niedziela, 13 sierpnia 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.13)

 Rozdział 13

Mary

-Naucz mnie strzelać. - Papieros wpadł z rozchylonych ze zdziwienia ust Bastiena i wpadł do kubka z kawą.
-Mince!- Zakrzyknął wsadzając palce do gorącej kawy, co okazało się nie najlepszym pomysłem.
-No to jak będzie?- Spytałam splatając ręce na piersiach.
-A ty nie jesteś przypadkiem bleyderką?- Zdziwił się machając poparzoną dłonią.
-W WBBA nie można umieć dwóch rzeczy na raz?
-Można wystarczy spojrzeć na Midori. Zastanawiam się tylko, dlaczego chwilę po akcji zamiast...A no tak, bo ty nowa jesteś.- Patrzył na mnie przez chwilę nic nie mówiąc.- Zaraz …To była...-Zaczął, ale nie skończył.- Słonko załatw mi proszę wolną strzelnice.-Zawołał do przechodzącej obok kobiety.- A ty idziesz ze mną.- Uśmiechnął się wyciągając kolejnego papierosa.
-Czekaj teraz?- Zdziwiłam się. Zbił mnie z tropu. Nie myślałam, że się zgodzi, a jeśli nawet to, że każe mi wrócić do domu i się zastanowić czy coś.
-Najlepiej działać od razu póki adrenalina nie zejdzie. Masz szczęście, że barku ci nie wywaliło. Idziesz czy nie?
Strzelnica. Długa niska hala podzielona na kilka stanowisk znajdowała się kilka pięter niżej niż szatnia po zjechaniu winą przeszliśmy krótki korytarz i znaleźliśmy się na miejscu. Jak na te godzinę było tam sporo ludzi. Niektórzy rozmawiali inni strzelali w skupieniu. Czyli to tutaj agenci WBBA spędzają wolny czas. Ciekawe.
-Nie boisz się broni, prawda?- Zapytał mój ‘’opiekun’’, na co ja pokręciłam głową.- No i bardzo dobrze.- Wyciągnął pistolet z kabury i przetarł go dłonią.- To tylko przedmiot równie dobrze można zabić kamieniem. – Obrócił broń i podał m ja trzymając za lufę. – A i uważaj gdzie trzymasz palce.
-Nie jestem głupia. –Warknęłam.
Pistolet był cięższy niż się spodziewałam, ale dobrze leżał w dłoni.
-To Glock.- Wyjaśniał Bastien.- W magazynku ma 17 naboi. Radze je liczyć, bo inaczej może być źle. Celujesz przez tamtą szparkę. Musisz mieć cel na końcu muszki.
-Gdy będziesz gotowa strzelić upewnij się, że nie oddychasz za szybko i tuż przed naciśnięciem spustu wstrzymaj oddech.
-Po, co?
-Pistolet się wtedy nie trzęsie. No dobra zobaczmy, co umiesz tam jest twój cel.-  Powiedział wskazując wiszącą w połowie długości toru kartkę papieru z ciemnym kształtem przypominającym człowieka pośrodku.- A pamiętaj o słuchawkach.
-No dobra. –Wcisnęłam słuchawki na uszy i wyciągnęłam przed siebie broń. Bastien nacisnął wewnętrzną stronę mojego łokcia, przez co moja ręka się lekko zgięła.
-Łokcie luźno.-Powiedział odchylając na chwilę jedną ze słuchawek na moich uszach.
-Okey.-  Skierował lufę w stronę celu i pociągnęłam za spust rozległ się trzask stłumiony przez słuchawki, a ja poczułam odrzut broni na obu rekach jakby ktoś próbował wypchnąć mi je z barków.  Zachwiałam się lekko, ale nie upadłam.
-No nie źle.- Bastien pokiwał głowa drapiąc się po podbródku.-  Może następnym razem spróbuj celować.
-Daruj sobie sarkazm.- Burknęłam masując ramię.
- No już. Spokojnie jak na wojnie tu pierdolnie tam pierdolnie. Będzie dobrze.
-Co ty pierdolisz?- Spytałam jednocześnie opuszczając broń.
-Nic ważnego. Glock do góry, oczy na muszkę i zegnij te łokcie. 

Kelly

Przeciągnęłam się wyciągając grzbiet w pałąk i zaciskając palce na pierzynie. Już dawno nie spało mi się tak dobrze. Chłodne powietrze prześlizgnęło się po moim policzku oddając resztki snu. Otworzyłam oczy i zerwałam się na równe nogi. Nie byłam w łóżku. Nie byłam nawet w moim mieszkaniu nie byłam w ogóle w żadnym pomieszczeniu. Stałam pośrodku wygniecionego w śniegu kształtu gdzieś na jakimś dachu. To mi się śni? Nie przypominam sobie żebym się kładła.
Na szybko policzyłam palce u rąk. Dziesięć zgadza się. Spojrzałam w niebo. Ta prędzej mi kaktus na tyłku wyrośnie, iż zobaczę księżyc przez te chmury. Dla pewności uszczypałam się w szyje. Zabolało.
 Okey jestem przytomna. Raczej.
Ostatnie, co pamiętam to… metro. I wszytko jasne pewnie kimnęłam na siedzeniu i lunatyk mi się załączył. Ciekawe ile czasu z życia straciłam.
Sprawdziłam kieszenie. Biała, klucze, portfel, telefon wszystko jest. Przynajmniej tyle.
 Przekonując samą siebie, że nic się nie stało wróciłam po swoich śladach z powrotem na chodnik i jak normalny człowiek przechodziłam ostatnie przecznice dzielące mnie od mieszkania. Nie było bardzo późno, więc jeśli nic nie postanowi się skapać, że coś poszło nie tak.

Osiem lat temu

-No to na trzy.-Powiedział Ryuga stając pewniej poczym szybko szarpną moim ramieniem. Kość chrupnęła i wskoczyła na miejsce.- Trzy.
-Kurwa mać.-Zaklęłam tłumiąc krzyk i zaciskając dłonie wokół kolan. -Dzięki.- Wysapałam.
Kishatu usiadł na przeciwko mnie i zrobił tę swoją minę pod tytułem: "Mów".
-Co się gapisz?- Burknęłam masując ramię.- No lunatykuje no.- Przyznałam się.
Z tego, co powiedział przed chwilą powłócząc nogami jak duch, albo inne zombie przeszłam przez korytarz zahaczając o wszystko, co się dało, po czym ma jego oczach przeturlałam się po schodach i grzmotłam twarzą w półpiętro. Chyba należą mu się jakieś wyjaśnienia.
-Od dawna?- Pytały jego oczy. Żółte odbijające słabe światło, jakie wpadało tu przez okno.
-Chyba od zawsze.-Siedziałam przez chwilę cicho z ręką na pulsującym tępym bólem ramieniu.
Nie naciskał. Spokojnie czekał, aż się ogarnę, rozpłacze, albo..W sumie nie mam zielonego pojęcia, czego on się wtedy po mnie spodziewał. Musiałam wyglądać naprawdę żałośnie.
Zacisnęłam zęby na dolnej wardze i powoli opuściłam ręce.
-Nie, co noc i nie zawsze chodzę czasami tylko mówię, albo siedzę na łóżku.-Powiedziałam luźniejszym tonem.-Tak jakbyś chciał wiedzieć.- Rzuciłam podnosząc się nagle z podłogi.- A i jeszcze jedno jak komuś powiesz, że spadłam ze schodów to następnym razem będziesz na moim miejscu. Łapiesz? Rodzice nie puszczą mnie na kolejną wycieczkę jak się dowiedzą, że mi odbiło.
-Jak wytłumaczysz im te szramę?- Spytał również wstając.
-Coś wymyślę....W końcu na treningu nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.- Błysnęłam zębami.
-Kaleka.
-Żółw.
***
Szczerzyłam się jak głupia do ośnieżonego chodnika, kiedy wspomnienia jak film przepływały mi przed oczami.  
Jedną z wielu zalet zimy jest to, że bardzo szybko robi się ciemno, a mi to bardzo pasuje. Kiedy jest ciemno wokół jest mniej ludzi człowiek może spokojnie odetchnąć pełną piersią nie przejmując się, co inni powiedzą, bo w końcu, żadnych innych tu nie ma. Nie trzeba się martwic, że ktoś zobaczył cie w trybie zombie. Jest czas by dojść do siebie po utracie około dwóch godzin z życia. 
-Znowu szlajasz się nocą po mieście?- Odwróciłam się spokojnie bujając lekko futerkiem u dołu płaszcza.
-Kogo moje piękne oczy widzą? Król bestii we własnej osobie. Od dawna jesteś w mieście?- Zapytałam uśmiechając się łobuzersko patrząc jak podchodzi bliżej.
-Trochę, a co znowu zagrozisz, że wywiozą mnie z niego w kawałkach?- zaśmiałam się, a kącik ust Yoyo lekko drgnął.
-Nie lubię się powtarzać. odparłam wzruszając ramionami.- Jestem na to zbyt kreatywna.-Wywrócił oczami tak dziwnie jakby mimo wszystko był zadowolony. Ciekawe, czemu.- Wybierasz się gdzieś?
- Tak się składa, że tak.- O nie wysłał mnie do diabła.
-No to gratuluje. Mam nadzieje, że wymyśliłeś coś ciekawszego niż ciastko i kawa.-Poklepałam go o ramieniu i poszłam w swoją stronę.
No proszę bestia znalazła sobie piękną. Chociaż Kyoya to bleyder równie dobrze mógł się cieszyć idąc po nowe części do kuczera.
 Mimowolnie zachichotałam.- Bleyderzy potrafią być czasami naprawdę uroczy.
- Mam wielką spluwę! Wzięłam ją od mojego Pana!  Dość o sprawiedliwości chcę tylko poczuć twoją bliskość!  Jestem twoim aniołem, dzieli nas tylko jeden strzał! Zmuszasz mnie, bym cię zniszczyła!  Nie ważne, kim jesteś! - Śpiewałam, a właściwie to darłam się prosto w rozgwieżdżone niebo. I wtedy to zobaczyłam. Pierdolone dwa księżyce.
Zabrakło mi tchu. Świat przed moimi oczami zaczął tracić swoje kształty i kolory wyginał się by w końcu rzucić się mi na twarz.
Obudziłam się, albo śpię dalej. Chuj wie.
Stałam na środku chodnika dokładnie tam gdzie skończył się mój sen.
Mój telefon dzwonił.
Odebrałam.
-Ryuga? Jest źle. Przyjdź po mnie.

Hikaru

Siedząc sama na stadionie powoli dokręcałam ostatnią śrubkę przy kuczerze.
Powinnam zapytać go o ten naszyjnik? W końcu skądś musiał się tam znaleźć, a jeśli to nie Kyoya to, kto?  Kto mógł zauważyć brak takiego drobiazgu?  Koledzy w pracy raczej nie zwracają na mnie uwagi nie w ten sposób.  Zawsze zostaje opcja, że ktoś przez pomyłkę zostawił tam te paczkę, ale na moje ogłoszeniu o jej znalezieniu jeszcze nikt nie odpowiedział.   Odłożyłam śrubokręt z powrotem do torby i w zamyśleniu zaczęłam bawić się blaszką naszyjnika.
-Yo Hikaru.
-O.  Już jesteś. –Ucieszyłam się. –Mamy arenę praktycznie na własność, możemy robić, co nam się żywnie podoba jutro i tak ją demontują.
-Jak widać.-Odparł Tategami kładą na ławce swoją kurtkę i torbę. - Gotowa? –Zapytał odpinając od paska wyrzutnie.
-Coś się stało?- Spytałam.- Wyglądasz na zdenerwowanego.
-Ja zawsze tak wyglądam. Mniejsza ładuj kuczer.   
-No dobrze nie spinaj się tak, bo ci żyłka pęknie zanim cie pokonam.
-Chciałabyś. – Uśmiechną się wyciągając przed siebie ręce z załadowanym kuczerem.
-3
-2
-1
-Let it rip!
-Tylko bez forów. Jak zobaczę, że odpuszczasz to nie dam ci żyć.-Ostrzegłam go.
-Znasz mnie. Ja nie wiem, co to fory. Leone Wichrowa ściana mocy. -Na samym środku areny wyrosło potężne tornado. Fang Leone bey defensywy to dla niego naturalne utrzymywać stałą pozycję, ale Kyoya potrafił zmusić go do zachowania się jak bey ofensywny, więc muszę uważać tak czy siak. Mój bey zataczał koła nabierając prędkości, bo jeżeli cokolwiek miałoby się tutaj udać to tylko, jeśli załatwię to szybko.
- Aquario Specjalny atak Fala nieskończoności. – Storm stworzył swoje iluzje, które pociągnęły za sobą fale atakująca ze wszystkich stron tornado.
-Serio Hikaru?- Wyglądał jakby było mu mnie prawie żart.
-Nie rób przemądrzałych min tylko walcz. Jak bleyder z bleyderem.
-Sama chciałaś. -Tornado rozbiło się niszcząc iluzje, a bey Kyoy przyparł mojego bey'a do brzegu areny, przez co ta zaczęła się kruszyć. Kamienie beton i zbrojenia sypały się na wszystkie strony dopóki Aquario nie udało się uciec wtedy Leon sam grzmotnął o podłoże, a ja wiedziałam, co zaraz nastąpi.
-Leone Stu zębna furia lwa.-bey porwał w powietrze cały ten burdel.
-Rozproszyć się.- Rozkazałam, a wtedy po arenie pojawiło się sie mnóstwo lustrzanych odbić Aquario o wiele silniejsze niż te poprzednie. To znaczy na tyle silne by nie rozbić się od byle podmuchu. Iluzje przenikały się nawzajem. Skręcając w możliwie najbardziej nieprzewidywalny sposób. Robiły dosłownie wszystko by tylko zmylić Tategamiego. Udało im się. Leon miotał gruzem we wszystkie odbicia zmieniając arenę w najeżone pobojowisko, a na czymś takim nie da się ustać zbyt długo.
-Aquario Zemsta Mórz!- Stadion wypełnił się wzburzoną wodą przykrywającą każdy jeden wyszczerbiony kawałek areny.  Nie ukrywam stworzyłam ten atak z myślą o Kyoy.  Stu Zębna Furia Lwa, a właściwie to, co pozostawiała po sobie na arenie przywodziło mi na myśl skalisty brzeg morza. Brakowało tylko spienionych fal, ale to nie było żadnym problemem.
Potężne fale gotujące się u moich stóp miotały Lionem na lewo i prawo obijając go o skały.
-Wygląda na to, że sam wykopałeś sobie grób.-Powiedziałam widząc zaskoczenie na twarzy Tategamiego.
-Tak myślisz?- Fang Leone zniknął pod wodą, a ta uspokoiła się zmieniając się w gładkie lustro.-Królewskie Uderzenie Przeciwnego Wiatru.
Na gładkiej tafli pojawił się ogromny bąbel, który pękając wystrzelił w powietrze wirującym słupem wody. Aquario zdążył tylko błysnąć i zadzwonił o posadzkę, a mnie i Kyoye zalały litry wody.
-No i jak?- Spytałam podnosząc Aquario i szukając jakiegoś suchego skrawka ubrania by go niego wytrzeć.
-Dobra walka. Od początku to planowałaś?- Pokiwałam lekko głową z uśmiechem.
-Liczyłam, że się nie wynurzy. Tak troszeczkę.
-Do następnej walki masz być tego pewna. –Pouczył mnie z groźną miną, ale jakoś nie mogłam podejść do tego z powagą.-Z czego się cieszysz?
-Z niczego. Porostu przypomniała mi się nasza pierwsza walka.- woda nieustanie kapała z czubka nosa Kyoy i wylewała się z rękawów.
-Te zawody w lesie?*- Zapytał po chwili zastanowienia.
-Tak.
-To było wieki temu.-Westchnął.
-A jakby nic się nie zmieniło. –dodałam.
-Może. Areny są tak samo łatwe do rozwalenia jak dawniej.
-Racja. To co kawa i czekamy, aż wyschniemy?
-A mam inny wybór?
-Nie wydaje mi się.


Rozdział 13 za nami. Bardzo sie na mnie gniewacie czy tak tylko troszkę? Nie mam nic na swoja obronę. przyznaje się do zaniedbań i obiecuje poprawę. Zapewne robię to już któryś raz z kolei, ale tym razem będzie inaczej albowiem doszłam do tego momentu w opowiadaniu gdzie wszystko mam już zaplanowane co do joty.
Ines: Mamy się bać?
Ja: Nieee niby czemu?
Ines:--.--
Ja: No dobra. Nie wszyscy i nie od razu.
A tak odbiegając trochę do tematu pochwalę sie tym, że uczę się jeździć więc możecie się spodziewać, mini opowiadania zawierającego kilka sytuacji jakie przydarzyły mi sie w czasie jazdy.


Mary: To co?
Ja; Domyśl sie. Hyhyhy.
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

*igrzyska śmierci. Tylko z tym mi się to kojarzyło. A Hyoma to Katniss. Nic tylko na drzewach by siedział. 

sobota, 8 lipca 2017

Dzień nad morzem

Wiecie, jaki mamy dzień?  Ósmy lipca. A wiecie, co to znaczy? Dokładnie trzy lata temu opublikowałam pierwszy rozdział mojego opowiadania, więc dokładnie dzisiaj Bloguś skończył trzy latka
Bloguś: Jej! Brawo ja!
JA: Tak brawo ty. Z tej okazji chciałabym wam podziękować, że byliście zemną zawsze i mimo wszystko. Tak, więc przejdźmy do najprzyjemniejszej części urodzin, czyli prezentów. Blogusiu, co ty byś chciał?
Bloguś: * zamyślił się * Chciałbym pojechać nad morze.
Ja: Mówisz masz.:)

Dzień nad morzem

Kelly

Bezkresna czerwień nieba łączyła się ze spienionym morzem na lini horyzontu skrywającego swoje tajemnice. Moment coś tu jest nie tak. Z sunęłam czerwone lenonki na czubek nosa, a wtedy świat odzyskał swoje normalne kolory. Tak lepiej. 
-Nie wiem jak wy, ale ja idę się kąpać.- Oświadczyłam zrzucają z siebie koszule i spodenki. 
-Nawet nie myśl, że wejdę do wody. Będę siedzieć w cieniu pod parasolem.-Oświadczyła szatynka rozkładając legowisko.
-Oj weź nawet tak troszeczkę?- Spytałam ze smutna miną.
-Nie.-Nie ma to jak uciąć dyskusje jednym słowem.
-Na mnie też nie liczcie. – Wtrąciła Glimer.
-Serio ty też?
-Mam książkę do skończenia poza tym ta twarz rozpuści się w słonej widzie.
-A potem się dziwicie, że wole się przyjaźnić z facetami. –Mruknęłam. –No ci zostałyśmy we dwie. –Zwróciłam się do Ines.
-Może później najpierw chciałaby się ładnie opalić.
-Tylko nie zapomnij o kremie z filtrem.-Poprosił Alex.
-Czekałam, aż to powiesz.- Roześmiała się Mary.
-Oparzenie słoneczne to nie jest nic śmiesznego.- Oburzył się jak na swoje możliwości.
-Wyluzuj młody zanim opowiesz im jak rozwija się rak skóry. –Nie ma to jak starszy brat, który sprowadzi cie na ziemię i popsuje wszystkim humor samym pojawieniem się.
-Dlaczego? Może jak poznają zagrożenie to nie skończą z poparzeniami. –I jego szalona dziewczyna. Bo przecież mama nie puściłaby nas bez opieki kogoś dorosłego samych nad morze. Mniejsza ja nie ma zamiaru się dzisiaj przejmować.
***
Ja; I jeszcze jedno.
Kyoya: Niby, co?
Ja: Kuczery. Macie się dobrze bawić, a jak wasza trójkę znam pójdziecie trenować. *Kuczery znikają, a w ich miejsce pojawiają się kremy z filtrem przeciwsłonecznym* Bawcie się dobrze.:D
Kyoya: Kiedyś ją  zabije  i to będzie wyglądać na wypadek.


Ines

Nie no w tak to ja do jutra nie napompuje tego leżaka. Musi być na to lepszy sposób. –Pomyślałam robiąc sobie kolejna przerwę.
-Mary mogę na chwile pożyć na chwilę Alex’a?- Tategami mruknęła coś w odpowiedz, a Alex się do mnie uśmiechną.
-W, czym mogę pomóc?- Zapytał podchodząc.
-A jak myślisz?- Zaśmiał się.
-Faktycznie trochę głupie pytanie.-Przyznał mi racje.- Wiesz, co chyba mam w torpie pompkę do roweru.
-Ty naprawdę masz wszytko w tej torbie.- Zaśmiałam się.
 -Bez przesady. Mary ostatnio zeszło powietrze z opony w rowerze i przybyłem na ratunek. -Jak zawsze?
W czasie, gdy przyglądałam się postępom w pracy Alex’a nad jego ramieniem pojawił się Bloguś, który zaczął opróżniać zawartość swojego bento do morza.
-Zaraz wrócę.- Powiedziałam i nie czekając na odpowiedź pobiegłam do dziecka.
-Blogusiu, dlaczego wrzucasz ryż do morza? Nie smakuje ci?- Zapytałam.
-Smakuje nawet bardzo tylko teraz jest pora karmienia, a ja nie zdążyłem zabrać z domu niczego innego do jedzenia.-O jak słodko karmi wymyślone zwierzątko. No chyba, że zwierzątko jest prawdziwe i spróbuje nas zniszczyć, co jak na jeden z punktów do odznaczenia na mojej liście wakacyjnej było by nawet prawdopodobne.
-W takim razie ci nie przeszkadzam. Pamiętaj, żeby nie wchodzić samemu do wody.
-I o rękawkach.- Roześmiałam się.
-Tak o rękawkach też pamiętaj.- Uroczy dzieciak.

Kelly

Porządnie wytrzepana przez fale stwierdziłam, że takie telepanie się w słonej wodzie, chociaż fajnie nie jest tym, co chce robić przez resztę dnia, a że na plaży nie ma zbyt wiele atrakcji musiałam zadowolić się tym, co było pod ręką –ludźmi.
-Ryuga nudzę się.- Oświadczyłam wskakując mu na nagrzany od słońca brzuch swoją ociekającą zimną woda osobą.-Zróbmy coś. I w ogóle to oddawaj moje okulary.
-Po pierwsze złaź zanim cie zrzucę.-Niechętnie się podniosłam usiadłam obok i zaczęłam wycierać kucyki, a kiedy to zrobiłam Ryuga powrotem oparł głowę na ziemi i zamkną oczy.-  Po drugie to moje okulary, które ty mi ciągle zabierasz.-
-Ty ich nawet nie nosisz, a mi pasują lepiej.-Oburzyłam się
 -A po trzecie niby, co mieli byśmy robić?
-Nie wiem. Utopmy kogoś, albo zagrajmy w siatkówkę.
-A masz piłkę?- Zapytał otwierając jedno oko.
-Hyhy. Zwycięzca bierze okulary.
-Chciała byś.

Mary

Odgłos wąchania i mokry język na mojej twarzy skutecznie uniemożliwił mi dalsze odpoczywanie w pół śnie.
-Przepraszam.-Powiedział Alex.- Zaczęła pić słoną wodę musiałem ją stamtąd wyciągnąć.
-Spoko.- Trudno było się denerwować widzą taka pocieszna mordkę. –Chciało ci się pić prawda.-Zaczęłam mówić do Kropki drapiąc ja po głowie i unikając zębów, którymi chciała złapać moją rękę. 
-Masz tu wodę biedulko.-Chłopak podsuną psu miskę pełna wody, a sam napił się z butelki.
-Wymęczyła cie, co?
-Tak trochę? Upał nigdy mi nie służył.
-A po niej to nie widać.
-Trudno się dziwić. Taki duży pies musi mieć się gdzie wyszaleć.
-To ty sobie poleż a ja się jeszcze z nią przejdę.- Zdecydowałam zapinając smycz na obroży kropki i zakładając okulary przeciwsłoneczne.
-Chyba "przebiegnę".
-Po piachu będzie ciężko.
-Dasz radę. Wierze w ciebie odsapnę troszeczkę i do was dołączę.
-No chyba.- Prychnęłam.  
Idąc brzegiem morza zaczęłam się trochę rozglądać gdzie się wszyscy rozpełzli.  Zielona czupryna Kyoy, co i rusz wystawała z pod tafli wody niczym u rekina, albo innego potwora morskiego. Kawałek dalej an wielkim jednorożco-leżaku z kieliszkiem w dłoni opalała się Ines. Ciekawe, kto jej dolewa tego o kol wiek ona tam pije.  Nie zdziwiłam się jakby pod wodą pływa jakiś przyczajony kelner. Chwila skoro oni są tam, a Alex był z Kropką na spacerze to znaczy, że zostawili śpiąca mnie samą na pastwę jakichś zboczeńców albo innych zwyroli albo, co gorsza wrednych gówniarzy???
Biegająca gdzie jej się tylko podoba i wsadzając nos w każdą jedną wydmę Kropka podbiegła do mnie niosąc w pysku sporawy kij.
-Co tam masz?-Zapytałam kucając obok psa.-Chcesz po aportować?- Na dźwięk tego słowa ogon Kropki zmienił się w wiatraczek rozsypujący piach na wszystkie możliwe strony.- Chcesz no to daj patyk. –Złapałam kij, a wtedy suczka zaparła się łapami o ziemie uparcie nie pozwalając odebrać sobie zabawki.
Oczy psa zdawały się mówić: „ Chce, żebyś to rzuciła, a nie brała do ręki.”
-Kropka puść kij inaczej go nie rzucę.- Pies z niemocy szczekania pisnął i zaczął dokądś biec.
-O ty mała.-Zdążyłam powiedzieć i zanim się obejrzałam biegłam po plaży goniąc psa.

Glimer

Ciało leżało na stole. Przyłożyłam dłoń do jego policzka. Jeszcze ciepłe. Czyli zdążyłam. Nie zastanawiając się długo odchyliłam mu głowę, ścisnęłam płatki nosa i razem z powietrzem wdmuchnęłam do jego płuc poskładaną do kupy duszę i życie.
Chłopak gwałtownie otworzył oczy i samoczynnie zaczerpnął powietrza. Zaklął tak paskudnie jak ja w życiu się nie nauczę i na powrót odleciał.
-I kolejny rok życia poszedł w pizdu.- Powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
Trochę to mnie kosztowało, ale najważniejsze, że się udało. Klęczałam przez dłuższą chwile z głowa opartą na brzegu stołu i odzyskiwałam siły. Chciałabym dłużej, ale co taka praca. Ten idiota był gorzej poharatany niż durszlak, aż dziwne, że jego dusza nie wypłynęła razem z krwią, która wraz z powrotem duszy zaczęła płynąć w żyłach i wypływać na stół. Chwyciłam igłę nitkę i zaczęłam łatać to cholerstwo.. Gdy skończyłam cerowanie, nasmarowałam rany maścią i owinęłam wszystko, co było trzeba bandażami.
Teraz tylko pozostało mi czekać czy pacjent zdecyduje się tutaj z nami zostać czy jednak zmarnuje mój prezent.
***
-Rozchmurz się.-Johannes wyrwał mnie z transu swoim wiecznie mruczącym głosem.- Wyglądasz jakby kogoś mordowali.
-Jak mam się rozchmurzyć, kiedy Megara traci kolejne lata życia zamiast jak człowiek powiedzieć mu, że go kocha. Chyba już trzecia książkę na to czekam.
-Jesteś na plaży…
-Która wygląda jak wielka kocia kuweta.-Wtrąciłam.
-I to ja mam świra na punkcie kotów.- Zaśmiał się.
-Tak ty. Ona się przy tobie po prostu pojawiają jakbyś je z tego swojego kapelusza wyjmował.
-Ale to nie ja biegałem przebrany za kota po mieście.- Zauważył.
 -Powinnam stamtąd uciekać w podskokach jak tylko pokazali mi ten kostium.- Zaśmiałam się.
Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że jeszcze będę się z tego śmiać zapłaciłabym komuś, żeby go zabił.
-Jak ci się nie podoba tutaj możemy przejść się po molo.
-Co ciekawego może być na molo?- Marudziłam.
-Ładny widok.
-Kpisz czy żartujesz?
- No to może pójdziemy na lody, albo wędzone ryby.-Próbował dalej.
-Sam dobrze wiesz, że trudno mi zjeść coś, do czego nie jestem przyzwyczajona.-Westchną zrezygnowany. 
 Aż m się go żal zrobiło. Znalazł sobie taką wyliniałą marudzącą starą babę i próbuje ją zabawiać. Właśnie, dlatego lepiej być samemu, albo wybierać nieczułych drani nie ma się po tym wyrzutów sumienia.
Niby przypadkiem oparłam głowę na jego ramieniu i kontynuowałam czytanie.
-Jak tylko skończę rozdział możemy się przejść po tym molo.
-Po, co?
-Coś zjeść, po oglądać?
-Nie chce mi się.-Mści się?- A co powiesz na targi książki?
-Jeszcze się pyta. No, choć, na co czekasz?- Zaśmiał się.
-Już idę, idę.   

Kelsi

Za jakie grzechy? Za jakie grzechy ja się pytam!? Czy ja komuś przeszkadzałam w mojej pracowni?  Wątpię.  Siedziałam sobie spokojnie i zajmowałam się swoimi sprawami i jak zwykle spotkała mnie kara za niewinność.
-Kelsi przestań mieć syndrom odstawienia i choć posędziujesz, bo Ryuga mówi, że nie umiem liczyć. –Zawołała Blue podbiegając od mnie z kolorową piłką w ręce.
-Nie mam syndromu odstawienia tylko słońce świeci mi cięgle w ekran, power bank zaraz wypali mi dziurę w torebce.
-No to go z niej wyjmij.
-Żeby mi się piachu do niego nasypało? Nie dziękuje.
-Zawołaj jak wydmuchasz muchy z nosa, albo zmienisz zdanie.
-Nie mam much w nosie!- Krzyknęłam za nią.
-Tak wiem tylko piach w….- Nie dokończyła, ale jej łobuzerski uśmiech zdradzał, że raczej nie chodziło tu o power bank.
-Kelsi pójdziesz zemną pograć na automatach? Tsubasa powiedział, ze nie mogę iść bez ciebie.
-Mój bohater.-Przytuliłam chłopczyka.
-Znaczy, ze tak?- Zapytał niepewnie.
-Tak. Jasne, że tak. Choć tylko ubierz koszulkę i butki.
-Tak jest. 
Zeszliśmy z tej po stokroć przeklętej plaży i weszliśmy w uliczki pełne kolorowych straganów smażalni ryb i lodziarni. Pozwoliłam Blogusiowi nas prowadzić, bo tak na dobra sprawę tylko on wiedział jak dojść na miejsce. Ciekawe skąd.
- Zagrasz ze mną w Cymbergaja?
-Zagramy we wszystko, co tylko będziesz chciał. –Obiecałam.
-Z Pac man’a.
-Tak W Pac Man’a też.
-Ale w to się gra jedna osoba na raz.- Zmartwił się. 
-Będziemy grac na zmianę i porównywać swoje wyniki.
-Ale najpierw w Cymbergaja.
-Jak tylko jego książątko sobie zażyczy.
-Nie jestem … O! Już jesteśmy!
-Hura.- Cicho zawołam.
-Cymbergaj! Cymbergaj!- Cieszył się młody. Trzeba będzie, kiedy zrobić takie Kinder party. Zaprosiłoby się Yuu i Kente, a nie to już duże chłopaki. Zaktualizuj sobie dane blondi bo zginiesz.
- Hej młody, co się stało? –Zapytałam widząc smutna minkę Blogusia.
-Bo ten pan powiedział, że Cymbergaj jest popsuty i nie możemy na nim grać.
-A to cymbał. Uszy do góry pan mądry inaczej nie wiedział, że ja jestem na pokładzie. Zajmij go czymś, a ja to załatwię.
-Dzięki jesteś najlepsza.

***
-Widzisz mamo. Udało ci się wszyscy się cieszą.-ucieszył się chłopczyk siedzący na kolanach swojej mamy.
-To głównie twoja zasługa. Wszystkiego co najlepsze synku.

-Kocham cie mamusiu.  Znalezione obrazy dla zapytania happy birthday gif


sobota, 17 czerwca 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.12)

Rozdział 12

Kelly

-Czekaj, bo nie jestem pewna czy dobrze rozumiem.- Przerwała Mary.- Załatwiamy wasze sprawunki, a tuż pod naszym nosem pająki porywają ludzi i robią im pranie mózgu?
-Nie mamy, żadnych dowodów na to, że mają z tym jakikolwiek związek.-Tsubasa usiłował jakoś przemówić nam do rozsądku.
-No tak. Bo oni sobie radośnie uzbrojeni biegają po mieście w poszukiwaniu dwóch identycznych płatków śniegu.- Sarknęłam.
-Twój sarkazm jest nie na miejscu.-Kapitan zwróciła mi uwagę.
-Tyłek Tsubasy na fotelu dowódcy tego burdelu jest nie na miejscu.
-Zamknęła byś pysk i dała mu dokończyć, co?- Warknęła szatynka.
-Dobra, chodziło mi o to, że w terenie Tsu był dużo lepszy.
-Jasne.
-Tak, więc. Nie mamy pewności, że gang Pająków Nocy ma z porwaniami jakikolwiek związek na ich ciałach nie odnaleźliśmy charakterystycznych dla tego gangu tatuaży.
-Jak tak nad tym zastanowić do tej pory pająki zgarniały głównie nastolatków w okresie buntu, którzy chcieli dopiec rodzicom. -Ines myślała na głos.
-Właśnie o tym mówiłem.
-Ale skoro to nie oni to, kto i dlaczego biega jak porąbany po kraju i porywa ludzi? - Zauważyłam.
-Właśnie to staramy się ustalić.
-I wam nie idzie.- Mruknęła pod nosem Mary.
- Struktura gangu tego gangu nie jest liniowa. Pojedyncze grupy nie wiedzą o istnieniu pozostałych, przez co nie jesteśmy w stanie dotrzeć do dowódcy.-Ta coś o tym wiem.
***
Psy jadą-krzyknął człowiek, który stał na czatach. Zapał do walki znikł i natychmiast zastąpiła go paniczna chęć ucieczki. Hala opustoszała w przeciągu sekund i zostałam sama.
No po prostu cudnie.
Podeszłam do człowieka, który przed chwilą próbował mnie zastrzelić. Uniosłam jego twarz tak, aby patrzył na mnie i zapytałam:
-Gdzie znajdę waszego lidera? Gadaj!
-W.......w...-Próbował zacząć człowiek
-W, czym?
-B....b....-zdążył jeszcze wydukać, po czym wydał z siebie długie westchnienie i stracił przytomność.
-Cholera.
***
-A, co z tym typem w kimonie? Z tego, co mówiliście to nie jest pierwszym lepszym żółtodziobem zgarniętym z ulicy.
-Nie mamy nic, co pomogłoby nam go znaleźć czy chociaż by zidentyfikować.
 -Dyrektorze Otori.- Kobieta, która właśnie z tymi słowami weszła do gabinetu przypominała mi robota. Nie żeby miała coś nie tak z twarzą po pro prostu podchodziła do sprawy bardzo zadaniowo i poważnie, a może po prostu normalni ludzie tak mają.-  W banku Aozora trwa napad. Zorganizowana grupa ludzi wzięła ośmiu zakładników. Na miejscu jest już policja.
-Za piętnaście minut chce wiedzieć wszystko o ludziach w banku, kto co gdzie i dlaczego. W trzy macie się szykować Bastien, Hisoka i Midori idą z wami.

Ines

Zostałyśmy przetransportowane na miejsce zdarzenia. Budynek został otoczony jednak nie udało się nawiązać kontaktu z porywaczami. Przyznaje nie za wesoło to wygląda.
-Oglądasz?- Spytałam wybierając numer i podnosząc telefon do ucha.
-Jak zawsze.-Odezwała się Kelsi.
W Dark Nebuli zdała egzamin. Była opanowana bez względu na to, co się działo. Wiedziała, co gdzie i jak. Czemu WBBA się nią nie zainteresowało?
-Potrzebuje planu budynku i podglądu z kamer.
-Jasne. - Schowałam telefon o kieszeni i delikatnie wzdrygnęłam się widząc Bastiena.
-Na twoim miejscu nie ufałbym takiemu... źródłu. –Powiedział.
-Na całe szczęście nie jesteś na moim miejscu.- Odparłam.
-Ufać komuś, kto od dawna powinien siedzieć...-Nie dokończył. Chciał, żebym sobie sama dopowiedziała. Skubaniec jeden. Chyba nie wie gdzie jest jego miejsce. No cóż chyba będę musiała mu to pokazać.
 Podniosłam na niego wzrok i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Posłuchaj Bastien, ty masz swoich ludzi, a ja mam swoich. Nie wchodź mi w paradę to może coś z tego wyjdzie.- Nie odwrócił wzroku.
-Strach żyć w tym mieście.  Jak cie nie porwą to wezmą na zakładnika. – Wesołym głosem wtrąciła się Kelly. Pomarańczowy pompon na jej czapce wesoło podskakiwał, kiedy tylko ruszyła głową. Wyglądała głupkowato ubrana kostium od WBBA zimową czapkę rękawiczki na dwa palce i szalik.
-Jak ci się nie podoba to się wyprowadź. – Rzuciła szatynka siedząca w dalszym ciągu w samochodzie, którym nas tu przywieźli. Chyba niezbyt uśmiechało się jej pokazanie w przydzielonym jej kombinezonie.
-Mary czy Fenrir jest w stanie stworzyć iluzje pełnego spokoju?- Spytałam patrząc na przysłany mi właśnie podgląd z kamer.
-Raczej.- Mruknęła niepewnie.
-Obraz, dźwięki zamaskuj wszystko. Mają myśleć, że wszystko idzie zgodnie z ich planem
-Kelly skołuj motor, Hisoka oczyść teren Bastien odpal tamten tir.
-Co ty planujesz? – Spytała Tategami.
-Pamiętasz „Moment of terror”?- Twarz szatynki przeciął uśmiech. –Szykuj się na powtórkę.
 To zadanie wymagało niekonwencjonalnego podejścia. Zbyt wielu ludzi uzbrojonych i prawdopodobnie pod wpływem znajdowało się w budynku, żeby przedzierać się przez każde piętro po kolei zajęłoby to zbyt dużo czasu, a po takim przeciwniku można spodziewać się wszystkiego nie wyłączając zarznięcia zakładników na miejscu.
***
-Idziecie tam we dwie. Mają za dużo ładunków wybuchowych, żebym mogła się tam na coś zdać. Hawana wybijesz szybę tak by Mary mogła wylądować.- Tłumaczyłam.
-Masz to jak w banku.
-Macie trafić dokładnie w piąte okno o lewej na siódmym od góry piętrze.  Wpadniecie na dwóch typów uzbrojonych pilnujących zakładników. Mary dopilnujesz, żeby zakładnicy nie wpadli w panikę.
Bastien.- Mężczyzna podniósł na mnie wzrok.- Ty Midori i Hisoka do tej pory macie przedostać się na drugie piętro osłona powinna wam to umożliwić.
-Na górze zostało ich tylko dwóch?- Dopytywała Kelly.
-Nie. Reszta próbuje włamać się do sejfu. Zaczekasz, aż ci z dołu się do was dotrą i dopiero wtedy zaatakujecie. Jeszcze jakieś pytania?
-Ja mam jedno.- Hawana podniosła palec o góry.- Robiłaś to już kiedyś?
-No dobrze. Wszyscy na miejsca.-Zadecydowałam.
-Ej no.  Ja serio pytam!

Mary

-Fenrir rób swoje.-  Szepnęłam kucając przy beyu.
Kły na fusion wheel Fenrira zaczęły się szybciej obracać tnąc powietrze przy tym powietrze, przez co wokół zaczęło rozlegać się stłumione wycie. Rozchodziło się coraz dalej i dalej.
-Dobra powinno działać.- Powiedziałam do słuchawki w moim uchu wsiadając na motor i odpalając go.
-Brakowało mi tego. – Powiedziałam, gdy głęboki pomruk maszyny rozbrzmiał w moich uszach.
-Roztrzaskiwania się na płaskich powierzchniach? –Spytała siedząca za mną zielonkawa Kelly.
-Nie trząś portkami tylko ładuj kuczer. – Doradziłam jej zakładając kask.
 -No dobrze panienki. Przedstawienie musi trwać. Nie spuszczać wzroku z celu i uważajcie na zakładników.-Odezwała się Ines w moim uchu.
-Lodomir nie zostawia świadków.
-Kelly jeszcze raz powiesz coś w tym stylu osobiście urwę ci język.
-Lodomir przeprasza.
-Starajcie się ich nie zabić musimy ich jeszcze przesłuchać.-Odezwał się Bastien.
 Czyli awansowałyśmy na morderców …Świetnie.
-Pytanie, kto z naszej szóstki ‘’a’’ nosi broń palną i ‘’b’’ wydaje mu się, że ktokolwiek go słucha? - Odgryzła się Kel.
-Dzięki Tsubasie, że was przysłał wreszcie jest, do kogo gembe otworzyć.
Ruszyłam. Maszyna przez dłuższą chwile jechała na tylnym kole, po czym z głuchym łupnięciem opadła na wszystkie koła. Wjechałam na rampę z ciężarówki i w mgnieniu oka znalazłam się w powietrzu i właśnie wtedy czas zwolnił. Ilekroć bym tego nie robiła zawsze jest tak samo w kulminacyjnym momencie, kiedy nie mogę już w żaden sposób zmienić tego, co ma się wszystko dzieje się wolniej.  Tak, żebym mogła zobaczyć każdy nawet najdrobniejszy szczegół.
Widziałam jak bey Kelly przelatuje koło mojej głowy i powoli zagłębia się w szkło, które porasta milionem pęknięć by w końcu rozpaść się na kawałki. Przy akompaniamencie ogromnego huku świat nagle przyspieszył. Motor wpadł do środka razem zemną.
-Kelly jesteś?- Spytałam spoglądając za siebie dziewczyna kiwnęła głową i przeskoczyła mnie. Ma tu robotę nie mogła mnie z nią zostawić.
Zaczęły się strzały. Trzymając głowę nisko przeszłam do miejsca, w którym mieli znajdować się zakładnicy. Zebrał się tam spory tłumek wszyscy związani z workami na głowach. Podbiegłam do pierwszego z brzegu zakładnika i zaczęłam rozcinać scyzorykiem plastikowe żyłki na jego nadgarstkach i przegubach.
-Co się dzieje?- Zapytał jeden z zakładników.
-Jesteśmy z WBBA. Wyciągniemy was stąd.- Z całej siły starałam się trzymać nerwy na wodzy. Jeśli zobaczą jak jestem zestresowana to im też się udzieli.  
Kilka kul wbiło się w ścianę.
-Dopiero, co skończyłem studia i dostałem prace! Nie chce umierać to nie sprawiedliwe!
-Zginiemy!
-Uspokójcie się nikt tu nie zginie. Chyba, że nie przestaniecie drżeć się bez sensu. –Rzuciłam rozwiązując kolejnych zakładników.-Kel uważaj tam, co!?
-Robie, co mogę? –Odkrzyknęła kontem oka zdążyłam dostrzec jak odrzuca na bok karabin i gdzieś skacze.
-Jak wygląda sytuacja?- Spytała Ines w moim uchu.
-Zakładnicy są cali, a Kelly daje radę.
-To dobrze Bastien oczyścili parter. Zapakuj cywili do windy odeskortują ich.
Zapakuj cywili łatwiej powiedzieć niż zrobić. 
***
Spokój i cisza. Pierwsze dwa symptomy tego, że coś idzie nie tak jak iść powinno. Przynajmniej, jeśli chodzi o napad na bank.
-Długo jeszcze? Gliny chyba coś planują.- Niecierpliwił się jeden ze złodziej.
-Powoli do celu. –Odparł jego towarzysz montując ładunki kierunkowe na drzwiach do sejfu.
-Choroba.- Zbir wyją krótkofalówkę.- Jay jak wygląda sytuacja? – Urządzenie zatrzeszczało, ale odpowiedź go nie opuściła. – Idę sprawdzić, co tam się dzieje.-Oświadczył wychodząc. -Ej, co to ma być!?- Zawołał widząc snującego się po korytarzy wspólnika, ale ten nawet nie podniósł na niego wzroku. – Zadałem pytanie.-Powiedział stanowczo podchodząc do mężczyzny. Kiedy był w połowie drogi potknął się i wyrzwzną w podłogę jak długi. Obrócił się, ale na podłodze nic nie było czuł tylko na palcach coś ciepłego i lepkiego.
-Co jest?- Zapytał zszokowany.
W jego twarz uderzył delikatny powiew. Spanikowany złapał karabin i stanął na równe nogi. Okna były zamknięte, więc skąd wiatr? Ktoś musiał tu być. Tylko gdzie? Lustrując teren wzrokiem podszedł do drugiego złodzieja.
-Mamy towarzystwo.-Powiedział. – Stary to nie jest czas na żarty. Rusz się. –Mężczyzna szarpną swojego wspólnika, a właściwie próbował, ale jego ręka przeszła na wylot.- Jasny chuj.
Coś uderzyło w niego i powaliło go na ziemie. Szarpał się z niewidzialna istotą z całych sił starając się wyszarpnąć swój karabin.
Broń wypaliła.
Kula trafiła.

Kelly

Mary gruchnęła o ścianę. Szybko skończyłam z typem i dość pokracznie jak na mnie podbiegłam do siedzącej pod ścianą szatynki.
-Miałaś uważać.- Warknęła trzymając się za ramie.
- Pokaż to.– Powiedziałam odciągając jej dłoń. Nabój całkiem zmiażdżony tkwił w głęboko w materiale podważyłam go lepkim od krwi pazurem i uważnie obejrzałam dziurę nie widać było skóry.-Czyli jednak są kulo odporne.- Oświadczyłam z uśmiechem. 
 -Spierdalaj.- Warknęła próbując sprzedać mi kopniaka.
-Możesz ruszać ręką?- Spytałam całkiem serio. 
-Daruj sobie.- Burknęła wstając i lekko masując bark.-  Gdzie ten Bastien?
-Po, co czekać?  Same ich wykończmy. Jeden już i tak stamtąd wylazł.
-W sumie… 

Mary

-Beznadzieja. Robie tu za pożal się Boże tajnego agenta, a oni się nawet nie wysilili, żeby nauczyć mnie strzelać czy coś.- Burknęłam rozwiązując buty.
-A, po co im kolejny żołnierzyk skoro mogą mieć ciebie?- Zapytała z przebieralni Hawana.
Burknęłam coś w odpowiedzi mocno ciągnąc but, który jak na złość nie chciał zejść.
-Kelly ma trochę racji gdyby potrzebne im byli ludzie po typowym szkoleniu WBBA to by na pewno znaleźli kogoś innego.  Tu musi chodzić o nasze umiejętności.
-Niby, jakie?- Burknęłam.
- No ta, bo przecież nic nie umiesz.- Niebiesko włosa przyznała i racje wychodząc z przebieralni. -Bo przecież wcale nie potrafisz wyciągnąć z człowieka tego, czego chcesz ani powalić kogoś jednym dźwiękiem. –Kontynuowała.- Kobieto dzisiaj włamałaś się do banku na motorze przez okno na diabli wiedzą jak wysokim piętrze. –Mówiła uśmiechając się szeroko. 
 -I, z czego ty się niby cieszysz?- Mruknęłam.
-Głównie z tego ze to przeżyłam.
-Szczere.- Zauważyła Ines.
-A daj cie wy mi obie święty spokój.- Wyciągnęłam ciuchy z szafki i poszłam z nimi do przebieralni.-pierdolcie się.- Mruknęłam.
-Widziałam ten uśmieszek.- Zawołała za mną Ines.
***
W jasnym pokoju przy drewnianym biurku na  obitych  przyjemnym w dotyku materiałem krzesłach siedziało dwoje ludzi. Jedno z nich ciężko przerażone, a drugie całkiem spokojne.
-Mogę już wracać do domu?- Spytała sekretarka ściskając w dłoniach kubek.
-Jeszcze tylko kilka pytań.- Obiecał Hisoka.- Powiedź, co tam się stało.
-Jestem w szoku. Nie mogę mówić z sensem. –opierała się.
-Po po prostu powiedź, co pamiętasz.
-Pomyślisz, że oszalałam.- Mruknęła wyciągając rękawy koszuli tak, żeby zasłaniały część jej dłoni.
-Trudno mnie zdziwić możesz wierzyć mi na słowo.- Kobiecie wyrwał się nerwowy chichot. -Nie musisz się spieszyć mamy czas.
-Oni pojawili się tak nagle. Związali mnie i założyli coś na głowę tak samo jak reszcie. Słyszałam, że policja próbowała się skontaktować z napastnikami, ale oni nie chcieli słuchać.-łzy zaczęły kapać do kubka.
Agent przesunął w jej stronę pudełko chusteczek. Kobieta ostawiła kubek i wytarła oczy chusteczką.
-A potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Czułam, że worek zsunął mi się z głowy, ale dalej nic nie widziałam. Żyłka puściła, ale tak jakby dalej tam była siedziałam na ziemi, ale jednocześnie coś zmuszało mnie do robienia kroków na przód. Tak jakby mnie ktoś popychał, a potem nagle zaczęłam widzieć pierwsze, co zobaczyłam to ratownik, a co było dalej już chyba wiecie.

-Dziękuję. Jest pani wolna.


Rozdział 12 za nami. Wiecie jak to jest kiedy myślicie, ze macie wszystko za sobą, a potem okazuje sie, ze jednak nie? Właśnie coś takiego przeżywałam. Jeszcze wyników nie dostałam, a już muszę składać papiery do szkół bo terminy. 
Mniejsza z tym. Obiecałam sobie, że nie nie odwale hautury i po tak długiej przerwie dodam porządny rozdział. Sami oceńcie czy mi wyszło. O ile ktoś tu jeszcze jest w co gorąco pragnę wierzyć. Słowem podsumowania pająki nie pająki, iluzje nie iluzje nic tylko palnąć se kulkę w ramie. Prawda Mary?
Mary:...
Ja: :)
Z moich informacji wynika, że już nic nie możecie zdziałać w kwestii szkolnej więc w czystym sumieniem mogę zajmować wasz cenny czas.
No to ja sie  za wami żegnam.
Do następnego posta .
Hania.

czwartek, 18 maja 2017

Przez zakratowane okno do pokoju wdzierały się ostatnie promienie zachodzącego słońca. Przykuta potężnymi łańcuchami leżąca na gołej ziemi postać słabo się poruszyła. Leżące przednią sterty papierów zaszeleściły zapisane na nich pradawne runy spisane językiem tak starym, że nikt nie jest wstanie ich odczytać błysły żółtą, zieloną i pomarańczową poświatą. Więzień tego dziwnego miejsca podniósł zmęczoną i zapuchniętą powiekę ukazując przekrwione niebieskie oczy.  Odprowadziła wzrokiem zachodzące słońce, a gdy niebo zasnuła ciemność na jej zmęczonej twarzy wykwitł uśmiech. Osiemnasty dzień piątego miesiąca wreszcie dobiegł końca. Trzęsącą się dłonią podniosła zielony ołówek, który pod jej dotykiem zmienił się w miecz, którego ostrze wbiła w jedno z ognił łańcucha, a ten pękł rozsypał się po posadzce niczym sznur korali.  Postać powoli podniosła się na nogi i ciągnąc za sobą miecz podeszła do ściany, którym powaliła lekkim pchnięciem.  Kamień z głuchym łoskotem zmienił się w proch, a do celi wpadł słaby powiew nocnego powietrza. Rozwiał jej posklejane w strąki włosy i szarpną skrawkiem spódnicy.  
-Jestem wolna!!! – Ryknęła pełną piersią unosząc w zaciśniętej pięści miecz.


Ryuga:, Ale ty wiesz, że kawałek obok miałaś drzwi?
Ja: Musisz mi wszystko psuć?
Ryuga: No już ciesz się zasłużyłaś.
Ja: Yey! No dobra. *biorę się pod boki* Jestem Hania (nie) miłościwie tu panująca pani i władczyni tego bloga oraz okolicznych terenów szalonych zamierzam ogarnąć ten burdel, ponieważ kocham to robić i wreszcie udało mi się zarąbać potwora o nazwie siedem dni maturalnych sprawdzianów. Ustawili je tak sprytnie, żeby mnie skołować raz jeden na tydzień, a innego razu trzy na raz, ale ja się nie dałam o nie. Nie na darmo zaniedbałam bloga, żeby tac się wykiwać tak łatwo.
Ryuga: Nie dramatyzuj.

No dobrze, a teraz trochę na poważnie. Od dzisiejszego wieczora zaczynają się najdłuższe wakacje w moim życiu, a to oznacza, że po pierwsze się starzeje, a pod Rugie będę miała od groma wolnego czasu na to, co uwielbiam tak, więc następnego posta możecie się spodziewać już w najbliższym czasie. Jeśli chcieli być cie możecie polecić mi w komentarzach jakiś fajny film, anime, albo w miarę proste do przygotowania danie.  Kończąc chce wam podziękować za życzenia powodzenia i za to, że mimo, ze moja aktywność na moim własnym blogu była praktycznie równa zeru wy nadal tu ze mną jesteście to naprawdę dużo mi daje. Tak wiec jeszcze raz dzięki.
Ja się z wami żegnam.
Do następnego posta

Hania.

sobota, 25 marca 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.11)

Rozdział  11

Kelly

Leżałam na kanapie trzęsąc się z zimna zbyt wykończona, żeby się ruszyć i zbyt przerażona by zasnąć. Czułam się tak jakbym przed chwilą wyszła z lodowatej wody. Oddychałam płytko i bardzo szybko.
Hawana debilko niedojebana ogarnij się do jasnej cholery.- Klęłam na siebie w myślach słysząc zbliżające się do mnie kroki. Ryuga wziął mnie na ręce i zniósł na swój futon. Posłanie było przyjemnie ciepłe, a w porównaniu zemną wręcz gorące.
-Kazałem ci zostać w mieszkaniu.-Warknął na mnie podkładając mi pod plecy gorący termofor.
-A, od kiedy to ja się ciebie słucham, co?- Spojrzał na mnie tak jakby chciał mnie zabić.
-Pij nie gadaj. -Powiedział unosząc trochę moją głowę i wlewając do ust wodę tak jakbym sama nie mogła tego zrobić.
-Przesadzasz.- Prychnęłam na niego, gdy skończyłam pić.-No już nie rób min tylko, choć spać.- Wywrócił oczami położył się koło mnie i pozwolił mi mocno się do niego przytulić.-Jak było na treningu?
-Normalnie.-Leżał przez chwilę nic nie mówiąc.-Co jest nie tak ze starszą Tategami?
-Szybko traci nad sobą kontrolę brak jej wiary w siebie i ma alergie na kurz.- Palnęłam bez zastanowienia.-A co?
-Nic.
-Jasne. Tu mi jedzie czołg.- Mruknęłam odginając palcem dolną powiekę.- No powiedz no. – Przekręciłam się na brzuch i uniosłam się na przedramionach.
-Co za dziecko. –Sapną uciskając kąciki oczu palcami.-Zasnęłabyś w końcu.-Dodał zerkając na mnie jednym okiem.
-Hyhy. Zasnę jak powiesz, co się stało.
-Nic.
-Walczyłeś z nią?- Drążyłam temat.
-Nie.
-Ale ją spotkałeś, tak?
-No.
-I nie walczyliście? Jenny! Czy ja zawsze muszę cię ciągnąć za język?- Jęknęłam.
-...Śpij.
-Normalnie ręce opadają.- Demonstracyjnie huknęłam głową w poduszkę.
-Niechciała ze mną walczyć.-Powiedział, kiedy juz myślałam, że temat jest zakończony i nic więcej niego nie wyciągnę. -Powiedziała, że nie walczyła od pół roku.
-Mary bardziej stawia na medytacje.
-I dobrze. Tylko, dlaczego nie sprawdzała swoich umiejętności?
-Testy na ludziach.-Zaśmiałam się.
-Chociażby. Dobra, a ty gdzie polazłaś?
-Rodzinkę odwiedzić póki jeszcze mogę.
-Kretynka… Będziesz dzisiaj lunatykować?
Wzruszyłam ramionami.
-Pewnie tak.- Westchnął.- Jak ci z tym tak źle to minę po prostu zwiąż.- Burknęłam.
-Nie wymyślaj. No już śpij. Gravity Destroyer.
-Gravity Destroyer.- Odparłam ziewając przeciągle i wtulając się w poduszkę.
***
Obudziłam się późnym rankiem. Przetarłam bolące oczy usiadłam na futonie owinęłam się kołdrą i ziewnęłam przeciągle. Ryugi niebyło w pokoju, ale z mieszkania nie wyszedł słyszałam jak sobie pomrukiwał w pokoju obok przestawiając jakieś naczynia.
- Nya. - Zdziwiła się kotka czując, że nie leży się jej już tak wygodnie jak chwilę temu. Pogłaskałam ją za uchem i po podbródku, więc wspaniałomyślnie położyła się na poduszce i na powrót zasnęła. Zlazłam z posłania i szczelnie owinięta poczłapałam do kuchni. Zaspana stanęłam w progu kuchni i oparłam się o framugę.
Patrzyłam jak Ryuga wlewał wrzątek do kubków i przygotowywał tosty z serem. Wyglądał tak uspokajająco normalnie trochę tak jakby nigdy nie wylądował w Dark Nebuli. Chociaż z drugiej strony wtedy częściej by się uśmiechał. Zmienił się. Dojrzał, a raczej został przygnieciony przez to, co się stało. Czasem brakuje mi tego szczerzącego się kretyna.
Podeszłam do Ryugi i objęłam go przykrywając nas kołdrą.
-Kel nie wydurniaj się i wracaj spać.- Powiedział ostro, bo przeze mnie rozlał trochę herbaty.
-Nie mogę. Ciepło mi z łóżka uciekło.- Mruknęłam z dziecięcym oburzeniem, żeby przypadkiem nie pomyślał, że tule się do niego z innego powodu.- Bardzo mnie nosiło?
-Nie bardziej niż zwykle. Weź sobie tosta.- Uśmiechnęłam się i zabrałam za śniadanie.
-Kiedy idziemy na trening?- Spytałam sadowiąc się na kanapie i ładując sobie tościka do buzi.
-Nie idziemy.
-Czemu!?- Krzyknęłam, kiedy udało mi się wyksztusić okruszek, który wpadł na tam gdzie nie trzeba było.
-Bo ty masz zostać w mieszkaniu.
-All…- zaczęłam, ale mi przerwał.
-A jak cie nie przypilnuje to znowu gdzieś poleziesz. – Kłóciłabym się dalej, ale wystarczyło jedno jego spojrzenie bym się zamknęła.  Był wściekły. W ten przerażający spokojny sposób.
-Herbata wystygła.- Burknęłam.
-Trzeba było dłużej kłapać dziobem. –Rzucił tylko i zajął się sprawdzaniem kuczera.

Ines

-Naprawdę nie musiałaś jechać ze mną, aż do szpitala.
-Wiem.
-Ani czekać, aż skończą mnie badać.
-Wiem.
-Strasznie mi przez to głupio. Przeze mnie straciłaś cały dzień. Mogłem po prostu zanieść ci te leki, a nie wyciągać cie z mieszkania. Jeśli mógłbym ci to jakoś wynagrodzić to...
-Daj spokój. Najważniejsze, że wszystko z tobą w porządku.-Przerwałam mu.
Alex nadawał tak już dobre pół godziny i szczerze mówiąc miałam tego powoli dosyć. Bardziej przejmował się moją wygodą, niż własną ręką.  W niczym nie przypominał chłopaka, który chciał wysadzić nas w powietrze.  Udaje? Nie udaje? Jest chory czy po prostu diabelnie sprytny?
 -Dobrze, że zmusiłeś minie do wyjścia inaczej przesiedziałabym sama w mieszkaniu cały dzień.-Dodałam. - No dobra trzeba ci skołować jakiś transport.
-Nie musisz poradzę sobie.
-Jesteś na silnych lekach przeciwbólowych wątpię czy wiesz gdzie się teraz znajdujesz. –Spojrzał na mnie uśmiechając się lekko zakłopotany, a ja zajęłam się zamawianiem taksówki.
 Taksówki to mało popularny sposób transportu w Japonii, ale ja nie mogłabym wyobrazić sobie świata bez żółtych samochodów, które zjawiają się na skinięcie dłoni.
Wysiadłam pod moim apartamentowcem. Był już późni wieczór jak praktycznie ciągle zimą. Naciągnęłam mocniej kaptur tak, żeby zimny wiat nie wiał mi w kark. Moje oczy znalazły się w cieniu, do którego szybko się przyzwyczaiły. I wtedy go zobaczyłam. Ubrany w czarne kimono z wyszytym na nim białą pajęczyną. Stał na przeciw mnie. Ukryty na widoku. Wiedział, że go widzę, a ja też czułam na sobie jego wzrok.   Maska- czarna wytłoczona na kształt pyska jakiegoś stwora z koszmarów wyposażonego w wychodzące z paszczy haki i trzy pary błyszczących czarnych oczu.- Przykrywała jego twarz. U pasa jego wysiała pochwa, z której sterczała rękojeść, na której mój przeciwnik trzymał dłoń.
Czyli to nie bleyder.- Stwierdziłam w myślach oczywiste.
Kątem oka dostrzegłam jakiś ruch po mojej lewej nie mogłam się jednak odwrócić. Podświadomie czułam, że jeśli jakikolwiek atak miał by nastąpić to ze strony "samuraja" jednak ten stał bez ruchu jakby na coś czekając.
Mam zacząć.-Domyśliłam się, ale niezbyt mi się uśmiechało podążać za widzi misie przeciwnika. Jednak nie mogliśmy stać tak wiecznie. Powoli sięgnęłam po kuczer.
Potem wszystko stało się tak szybko. Usłyszałam szczęk metalu i huk strzału.
Kto strzela do licha ciężkiego!?- Odwróciłam się tak szybko, że o mały włos straciłabym równowagę.
-Zejdź z drogi.-Rozkazał mi Tsubasa raz po raz strzelając do samuraja z pistoletu jednak ten odbijał pociski wszystkie, co do jednego. Władał dwoma ostrzami. Miał pewną postawę, do której wracał po każdym odbitym pocisku. Wiedział, co robi. Z rozstawionymi mieczami wyglądał jak wieli czarny pająk siedzący na pajęczynie czekający, aż Tsubasa podejdzie wystarczająco blisko by mógł go dopaść, a Otoriemu kul w magazynku nie przybywa.
-Zaraza.-Załadowałam kuczer i strzeliłam. Bey pomknął w stronę samuraja. Spodziewałam się, że z mojego przeciwnika zostanie kupka popiołu, ale zamiast tego Iskra rozcięła powietrze w miejscu, w którym przed chwilą stał zostawiając za sobą pasmo ognia.
Ja i Tsubasa wzięliśmy samuraja w krzyżowy ogień, ale ten nagle zniknął. Po prostu tak jakby rozpłyną się w powietrzu.
-Wszystko w porządku?- Spytał Otori podchodząc do mnie jednocześnie przeładowując broń.
-Będzie jak ktoś znajdzie uziemi tego typa.
-Wątpię, żeby dzisiaj wrócił.
-Na pewno nie sam.-Rzuciłam chowając bey’a.
Wreszcie udało mi się dotrzeć do mieszkania. Odwiesiłam kurtkę na wieszak, ustawiłam buty w szafie odłożyłam torbę na półkę poczym przeszłam do salonu splotłam dłonie na piersiach i patrząc z góry na siedzącego w fotelu Tsubasę powiedziałam:
- A teraz wytłumaczysz mi, o co tu chodzi.
-Od pół roku w całym kraju obserwuje się w zmożoną aktywność gangu pająków nocy. Ponadto z dnia nadzień stali się skuteczni i bardziej zorganizowani.
-Skuteczniejsi? W czym?
-Rabunkach, przemytach, czego tylko się dotkną.
-I? –Spojrzał na mnie tak jakby nie wiedział, o co mi chodzi.- Daruj sobie za długo z tobą byłam, żeby nie wiedzieć, że siedzi ci coś na wątrobie.
Chwilę się zbierał, aż w końcu zaczął. Widziałam, że przychodziło mu to z wielkim trudem.
-Dzieje się coś dziwnego. Młodzi ludzie znikają. Po prostu wychodzą do szkoły pracy i już nie wracają. Niema ich dzień dwa, a potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiają się powrotem.
-Więc, w czym problem?
-W tym, że są inni. Tak jakby ktoś wciągu tych kilku dni zdążył ich zniszczyć. Chociaż na ich ciałach niema ani śladu jakiejkolwiek przemocy.
-Kiepska sprawa.-Zaśmiał się gorzko.
-Powiedz to matce, która nie poznaje swojego dziecka.
-Przepraszam, po prostu jestem trochę w szoku.
-Masz prawo… Mogłaś być następna.

Mary

-Kyoya! Glucie! Choć tutaj.-Zawołałam zaraz po wzbudzeniu nawet nie zastanawiając się czy mój brat jest w mieszkaniu.
-Po, co?- Burkną stając w progu z rękami skrzyżowanymi na piersi z tą swoją miną pod tytułem "wcale nie przyszedłem, bo mnie wołałaś po prostu miałem po drodze".
-Siadaj tutaj.-Poklepałam leżącą po drugiej stronie miniaturowej areny matę.- Pomożesz mi trenować.
-Niby jak? -Burkną podchodząc bliżej.
-Siadaj mówię.- Pociągnęłam go za rękę w dół tak, że chcąc nie chcąc musiał usiąść.- Okey, a teraz patrz.- Wzięłam do ręki piłeczkę z pianki-, Jaki ma kolor?- Spytałam.
-Pomarańczowy…, Co ty kombinujesz?
-Zobaczysz.-Odłożyłam piłeczkę na ziemię i zakryłam ją metalową miską.- A teraz uum zrelaksuj się.
-Nie podoba mi się jak się uśmiechasz.-Powiedział
 -Hyhy. Bywa. Fenrir Wyj.
Wylądowałam w płonącej wiosce gdzieś na końcu świata. Szkoda, że nie jestem w stanie jakoś tego pominąć. Spokojnie przeszłam do miejsca, w którym walczyły bestie. Spojrzałam na, bleydera który sterował Drago. Wielkie szalone oczy i krzywy uśmiech. Ciekawe czy oni zawsze tak wyglądają- jak skończeni wariaci. Szaleni to szpiku kości bez szans na ratunek. Ciekawe czy on też miał swoją przyboczną przynieś wynieś wypruj flaki.
Masa energii pochłonęła mnie i przeniosła w kolejny stopień.  Unosiłam się w ciemności potoczona pół przeźroczystymi sylwetkami moich sąsiadów.
-Tategami Kyoya.- Powiedziałam rozkazującym tonem, a pod moimi stopami zmaterializowała się kamienna ścieżka.  – No dobrze braciszku zobaczmy, jaki burdel masz w głowie.
Obudziłam się soczysto zielonym kwitnącym i pachnącym lesie. Wiosna jak się patrzy brakuje tylko kwitnących wiśni i napalonych królików.
-Przygotowałaś wszystko?- Zapytał Fenrir.
-Tak. -Przytaknęłam radośnie z podnosząc się z ziemi.
-Co teraz zrobisz?
-Musze przejść do jego ostatnich wspomnień.
-W takim razie ruszajmy.- Stanęłam tyłem do ścieżki z rdzennymi wspomnieniami Kyoy jednak kątem oka udało mi się dostrzec zielonowłosego berbecia, który pierwszy raz w życiu zobaczył bey’a. Ruszyłam przed siebie. Nagle w lesie zrobiło się jakby ciemniej i powiał dusząco gorący wiatr.
-Fenrir, co się dzieje?- Opuścił łeb i chyba powąchał ziemię.
-Jest zaniepokojony. Powiedziałaś mu, co zamierzasz?- Spytał podnosząc na mnie wzrok.
-Nie, tylko, że zobaczy, co się stanie.-Wilk wydał z siebie głuchy pomruk jakby się nad czymś zastanawiał poczym zawył krótko. Wycie przez chwilę rozchodził się po lesie echem. Głos wielokrotnie powracał, a ż w końcu zamarł gdzieś w oddali, a równo z nim znikną też wiatr.
-Dlaczego wilki wyją?- Zapytał wyrywając mnie z transu, w jaki wpadłam.
-Żeby oznaczyć swój teren i nastraszyć wroga?- Próbowałam zgadnąć, bo nic sensownego nie chciało mi przyjść do głowy, ale sądząc po jego mnie nie udało mi się.
-Wilki wyją po to by ostrzec przed zbliżającym się wrogiem, odnaleźć szczenięta, wezwać pomoc albo zwiększyć morale przed walką. Strach jest tylko małą częścią większej całości..Oby udało ci się kiedyś wyjść poza jego granice.
Ałć.
Szliśmy dalej bez przeszkód większych od krzaku paproci. Trzymałam się bardziej z tylu niż zwykle i nie rozglądałam zbytnio tyle tylko by nie przywalić w nic głową. Czułam się żałośnie. Nie, żeby było to dla mnie czymś nowym. Sama dla siebie jestem żałosnym rozczarowaniem, dla rodziców pewnie też, a teraz jeszcze dla niego.
-Obrońcy przyjmują postać tego, co jest najlepiej znane gospodarzowi. Najbliższe.
-Wiatr to był dopiero początek.
-Zapewne.
-Co wtedy zrobiłeś?- Spytałam ośmielona tym, że wilk pierwszy przerwał ciszę.
-Uspokoiłem...Jesteśmy na miejscu.-Oznajmił, ale miałam wrażenie, ze nie to chciał na początku powiedzieć. Skoda, że nie mogę wejść do jego głowy.-  Teraz znajdź odpowiednie wspomnienie. –Dodał przysiadając na tylnych łapach.
 Dłuższą chwile chodziłam w te i wewtę szukając pomiędzy rozmazanymi mało znaczącymi urywkami wspomnień tego jednego konkretnego.
W pewnym momencie usłyszałam swój własny głos wołający Kyoye.
-Tu cie mam. Fenrir znalazłam!- Zawołałam, a wtedy bey do mnie dołączył.- Co mam zrobić?
-Na początek postaraj się je zatrzymać.-Poradził.
-No dobrze… A jak?
-Zamknij oczy i powtarzaj za mną. På  strömmen ligga hos mig av udarna stanna.
- Pa….yyy powtórz.
-Jeszcze raz. To ważne, żebyś powiedziała wszystko z taką samą tonacją.-Pouczył mnie.- På  strömmen…
- På  strömmen…
- Ligga hos…
- Ligga hos…
- Mig av udarna…
- Mig av udarna…
-stanna.
-stanna.
-A teraz całość.
-Chyba sobie jaja robisz.
-Sup się na tonacji i dźwięku nie na samych słowach. På  strömmen ligga hos mig av udarna stanna.-zrobiłam tak jak mi poradził. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się. Słowa, które nie miały dla mnie znaczenia zaczęły się powoli rozpływać, mieszać ze sobą.
- På  strömmen ligga hos mig av udarna stanna.
-A teraz otwórz oczy.- Po raz kolejny zrobiłam, co mi kazał, a wtedy zobaczyłam jak z na wpół otwartymi ustami i przymrużonymi oczami trzymam w rękach małą pomarańczową piłeczkę. Super nawet na zatrzymanym wspomnieniu nie mogę wyglądać jak człowiek.
-Znajdź to, co chcesz zmienić i wyobraź sobie jak się zmienia.- Popatrzyłam na piłeczkę.
-Spróbuje zmienić jej kolor.-Powiedziałam nie wiem czy do niego czy do siebie. Wilk tylko skinął łbem.
Skupiłam się na zabawce i wtedy skończyło się łatwe. Jaki kolor wybrać?  Stałam jak głupia z poważną miną wpatrując się w piłkę, aż w końcu ta stała się bardziej fioletowa niż pomarańczowa.
-Wystarczy?- Spytałam.
 -Na początek. A teraz powiedź På  strömmen ligga hos mig av udarna flytta.
-På  strömmen ligga hos mig av udarna flytta.- Obraz natychmiast ruszył.
-Na dzisiaj to koniec. Wracaj.
Jasne światło odesłało mnie z powrotem do pokoju. Mój braciszek z obrażoną jak zawsze miną nadal siedział naprzeciw mnie.
-Dłużej się nie dało?- Burkną widząc, że już wróciłam
-Nie marudź.-Rzuciłam prostując nogi i czując biegające po nich ‘’mrówki’’.- Jaki kolor ma piłeczka? –Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-P…- zaczął, ale nie skończył. Zastanawiał się chwilę, po czym zapytał.- Ona jest w paski?.
- Nie. Ma jeden kolor.-Odpowiedziałam wesoło chyba się udało. Nie do końca, ale coś wyszło.
-Po, co ci to?- Zdenerwował się.
-Weź nie świruj. Po prostu zrób mi te przyjemność i odpowiedz.
-Fioletowa.-Rzucił wychodząc.
-A nie, bo pomarańczowa.- Zawołałam za nim śmiejąc się.
-Lecz się! -Odkrzyknął mi z pokoju obok.
-Jak mi nie wierzysz to, choć tu i sam zobacz
-Dzwonie po lekarza!- Zaśmiałam się cicho pod nosem wyjmują telefon z kieszeni i wybierając numer pewnego piegowatego szatyna.
-Alex załóżmy, że wilkowi utknęła taka metalowa zadra w podniebieniu. Co z tym zrobić?- Wypaliłam od razu jak tylko przestałam słyszeć sygnał oczekiwania.
-Znalazłaś wilka? Gdzie jesteś? Nic nie rób. Zaczekaj na mnie już wychodzę.- Wszystkie zdania wypowiedział na jednym tchu.
-Powiedziałam załóżmy.- Zaznaczyłam.
-No dobrze… Najlepiej było by zawieść go do kliniki weterynaryjnej.
-Tyle to i ja wiem, ale co by tam zrobili?- Westchnął dalej był zaniepokojony, ale wiedziałam, że powie mi to, co chce wiedzieć. Zawsze tak robił.  Już taki był. Martwił się i mnie wspierał.
- Na początku trzeba by...-Jęknął.- Ale obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego.
-Nie wymyślaj tylko mów. –Nie odzywał się dłuższą chwilę, a ja oczami wyobraźni widziałam jak robi tą swoja ‘’zdenerwowaną’’ minę. –Oj już nie bocz się.
-Najpierw trzeba by podać miejscowe znieczulenie i zastrzyk przeciw tężcowy. Potem delikatnie usunąć zadrę oczyścić i odkazić ranę potem zszyć. Wilk przez kilka dni musiał by zostać na obserwacji...Mary, po co ci to?
-Zobaczysz.



Rozdział 11 za nami. Yyyyy  jest tu ktoś? Ktokolwiek? *cykanie świerszczy w tle* T.T 
No nic w najgorszym wypadku pogadam do siebie. Nie żeby to było dla mnie coś nowego. Wiecie jak to jest kiedy wasz komputer postanawia zrobić wam żart i usuwa wam folder na którym macie wszystkie teksty po czym oddaje tylko kilka z nich? Nie? A ja tak. Siła złego na jednego bo inaczej tego wytłumaczyć nie można.  Dobre wieści są takie, że przygotowania do matury są na jak najlepszej drodze. Wymyśliłam sposób jak ogarnąć coś czego nigdy nie potrafiłam zapamiętać oraz znalazłam kanał na youtube na którym są filmy które tłumaczą mi to czego nie potrafili wytłumaczyć mi nauczyciele. Więc jest moc i będzie dobrze. 
Poza tym mam świetny plan b i nawet plan c który jest właściwie o marzeniem które plan b pozwoli mi zrealizować. :)
A i jeszcze jeśli ktoś zna się trochę na języku szwedzkim i mógł by mi pomóc to proszę o kontakt mailowy lub w komentarzu
No tak to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

Ps.
Ja: Ryuga kto to jest i czemu o tym nic nie wiem?
Ryuga: Tęskni ci się za zbiorem zadań?
Ja:...Okey. Cofam pytanie. 

niedziela, 12 marca 2017

Ogłoszenie

Na samym początku chce zaznaczyć, że nie mam najmniejszego zamiaru zamknąć mojego bloga.  Nic z tych rzeczy.  Jednak nie pociesze was nowym rozdziałem czy opowiadaniem pobocznym.  Nastał dla mnie ciężki okres dwóch miesięcy przed maturą. Czuję się trochę tak jakby Blue Cetus i White Cetus postanowili wykonać przeciwko mnie swój specjalny atak łączony zrobiony informacji, zaliczeń i próbnych matur. Słowem koszmar. Na początku, czyli we wrześniu myślałam, że dam radę połączyć naukę i pisanie dla was jednak jak się niedawno przekonałam odwalam chałturę.  
Kiedy trzy lata temu przed egzaminem gimnazjalnym zaczęłam pisać te historię była ona tylko sposobem, żeby jakoś się ogarnąć poukładać sobie wszystko i kogoś pocieszyć. Teraz, kiedy sytuacja się prawie, że powtarza ja nie wyrabiam. Po prostu nie daje sobie rady.  Przede mną test, do którego rozwiązania przygotowałam się przez 11 lat i od którego zależy moja przyszłość, a ja bynajmniej nie czuję się na niego przygotowana. 
Jednak nie mam najmniejszego zamiaru się poddawać. Proszę was tylko o odrobinę wyrozumiałości. Musze się teraz skupić na nauce i poukładać sobie wszystko, co chcę zmieścić w drugim sezonie tak, żeby miało to ręce, nogi, sens i mało błędów. Dziękuje, że dalej tu jesteście, przepraszam, że tak was zaniedbuje oraz proszę wytrzymajcie jeszcze te dwa i pół miesiąca. Obiecuję poprawę i się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.