląda.-powiedziałam.-Stało się coś?
-Nie nic.-powiedziała Mary dodatkowo kręcąc głową.- Mogła byś mnie zmienić padam z nóg?
-Jasne.-odparłam udając, że nie czuje tej wiszącej w powietrzu niezręcznej atmosfery.
-Dzięki to ja pójdę spać.-Mary położyła się koło swojej przyjaciółki i już po chwili słyszałam ich równe oddechy.
Usiadłam wyjęłam z plecaka skórzane rękawiczki od kociego kostiumu założyłam je i usiadłam pod drzewem.

Hioma wiem, ze mnie nienawidzisz, ale proszę cię pojaw się jutro. Nie karz Tsubasy, Kyoy, Ines, Hikaru i Mary za błędy moje i Ryugi.



Rozdział 58 za nami. Dedykuje go Vanessie ponieważ przez to, że spytała czy następny rozdział pojawi się w piątek zarwałam dwie noce z rzędu, a i tak skończyłam go pisać w sobotę wieczorem. Rozdział wyszedł k*rewsko długi-jak dwa normalne, ale mam nadzieje, że przeżyjcie taka dawkę mojej pisaniny. Wiem, że rozmowa Białej i Kelly wyszła dosyć chaotycznie, ale to dlatego, że ta rozmowa jest z życia wzięta, a moje życie jest łagodnie rzecz ujmując niezbyt normalne. 
Pomimo tego, że jestem trochę zrażona tym, że moje pytania pod ostatni postem zostały równo olane ciepłym moczem mam do was pytanie:
Gdybyście byli na miejscu Mary o co spytali byście Kelly?
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 57

Ines



Deszcz bębni o szyby pociągu który sunie po szynach do celu naszej podróży. Co trochę burza daje o sobie znać donośnym grzmotem lub błyskiem światła.
Mimo to Mary najspokojniej w świecie śpi oparta  moje ramie. Ufa Kelly czy jest pewna, że ja obronie ją w razie konieczności…a może jedno i drugie. Spojrzałam na moją drugą towarzyszkę podróży łamane przez zło konieczne. Nie zachowuje się tak jak zwykle. O ile mogę się pokusić o nazwanie ostatnich dni mianem zwykłych. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego Kelly jak Kelly, ale kiedy przyjrzałam się jej troszeczkę dokładniej oprócz długich paznokci z których miejscami odprysk pomarańczowy lakier, wyblakłej jeansowej kurtki zauważyłam, że niebiesko-włosa siedzi jak na szpilkach w każdej chwili gotowa by zareagować. Przypomniałam sobie reakcje Kelly kiedy ta zamaskowana dziewczyna wyciągnęła bat oraz kiedy dowiedziała się, że to Madoka ją poraziła doprowadzając do jej schwytania.
-Ten pociąg jest zabezpieczony przed uderzeniem pioruna.-powiedziałam przekręcając stronę w mandze która akurat czytałam.
-Wiem.-odparła krótko.
Dobrze. Czyli nie oto chodzi. Kelly z jakiegoś powodu boi się prądu. Boi się, ale to nie dlatego zachowuje się dziwnie. Zaczęła zachowywać się podejrzanie już wczorajszej nocy. Od momentu w którym wspomniałam o wyjeździe do tej całej wioski.
-Czy w wiosce Koma jest coś na co powinnyśmy uważać?-spytałam pozornie znudzonym głosem.
-„My”?-spytała z udawanym zdziwieniem.
-Tak.-odparłam niezbyt dając po sobie poznać, że w ogóle interesują mnie jej reakcje na to co mówię chociaż w rzeczywistości monitorowałam wszystko każdą nawet najmniejsza zmianę.
-Najpierw mi rozkazujesz, a teraz mówisz o naszej trójce jak o jednym.
-I co w związku z tym?-spytałam notując w pamięci jej zgrabną zmianę tematu.
-Nic szczególnego.-uśmiechnęła się fałszywie i dodała-Po prostu stwierdzam fakty.
Odpowiedziałam uśmiechem i wróciłam do czytania mangi. Zapadła bardzo nieprzyjemna cisza. Atmosfera w przedziale była tak gęsta, że dało się ją kroić nożem. Przebiegłam wzrokiem kilka obrazków, ale zrozumienie o co w nich chodziło to już inna sprawa. Mary poruszyła się niespokojnie po czym wydała z siebie długie westchnienie i zsunęła się z mojego ramienia na kolana. Kelly postanowiła wykorzystać tę delikatną zmianę sytuacji.
-Kiedy już dotrzemy na miejsce powinnyśmy z naleźć chłopaka o imieniu Hyoma. On zaprowadzi nas do wioski.-umilkła na chwile.- O ile go do tego przekonasz.
Styl Kelly powiedzieć to co trzeba, a potem dodać coś po czym człowiekowi osuwa się grunt pod nogami. No chyba, że akurat rozmawia zemną.
-Możesz być spokojna ten cały Hyoma nie będzie miał wyboru.-na twarz Kelly wpełzł podstępny uśmiech.
-Zaczynam doceniać to, że jesteś po mojej stronie.-odpowiedziałam uśmiechem i powoli przeniosłam wzrok z Kelly z powrotem na mange
-To dobrze, że to doceniasz nie wiem jak długo będziesz mgła się tym cieszyć.

Burza ustała, ale chmury nie znikły świat w dalszym ciągu był szary i ponury. Krajobraz za oknem stopniowo się zmieniał stając się coraz bardziej górzysty. Momentami kiedy jechaliśmy mostami miałam wrażenie, że zaraz cały pociąg runie w dół i roztrzaska się o skały. Wesoła wizja prawda. Mniejsza z tym kiedy pociąg zatrzymał się na czymś co przystankiem było tylko z nazwy Kelly stwierdziła, że to nasz przystanek po czym wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Mary która obudziła się kilka przystanków temu wzruszyła ramionami i poszła za niebiesko-włosom.
Zanim wysiadłam z pociągu spytałam jeszcze konduktora czy to aby na pewno dobry przystanek na co on odpowiedział:
-To ostatni przystanek na tej trasie za 15 minut zawracamy więc, albo kupi panienka nowy bilet, albo wysiądzie tutaj.-posłałam mu spojrzenie od którego powinien paść na miejscu trupem i ruszyłam w stronę moich sojuszniczek.
-No i co miły pan konduktor wskazał ci drogę do wioski?- niby czysta żałośliwość niby jadowity uśmieszek, ale o nie to samo coś ewidentnie jest na rzeczy.
-Nie.-odparłam krótko obojętnym tonem poprawiając plecak na ramionach.
-Dobra idziemy do tej całej wioski i wyciągamy stamtąd Madoke za włosy.-powiedziała Mary wchodząc do lasu.
-Powinnyśmy najpierw znaleźć Hyome.-powiedziała Kelly.
-Kogo?
-Hyome mieszka w wiosce Koma i często szlaja się  po lesie.-powiedziała Kelly odwracając wzrok w stronę lasu.-Nie powinnyśmy go długo szukać.
-W takim razie nie ma na co czekać.-stwierdziła Mary włożyła sobie słuchawki w uszy i ruszyła przed siebie.
O co ci chodzi Kelly? Kim jest dla ciebie Hyoma? I przede wszystkim co się tam stało?

Szłyśmy równym marszem patrzą w czubki swoich butów. Podziwianie widoków w tracie drogi górskim szlakiem jest niemożliwe.
Gdybym spróbowała od razu wybiła bym sobie zęby.
-Idziecie czy nie?-spytała Kelly patrząc na nas z mam nadzieje szczytu góry.
-Nie.-warknęła Mary przysiadając na jednym z ogromnych kamieni które tworzyły prowizoryczne schody.
-Tutaj jest polanka możemy zrobić na niej postój…jeśli chcecie.-ona się o nas martwi czy chce opóźnić dotarcie na miejsce.
-Chcemy.- stwierdziła Mary podnosząc się z ziemi i otrzepując się z różnych paprochów które się do niej przykleiły.
Kiwnęłam głową i przeszłam ostatnie parę kroków które dzieliły mnie od Kelly. Kiedy miałam pokonać ostatni „schodek” wysokości około pół metra niebieskowłosa bleyderka wykonała niespokojny ruch ręką po czym szybko się odwróciła i ruszyła przed siebie. Spojrzałam za siebie w nadziei, że kogoś tam zobaczę. Niestety, albo stety nikogo nie zauważyłam. Wgramoliłam się na ostatni schodek i dołączyłam do dziewczyn które siedziały sobie na kamieniach
-Dalej szlak się rozdziela.-stwierdziła Mary.-Któraś z was ma pomysł którędy dalej iść?
-Wioski Koma niema na żadnej mapie, a tych drużek nie da się nazwać szlakami.-powiedziałam i  odczekałam chwile, żeby moje towarzyszki to przyswoiły.- Mamy dwie opcje zaczekać tutaj w nadziei, że przyjaciel Kelly sam nas znajdzie.
-W takim razie- zło konieczne podniosło swoje cztery litery z ziemi-idziemy w prawo czy w lewo?
-Dlaczego nie chcesz zaczekać?-spytała Mary.
-Nie mam ochoty czekać, aż Hyoma raczy tu przyjść.-warknęła zaciskając dłoń na swoim ramieniu.


Nie mówisz nam całej prawdy. Kręcisz kotku, a ja tego nie lubię i zamierzam się dowiedzieć co przede mną ukrywasz.






Rozdział 57 za nami, a następny już się pisze. Jak możecie zauważyć nie pisanie mi nie wychodzi. Wiecie ostatnio oglądam dużo filmów z super bohaterami i tak patrze na pelerynę Ryugi i chce żebyście dopasowali postacie z tego bloga do super bohaterów i super złoczyńców. Nie muszą być wszyscy tylko ci którzy wam przyjdą do głowy, a i jeszcze jedno. Napiszcie w komentarzach jak chcieli byście (jako moi czytelnicy) być nazywani. Podajcie propozycje a ja zrobię z nich ankietę.
No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 56


Kelly




Drzwi zamknęły się za moimi wspólniczkami i dobrze niech się szykują bo ja nie mam zamiaru się nimi zajmować.
Westchnęłam głęboko i przekręciłam się na drugi bok.
-Kelly.-zaczęła Kelsi mówiąc do moich pleców.
-Co jest?-spytałam siadając i podkurczając nogi średnio zadowolona tym, że nie daje mi odpocząć.
-Dzisiaj dostałam to o co mnie prosiłaś.-podała mi szarą paczkę wielkości pudełka po butach.
-Dzięki jestem twoją dłużniczką.-powiedziałam pakując paczkę do plecaka.
-Jeszcze mi się jakoś odwdzięczysz.
Obym nigdy nie miała okazji. Kelsi to świetna dziewczyna i naprawdę z całego serca życzę jej, żeby nigdy nie musiała nikogo prosić o pomoc.
-Szykuje się niezła rozróba.-blondynka przerwała niezręczna cisze.
-Tak. Rozróba będzie niezła powiedziałam patrząc przez okno. Było już ciemno i wszyscy porządni ludzie siedzieli już w domach.
-Jeśli będziecie potrzebowały jakiegoś wsparcia to wal do mnie jak w dym. Doji musi dostać za swoje.-zaśmiałam się pod nosem.
-Zapamiętam…Wiesz chyba wrócę do mieszkania.-powiedziałam wstając.
-Spoko w końcu będę spać spokojnie.-uśmiechnęła się szeroko.
-Oj bez przesady nie gadam przez sen, aż tak głośno.
Zabrałam swoje graty i jako ja nie Betty wyszłam na miasto. Trochę dziwnie tak chodzić nocą po ulicach. Zwykle skacze po dachach i bawię się w ziemia to lawa.
Minęłam kolejny ciemny zaułek w który niebyło niczego co mogło by powstrzymać mnie przed powrotem do mieszkania. Zimny wiatr szarpnął moim ubraniem. Zgarbiłam się chowając głowę pomiędzy ramionami i przyspieszyłam kroku. Kiedy znalazłam się przed drzwiami naszego mieszkania i przekręciłam klucz w zamku zawahałam się.
Okey Kelly. Dobrze wiesz co tam jest krew, szkło, kawałki rozwalonego stołu i od cholery złych wspomnień. Wypuściłam powietrze z płuc i nacisnęłam klamkę.
W mieszkaniu było duszno i śmierdziało stęchłym jedzeniem oraz już od tygodnia nie wyrzucanymi śmieciami. Wyglądu mieszkania nie poprawiały plamy krwi i  szklany stół w kawałkach.
-Dobra samo się nie ogarnie.-powiedziałam rzucając plecak na kanapę która uniknęła jakiś większych obrażeń z cyklu plamy krwi lub rozcięcia.
Otworzyłam okno. Powietrze jakie natychmiast wypełniło salon niebyło morską bryzą (łagodnie rzecz ujmując), ale trochę pomogło. Wyjęłam z szafki worek na śmieci i wrzuciłam do niego wszystko co nie spełniało już swojej funkcji. Segregacją odpadów będę się martwić jak już uwolnię Ryuge.
Kiedy śmieci były tam gdzie ich miejsce-w kontenerze obok bloku –zajęłam się zmywaniem plam krwi z podłogi.
No co? Jak już wrócę tu z Ryugą nie możemy zastać tu syfu.
Po wyrzuceniu śmieci, sprzątnięciu podłogi, zjedzeniu bardzo później kolacji i półgodzinnym prysznicu nie zostało mi nic innego jak sprawdzenie mojego bagażu. Usiadłam na kapie, położyłam sobie plecak na kolanach, westchnęłam głęboko tak jakbym chciała sobie przypomnieć jak się oddycha, otworzyłam jedną z wielu kieszeni i wyjęłam z niej paczkę od Kelsi. Rozerwałam szary papier którym była owinięta i wreszcie moim oczom ukazała się jej cenna zawartość.
Nowiutka błyszcząca korona i ulubiony „dodatek” Ryugi połączenie kuczera i pojemnika do przetrzymywania największego sk*rwiela tego świata- L Drago.
Podniosłam koronę do światła. Małe czerwone oczka smoka błysnęły i przez chwile miałam wrażenie, że razem z nimi ożywa cały smok.
 Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej białą pelerynę taką samą jak kiedyś nosił Ryuga i położyłam na kanapie razem z resztą rzeczy.
-No Biała. Teraz mamy wszystko.-powiedziałam wyjmując mojego bey’a i ściskając go w dłoni.
 -Nya.-na parapecie pośród ciemności błysnęły żółte kocie oczy.
-Cześć Betty. Trochę minęło odkąd się ostatnio widziałyśmy. Czarna jak noc kotka spojrzała na rzeczy porozwalane na  kanapie i przekręciła swoją małą główkę.-Dzisiaj Kelsi dała mi resztę gratów. Mamy już wszystko jak tylko uwolnię Ryuge wszystko znowu będzie takie jak dawniej.
-A jak się nie uda? – „spytała” kotka drapiąc się za uchem.
-Weź nawet tak nie myśl.-powiedziałam przyciągając sobie kolana pod brodę.-Albo go uwolnię…
-Wiem, wiem, albo zginiesz próbując.-dokończyła za minie Betty przeskakując z parapetu na oparcie kanapy.-uparte z ciebie ustrojstwo.
-Mała, pyskata, uparta, opryskliwa, wredna i ty się dziwisz, że mogę zrobić wszystko dla człowieka który lubi mnie taką jaka jestem.-powiedziałam żartobliwym tonem gładząc materiał płaszcza.
-Tylko mi się tu nie rozklejaj.-Betty złapała jeden z moich wiecznie sterczących kucyków i zaczęła go gryźć jakby to on był winny całemu złu tego świata, albo przynajmniej istnieniu psów które tak bardzo lubiła denerwować.
-Przecier wiesz, że ja nie płaczę.-rozprostowałam nogi, wyplątałam kotkę ze splatanych włosów i położyłam ją sobie na kolanach.-po prostu… no żesz k*rwa tęsknie za tym kretynem z żółwią twarzą!
-No weź masz przecież mnie.-„powiedziała” kotka ocierając główką o moją rękę.
-Betty nie dobijaj leżącego.-dla dodania dramaturgii mojej wypowiedzi położyłam się na kanapie.
Kiedy tylko się ruszyłam Betty zeskoczyła mi z kolan i usiadła na podłodze zostawiając na moich nogach uczucie chłodu.
-Głupi kot.-burknęłam kiedy przez moje ciało przebiegły dreszcze.-Teraz nie pozbędę się tego głupiego uczucia.
Burknęłam kilka równie bezsensownych co a wykonalnych gróźb pod adresem kotki (średnio się tym przejęła) i z powrotem podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Phhhhhhyyyyy.-prychnęłam dopełniając obraz osoby która już od dawna powinna posiadać zaświadczenie o niepoczytalności i zostać umieszczona w zakładzie zamkniętym. Swoją droga każdy po spędzeniu paru minut w towarzystwie Drago kwalifikuje się do zamknięcia w  takim zakładzie.
-No to co teraz?-spytałam przeczesując palcami włosy. Powinnam je rozpuścić. To ponoć niezdrowo spać w związanych włosach.
-Mnie nie pytaj.-powiedziała kotka czyszcząc swoje futerko.-Ja na twoim miejsc bym się po prostu przespała.
-To dobry plan.-powiedziałam rozpuszczając włosy i kręcąc głową na lewo i prawo żeby moje włosy ułożyły się w coś innego niż szopa przypominająca fryzurę Sonika.
Podniosłam się z kanapy i trochę chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę lustra by ocenić efekt końcowy. Daleko mi było do ideału, żebym wyglądała dobrze trzeba było by mi zakryć twarz. W sumie to da się zrobić.
Wciągnęłam z plecaka maskę i założyłam ją nie przejmując się układaniem włosów pod maską zostawiłam je tak jak leżały i spojrzałam w lustro z którego spoglądała na mnie blada postać z łobuzerskim uśmieszkiem i spojrzeniem osoby która zaraz zrobi coś strasznego mi i wszystkim których kocham. Jak ja się cieszę, że ją jedną na sto procent mam po swojej stronie.
-Nie martw się Ryuga-powiedziałam podchodząc do okna  patrząc w niebo- już niedługo przyjdziemy po ciebie i nikt nas nie zatrzyma.
Niebo przecięła błyskawica zapowiadająca solidną burze.



Mary



Budzik zadzwonił niespodziewanie i rozdarł na pół kruchą cisze.
-Maaaaaaaaaaaammmmmmoooooooo jak mnie łeb boli. Przecież nie wypiłam, aż tyle. Żebym tylko miała w domu umeboshi*. - pomyślałam bardzo powoli schodząc z łóżka.
Używając ręki jako podpórki dla pulsującej bólem głowy udało mi się dotrzeć do kuchni. Na ślepo patrząc w ziemię, a dokładnie na odpływ w zlewie próbowałam odszukać słoik z moimi ukochanymi owocami.
Po paru chwilach i pięciokrotnym odnalezieniu solniczki wnerwiona jak jeszcze nigdy podniosłam głowę iiii zwróciłam do zlewu. Lżejsza o moja wczorajszą kolacje i sporą część obiadu znalazłam słoik którego tak potrzebowałam. Zaparzyłam zieloną herbatę która na szczęście stała na bufecie. Połknęłam trzy zgniło-pomarańczowe owoce naraz i popiłam herbatą. Spojrzałam na zegarek- piąta, może jakimś cudem uda mi się zdążyć na pociąg.
Mieszkanie na obrzeżach miasta ma swoje zalety, ale czasami mam tego dosyć. Po zastosowaniu tych starych japońskich metod pozbywania się kaca poszłam się wykapać gratulując sobie w myślach, że spakowałam się wczoraj.
Ciekawe czy gdzieś po drodze uda mi się kupić jakieś śniadanie. Powinnam na wszelki wypadek zjeść zupę miso. Bo kac może jeszcze dać o sobie znać.
Matko.
Mary. Nie masz innych problemów tylko co zjeść na śniadanie? Jestem pod wrażeniem powinnaś częściej mieć kaca szczęśliwsza jesteś.
Wyszłam z mieszkania. Przywołałam  windę (jak Anglia głowę Rosi), zjechałam na parter i dopiero wtedy burza postanowiła dać osobie znać, a ja oczywiście nie miałam nawet głupiej parasolki.
Niema to jak dobrze zacząć dzień.
Dobra jak się wrócę to nie zdążę na pociąg i Ines nie zabije.
No dalej Mary. Przecież lubisz burze.
Nie tylko lubię burze. Ona napawa mnie takim dziwnym uczuciem, tak jakby mnie woła, im bardziej rozszalały jest wiatr im bardziej grzmi i wieje, tym bardziej mam ochotę wybiec z domu, uciec gdzieś i móc krzyczeć z radości. Bo tłumie w sobie krzyki, a burza to dla mnie niejaki zew wolności...
Wybiegłam na chodnik i zmuszając ludzi do schodzenia mi z drobi biegłam na dworzec główny. Zbyt dużego odcinka nie przebiegłam-dzięki moja kondycjo i masakrujący głowę bólu- ale udało mi się dostać na przystanek autobusowy. W autobusie mimo wczesnej godziny ścisk jak zwykle jakimś cudem udało mi się usiąść.
W milczeniu-bo niby do kogo miała bym się tam odezwać-dojechałam na dworzec główny. Zatrzymałam się przy pomniku „wiernego psa”. Cudna historia szkoda, że ze smutnym końcem.
Hachikō codziennie odprowadzał swojego pana, gdy ten wychodził do pracy i czekał na niego wieczorami na pobliskiej stacji. Pewnego dnia właściciel psa zmarł nagle w miejscu pracy. Hachikō nadal codziennie czekał na niego na stacji, pojawiając się tam przed przyjazdem wieczornego pociągu przez następne 10 lat. Dzięki oddaniu, jakie Hachikō okazywał swojemu zmarłemu panu, nadano mu przydomek "wiernego psa”. Szkoda, że psy mają w sobie więcej wiary w ludzi niż zdrowego rozsądku, ale co poradzisz nadzieja umiera ostatnia.
-No nareszcie jesteś.-głos Ines wyrwał mnie z zamyślenia-choć szybko pod dach bo do reszty przemokniesz.
-Cześć Ines. Długo na mnie czekałaś? Za ile mamy pociąg?-spylałam idąc stronę mojej przyjaciółki
-Za chwile o ile burza go niepóźni.-odezwała się siedząca na jednym w wielu siedzeń dla pasażerów oczekujących na pociąg Kelly strzepując krople deszczu ze swojego plecaka.
-Nie czekałam długo, ale jeszcze chwila i była byś spóźniona.-odparła Ines.
-Dobra pogadacie sobie w przedziale.-warknęła Kelly ruszając swoje cztery litery z siedziska i ruszając w stronę właściwego (mam nadzieje) peronu.
-Może trochę grzeczniej co?-zasugerowałam ruszając za nią.
-Nie będę cię uświadamiać co się działo kiedy ostatnio ktoś zwracał mi uwagę w ten sposób.-odparła nawet się do mnie nie odwracając. Spiorunowałam wzrokiem jej plecy i wściekłam po raz kolejny. Jaka ona jest szczupła.
-Jak tam głowa?- spytała mary spychając moje myśli na inny tor.
-Boli jak diabli, a co aż tak bardzo widać, że jestem na kacu?
-Nie po prostu dobrze cię znam. W końcu szlajamy się po tym świecie razem już jakiś czas.
-Pięć lat.
Wsiadłyśmy do pociągu na cale szczęście znalazłyśmy pusty przedział, a właściwie Kelly znalazła. Cały czas szła parę kroków przed nami na tyle daleko, żeby nie mogła usłyszeć  naszej rozmowy. W ogóle zachowywała się inaczej niż zwykle. Nie żeby przeszkadzał mi brak normalnej - czyli wnerwiającej do granic możliwości – Kelly, po prostu tym razem chce załatwić bez żadnych niespodzianek.
Głowa zakuła mnie niemiłosiernie oparłam się więc wygodnie o ramie Ines i przymknęłam oczy. Deszcz bębniący o szybę i szum pociągu sunącego po szynach stopniowo mnie uśpił.






Ryuga: HAAAANNNIIIIIAAAAAAA!!!!!!!
Ja: Phahahahahahah zaraz zginę hahahahah!!!! *próbuje się wyczołgać z pokoju tarzając ze śmiechu*


Rozdział 56 za nami. Powiem wam tak bardzo się ciesze, że dodaje ten rozdział bo jak widzę mój ostatni post to mi się chce rzygać.  Kiedy to pisałam wydawało i się, że jest nawet śmieszne, ale teraz jak na to patrze, aż mnie nosi, żeby to usnąć. Przepraszam, że musieliście  to czytać. Dobra dosyć tej samokrytyki bo w depresje wpadnę. Ryż  preparowany jest uzależniający, Kelly nie jest sobą, a Mary ma kaca. Wszystko jest na dobrej drodze, a właściwie dobrych torach   *ta bum tssy* taki suchar.
Mam nadzieje, ze nie umrzecie beze mnie z nudów. Bo jak wiecie albo nie wyjeżdżam na wakacje w góry i nie będzie mnie w internetach, ale spokojnie zabieram ze sobą laptop wiec jak tylko będę miała czas spróbuje coś napisać, a tak z innej beczki wiecie co jest dla mnie dziwne jak nie wiem co? System dodawania do obserwujących. człowiek naciska ten przycisk "dołącz do tej witryny",a tu wyskakuje takie male okienko myśli człowiek, że reklama to wyłącza i dalej ma problem. Ja trzy razy wyłączyłam to okienko zanim się zorientowałam, że tam trzeba wybrać z jakiej witryny chcesz się zalogować. Głupia jestem co nie? (Jak powiecie tak zabije :))
No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

Ps. Tutaj link    do świetnego amv przy którym pisałam ten rozdział. Polecam ^^

*marynowane bardzo słone śliwki. Łagodzą skutki picia u Japończyków.