niedziela, 26 listopada 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.15)

Rozdział 15

Kelly

Tak w ramach podsumowania wydarzeń wczorajszego dnia i nocy na ciele znalazłam tylko jednego siniaka, którego powstania nie mogę z niczym kojarzyć nerki raczej też są na miejscu no chyba, że ktoś mądry wymyślił sposób jak je wyciągnąć bez robienia dziury w plecach.  Wychodzi, więc na to, że nic mi nie jest. Dokładnie tak. Nic mi nie jest.
Odetchnęłam głęboko, po czym zdjęłam gwiżdżący czajnik z gazu i zalałam wrzątkiem zawartość kuków. Ciepła wilgotna chmura pary uderzyła w moją twarz.
-Obiad na stole!- Zawołałam stawiając kubki obok misek z zupą kupioną w knajpie po drugiej stronie ulicy.  Muszę przyznać, że gdyby nie oni jechałabym non stop na tostach z serem i płatkach zbożowych.
Ryuga nie odpowiedział na moje wołanie. Pewnie dalej spał w sumie nic dziwnego całą noc nie zmrużył oka.  Musiał pilnować, żebym gdzieś nie polazła… znowu. Następnym razem po prostu się do czegoś przywiąże.  
Sprawdziłam jak ma się ryż i ryba, którą miałam tylko podgrzać, a tego nawet ja nie powinnam spieprzyć, po czym wzięłam do ręki kubek Kishatu i chciałam zanieść go do jego pokoju, ale wtedy niemalże wpadłam na niego w progu kuchni. Wyglądało na to, że stal tam już dłuższa chwilę.
-O jednak wstałeś. – Powiedziałam podając mu kawę.
Upił łyk poczym usiadł przy kuchennym stole.
 Musimy w końcu do kupić ten do salonu. Chyba dzisiaj się przejdę do meblowego. – Pomyślałam siadając po drugiej stronie stołu i tak jak on zajęłam się śniadaniem.  
-Rozmawiałem wczoraj z Kelsi.- Powiedział, kiedy byłam w połowie miski, przez co o mały włos nie zakrztusiłam się zupą.
 Czemu? Przecież on się z ludźmi komunikuje w ostateczności i jak już to tylko na arenie.-Myślałam gorączkowo.  
-No i?- Spytałam spokojnie, ale po samej minie Ryugi wiedziałam, że stoję na przegranej pozycji bez względu na to, co mu powiedziała, albo i nie powiedziała.
-Masz mi coś do powiedzenia?- Zapytał.
-Nic ponad to, co wiesz. –Odparłam kończąc zupę.
-Której części ‘’muszę to zrobić ‘’ nie rozumiesz?
-Całej. - Wypaliłam.-  Dlaczego my, czemu akurat teraz nie możemy zaczekać, albo w ogóle odpuścić?
-Odpuścić? Widziałaś, co zrobił Doji. Chcesz, żeby to się znowu powtórzyło?
-Doji to już historia.  Gryzie piach zajęłam się tym. Ile jeszcze będziemy jeszcze w tym gnić!?
-Więc to o to chodzi. Masz po prostu dosyć.  
-Dobrze wiesz, że to nie tak. – Oburzyłam się.
-A mi się właśnie wydaje, że jest dokładnie tak. – Podniósł głos.-  Nikt cie za mną na siłę nie ciągnie! Nie potrzebuje twojej litości! Nie potrzebuje jej! Rozumiesz!? Twoich obaw, ani twojego wahania!  Muszę to zrobić i zrobię to bez względu na to czy ci się to podoba czy nie!
-Jasne! Wrzeszcz, krzycz, a potem i tak zrób, co chcesz!  Jak zawsze!? Jeszcze tego pożałujesz! Obiecuje ci to!
-Czego ja się spodziewałem!? Nie jesteś bleyderką ty nigdy tego nie zrozumiesz!- Powiedział "to"...On znowu "to" powiedział, a mnie zalała fala zimnej obojętności na pieprzone wszystko.
-Wiesz, co? Chrzań się. Ty, Drago i cały ten plan. -Zgarnęłam z wieszaka kurtkę.- A i jeszcze jedno od półtora roku trenuje beyblade, ale co cię to obchodzi? -Uśmiechnęłam się słodko i wyszłam trzaskając drzwiami.
***
-Jak to nie ma cie w kraju?- Spytałam stając jak wryta na środku chodnika. 
-Znowu się zaczyna.- Westchnęła Kelsi. – Pojechałam sprawdzić towar wracam w tym tygodniu. Twoja kolej. Co się stało?
-Ty mi powiedz.- Sarknęłam.
-Że, co proszę?- Zdziwiła się
-Wygadałaś się Ryudze. – Prawie krzyknęłam do telefonu.  Ludzie, którzy mijali mnie na ulicy zaczęli rzucać mi dziwne spojrzenia wiec postanowiłam się stamtąd zabrać.
- Jeśli już ktoś się wygadał to ty, Blue.  Każdy z Dark Nebuli wie, że nie jesteś w stanie go okłamać. Nawet, jeśli przytomna trzymałaś język za zębami to wystarczyłoby, że zapytał cie podczas twojego wczorajszego afk’u i już po tajemnicy.  A propos podziękuj Mary, masz, za co.
-Wiem.- Prychnęłam ze złością.
-No to nie marudź tylko weź się w garść. Zresztą obie wiemy jak to się skończy.
-Niby jak?
-Wrócisz do niego i oboje będziecie udawać, że nic się nie...- Rozłączyłam się. Tak po prostu.  Najzwyczajniej w świecie miałam dosyć słuchania jej. Nie wiem, co mnie bardziej irytowało to, co mówiła czy to, że miała racje. Najchętniej bym coś wtedy rozniosła zamiast tego przywołałam na usta najpiękniejszy w świecie uśmiech i ruszyłam się wsiąść się w garść.
Zapukałam do drzwi.
-Hej Tsu! Ines w domu?
-Tak się składa, że wyszła.- Odparł zapraszają mnie do środka.
-Masz gości?- Spytałam słysząc głosy dobiegające z salonu.
-Kilku znajomych wpadło obejrzeć mecz.- Jeżeli w salonie nie siedzą smutni panowie w garniturach to nie będzie najgorzej.
 Weszłam do pokoju. Wielka plazma, na której komentatorzy spekulowali jak przebiegnie bitwa drużynowa była kompletnie ignorowana przez towarzystwo składające się z obcego im gościa, który zdaje się opowiadał jak pewnego razu zatrzymały go gliny, jego dziewczyny, która przyszła się upewnić, że jej chłopak na pewno przyszedł tu obejrzeć grę, jakiegoś typka, którego już kiedyś widziałam, ale nie wiem gdzie i Tatagamiego Kyoy. No tego to ja się nie spodziewałam.
Nie chcąc przerywać opowieści w sądząc po przejęciu na twarzy mówcy najlepszym momencie zajęłam wolne miejsce tak się składa, że wypadło ono koło nieznajomej dziewczyny.
-Xianmei.- Powiedziała do mnie szeptem uśmiechając się. – A tamten idiota to mój narzeczony.- Czytaj nie ruszaj, bo odgryzę ręce, a jak będziesz patrzeć za długo to wydłubię ci oczy.  Nie przesadzam nawet nie powiedziała jak się nazywa tylko, że jest jej.
-Hawana Kelly.- Odparłam również się uśmiechając.    
-Nie spotkałyśmy się wcześniej, bo wydaje mi się, że gdzieś już cie widziałam? – To pewnie dla tego, że jestem socjopatą z długą historią przemocy.
-Nie, raczej nie.  
-Skąd znasz Tsubase?-  Panie i panowie jestem przesłuchiwana. W ten dziwny sposób ludzi normalnych.  No nic trzeba będzie się z tego wywinąć.    
-Ty wiesz, że nie pamiętam. Tsubasa skąd my się znamy? – Odbiłam pytanie do kogoś, kto lepiej ogarniał, co komu można tu powiedzieć.
-Z twojej pierwszej pracy.-Odparł podając mi butelkę piwa.
-No tak. Szmat czasu.
***
O dziwo było całkiem porządku. Bey bitwa okazała się meczem towarzyskim między drużyną, Chandora, a reprezentacją Hinduską niestety wyniku nie poznałam, ponieważ w połowie pojedynku adiutantów telefon Tsubasy zadzwonił, przez co musiał wyjść do kuchni, a skoro on musiał to ja też.
 -O, co chodziło?- Spytałam stając w drzwiach i opierając się o framugę.- Powiesz czy to ściśle tajne łamane przez nie wiem.
-Jeden z agentów ma dla mnie ważny raport, o którym nie...
-...Mógł powiedzieć, bo wielki brat patrzy i słucha.-Dokończyłam za niego.
Niewielu jest ludzi, którzy potrafią się do mnie zakraść, a Kyoya do nich nie należy. Dokładnie wiedziałam, kiedy podniósł się z kanapy i poszedł za mną, a jego głos tylko mnie upewnił, co do moich zdolności.
-Wychodzisz. - Stwierdził nie zapytał.
-Muszę. Proszę odprowadź Kelly. - Nie potrzebuje odprowadzania.
 Nie no Yoyo się raczej nie zgodzi. Czy on poszedł się ubrać?...On poszedł się ubrać... No kurwa nie wierzę. Buty też mi zawiążę?
-Ubieraj się.-Powiedział, kiedy poszłam za nim do ganku.
-Ty serio?- Spytałam stając na nim i patrząc z góry jak wiąże sznurówki.
-A wyglądam jakbym żartował?- Nie miałam przygotowanej sensownej odpowiedzi. Te bezsensowne też nie przychodziły mi do głowy, więc po prostu zrobiłam, co mi kazał. Bo w sumie, czemu nie? Yoyo jest raczej na tyle rozgarnięty, żeby nie dopuścić do tego bym gdzieś sobie zalunatykowała odwiezie mnie do mieszkania tam przywiążę się do kanapy i będzie cacy. Co może pójść nie tak? Najwyższej Ryuga zobaczy, że Tategami dostarczają mnie do domu drugą noc z rzędu, ale kogo to obchodzi?      
-To nie są żadne łzy. Nie daj się oszukać. Jestem twarda jak stal. Zejdź mi z drogi.- Nuciłam pod nosem, gdy jechaliśmy na dół windą.
-Przestań. To irytujące. –Przestałam, a zamiast tego zaczęłam bezsensownie przenosić ciężar ciała z palców na piety i z powrotem na palce.
-Toooo jak było na randce?- Zdziwił się.- Bo byłeś wczoraj na randce prawda?
-To nie była randka.
-Czyli jednak poszedłeś po części.- Stwierdziłam dumna z mojej dedukcji.
-Nie byłem po żadne części.- Oświadczył dobitnym tonem spoglądając na mnie z góry.
-No to gdzie?- Spytałam podnosząc głowę i uśmiechając się dziecinnie.
-Na stadionie. Trenowałem. - To tylko połowa prawdy, ale niech mu już będzie.
Przeglądając się w lustrze, które zastępowało jedną ze ścian windy dostrzegłam, że z pod mojej pomponiastej rażąco pomarańczowej czapki wystaje grzywka i pół kucyka. Szybko wepchnęłam je z powrotem, ale i tak nie umknęło to uwadze Yoyo.
-Z, czego się cieszysz? To instynkt z nimi się nie walczy i kto jak to, ale ty powinieneś o tym wiedzieć.
-Zawsze go słuchasz?
-Zależy od sytuacji. W sensie, którego słucham.
-Wiesz, że to brzmi jakbyś słyszała głosy?
-Tak jakby to bardzo popsuło mój wizerunek.
Wyszliśmy z windy i w milczeniu przeszliśmy hol., Yoyo ewidentnie nad czymś myślał widać to było po zmarszczce, jaka pojawiła się pomiędzy jego brwiami.
-Dobra. Dosyć tego.-O. Chyba jednak nic nie wymyślił.- Gadaj, co jest grane?
-Ale, w jakim sensie?- Spytałam idąc dalej nie bardzo kojarząc właściwie, dokąd.
-Nie udawaj głupiej. Kombinujesz coś.- Chłopak wyprzedził mnie i znaczą prowadzić gdzieś w głąb ogromnego parkingu.
-Niby, co i dlaczego?- Z uśmiechem na ustach skakałam po śladach, jakie Kyoya zostawił za sobą.
-Diabli wiedzą. Morderstwo chociażby z nudów.
-Wyglądam na znudzoną?- Tategami odwrócił się gwałtownie akurat żeby zobaczyć jak balansuje na jednej nodze.
-Wyglądasz… normalnie, ale jesteś tak sztucznie miła...Jakbyś prowadziła mnie w pułapkę.
-Jak ci nie pasuje moje towarzystwo to wsiadaj na tego swojego metalowego rumaka i patatajaj w stronę zachodzącego bilbordu. Nie zakabluje o tym Tsubasie.
-Jak cię zostawię to coś zbroisz.-  Przynajmniej nie powiedział, że nie trafie sama do domu.
-Proszę proszę. Tategami obrońca niewinnych. Kiedy ci się tak odmieniło?
-Skończ.- Uśmiechnęłam się zadowolona.
-Nie ja to zaczęłam.- Po twarzy Yoyo przebiegł cień.
 Nachylił się tak, blisko, że czułam na skórze jego ciepły oddech i szepną:
-Mamy ogon.  – Dwa słowa, a jak mnie nakręciły.  
-Ilu?- Spytałam również szeptem przysuwając usta do jego ucha.
-Nie widzę.- Spojrzał na nie i skrzywił się.-Przestań się tak cieszyć.
-Ja się wcale nie cieszę.
-Jasne. – Odepchną mnie gwałtownie. W samą porę, bo dosłownie sekundę później w miejsce przed chwilą stałam grzmotnęły dwa ostrza. Typ w czarnym kimonie nie czekał, aż zdążę sobie przyswoić resztę naszej sytuacji i zakatował znowu. Tym razem precyzyjniej. Jedno z ostrzy pomnego w kierunku mojego lewego boku natomiast drugie sunęło w kierunku mojej czaszki od prawej. Błyskawicznie zeszłam do parteru przeturlałam się na śniegu siła rozpędu wybiła mnie z powrotem na nogi.  Niestety czapka nie miała tyle szczęścia. Mój pompon rozsypany na części zdobił teraz ubity śnieg.
Sukinkot szybki jest.- Pomyślałam. - I brzydki jak noc.-Dodałam po chwili szybko oglądając jego maskę i sięgając po kuczer. Niestety go ta nie było. No po prostu super.
No dobra. On ma broń. Broń. On ma jakieś pieprzone miecze! Walka w ręcz nie wchodzi w grę chyba,  że chcę stracić palce. A co ja mam? Buty mam.  Podeszwa powinna wytrzymać cieńcie. Nie zasłoni za to ciała chyba, że uderze z wysoka.
Pająk ruszył na mnie po raz kolejny nie czkając, aż zakatuje wskoczyłam na maskę samochodu, w którym natychmiast uruchomił się alarm wbiegłam an jego dach poczym zeskoczyłam prosto na mojego przeciwnika solidnie kopiąc go przy tym w głowę, po czym wylądowałam tuż za nim. By nie tracić na rozpędzie wymierzyłam kolejny cios odbił go i natychmiast zadał swój.
Dosięgną mnie rękojeścią ostrza. Pojedynczy cios wypchną z moich płuc całe powietrze. Przed oczami pojawiły mi się mroczki. Tylko nie teraz do kurwy nędzy. Zatoczyłam się, a wtedy pająk hukną przede mną twarzą w śnieg. Z tyłu jego głowy wypływała bordowa posoka.
-Kelly kurwa mać, co z tobą!?- Yoyo rykną łapiąc mnie za ramię i ściekając je boleśnie.
Za plecami chłopaka Lione stworzył ogromne tornado, które porywało w powietrze wszystko wokół poza pająkami, którzy powoli, ale nieubłaganie szli prosto na nas.  
-Nie damy rady.- Szepnęłam.
-Schowaj się.
-To nie są Bleyderzy.  Nie jestem pewna czy to w ogóle ludzie.
-Powiedziałem, że masz się schować.- Warknął wpychają mnie za siebie.
-Kyoya ja umieram…


Rozdział 15 za nami. Przepraszam, ze dodaje go tak późno. W pierwszym założeniu miał być dużo dłuższy i poruszać zdecydowanie więcej wątków, ale stwierdziłam, że będzie lepiej jak wam to trochę podzielę.
Kelly: I zrobisz takie polsatowe zakończenie.
Ja: Polsatowe zakończenia są najlepsze.  :)
Kelly: jak ja cie czasami nienawidzę to ty nawet nie masz pojęcia.
Ja: A ja cie kocham.
Ines: A to znaczy, ze masz przegwizdane.
Ja: Hyhy. 
Żeby opisać ten rozdział wystarczy powiedzieć problemy w raju, Kelsi dalej poza zasięgiem, życie osobiste Tsubasy i atak pająków vol. 2....A co u was?
Także ja się z wami żegnam. 
Do następnego posta 
Hania. 

poniedziałek, 9 października 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.14)

Rozdział  14

Mary

Może coś z tego jeszcze będzie.- Myślałam jadąc ulicami miasta. Mimo obolałych od strzelania rąk byłam w świetnym nastroju. Do tego stopnia świetnym, że postanowiłam urządzić sobie małą przejażdżkę tu i tam.- WBBA co prawda zaczęło fatalnie, ale teraz wszystko zaczyna się powoli układać. Może to było tylko swego rodzaju kocenie czy coś. Takie męczenie nowego. Chociaż nie licząc tego występu na samym początku Bastien zachowywał się w porządku.
Zatrzymałam się na światłach i poparłam nogę o pokrytą błotnistym śniegiem jezdnie. Z braku lepszego zajęcia zaczęłam patrzeć na budynki stojące przy ulicach. Zmierzyłam wzrokiem wszystkie okna, gdy nagle na schodach przeciw pożarowych zobaczyłam scenkę rodem z Szekspira. Rudowłosa "Julia" wychylając się przez okno patrzyła jak jej "Romeo" wymyka się w środku nocy by nikt nie do wiedział się o ich miło...Czy to jest Alex!?
Ignorując trąbiące na mnie samochody wjechałam na chodnik akurat by zdążyć zobaczyć jak ląduje na klapie od kontenera na śmieci.
Zadowolony szatyn pomachał do wyglądającej przez okno rudej dziewczyny, a gdy ta zniknęła za zasłonami odwrócił się i staną ze mną oko w oko.
-O. Witaj Mary.- Przywitał się uśmiechając się samymi ustami i zeskakując na ziemię.
Skurwy...chuj.
-Co to ma być?- Spytałam siląc się na spokój.
-A, na co ci to wygląda?- Zapytał rozkładając ręce i rozglądając się dokoła.  
-Na to, że bardzo ci zależy, żeby mnie wkurwić.
-Wierz mi mam ciekawsze zajęcia. Na przykład teraz mam wolne i mogę robić, co mi się żywnie podoba.
-Przeginasz się pałę. Zabroniłam ci…
-Zabroniłaś mi, co? Żyć!? I co teraz zabijesz mnie?
-Nie. –Odparłam.-Tylko i wyłącznie, dlatego, że Alex by tego nie chciał. - Zaśmiał się, ale w jego oczach błysnęło coś dziwnego. Naprawdę przypominał wtedy swojego brata psychopate.
-Nie udawaj człowieka, dobrze? Przynajmniej tyle.-Warkną.
- No tak.- Gdzieś za moimi plecami rozległ się głos Kelly.- Bo ty na pewno wiesz najlepiej, co każdy powinien robić i kim być.- Szła w naszą stronę luźnym krokiem z tym swoim irytującym uśmieszkiem na twarzy.
-Nie wtrącaj się Hawana to nie twój interes.-Syknęłam ostro.
-Nie uważasz, że na nie trącanie się jest już trochę za późno? –Odparła spokojnie.
-Jesteś żałosna.- Zaśmiał się.- Naprawdę myślisz, że ją w ogóle obejdzie to, że próbujesz jej pomóc? Co najwyżej się na ciebie wścieknie? O ile już tego nie zrobiła.
-Dał byś spokój, Hyde. Mścisz się na niej za coś, co zrobiło dziecko.
-Usprawiedliwiasz ją czy siebie?- Zapytał splatając ręce na piersi. Jedna z jego dłoni była zabandażowana.
Co mu się stało? Czy on mu coś zrobił?- To była moja pierwsza myśl. 
-Próbuję przemówić ci do rozsądku.-Jej ton zmienił się…był jakby cięższy. - Niestety zapomniałam, że nie jesteś niczym więcej jak chorobą. Więc może.-Urwała na chwilę i uśmiechnęła się naprawdę paskudnie.- Nie udawaj człowieka, dobrze? Przynajmniej tyle.
-Hah.- Znów się zaśmiał.- Obracanie kota ogonem zawsze było twoją mocna stroną.
-Zgadnij, kto mnie tego nauczył.- Prychnęła i na tym to starcie się zakończyło
-Nie powinnaś się wtrącać.- Burknęłam, kiedy Alex opuścił nas z uniesiona głową.  
 -Pewnie tak.-Wzruszyła ramionami.
- Mniejsza... Cześć.-Rzuciłam wsiadając z powrotem na motor.
-Cześć.- Odparła, ale żadna z nas się nie ruszyła.
-Yyy… podwieś cie?- Spytałam.
-Nie trzeba. Czekam na kogoś.- Uśmiechnęła się rozanielona.
 Czekaj ja już widziałam u niej taka minę.  Czy ta kretynka lunatykuje tak na środku ulicy? Obudzić ją? Nie lunatyków się nie budzi, ale zostawić jej też nie mogę. Dzwonić do Kelsi? W sumie się znają. Pewnie będzie wiedzieć, co z tym fantem zrobić.
Wyciągnęłam telefon i szybko wybrałam numer.
-Co tam?- Odezwała się w pełni przytomna hakerka.
-Hawana, lunatykuje po mieście wyjdź z jaskini i coś z tym zrób.
-Nie da rady.
- Co nie da rady? Jak nie da rady?- Oburzyłam się.- Bierz dupe w…
- Jestem w Stanach.-Przerwa mi spokojnie.
-To, co ja mam teraz zrobić?
-Posiedź z nią chwilę. Zaraz zadzwonię do Ryugi to ją sobie odbierze.-Po moim trupie.
-Nie. Podaj mi ich adres, odwiozę ją.
-Dobra. Zaplanuje ci nawet trasę.- Rozłączyłam się.-  Słuchaj Hawana p... Czy ty liczysz palce?- Niebiesko włosa podniosła na mnie zdezorientowany wzrok.
-Weź mnie podrzuć do domu.-Poprosiła.
-Yyyyyy spoko.
***
-Więc mówiłeś, że jak powstrzymuje się tych strażników?- zaczęłam z grubej rury.  Bo, po co czekać?
Fenrir patrzył na mnie z góry w milczeniu dłuższą chwilę.  Trzymając głowę wysoko zadartą zniosłam jego spojrzenie.    
-Nie nadajesz się.  Wyśpij się i wróć rano. –Powiedział, po czym podniósł się na cztery łapy i obrócił tak jakby chciał mnie tam zostawić.
-Wyśpię się jak będę w grobie.- Warknęłam.- Mam jakąś moc chce umieć z niej korzystać.
-Rozkazałem ci wrócić rano.- Jego dudniący głos przybrał groźną nutę.-Nie zmuszaj mnie bym cie odesłał.
-Chyba będziesz musiał, bo ja nigdzie się stąd nie ruszam. - Z gardła Fenrira wydobyło się głębokie warknięcie gwałtownie się obrócił i skoczył na mnie. Jego ogromne jak drewniane bale łapy walnęły w ziemię, a pęd powietrza sprawił, że wylądowałam plackiem w runie leśnym.
Ogromny łeb wilka zwisał nade mną groźnie obnażając kły.
-Jesteś słaba!- Ryknął.- Nie masz najmniejszego pojęcia, co dzieje się w twoim świece, a chcesz walczyć w tym!? Twoje osłabione ciało pozostawione samemu sobie może w każdej chwili stać się karmą dla pierwszego lepszego świństwa, jakie się nawinie…, Dlatego nie piszcz jak szczeniak tylko wykonuj rozkazy alfy.- Warkną na koniec, po czym oślepiło mnie jasne światło i znalazłam się z powrotem w moim pokoju.
Chciałam wrzeszczeć i to tak na całe gardło, aż do zdarcia strun. Chciałam czuć jak krew napływa mi do twarzy jak na mojej szyi pojawiają się żyły jak dzwoni mi w uszach.
Chciałam... I nie mogłam. Po prostu nie byłam w stanie. Taka wewnętrzna blokada. Mimo, że w środku, aż gotowałam się z nerwów nie miałam jak tego z siebie uwolnić.
Gruchnęłam ciężko na łóżko. Prosto w stertę papierów, książek i kabli.
-Kurwa.- Sapnęłam wyszarpując książkę z pod głowy i ciskając nią o ścianę.
 Wykonuj rozkazy alfy. Skoro on jest alfą, czyli mnie ma pewnie za omegę, albo gorzej za szczenię, jeżeli w ogóle jestem częścią watahy. Dlaczego nie pozwolił mi trenować czegokolwiek? Albo po prostu tam z nim posiedzieć.  Bo jeśli mnie tam nie chce to, czemu zemną rozmawia.
Może nie ma innego wyboru. –Prześlizgnęło mi się przez myśl zostawiając po sobie nieprzyjemne przeczucie, że jest prawdziwe.
Gdy zasypiałam zdawało mi się, że słyszę kobiecy głos śpiewający fragment pieśni, którą nie tak dawno znalazłam w jednej z leżących gdzieś na stercie w salonie książek. Znałam am jej treść, ale tym razem wydawała m się dziwnie bliższa niż wcześniej.
Tam widzę rzekę, pod prąd żmudnie brodzą
Krzywoprzysiężcy i mordercy-wilki;
Tam ssie Nidhög umarłych ciała,
Wilk rozrywa ludzi: wiecież teraz, czy nie?
W żelaznym lesie na wschodzie stara siedzi,
Rodzi tam pomiot Fenrirowi,
A z nich wszystkich najokrutniejszym jest
Pożerca słońca w postaci Wilka-Olbrzyma.
Ciałami umierających zaspokaja głód,
Siedziby bogów zbluzgał krwią.
Słońce czernieje, a późniejsze lato
Pełne jest klęsk; wiecież teraz, czy nie?

Ines

Nigdy przenigdy nie kładzie się spać wcześniej. Kiedy mózg mający energie zostaje odcięty od bodźców wzrokowych zaczyna skupiać się na czymś innym na przykład analizowaniu zebranych informacji wymyślaniu scenariuszy zdarzeń, które nigdy nie nastąpią oraz tworzeniu problemów tam gdzie ich nie ma, apotem kończycie na kanapie w wyciągniętych legginsach oglądając o czwartej nad ranem film przyrodniczy o ćmach? Które są tępe?
Leżący na stoliku przede mną telefon zabrzęczał.
Nieodebrane połączenie od: Alex? Niby, kiedy?
Nie zastanawiając się długo oddzwoniłam.
-Halo?- W słuchawce rozległ się zaspany głos Alex'a.
-Dzwoniłeś?- Zapytałam
-Cooo?- Ziewnął.- Nieee. No chyba, że...- Usłyszałam szelest pościeli.- Przepraszam. Musiałem zasnąć z telefonem w ręku i przez sen coś nacisnąć.
-O.-Brawo Ines.- W takim razie sorki, że cie obudziłam.- Powiedziałam i już chciałam się rozłączyć, ale głos Blanc’a mnie powstrzymał.
-Nic nie szkodzi. I tak niedługo miałem wstawać.
-Tak wcześnie? Po co?- Zdziwiłam się.
-Le- odkaszlną. -Tak już się przyzwyczaiłem wstawać do pracy.
-Nie przeszkadzam ci?- Poczułam się dziwnie. W tej sytuacji było coś nienaturalnego.
-Nie, ani trochę.-Zachichotał nerwowo.- Przez tamten mały wypadek przez jakiś czas nie mogę się zbliżać do zwierząt z lecznicy.
-Ale to jakiś zakaz z góry czy twój wybór?
-Zakaz. Chcą być pewni, że nie zarażę zwierząt.
-To trochę nie fajnie mimo wszystko.
-Trochę bardzo, ale to nic. Za tydzień góra dwa wszystko wróci do normy.
-No to okej...Znasz może jakiś fajny film, bo zaczęłam oglądać coś o ćmach, ale szczerze mówiąc nie jest zbyt ciekawy.
-Hym. Nic nie przychodzi mi do głowy. Na jakim kanale oglądasz to o ćmach?- Usłyszałam szum telewizora w tle.
-Na Animal planet… Tylko mi nie mów, że będziesz to teraz oglądać.
-Czemu nie?  I tak raczej już nie zasnę. –Uśmiechnęłam się.
Przez jakiś czas po prostu leżałam na kanapie z telefonem położonym na uchu tępo gapiąc się w telewizor.
-Ines.
-Hym?- Mruknęłam przytrzymując komórkę dłonią. 
-Czy coś jest nie tak?- Zapytał, a w jego głosie słychać było zaniepokojenie.
-Nie, nie wydaje mi się…, Czemu pytasz?
-Po prostu rzadko, kiedy ludzie oglądają filmy o ćmach o czwartej nad ranem bez powodu.
-Touche.- Zaśmiał się cicho.- Chyba po prostu jestem zbyt zmęczona, żeby zasnąć.
-Znam to. I wesz, co chyba wiem, co może pomóc ci zasnąć.- Dziwne. Mogłabym przysiądź, że już kiedyś to słyszałam. A no tak.
***
Patrzyłam na gładkie spokojne rysy twarzy Tsubasy, jego mały nos, lekki senny uśmiech i te zmęczone miodowe oczy. Leżeliśmy razem na łóżku na tyle daleko byśmy mogli widzieć to drugie i na tyle bisko by móc trzymać się za ręce. Było już późno, ale o ironio pomimo zmęczenia nie byłam wstanie zasnąć.
-Denerwujesz się jutrzejszą premierą?- Zapytał odgarniając z mojego czoła zaplątany kosmyk włosów.
-Nie bardzo.- Po jego oczach poznałam, że mi nie uwierzył, ale nic na ten temat nie powiedział.
-Jesteś spięta. –Wzruszyłam ramionami i przez chwile oboje milczeliśmy-Chyba wiem, co może pomóc ci zasnąć. Obróć się i zamknij oczy.-Poprosił, a gdy to zrobiłam przysuną się do mnie i zaczął delikatnie wodzi palcami zaczynając od mojego ramienia, a na wewnętrznej stronie dłoni kończąc i tak w kółko.
Czułam jak po mojej ręce rozchodzi się przyjemne ciepłe mrowienie.
-Nie nuży cie to?- Spytałam po dłuższej chwili.
-Nie.-Odparł dalej głaskając mnie delikatnie.- To mnie uspokaja.
-Tak jakbyś tego potrzebował.- Ziewnęłam sennie wtulając się w poduszkę.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo.-Westchną, a w następnej sekundzie już spałam.
***
 -Zamieniam się w słuch.
-Na początek wyłącz telewizor…
-Teraz? Zaczęło się robić ciekawie.-Oczami wyobraźni widziałam jak kręci głową.-No już.
-Połóż się wygodnie i zamknij oczy.   
-Teraz policz w myślach do 4 i wydychaj przy tym powietrze przez nos.- Starając się nie dmuchać przy tym w "słuchawkę" zrobiłam, o co prosił.  Wydaje mi się, że on też liczył, bo dokładnie czterech sekundach powiedział.- A teraz wstrzymaj oddech.
-Ta twoja metoda ma mnie uśpić czy udusić?
-Człowiek nie jest wstanie wstrzymać oddechu do tego stopnia by się udusić. Po utracie przytomności organizm sam zacząłby oddychać.
-Czyli chcesz, żebym straciła przytomność?
-Nie...Ja nie...Ja wcale.- Zdusiłam śmiech poduszką.
-Spokojnie. Tylko sobie z tobą pogrywam.-Słyszałam jak wzdycha.
-Przepraszam...Jestem trochę przewrażliwiony.
-Taki już twój urok.- Przyznałam, na co on się roześmiał.
-I się tak oto od ciem poprzez słaby sposób na samobójstwo przeszliśmy do mojego wątpliwego uroku.-Podsumował.
-O tej godzinie żadna rozmowa nie może być normalna.

Rozdział 14 za nami, a ja przesyłam pozdrowienia z pokoju numer 13. :) Od miesiąca mieszkam w bursie (to coś jak akademik) i uczęszczam do szkoły po licealnej techniki dentystyki :) I sama w to nie wierze, ale podoba mi się tam.
Kelly;* Prycha na mnie siedząc w kącie*
Kelsi: *polewa minę woda z pistoletu trzymając w drugiej ręce krzyż*
 Ja: No tak, a wracając do rozdziału. Chciała bym podziękować mojej Ines bo bez niej  ten (pełen Alex'a) rozdział nigdy by się nie ukazał. Jaką blokadę załapałam pisząc go to wy nawet nie macie pojęcia, ale miejmy nadzieje, że już po wszystkim.
Sporą część następnego rozdziału ma juz napisaną więc...
Ryuga: Nie.
Ja: Ale...
Ryuga: Nie.
Ja:...
Ryuga: Jak to powiesz to znowu nic nie napiszesz przez dwa miesiące, albo gorzej.
Ja; Nie wiedziałam, ze jesteś taki przesądny.
Ryuga: To doświadczenie. 
Ja: ...Pewnie masz racje. No  to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta
Hania.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.13)

 Rozdział 13

Mary

-Naucz mnie strzelać. - Papieros wpadł z rozchylonych ze zdziwienia ust Bastiena i wpadł do kubka z kawą.
-Mince!- Zakrzyknął wsadzając palce do gorącej kawy, co okazało się nie najlepszym pomysłem.
-No to jak będzie?- Spytałam splatając ręce na piersiach.
-A ty nie jesteś przypadkiem bleyderką?- Zdziwił się machając poparzoną dłonią.
-W WBBA nie można umieć dwóch rzeczy na raz?
-Można wystarczy spojrzeć na Midori. Zastanawiam się tylko, dlaczego chwilę po akcji zamiast...A no tak, bo ty nowa jesteś.- Patrzył na mnie przez chwilę nic nie mówiąc.- Zaraz …To była...-Zaczął, ale nie skończył.- Słonko załatw mi proszę wolną strzelnice.-Zawołał do przechodzącej obok kobiety.- A ty idziesz ze mną.- Uśmiechnął się wyciągając kolejnego papierosa.
-Czekaj teraz?- Zdziwiłam się. Zbił mnie z tropu. Nie myślałam, że się zgodzi, a jeśli nawet to, że każe mi wrócić do domu i się zastanowić czy coś.
-Najlepiej działać od razu póki adrenalina nie zejdzie. Masz szczęście, że barku ci nie wywaliło. Idziesz czy nie?
Strzelnica. Długa niska hala podzielona na kilka stanowisk znajdowała się kilka pięter niżej niż szatnia po zjechaniu winą przeszliśmy krótki korytarz i znaleźliśmy się na miejscu. Jak na te godzinę było tam sporo ludzi. Niektórzy rozmawiali inni strzelali w skupieniu. Czyli to tutaj agenci WBBA spędzają wolny czas. Ciekawe.
-Nie boisz się broni, prawda?- Zapytał mój ‘’opiekun’’, na co ja pokręciłam głową.- No i bardzo dobrze.- Wyciągnął pistolet z kabury i przetarł go dłonią.- To tylko przedmiot równie dobrze można zabić kamieniem. – Obrócił broń i podał m ja trzymając za lufę. – A i uważaj gdzie trzymasz palce.
-Nie jestem głupia. –Warknęłam.
Pistolet był cięższy niż się spodziewałam, ale dobrze leżał w dłoni.
-To Glock.- Wyjaśniał Bastien.- W magazynku ma 17 naboi. Radze je liczyć, bo inaczej może być źle. Celujesz przez tamtą szparkę. Musisz mieć cel na końcu muszki.
-Gdy będziesz gotowa strzelić upewnij się, że nie oddychasz za szybko i tuż przed naciśnięciem spustu wstrzymaj oddech.
-Po, co?
-Pistolet się wtedy nie trzęsie. No dobra zobaczmy, co umiesz tam jest twój cel.-  Powiedział wskazując wiszącą w połowie długości toru kartkę papieru z ciemnym kształtem przypominającym człowieka pośrodku.- A pamiętaj o słuchawkach.
-No dobra. –Wcisnęłam słuchawki na uszy i wyciągnęłam przed siebie broń. Bastien nacisnął wewnętrzną stronę mojego łokcia, przez co moja ręka się lekko zgięła.
-Łokcie luźno.-Powiedział odchylając na chwilę jedną ze słuchawek na moich uszach.
-Okey.-  Skierował lufę w stronę celu i pociągnęłam za spust rozległ się trzask stłumiony przez słuchawki, a ja poczułam odrzut broni na obu rekach jakby ktoś próbował wypchnąć mi je z barków.  Zachwiałam się lekko, ale nie upadłam.
-No nie źle.- Bastien pokiwał głowa drapiąc się po podbródku.-  Może następnym razem spróbuj celować.
-Daruj sobie sarkazm.- Burknęłam masując ramię.
- No już. Spokojnie jak na wojnie tu pierdolnie tam pierdolnie. Będzie dobrze.
-Co ty pierdolisz?- Spytałam jednocześnie opuszczając broń.
-Nic ważnego. Glock do góry, oczy na muszkę i zegnij te łokcie. 

Kelly

Przeciągnęłam się wyciągając grzbiet w pałąk i zaciskając palce na pierzynie. Już dawno nie spało mi się tak dobrze. Chłodne powietrze prześlizgnęło się po moim policzku oddając resztki snu. Otworzyłam oczy i zerwałam się na równe nogi. Nie byłam w łóżku. Nie byłam nawet w moim mieszkaniu nie byłam w ogóle w żadnym pomieszczeniu. Stałam pośrodku wygniecionego w śniegu kształtu gdzieś na jakimś dachu. To mi się śni? Nie przypominam sobie żebym się kładła.
Na szybko policzyłam palce u rąk. Dziesięć zgadza się. Spojrzałam w niebo. Ta prędzej mi kaktus na tyłku wyrośnie, iż zobaczę księżyc przez te chmury. Dla pewności uszczypałam się w szyje. Zabolało.
 Okey jestem przytomna. Raczej.
Ostatnie, co pamiętam to… metro. I wszytko jasne pewnie kimnęłam na siedzeniu i lunatyk mi się załączył. Ciekawe ile czasu z życia straciłam.
Sprawdziłam kieszenie. Biała, klucze, portfel, telefon wszystko jest. Przynajmniej tyle.
 Przekonując samą siebie, że nic się nie stało wróciłam po swoich śladach z powrotem na chodnik i jak normalny człowiek przechodziłam ostatnie przecznice dzielące mnie od mieszkania. Nie było bardzo późno, więc jeśli nic nie postanowi się skapać, że coś poszło nie tak.

Osiem lat temu

-No to na trzy.-Powiedział Ryuga stając pewniej poczym szybko szarpną moim ramieniem. Kość chrupnęła i wskoczyła na miejsce.- Trzy.
-Kurwa mać.-Zaklęłam tłumiąc krzyk i zaciskając dłonie wokół kolan. -Dzięki.- Wysapałam.
Kishatu usiadł na przeciwko mnie i zrobił tę swoją minę pod tytułem: "Mów".
-Co się gapisz?- Burknęłam masując ramię.- No lunatykuje no.- Przyznałam się.
Z tego, co powiedział przed chwilą powłócząc nogami jak duch, albo inne zombie przeszłam przez korytarz zahaczając o wszystko, co się dało, po czym ma jego oczach przeturlałam się po schodach i grzmotłam twarzą w półpiętro. Chyba należą mu się jakieś wyjaśnienia.
-Od dawna?- Pytały jego oczy. Żółte odbijające słabe światło, jakie wpadało tu przez okno.
-Chyba od zawsze.-Siedziałam przez chwilę cicho z ręką na pulsującym tępym bólem ramieniu.
Nie naciskał. Spokojnie czekał, aż się ogarnę, rozpłacze, albo..W sumie nie mam zielonego pojęcia, czego on się wtedy po mnie spodziewał. Musiałam wyglądać naprawdę żałośnie.
Zacisnęłam zęby na dolnej wardze i powoli opuściłam ręce.
-Nie, co noc i nie zawsze chodzę czasami tylko mówię, albo siedzę na łóżku.-Powiedziałam luźniejszym tonem.-Tak jakbyś chciał wiedzieć.- Rzuciłam podnosząc się nagle z podłogi.- A i jeszcze jedno jak komuś powiesz, że spadłam ze schodów to następnym razem będziesz na moim miejscu. Łapiesz? Rodzice nie puszczą mnie na kolejną wycieczkę jak się dowiedzą, że mi odbiło.
-Jak wytłumaczysz im te szramę?- Spytał również wstając.
-Coś wymyślę....W końcu na treningu nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.- Błysnęłam zębami.
-Kaleka.
-Żółw.
***
Szczerzyłam się jak głupia do ośnieżonego chodnika, kiedy wspomnienia jak film przepływały mi przed oczami.  
Jedną z wielu zalet zimy jest to, że bardzo szybko robi się ciemno, a mi to bardzo pasuje. Kiedy jest ciemno wokół jest mniej ludzi człowiek może spokojnie odetchnąć pełną piersią nie przejmując się, co inni powiedzą, bo w końcu, żadnych innych tu nie ma. Nie trzeba się martwic, że ktoś zobaczył cie w trybie zombie. Jest czas by dojść do siebie po utracie około dwóch godzin z życia. 
-Znowu szlajasz się nocą po mieście?- Odwróciłam się spokojnie bujając lekko futerkiem u dołu płaszcza.
-Kogo moje piękne oczy widzą? Król bestii we własnej osobie. Od dawna jesteś w mieście?- Zapytałam uśmiechając się łobuzersko patrząc jak podchodzi bliżej.
-Trochę, a co znowu zagrozisz, że wywiozą mnie z niego w kawałkach?- zaśmiałam się, a kącik ust Yoyo lekko drgnął.
-Nie lubię się powtarzać. odparłam wzruszając ramionami.- Jestem na to zbyt kreatywna.-Wywrócił oczami tak dziwnie jakby mimo wszystko był zadowolony. Ciekawe, czemu.- Wybierasz się gdzieś?
- Tak się składa, że tak.- O nie wysłał mnie do diabła.
-No to gratuluje. Mam nadzieje, że wymyśliłeś coś ciekawszego niż ciastko i kawa.-Poklepałam go o ramieniu i poszłam w swoją stronę.
No proszę bestia znalazła sobie piękną. Chociaż Kyoya to bleyder równie dobrze mógł się cieszyć idąc po nowe części do kuczera.
 Mimowolnie zachichotałam.- Bleyderzy potrafią być czasami naprawdę uroczy.
- Mam wielką spluwę! Wzięłam ją od mojego Pana!  Dość o sprawiedliwości chcę tylko poczuć twoją bliskość!  Jestem twoim aniołem, dzieli nas tylko jeden strzał! Zmuszasz mnie, bym cię zniszczyła!  Nie ważne, kim jesteś! - Śpiewałam, a właściwie to darłam się prosto w rozgwieżdżone niebo. I wtedy to zobaczyłam. Pierdolone dwa księżyce.
Zabrakło mi tchu. Świat przed moimi oczami zaczął tracić swoje kształty i kolory wyginał się by w końcu rzucić się mi na twarz.
Obudziłam się, albo śpię dalej. Chuj wie.
Stałam na środku chodnika dokładnie tam gdzie skończył się mój sen.
Mój telefon dzwonił.
Odebrałam.
-Ryuga? Jest źle. Przyjdź po mnie.

Hikaru

Siedząc sama na stadionie powoli dokręcałam ostatnią śrubkę przy kuczerze.
Powinnam zapytać go o ten naszyjnik? W końcu skądś musiał się tam znaleźć, a jeśli to nie Kyoya to, kto?  Kto mógł zauważyć brak takiego drobiazgu?  Koledzy w pracy raczej nie zwracają na mnie uwagi nie w ten sposób.  Zawsze zostaje opcja, że ktoś przez pomyłkę zostawił tam te paczkę, ale na moje ogłoszeniu o jej znalezieniu jeszcze nikt nie odpowiedział.   Odłożyłam śrubokręt z powrotem do torby i w zamyśleniu zaczęłam bawić się blaszką naszyjnika.
-Yo Hikaru.
-O.  Już jesteś. –Ucieszyłam się. –Mamy arenę praktycznie na własność, możemy robić, co nam się żywnie podoba jutro i tak ją demontują.
-Jak widać.-Odparł Tategami kładą na ławce swoją kurtkę i torbę. - Gotowa? –Zapytał odpinając od paska wyrzutnie.
-Coś się stało?- Spytałam.- Wyglądasz na zdenerwowanego.
-Ja zawsze tak wyglądam. Mniejsza ładuj kuczer.   
-No dobrze nie spinaj się tak, bo ci żyłka pęknie zanim cie pokonam.
-Chciałabyś. – Uśmiechną się wyciągając przed siebie ręce z załadowanym kuczerem.
-3
-2
-1
-Let it rip!
-Tylko bez forów. Jak zobaczę, że odpuszczasz to nie dam ci żyć.-Ostrzegłam go.
-Znasz mnie. Ja nie wiem, co to fory. Leone Wichrowa ściana mocy. -Na samym środku areny wyrosło potężne tornado. Fang Leone bey defensywy to dla niego naturalne utrzymywać stałą pozycję, ale Kyoya potrafił zmusić go do zachowania się jak bey ofensywny, więc muszę uważać tak czy siak. Mój bey zataczał koła nabierając prędkości, bo jeżeli cokolwiek miałoby się tutaj udać to tylko, jeśli załatwię to szybko.
- Aquario Specjalny atak Fala nieskończoności. – Storm stworzył swoje iluzje, które pociągnęły za sobą fale atakująca ze wszystkich stron tornado.
-Serio Hikaru?- Wyglądał jakby było mu mnie prawie żart.
-Nie rób przemądrzałych min tylko walcz. Jak bleyder z bleyderem.
-Sama chciałaś. -Tornado rozbiło się niszcząc iluzje, a bey Kyoy przyparł mojego bey'a do brzegu areny, przez co ta zaczęła się kruszyć. Kamienie beton i zbrojenia sypały się na wszystkie strony dopóki Aquario nie udało się uciec wtedy Leon sam grzmotnął o podłoże, a ja wiedziałam, co zaraz nastąpi.
-Leone Stu zębna furia lwa.-bey porwał w powietrze cały ten burdel.
-Rozproszyć się.- Rozkazałam, a wtedy po arenie pojawiło się sie mnóstwo lustrzanych odbić Aquario o wiele silniejsze niż te poprzednie. To znaczy na tyle silne by nie rozbić się od byle podmuchu. Iluzje przenikały się nawzajem. Skręcając w możliwie najbardziej nieprzewidywalny sposób. Robiły dosłownie wszystko by tylko zmylić Tategamiego. Udało im się. Leon miotał gruzem we wszystkie odbicia zmieniając arenę w najeżone pobojowisko, a na czymś takim nie da się ustać zbyt długo.
-Aquario Zemsta Mórz!- Stadion wypełnił się wzburzoną wodą przykrywającą każdy jeden wyszczerbiony kawałek areny.  Nie ukrywam stworzyłam ten atak z myślą o Kyoy.  Stu Zębna Furia Lwa, a właściwie to, co pozostawiała po sobie na arenie przywodziło mi na myśl skalisty brzeg morza. Brakowało tylko spienionych fal, ale to nie było żadnym problemem.
Potężne fale gotujące się u moich stóp miotały Lionem na lewo i prawo obijając go o skały.
-Wygląda na to, że sam wykopałeś sobie grób.-Powiedziałam widząc zaskoczenie na twarzy Tategamiego.
-Tak myślisz?- Fang Leone zniknął pod wodą, a ta uspokoiła się zmieniając się w gładkie lustro.-Królewskie Uderzenie Przeciwnego Wiatru.
Na gładkiej tafli pojawił się ogromny bąbel, który pękając wystrzelił w powietrze wirującym słupem wody. Aquario zdążył tylko błysnąć i zadzwonił o posadzkę, a mnie i Kyoye zalały litry wody.
-No i jak?- Spytałam podnosząc Aquario i szukając jakiegoś suchego skrawka ubrania by go niego wytrzeć.
-Dobra walka. Od początku to planowałaś?- Pokiwałam lekko głową z uśmiechem.
-Liczyłam, że się nie wynurzy. Tak troszeczkę.
-Do następnej walki masz być tego pewna. –Pouczył mnie z groźną miną, ale jakoś nie mogłam podejść do tego z powagą.-Z czego się cieszysz?
-Z niczego. Porostu przypomniała mi się nasza pierwsza walka.- woda nieustanie kapała z czubka nosa Kyoy i wylewała się z rękawów.
-Te zawody w lesie?*- Zapytał po chwili zastanowienia.
-Tak.
-To było wieki temu.-Westchnął.
-A jakby nic się nie zmieniło. –dodałam.
-Może. Areny są tak samo łatwe do rozwalenia jak dawniej.
-Racja. To co kawa i czekamy, aż wyschniemy?
-A mam inny wybór?
-Nie wydaje mi się.


Rozdział 13 za nami. Bardzo sie na mnie gniewacie czy tak tylko troszkę? Nie mam nic na swoja obronę. przyznaje się do zaniedbań i obiecuje poprawę. Zapewne robię to już któryś raz z kolei, ale tym razem będzie inaczej albowiem doszłam do tego momentu w opowiadaniu gdzie wszystko mam już zaplanowane co do joty.
Ines: Mamy się bać?
Ja: Nieee niby czemu?
Ines:--.--
Ja: No dobra. Nie wszyscy i nie od razu.
A tak odbiegając trochę do tematu pochwalę sie tym, że uczę się jeździć więc możecie się spodziewać, mini opowiadania zawierającego kilka sytuacji jakie przydarzyły mi sie w czasie jazdy.


Mary: To co?
Ja; Domyśl sie. Hyhyhy.
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

*igrzyska śmierci. Tylko z tym mi się to kojarzyło. A Hyoma to Katniss. Nic tylko na drzewach by siedział. 

sobota, 8 lipca 2017

Dzień nad morzem

Wiecie, jaki mamy dzień?  Ósmy lipca. A wiecie, co to znaczy? Dokładnie trzy lata temu opublikowałam pierwszy rozdział mojego opowiadania, więc dokładnie dzisiaj Bloguś skończył trzy latka
Bloguś: Jej! Brawo ja!
JA: Tak brawo ty. Z tej okazji chciałabym wam podziękować, że byliście zemną zawsze i mimo wszystko. Tak, więc przejdźmy do najprzyjemniejszej części urodzin, czyli prezentów. Blogusiu, co ty byś chciał?
Bloguś: * zamyślił się * Chciałbym pojechać nad morze.
Ja: Mówisz masz.:)

Dzień nad morzem

Kelly

Bezkresna czerwień nieba łączyła się ze spienionym morzem na lini horyzontu skrywającego swoje tajemnice. Moment coś tu jest nie tak. Z sunęłam czerwone lenonki na czubek nosa, a wtedy świat odzyskał swoje normalne kolory. Tak lepiej. 
-Nie wiem jak wy, ale ja idę się kąpać.- Oświadczyłam zrzucają z siebie koszule i spodenki. 
-Nawet nie myśl, że wejdę do wody. Będę siedzieć w cieniu pod parasolem.-Oświadczyła szatynka rozkładając legowisko.
-Oj weź nawet tak troszeczkę?- Spytałam ze smutna miną.
-Nie.-Nie ma to jak uciąć dyskusje jednym słowem.
-Na mnie też nie liczcie. – Wtrąciła Glimer.
-Serio ty też?
-Mam książkę do skończenia poza tym ta twarz rozpuści się w słonej widzie.
-A potem się dziwicie, że wole się przyjaźnić z facetami. –Mruknęłam. –No ci zostałyśmy we dwie. –Zwróciłam się do Ines.
-Może później najpierw chciałaby się ładnie opalić.
-Tylko nie zapomnij o kremie z filtrem.-Poprosił Alex.
-Czekałam, aż to powiesz.- Roześmiała się Mary.
-Oparzenie słoneczne to nie jest nic śmiesznego.- Oburzył się jak na swoje możliwości.
-Wyluzuj młody zanim opowiesz im jak rozwija się rak skóry. –Nie ma to jak starszy brat, który sprowadzi cie na ziemię i popsuje wszystkim humor samym pojawieniem się.
-Dlaczego? Może jak poznają zagrożenie to nie skończą z poparzeniami. –I jego szalona dziewczyna. Bo przecież mama nie puściłaby nas bez opieki kogoś dorosłego samych nad morze. Mniejsza ja nie ma zamiaru się dzisiaj przejmować.
***
Ja; I jeszcze jedno.
Kyoya: Niby, co?
Ja: Kuczery. Macie się dobrze bawić, a jak wasza trójkę znam pójdziecie trenować. *Kuczery znikają, a w ich miejsce pojawiają się kremy z filtrem przeciwsłonecznym* Bawcie się dobrze.:D
Kyoya: Kiedyś ją  zabije  i to będzie wyglądać na wypadek.


Ines

Nie no w tak to ja do jutra nie napompuje tego leżaka. Musi być na to lepszy sposób. –Pomyślałam robiąc sobie kolejna przerwę.
-Mary mogę na chwile pożyć na chwilę Alex’a?- Tategami mruknęła coś w odpowiedz, a Alex się do mnie uśmiechną.
-W, czym mogę pomóc?- Zapytał podchodząc.
-A jak myślisz?- Zaśmiał się.
-Faktycznie trochę głupie pytanie.-Przyznał mi racje.- Wiesz, co chyba mam w torpie pompkę do roweru.
-Ty naprawdę masz wszytko w tej torbie.- Zaśmiałam się.
 -Bez przesady. Mary ostatnio zeszło powietrze z opony w rowerze i przybyłem na ratunek. -Jak zawsze?
W czasie, gdy przyglądałam się postępom w pracy Alex’a nad jego ramieniem pojawił się Bloguś, który zaczął opróżniać zawartość swojego bento do morza.
-Zaraz wrócę.- Powiedziałam i nie czekając na odpowiedź pobiegłam do dziecka.
-Blogusiu, dlaczego wrzucasz ryż do morza? Nie smakuje ci?- Zapytałam.
-Smakuje nawet bardzo tylko teraz jest pora karmienia, a ja nie zdążyłem zabrać z domu niczego innego do jedzenia.-O jak słodko karmi wymyślone zwierzątko. No chyba, że zwierzątko jest prawdziwe i spróbuje nas zniszczyć, co jak na jeden z punktów do odznaczenia na mojej liście wakacyjnej było by nawet prawdopodobne.
-W takim razie ci nie przeszkadzam. Pamiętaj, żeby nie wchodzić samemu do wody.
-I o rękawkach.- Roześmiałam się.
-Tak o rękawkach też pamiętaj.- Uroczy dzieciak.

Kelly

Porządnie wytrzepana przez fale stwierdziłam, że takie telepanie się w słonej wodzie, chociaż fajnie nie jest tym, co chce robić przez resztę dnia, a że na plaży nie ma zbyt wiele atrakcji musiałam zadowolić się tym, co było pod ręką –ludźmi.
-Ryuga nudzę się.- Oświadczyłam wskakując mu na nagrzany od słońca brzuch swoją ociekającą zimną woda osobą.-Zróbmy coś. I w ogóle to oddawaj moje okulary.
-Po pierwsze złaź zanim cie zrzucę.-Niechętnie się podniosłam usiadłam obok i zaczęłam wycierać kucyki, a kiedy to zrobiłam Ryuga powrotem oparł głowę na ziemi i zamkną oczy.-  Po drugie to moje okulary, które ty mi ciągle zabierasz.-
-Ty ich nawet nie nosisz, a mi pasują lepiej.-Oburzyłam się
 -A po trzecie niby, co mieli byśmy robić?
-Nie wiem. Utopmy kogoś, albo zagrajmy w siatkówkę.
-A masz piłkę?- Zapytał otwierając jedno oko.
-Hyhy. Zwycięzca bierze okulary.
-Chciała byś.

Mary

Odgłos wąchania i mokry język na mojej twarzy skutecznie uniemożliwił mi dalsze odpoczywanie w pół śnie.
-Przepraszam.-Powiedział Alex.- Zaczęła pić słoną wodę musiałem ją stamtąd wyciągnąć.
-Spoko.- Trudno było się denerwować widzą taka pocieszna mordkę. –Chciało ci się pić prawda.-Zaczęłam mówić do Kropki drapiąc ja po głowie i unikając zębów, którymi chciała złapać moją rękę. 
-Masz tu wodę biedulko.-Chłopak podsuną psu miskę pełna wody, a sam napił się z butelki.
-Wymęczyła cie, co?
-Tak trochę? Upał nigdy mi nie służył.
-A po niej to nie widać.
-Trudno się dziwić. Taki duży pies musi mieć się gdzie wyszaleć.
-To ty sobie poleż a ja się jeszcze z nią przejdę.- Zdecydowałam zapinając smycz na obroży kropki i zakładając okulary przeciwsłoneczne.
-Chyba "przebiegnę".
-Po piachu będzie ciężko.
-Dasz radę. Wierze w ciebie odsapnę troszeczkę i do was dołączę.
-No chyba.- Prychnęłam.  
Idąc brzegiem morza zaczęłam się trochę rozglądać gdzie się wszyscy rozpełzli.  Zielona czupryna Kyoy, co i rusz wystawała z pod tafli wody niczym u rekina, albo innego potwora morskiego. Kawałek dalej an wielkim jednorożco-leżaku z kieliszkiem w dłoni opalała się Ines. Ciekawe, kto jej dolewa tego o kol wiek ona tam pije.  Nie zdziwiłam się jakby pod wodą pływa jakiś przyczajony kelner. Chwila skoro oni są tam, a Alex był z Kropką na spacerze to znaczy, że zostawili śpiąca mnie samą na pastwę jakichś zboczeńców albo innych zwyroli albo, co gorsza wrednych gówniarzy???
Biegająca gdzie jej się tylko podoba i wsadzając nos w każdą jedną wydmę Kropka podbiegła do mnie niosąc w pysku sporawy kij.
-Co tam masz?-Zapytałam kucając obok psa.-Chcesz po aportować?- Na dźwięk tego słowa ogon Kropki zmienił się w wiatraczek rozsypujący piach na wszystkie możliwe strony.- Chcesz no to daj patyk. –Złapałam kij, a wtedy suczka zaparła się łapami o ziemie uparcie nie pozwalając odebrać sobie zabawki.
Oczy psa zdawały się mówić: „ Chce, żebyś to rzuciła, a nie brała do ręki.”
-Kropka puść kij inaczej go nie rzucę.- Pies z niemocy szczekania pisnął i zaczął dokądś biec.
-O ty mała.-Zdążyłam powiedzieć i zanim się obejrzałam biegłam po plaży goniąc psa.

Glimer

Ciało leżało na stole. Przyłożyłam dłoń do jego policzka. Jeszcze ciepłe. Czyli zdążyłam. Nie zastanawiając się długo odchyliłam mu głowę, ścisnęłam płatki nosa i razem z powietrzem wdmuchnęłam do jego płuc poskładaną do kupy duszę i życie.
Chłopak gwałtownie otworzył oczy i samoczynnie zaczerpnął powietrza. Zaklął tak paskudnie jak ja w życiu się nie nauczę i na powrót odleciał.
-I kolejny rok życia poszedł w pizdu.- Powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
Trochę to mnie kosztowało, ale najważniejsze, że się udało. Klęczałam przez dłuższą chwile z głowa opartą na brzegu stołu i odzyskiwałam siły. Chciałabym dłużej, ale co taka praca. Ten idiota był gorzej poharatany niż durszlak, aż dziwne, że jego dusza nie wypłynęła razem z krwią, która wraz z powrotem duszy zaczęła płynąć w żyłach i wypływać na stół. Chwyciłam igłę nitkę i zaczęłam łatać to cholerstwo.. Gdy skończyłam cerowanie, nasmarowałam rany maścią i owinęłam wszystko, co było trzeba bandażami.
Teraz tylko pozostało mi czekać czy pacjent zdecyduje się tutaj z nami zostać czy jednak zmarnuje mój prezent.
***
-Rozchmurz się.-Johannes wyrwał mnie z transu swoim wiecznie mruczącym głosem.- Wyglądasz jakby kogoś mordowali.
-Jak mam się rozchmurzyć, kiedy Megara traci kolejne lata życia zamiast jak człowiek powiedzieć mu, że go kocha. Chyba już trzecia książkę na to czekam.
-Jesteś na plaży…
-Która wygląda jak wielka kocia kuweta.-Wtrąciłam.
-I to ja mam świra na punkcie kotów.- Zaśmiał się.
-Tak ty. Ona się przy tobie po prostu pojawiają jakbyś je z tego swojego kapelusza wyjmował.
-Ale to nie ja biegałem przebrany za kota po mieście.- Zauważył.
 -Powinnam stamtąd uciekać w podskokach jak tylko pokazali mi ten kostium.- Zaśmiałam się.
Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że jeszcze będę się z tego śmiać zapłaciłabym komuś, żeby go zabił.
-Jak ci się nie podoba tutaj możemy przejść się po molo.
-Co ciekawego może być na molo?- Marudziłam.
-Ładny widok.
-Kpisz czy żartujesz?
- No to może pójdziemy na lody, albo wędzone ryby.-Próbował dalej.
-Sam dobrze wiesz, że trudno mi zjeść coś, do czego nie jestem przyzwyczajona.-Westchną zrezygnowany. 
 Aż m się go żal zrobiło. Znalazł sobie taką wyliniałą marudzącą starą babę i próbuje ją zabawiać. Właśnie, dlatego lepiej być samemu, albo wybierać nieczułych drani nie ma się po tym wyrzutów sumienia.
Niby przypadkiem oparłam głowę na jego ramieniu i kontynuowałam czytanie.
-Jak tylko skończę rozdział możemy się przejść po tym molo.
-Po, co?
-Coś zjeść, po oglądać?
-Nie chce mi się.-Mści się?- A co powiesz na targi książki?
-Jeszcze się pyta. No, choć, na co czekasz?- Zaśmiał się.
-Już idę, idę.   

Kelsi

Za jakie grzechy? Za jakie grzechy ja się pytam!? Czy ja komuś przeszkadzałam w mojej pracowni?  Wątpię.  Siedziałam sobie spokojnie i zajmowałam się swoimi sprawami i jak zwykle spotkała mnie kara za niewinność.
-Kelsi przestań mieć syndrom odstawienia i choć posędziujesz, bo Ryuga mówi, że nie umiem liczyć. –Zawołała Blue podbiegając od mnie z kolorową piłką w ręce.
-Nie mam syndromu odstawienia tylko słońce świeci mi cięgle w ekran, power bank zaraz wypali mi dziurę w torebce.
-No to go z niej wyjmij.
-Żeby mi się piachu do niego nasypało? Nie dziękuje.
-Zawołaj jak wydmuchasz muchy z nosa, albo zmienisz zdanie.
-Nie mam much w nosie!- Krzyknęłam za nią.
-Tak wiem tylko piach w….- Nie dokończyła, ale jej łobuzerski uśmiech zdradzał, że raczej nie chodziło tu o power bank.
-Kelsi pójdziesz zemną pograć na automatach? Tsubasa powiedział, ze nie mogę iść bez ciebie.
-Mój bohater.-Przytuliłam chłopczyka.
-Znaczy, ze tak?- Zapytał niepewnie.
-Tak. Jasne, że tak. Choć tylko ubierz koszulkę i butki.
-Tak jest. 
Zeszliśmy z tej po stokroć przeklętej plaży i weszliśmy w uliczki pełne kolorowych straganów smażalni ryb i lodziarni. Pozwoliłam Blogusiowi nas prowadzić, bo tak na dobra sprawę tylko on wiedział jak dojść na miejsce. Ciekawe skąd.
- Zagrasz ze mną w Cymbergaja?
-Zagramy we wszystko, co tylko będziesz chciał. –Obiecałam.
-Z Pac man’a.
-Tak W Pac Man’a też.
-Ale w to się gra jedna osoba na raz.- Zmartwił się. 
-Będziemy grac na zmianę i porównywać swoje wyniki.
-Ale najpierw w Cymbergaja.
-Jak tylko jego książątko sobie zażyczy.
-Nie jestem … O! Już jesteśmy!
-Hura.- Cicho zawołam.
-Cymbergaj! Cymbergaj!- Cieszył się młody. Trzeba będzie, kiedy zrobić takie Kinder party. Zaprosiłoby się Yuu i Kente, a nie to już duże chłopaki. Zaktualizuj sobie dane blondi bo zginiesz.
- Hej młody, co się stało? –Zapytałam widząc smutna minkę Blogusia.
-Bo ten pan powiedział, że Cymbergaj jest popsuty i nie możemy na nim grać.
-A to cymbał. Uszy do góry pan mądry inaczej nie wiedział, że ja jestem na pokładzie. Zajmij go czymś, a ja to załatwię.
-Dzięki jesteś najlepsza.

***
-Widzisz mamo. Udało ci się wszyscy się cieszą.-ucieszył się chłopczyk siedzący na kolanach swojej mamy.
-To głównie twoja zasługa. Wszystkiego co najlepsze synku.

-Kocham cie mamusiu.  Znalezione obrazy dla zapytania happy birthday gif


sobota, 17 czerwca 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.12)

Rozdział 12

Kelly

-Czekaj, bo nie jestem pewna czy dobrze rozumiem.- Przerwała Mary.- Załatwiamy wasze sprawunki, a tuż pod naszym nosem pająki porywają ludzi i robią im pranie mózgu?
-Nie mamy, żadnych dowodów na to, że mają z tym jakikolwiek związek.-Tsubasa usiłował jakoś przemówić nam do rozsądku.
-No tak. Bo oni sobie radośnie uzbrojeni biegają po mieście w poszukiwaniu dwóch identycznych płatków śniegu.- Sarknęłam.
-Twój sarkazm jest nie na miejscu.-Kapitan zwróciła mi uwagę.
-Tyłek Tsubasy na fotelu dowódcy tego burdelu jest nie na miejscu.
-Zamknęła byś pysk i dała mu dokończyć, co?- Warknęła szatynka.
-Dobra, chodziło mi o to, że w terenie Tsu był dużo lepszy.
-Jasne.
-Tak, więc. Nie mamy pewności, że gang Pająków Nocy ma z porwaniami jakikolwiek związek na ich ciałach nie odnaleźliśmy charakterystycznych dla tego gangu tatuaży.
-Jak tak nad tym zastanowić do tej pory pająki zgarniały głównie nastolatków w okresie buntu, którzy chcieli dopiec rodzicom. -Ines myślała na głos.
-Właśnie o tym mówiłem.
-Ale skoro to nie oni to, kto i dlaczego biega jak porąbany po kraju i porywa ludzi? - Zauważyłam.
-Właśnie to staramy się ustalić.
-I wam nie idzie.- Mruknęła pod nosem Mary.
- Struktura gangu tego gangu nie jest liniowa. Pojedyncze grupy nie wiedzą o istnieniu pozostałych, przez co nie jesteśmy w stanie dotrzeć do dowódcy.-Ta coś o tym wiem.
***
Psy jadą-krzyknął człowiek, który stał na czatach. Zapał do walki znikł i natychmiast zastąpiła go paniczna chęć ucieczki. Hala opustoszała w przeciągu sekund i zostałam sama.
No po prostu cudnie.
Podeszłam do człowieka, który przed chwilą próbował mnie zastrzelić. Uniosłam jego twarz tak, aby patrzył na mnie i zapytałam:
-Gdzie znajdę waszego lidera? Gadaj!
-W.......w...-Próbował zacząć człowiek
-W, czym?
-B....b....-zdążył jeszcze wydukać, po czym wydał z siebie długie westchnienie i stracił przytomność.
-Cholera.
***
-A, co z tym typem w kimonie? Z tego, co mówiliście to nie jest pierwszym lepszym żółtodziobem zgarniętym z ulicy.
-Nie mamy nic, co pomogłoby nam go znaleźć czy chociaż by zidentyfikować.
 -Dyrektorze Otori.- Kobieta, która właśnie z tymi słowami weszła do gabinetu przypominała mi robota. Nie żeby miała coś nie tak z twarzą po pro prostu podchodziła do sprawy bardzo zadaniowo i poważnie, a może po prostu normalni ludzie tak mają.-  W banku Aozora trwa napad. Zorganizowana grupa ludzi wzięła ośmiu zakładników. Na miejscu jest już policja.
-Za piętnaście minut chce wiedzieć wszystko o ludziach w banku, kto co gdzie i dlaczego. W trzy macie się szykować Bastien, Hisoka i Midori idą z wami.

Ines

Zostałyśmy przetransportowane na miejsce zdarzenia. Budynek został otoczony jednak nie udało się nawiązać kontaktu z porywaczami. Przyznaje nie za wesoło to wygląda.
-Oglądasz?- Spytałam wybierając numer i podnosząc telefon do ucha.
-Jak zawsze.-Odezwała się Kelsi.
W Dark Nebuli zdała egzamin. Była opanowana bez względu na to, co się działo. Wiedziała, co gdzie i jak. Czemu WBBA się nią nie zainteresowało?
-Potrzebuje planu budynku i podglądu z kamer.
-Jasne. - Schowałam telefon o kieszeni i delikatnie wzdrygnęłam się widząc Bastiena.
-Na twoim miejscu nie ufałbym takiemu... źródłu. –Powiedział.
-Na całe szczęście nie jesteś na moim miejscu.- Odparłam.
-Ufać komuś, kto od dawna powinien siedzieć...-Nie dokończył. Chciał, żebym sobie sama dopowiedziała. Skubaniec jeden. Chyba nie wie gdzie jest jego miejsce. No cóż chyba będę musiała mu to pokazać.
 Podniosłam na niego wzrok i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Posłuchaj Bastien, ty masz swoich ludzi, a ja mam swoich. Nie wchodź mi w paradę to może coś z tego wyjdzie.- Nie odwrócił wzroku.
-Strach żyć w tym mieście.  Jak cie nie porwą to wezmą na zakładnika. – Wesołym głosem wtrąciła się Kelly. Pomarańczowy pompon na jej czapce wesoło podskakiwał, kiedy tylko ruszyła głową. Wyglądała głupkowato ubrana kostium od WBBA zimową czapkę rękawiczki na dwa palce i szalik.
-Jak ci się nie podoba to się wyprowadź. – Rzuciła szatynka siedząca w dalszym ciągu w samochodzie, którym nas tu przywieźli. Chyba niezbyt uśmiechało się jej pokazanie w przydzielonym jej kombinezonie.
-Mary czy Fenrir jest w stanie stworzyć iluzje pełnego spokoju?- Spytałam patrząc na przysłany mi właśnie podgląd z kamer.
-Raczej.- Mruknęła niepewnie.
-Obraz, dźwięki zamaskuj wszystko. Mają myśleć, że wszystko idzie zgodnie z ich planem
-Kelly skołuj motor, Hisoka oczyść teren Bastien odpal tamten tir.
-Co ty planujesz? – Spytała Tategami.
-Pamiętasz „Moment of terror”?- Twarz szatynki przeciął uśmiech. –Szykuj się na powtórkę.
 To zadanie wymagało niekonwencjonalnego podejścia. Zbyt wielu ludzi uzbrojonych i prawdopodobnie pod wpływem znajdowało się w budynku, żeby przedzierać się przez każde piętro po kolei zajęłoby to zbyt dużo czasu, a po takim przeciwniku można spodziewać się wszystkiego nie wyłączając zarznięcia zakładników na miejscu.
***
-Idziecie tam we dwie. Mają za dużo ładunków wybuchowych, żebym mogła się tam na coś zdać. Hawana wybijesz szybę tak by Mary mogła wylądować.- Tłumaczyłam.
-Masz to jak w banku.
-Macie trafić dokładnie w piąte okno o lewej na siódmym od góry piętrze.  Wpadniecie na dwóch typów uzbrojonych pilnujących zakładników. Mary dopilnujesz, żeby zakładnicy nie wpadli w panikę.
Bastien.- Mężczyzna podniósł na mnie wzrok.- Ty Midori i Hisoka do tej pory macie przedostać się na drugie piętro osłona powinna wam to umożliwić.
-Na górze zostało ich tylko dwóch?- Dopytywała Kelly.
-Nie. Reszta próbuje włamać się do sejfu. Zaczekasz, aż ci z dołu się do was dotrą i dopiero wtedy zaatakujecie. Jeszcze jakieś pytania?
-Ja mam jedno.- Hawana podniosła palec o góry.- Robiłaś to już kiedyś?
-No dobrze. Wszyscy na miejsca.-Zadecydowałam.
-Ej no.  Ja serio pytam!

Mary

-Fenrir rób swoje.-  Szepnęłam kucając przy beyu.
Kły na fusion wheel Fenrira zaczęły się szybciej obracać tnąc powietrze przy tym powietrze, przez co wokół zaczęło rozlegać się stłumione wycie. Rozchodziło się coraz dalej i dalej.
-Dobra powinno działać.- Powiedziałam do słuchawki w moim uchu wsiadając na motor i odpalając go.
-Brakowało mi tego. – Powiedziałam, gdy głęboki pomruk maszyny rozbrzmiał w moich uszach.
-Roztrzaskiwania się na płaskich powierzchniach? –Spytała siedząca za mną zielonkawa Kelly.
-Nie trząś portkami tylko ładuj kuczer. – Doradziłam jej zakładając kask.
 -No dobrze panienki. Przedstawienie musi trwać. Nie spuszczać wzroku z celu i uważajcie na zakładników.-Odezwała się Ines w moim uchu.
-Lodomir nie zostawia świadków.
-Kelly jeszcze raz powiesz coś w tym stylu osobiście urwę ci język.
-Lodomir przeprasza.
-Starajcie się ich nie zabić musimy ich jeszcze przesłuchać.-Odezwał się Bastien.
 Czyli awansowałyśmy na morderców …Świetnie.
-Pytanie, kto z naszej szóstki ‘’a’’ nosi broń palną i ‘’b’’ wydaje mu się, że ktokolwiek go słucha? - Odgryzła się Kel.
-Dzięki Tsubasie, że was przysłał wreszcie jest, do kogo gembe otworzyć.
Ruszyłam. Maszyna przez dłuższą chwile jechała na tylnym kole, po czym z głuchym łupnięciem opadła na wszystkie koła. Wjechałam na rampę z ciężarówki i w mgnieniu oka znalazłam się w powietrzu i właśnie wtedy czas zwolnił. Ilekroć bym tego nie robiła zawsze jest tak samo w kulminacyjnym momencie, kiedy nie mogę już w żaden sposób zmienić tego, co ma się wszystko dzieje się wolniej.  Tak, żebym mogła zobaczyć każdy nawet najdrobniejszy szczegół.
Widziałam jak bey Kelly przelatuje koło mojej głowy i powoli zagłębia się w szkło, które porasta milionem pęknięć by w końcu rozpaść się na kawałki. Przy akompaniamencie ogromnego huku świat nagle przyspieszył. Motor wpadł do środka razem zemną.
-Kelly jesteś?- Spytałam spoglądając za siebie dziewczyna kiwnęła głową i przeskoczyła mnie. Ma tu robotę nie mogła mnie z nią zostawić.
Zaczęły się strzały. Trzymając głowę nisko przeszłam do miejsca, w którym mieli znajdować się zakładnicy. Zebrał się tam spory tłumek wszyscy związani z workami na głowach. Podbiegłam do pierwszego z brzegu zakładnika i zaczęłam rozcinać scyzorykiem plastikowe żyłki na jego nadgarstkach i przegubach.
-Co się dzieje?- Zapytał jeden z zakładników.
-Jesteśmy z WBBA. Wyciągniemy was stąd.- Z całej siły starałam się trzymać nerwy na wodzy. Jeśli zobaczą jak jestem zestresowana to im też się udzieli.  
Kilka kul wbiło się w ścianę.
-Dopiero, co skończyłem studia i dostałem prace! Nie chce umierać to nie sprawiedliwe!
-Zginiemy!
-Uspokójcie się nikt tu nie zginie. Chyba, że nie przestaniecie drżeć się bez sensu. –Rzuciłam rozwiązując kolejnych zakładników.-Kel uważaj tam, co!?
-Robie, co mogę? –Odkrzyknęła kontem oka zdążyłam dostrzec jak odrzuca na bok karabin i gdzieś skacze.
-Jak wygląda sytuacja?- Spytała Ines w moim uchu.
-Zakładnicy są cali, a Kelly daje radę.
-To dobrze Bastien oczyścili parter. Zapakuj cywili do windy odeskortują ich.
Zapakuj cywili łatwiej powiedzieć niż zrobić. 
***
Spokój i cisza. Pierwsze dwa symptomy tego, że coś idzie nie tak jak iść powinno. Przynajmniej, jeśli chodzi o napad na bank.
-Długo jeszcze? Gliny chyba coś planują.- Niecierpliwił się jeden ze złodziej.
-Powoli do celu. –Odparł jego towarzysz montując ładunki kierunkowe na drzwiach do sejfu.
-Choroba.- Zbir wyją krótkofalówkę.- Jay jak wygląda sytuacja? – Urządzenie zatrzeszczało, ale odpowiedź go nie opuściła. – Idę sprawdzić, co tam się dzieje.-Oświadczył wychodząc. -Ej, co to ma być!?- Zawołał widząc snującego się po korytarzy wspólnika, ale ten nawet nie podniósł na niego wzroku. – Zadałem pytanie.-Powiedział stanowczo podchodząc do mężczyzny. Kiedy był w połowie drogi potknął się i wyrzwzną w podłogę jak długi. Obrócił się, ale na podłodze nic nie było czuł tylko na palcach coś ciepłego i lepkiego.
-Co jest?- Zapytał zszokowany.
W jego twarz uderzył delikatny powiew. Spanikowany złapał karabin i stanął na równe nogi. Okna były zamknięte, więc skąd wiatr? Ktoś musiał tu być. Tylko gdzie? Lustrując teren wzrokiem podszedł do drugiego złodzieja.
-Mamy towarzystwo.-Powiedział. – Stary to nie jest czas na żarty. Rusz się. –Mężczyzna szarpną swojego wspólnika, a właściwie próbował, ale jego ręka przeszła na wylot.- Jasny chuj.
Coś uderzyło w niego i powaliło go na ziemie. Szarpał się z niewidzialna istotą z całych sił starając się wyszarpnąć swój karabin.
Broń wypaliła.
Kula trafiła.

Kelly

Mary gruchnęła o ścianę. Szybko skończyłam z typem i dość pokracznie jak na mnie podbiegłam do siedzącej pod ścianą szatynki.
-Miałaś uważać.- Warknęła trzymając się za ramie.
- Pokaż to.– Powiedziałam odciągając jej dłoń. Nabój całkiem zmiażdżony tkwił w głęboko w materiale podważyłam go lepkim od krwi pazurem i uważnie obejrzałam dziurę nie widać było skóry.-Czyli jednak są kulo odporne.- Oświadczyłam z uśmiechem. 
 -Spierdalaj.- Warknęła próbując sprzedać mi kopniaka.
-Możesz ruszać ręką?- Spytałam całkiem serio. 
-Daruj sobie.- Burknęła wstając i lekko masując bark.-  Gdzie ten Bastien?
-Po, co czekać?  Same ich wykończmy. Jeden już i tak stamtąd wylazł.
-W sumie… 

Mary

-Beznadzieja. Robie tu za pożal się Boże tajnego agenta, a oni się nawet nie wysilili, żeby nauczyć mnie strzelać czy coś.- Burknęłam rozwiązując buty.
-A, po co im kolejny żołnierzyk skoro mogą mieć ciebie?- Zapytała z przebieralni Hawana.
Burknęłam coś w odpowiedzi mocno ciągnąc but, który jak na złość nie chciał zejść.
-Kelly ma trochę racji gdyby potrzebne im byli ludzie po typowym szkoleniu WBBA to by na pewno znaleźli kogoś innego.  Tu musi chodzić o nasze umiejętności.
-Niby, jakie?- Burknęłam.
- No ta, bo przecież nic nie umiesz.- Niebiesko włosa przyznała i racje wychodząc z przebieralni. -Bo przecież wcale nie potrafisz wyciągnąć z człowieka tego, czego chcesz ani powalić kogoś jednym dźwiękiem. –Kontynuowała.- Kobieto dzisiaj włamałaś się do banku na motorze przez okno na diabli wiedzą jak wysokim piętrze. –Mówiła uśmiechając się szeroko. 
 -I, z czego ty się niby cieszysz?- Mruknęłam.
-Głównie z tego ze to przeżyłam.
-Szczere.- Zauważyła Ines.
-A daj cie wy mi obie święty spokój.- Wyciągnęłam ciuchy z szafki i poszłam z nimi do przebieralni.-pierdolcie się.- Mruknęłam.
-Widziałam ten uśmieszek.- Zawołała za mną Ines.
***
W jasnym pokoju przy drewnianym biurku na  obitych  przyjemnym w dotyku materiałem krzesłach siedziało dwoje ludzi. Jedno z nich ciężko przerażone, a drugie całkiem spokojne.
-Mogę już wracać do domu?- Spytała sekretarka ściskając w dłoniach kubek.
-Jeszcze tylko kilka pytań.- Obiecał Hisoka.- Powiedź, co tam się stało.
-Jestem w szoku. Nie mogę mówić z sensem. –opierała się.
-Po po prostu powiedź, co pamiętasz.
-Pomyślisz, że oszalałam.- Mruknęła wyciągając rękawy koszuli tak, żeby zasłaniały część jej dłoni.
-Trudno mnie zdziwić możesz wierzyć mi na słowo.- Kobiecie wyrwał się nerwowy chichot. -Nie musisz się spieszyć mamy czas.
-Oni pojawili się tak nagle. Związali mnie i założyli coś na głowę tak samo jak reszcie. Słyszałam, że policja próbowała się skontaktować z napastnikami, ale oni nie chcieli słuchać.-łzy zaczęły kapać do kubka.
Agent przesunął w jej stronę pudełko chusteczek. Kobieta ostawiła kubek i wytarła oczy chusteczką.
-A potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Czułam, że worek zsunął mi się z głowy, ale dalej nic nie widziałam. Żyłka puściła, ale tak jakby dalej tam była siedziałam na ziemi, ale jednocześnie coś zmuszało mnie do robienia kroków na przód. Tak jakby mnie ktoś popychał, a potem nagle zaczęłam widzieć pierwsze, co zobaczyłam to ratownik, a co było dalej już chyba wiecie.

-Dziękuję. Jest pani wolna.


Rozdział 12 za nami. Wiecie jak to jest kiedy myślicie, ze macie wszystko za sobą, a potem okazuje sie, ze jednak nie? Właśnie coś takiego przeżywałam. Jeszcze wyników nie dostałam, a już muszę składać papiery do szkół bo terminy. 
Mniejsza z tym. Obiecałam sobie, że nie nie odwale hautury i po tak długiej przerwie dodam porządny rozdział. Sami oceńcie czy mi wyszło. O ile ktoś tu jeszcze jest w co gorąco pragnę wierzyć. Słowem podsumowania pająki nie pająki, iluzje nie iluzje nic tylko palnąć se kulkę w ramie. Prawda Mary?
Mary:...
Ja: :)
Z moich informacji wynika, że już nic nie możecie zdziałać w kwestii szkolnej więc w czystym sumieniem mogę zajmować wasz cenny czas.
No to ja sie  za wami żegnam.
Do następnego posta .
Hania.