wtorek, 14 lutego 2017

Walentynki 2017

Kochliki. Małe stworzątka mieszkające w oczach ludzi. Kiedy ktoś się zakocha wtedy błyszczą i sprawiają, że cały świat wydaje się piękniejszy, a ta jedna jedyna osoba jest chodzącym ideałem. Inaczej mają się sprawy, kiedy człowiek zakochany nie jest. Wtedy te małe utrapienia chwytają za swoje malutkie włócznie i boleśnie kują w oczy, gdy tylko ktoś taki zobaczy zakochaną parę. Wredne cholerstwa, co nie, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.

Ines: Kelly odłóż to święcące cokolwiek to jest, które trzymasz za plecami na miejsce skądkolwiek to wzięłaś zanim to zepsujesz.
Kelly: Miłość nie jest ziemniakiem nie możesz wyrzuci jej przez okno!!! *Poszła odłożyć to święcące cokolwiek to było, które trzymała za plecami na miejsce gdziekolwiek by ono nie było*
Mary: Pójdę poszukać jej leków.
Kelsi: Macie jakieś plany na dzisiaj?
Mary; Jak zwykle pognije w domu i poczytam fan fic.
Ines: Ja się chyba pójdę w miasto.
Kelsi: Dobry plan, a widok zakochanych par nie będzie cie odstraszał?
Ines: Nieee, jak jakąś spotkam spoliczkuje faceta i zacznę wrzeszczeć jak mógł mi to zrobić i odejdę.
Kelsi: Brzmi zabawnie.
Ines: Też tak myślę. A ty, co będziesz robić?
Kelsi: Eventy Walentynkowe same się nie przetestują.
Ines: To też jest jakiś plan.  Kelly co ty znowu kombinujesz?
Kelly: *siedzi w Emo koncie*
Mary: Grzebała w swoim wózku coś tam znalazła i od tamtej pory tak siedzi.
Ines: Ech. *Masuje skronie* Niech ktoś zawoła Ryuge, rzuci w nią czekoladą czy coś.

*UWAGA!!! Postacie w poniższym materiale są bardzo nieswoje przed przeczytaniem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, ponieważ każdy fan fic niewłaściwie odebrany może zagrażać twojemu odbiorowi danej postaci*

Glimer x Johannes

-Dzień Dobry Glimer. - Wymruczał trochę mocniej przytulając się do moich pleców i całując mój kark.
-Czy będzie dobry to zobaczymy.-Obróciłam się do niego przodem i spojrzałam na niego figlarnie. -Motti dzisiaj wyjeżdża?
-Wątpię, a co śpieszy ci się wrócić do swojego łóżka?
-Bardzo. Strasznie chrapiesz.
-Dzisiaj zaczynasz z następnym zleceniem?- Zapytał głaszcząc mnie po policzku.
-Nie mogę wiecznie siedzieć u ciebie i nic nie robić. Niedługo zrosnę się z kanapą.- Zażartowałam niestety mój humor nie udzielił się szatynowi. Był jakiś taki dziwnie spięty.
-Nic nie musisz wszystko możesz. Więc jeśli chcesz to możesz ze mną zostać.
-Z tobą, Motti i tabunem kotów.
-Za Motti i tabun kotów nie ręczę oni chodzą własnymi ścieżkami. -Zaśmiałam się cicho.- Chce mieć pewność, że chociaż miałabyś inny nos, usta, kształt oczu zmieniłby się twój światopogląd to będziesz dalej będziesz pamiętała jak do mnie trafić i, że...
-Że?- Spytałam, gdy Johannes bez szelestnie wstał z łóżka i zaczął się skradać w stronę drzwi, które gwałtownie odsunął.
Brunetka wpadła do pokoju razem ze ściskanym Gokaną i przy akompaniamencie zdziwionego pisku.
-Ty mała zarazo!- Wrzasnął.
-Iiii! -Pisnęła tym razem wystraszona i uciekła w głąb korytarza.
-I nie wracaj.-Prychną jeszcze za nią i wrócił do łóżka.
-Zdaję mi się czy chciałeś mi coś powiedzieć?
-Chciałem, ale ta mała pchła wszystko popsuła.
-Oj.-Pogładziłam spodem dłoni jego policzek i pocałowałam go delikatnie odrobinę dłużej niż zwykle łącząc nasze wargi.- Nie przejmuj się nią, ja chętnie posłucham, co miałeś mi do powiedzenia.-Chłopak rozluźnił się nieco, obiął mnie i przytulił do siebie tak, że nie widziałam jego twarzy.
-Kocham cie. -Szepnął.- Bez względu na to, jaką formę przybierzesz. Kocham i zrobię dla ciebie wszystko. Proszę wróć do mnie...Kiedyś.-Słyszałam bicie jego serca czułam jak na powrót napinają się jego mięśnie. Czekał na moją odpowiedź coraz bardziej i bardziej zestresowany. To mógł być pierwszy raz, kiedy się przed kimś tak otworzył.
-Wiesz Johannes -zaczęłam odsuwając się od niego i patrząc w jego sztucznie żółte oczy.- Z kobietami jest trochę jak z kotami.-Popatrzył na mnie trochę zbity z tropu. -Lubią ciepło i swoje miłe kąty. Lubią się wylegiwać i chodzić w swoimi własnymi ścieżkami wiedzą, u kogo na kolanach najlepiej się czują, a przede wszystkim jak zgłodnieją to wracają. Tylko, że one robią się głodne trochę dłużej niż koty i nie chcą tylko jeść.

Jest dużo różnych sposobów, żeby powiedzieć, że sie kogoś kocha. Disney dał nam na to kilka przykładów np.:

Zaplątani
Flynn: Jesteś moim marzeniem.

Księżniczka i Żaba
Książę Neveen: Tiana to moja Ewandżelina.

Piotruś Pan: Dzyń nie rozumiesz? Znaczysz dla mnie więcej niż cokolwiek na całym świecie.

Tarzan: Jane zostań, proszę.

Mała syrenka
Książę Erick: Straciłem ja raz i więcej tego nie powtórzę.

Herkules: Ludzie robią szalone rzeczy, kiedy są zakochani.

Pocahontas
John: Zawsze będę z tobą.

Mulan
Generał Shang: Dobrze walczysz.

Przyznajcie można było się wtedy wzruszyć. No chyba, że byłam bardziej miękka niż mi się wydaje. 

Kelly x Ryuga

-Gorąco.- Jęknęłam wachlując się dłonią.
-Przesadzasz- Rzucił w odpowiedzi Ryuga tylko i wyłącznie po to, żebym nie zaczęła się pruć, że mnie ignoruje.
Siedzieliśmy w wulkanie gdzie jak się można było do myśleć odbywał się trening Ryugi i było ciepło w cholerę.
-Gorąco!- Zaczęłam jęczeć głośniej i dobitniej rozkładając się przy tym plackiem na ziemi.
-Bogowie, ale ty się marudna zrobiłaś. Mówiłem już jak ci tak źle to wracaj do pokoju i nie przeszkadzaj.
-Zostawić cie samego? W życiu! A jak mi w tym gorącu zasłabniesz i upieczesz się na wolnym ogniu?
-Nie dramatyzuj.- Załadował kuczer i ponownie strzelił. Drago przebił spływającą ze szczelin ścianę lawy na wylot, a mi od samego patrzenia zrobiło się jeszcze bardziej nie do zniesienia gorąco. Wyzywałam w myślach go, Ryuge i cały wulkan, co niestety nie poprawiło mi humoru. Sięgnęłam do niewielkiej podróżnej lodówki, przesunęłam palcami po zimnej powierzchni lodowych kostek. Były tak przyjemnie lodowate. Wyjęłam jedną z nich i zaczęłam obracać ją w palcach drżąc lekko za każdym razem, gdy zimna kropla spluwała po moich rękach lub kapała na ciało.   
Wtedy właśnie w głowie zaświtała mi myśl.  Ujęłam kostkę samymi wargami i podkradłam się do Ryugi. Był taki skoncentrowany na treningu. Musiał utrzymać Drago na właściwym torze dokładnie odtworzyć swój zamysł. Taki skupiony. Ciekawe jak długo uda mu się utrzymać takie... Skupienie.
Nie zauważył, kiedy do niego podeszłam. Uśmiechnęłam się milutko do jego profilu.
Zacznijmy zabawę.
Nachyliłam się i delikatnie musnęłam lodem jego ucho. Zero reakcji. No dobrze nie zniechęcam się. Przesunęłam kostkę troszeczkę w bok i przeszłam tym samym na jego kark. Zadrżał lekko, ale to reagowało bardziej jego ciało niż on sam. Językiem obróciłam kostkę zdążyła się już rozpuścić z jednej strony, a ja na dobrą sprawę nie zaczęłam się jeszcze bawić.
Przeciągam kostkę powoli po linii jego kości policzkowej i zaczęłam zataczać malutkie kółeczka na jego policzku.
-Kelly.- Zamarłam.- Co ty właściwie robisz?- Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że żółte oko Ryugi patrzy na mnie z góry. Wciągnęłam kostkę do buzi i uśmiechnęłam się niewinnie.
-Nudzę się.- Odsunęłam się od niego robiąc uroczą minkę i zaplatając ręce za plecami. -Skończyłeś już trenować?

Znalezione obrazy dla zapytania and iiii will always love you

Kelsi x Alex (potrzebny mi był gracz)

Jak co wieczór siedziałam przy komputerze. Tak wiem. Jestem no live, ale zgadnijcie, kto ma dwa kciuki i rozkochał w sobie obu Blancków na raz? Ta gościówa.
Wydałam ostatnie polecenia i uśpiłam komputer.
-Ghaaaaaaa.- Ziewnęłam przeciągając się na fotelu, a szatyn siedzący z laptopem na moim łóżku spojrzał na mnie z nad okularów i uśmiechnął się.
-Śpiąca?- Zapytał.
-Może troszeczkę. –Weszłam na łóżko odłożyłam jego laptop na półkę nocną, a sama usiadłam na jego kolanach. – A wy?- Szepnęłam pochylając się w jego stronę.
-Jutro mam wolne, więc chyba mogę posiedzieć trochę dłużej. –Odparł obejmując mnie w tali.
-Słodziutki jesteś.-Stwierdziłam kładąc głowę na położonych w okolicy jego obojczyka dłoniach.
-Tak myślisz?
-Nie, tak tylko sobie bezczelnie kłamię.
-O ty mała…- nie dałam mu dokończyć całując go uśmiechając się przy tym chytrze. Odpowiedział wplatając dłoń w moje włosy.  Całowanie się z nimi zawsze niosło za sobą przyjemy dreszczyk. Było jak jedzenie cukierka o dwóch pysznych smakach.
Nagle Alex coś usłyszał. Zrzucił mnie z siebie i sięgnął po laptop.
-Ej! Co to ma być? – Oburzyłam się.
-Nie zgrywaj niewiniątka.-Powiedział.
Skubany zorientował się, że zakatowałam jego wioskę.

Ines x Tsubasa

Na planie filmowym dzieją się różne rzeczy. Wypadki i przypadki. Jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się by wszystko poszło zgodnie ze scenariuszem.
-Nie, nie, nie. Co to ma być? Zabierzcie mi go z oczu. Nie mogę patrzeć na to amatorstwo.-Reżyser wyglądał jakby zaraz miał wyjść z siebie i stanąć obok. - Powiedz ty się jej boisz? Myślisz, że ci coś tymi ustami zrobi? Zapierasz się jakby, co najmniej chciała cie zabić!
-Ale przecież w scenariuszu...- Mój partner sceniczny próbował się bronić.
-Ty mi się tu scenariuszem nie zasłaniaj. Myślisz, że kawałek papieru powie ci jak masz to zagrać!? Otóż nie! Jeszcze tego nie ma tutaj to nawet najlepsza partnerka ci nie pomoże. Ines byłaś cudowna jak zawsze, ale sama tej sceny nie zagrasz. Pół godziny przerwy! I niech ktoś przyniesie mi podwójne espresso! Boże oszaleć można.
Moja asystentka podała mi butelkę z wodą napiłam się pozwoliłam poprawić mój makijaż.
-Zawsze to tak wygląda?- Zapytał Tsubasa, który postanowił dzisiaj mi towarzyszyć w pracy.
-Zwykle idzie to szybciej. Nie wiem, co się dzisiaj z nim dzieje.- Westchnęłam.
-Zmęczona?- Pokiwałam głową.
-Cały dzień na szpilkach.
-Biedactwo.- Ujął moją głowę w swoje dłonie - pod brodą i za kark, a ja oparłam nie się na jego ramionach przymykając oczy. Ustami ujął moją górną wargę i z zaczął ją delikatnie masować.  Zamruczałam zadowolona pogłębiając pocałunek. Uwielbiałam jak tak robił. Po jednym takim pocałunku czułam się wypoczęta i odprężona.
-I cieńcie! - Wyrwało mnie z mojego słodkiego transu.- Widziałeś amatorze? Tak to powinno wyglądać.- Spojrzałam na reżysera stał koło zwróconej w naszą stronę kamery i cieszył się w najlepsze. -Ty jakkolwiek się nazywasz zagrasz w tej scenie razem z Ines. Szybko. Znajdźcie dla niego kostium. Ta scena nada wszystkiemu nowy wymiar. Prawdziwy.
-Witamy w branży.-Powiedziałam uśmiechając się lekko na widok zabarwionych moją szminką ust Tsubasy.
-Twój szef to niezły ekscentryk.

-I, kto to mówi?

Tada! Tak jak chcieliście napisałam post z kilkoma paringami z mojego opowiadania. przyznaje nie wszystkie są w kanonie, ale jak to komuś nie pasuje o niech ma pretensje do mojej weny. Jak już chyba wcześniej mówiłam to co dzieje się w opowiadaniach pobocznych niema żadnego wpływu na główna fabułę bloga ani nic innego. * No więc mam nadzieje, ze wam się podobało. 
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania. 

Znalezione obrazy dla zapytania Tinkerbell gif

* Nie Alex wcale nie zdradził Harumi,

piątek, 27 stycznia 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.10)

Rozdział 10

Kelly

Odprężający olejek eteryczny do przygotowania rozgrzewającej kąpieli umożliwia harmonijne zakończenie dnia wieczór pełen wewnętrznego opanowania i spokoju. Wyważona kompozycja zapachowa uspokajającego eukaliptusa i aromatycznego jałowca relaksuje zmysły i sprawia, że codzienny stres znika.
A co z tym niecodziennym?
 Zawiera:, cajeputi oleum, caryophylli floris aetheroleum, eucalypti aetheroleum, luniperi aetheroleum, methylis salicylas mamusiu oby mi od tego wszystkiego skrzela nie wyrosły.
Odłożyłam flakonik z powrotem na brzeg wanny, zanurzyłam się głębiej tak, żeby usta zakrywała mi woda, sięgnęłam po telefon szybko wybrałam numer i wysłałam sms:
-"Co masz na sobie?"-Odpowiedz przyszła szybciej niż szybko.
-"Bardzo śmieszne Blue. Czego chcesz?"
-"Zapytać jak ci idzie. :)”
-"Normalny człowiek zacząłby od na przykład od cześć."
-"Nie udawaj, że ci to przeszkadza. ;P"- tym razem musiałam chwilę zaczekać. Kelsi musiała czasami przyswoić sobie moje koślawe poczucie humoru.
-"Idzie mi całkiem dobrze do jutra będę miała komplet."
-" Nie spiesz się. "
-"...Co ty znowu kombinujesz?"-Zadowolona uśmiechnęłam się pod wodą wypuszczając przy tym kilka bąbelków powietrza.
-"Nic, co by mogło zaszkodzić moje ulubionej czarodziejce."
-"To, że czegoś nie rozumiesz nie znaczy, że to magia."
-"Masz rację. To czary. :P"
-"Przestań wysyłać mi te Voldemorty!"-Woda zabulgotała, a ja niechcący napiłam się wody z kąpieli. Gwałtownie się wyprostowałam i zaczęłam pluć na wszystkie strony.
-" :) :) :) :) :) :) "-napisałam, kiedy przestałam czuć smak mydlin.
-"..."
-"Oj no. Przecież wiesz, że cie uwielbiam. :-)"
Humor mi się trochę poprawił, więc wyszłam wreszcie z wanny zawinęłam się w puchaty ręcznik i rozczesałam świeżo umyte włosy. Kiedy te schły sobie w spokoju ja zmieniałam niepotrzebny już od dawna bandaż na lewym ramieniu? Paskudna blizna od oparzenia, która nie miała najmniejszego zamiaru zblednąć. Szlak by ją i tego, kto mi ją sprezentował... I to, co mi ją sprezentowało.
Ubrałam się, uczesałam i wsiadłam w pierwszy lepszy pociąg jadący w sprzyjającym mi kierunku.
-Hej! Jest ktoś w domu? -Zawołałam cicho zdejmując buty i ustawiając je równiutko pod ścianą.- Halo?
-Jestem w salonie.-Zawołał ciepły miły głos.
Przeszłam przez korytarz, którego drewniana podłoga skrzypiała tak jak nigdzie indziej i zajrzałam do salonu. Na skurzanej kapnie, z której kolor starł się w kilku miejscach siedziała nie młoda już kobieta, której siwe włosy gdzieniegdzie poprzetykane były granatowymi pasemkami. Zdjęła z nosa okulary do czytania i uśmiechnęła się.
-Kelly. Choć tutaj.-Poklepała miejsce koło siebie. Szybo podbiegłam i przytuliłam się do niej. -Ślicznie się opaliłaś na tych wakacjach. –Powiedziała, kiedy udało im się od niej odkleić.-Jak było?
Tuż po wyjściu ze szpitala jeszcze przed wyjazdem na Sumatre za namowami Benkei’a postanowiłam wreszcie odwiedzić moich rodziców. Jedyne, co powstrzymało mnie przed ucieczką z progu to trzymający mnie za wykręconą za plecami rękę Ryuga. Wiem są lepsze sposoby, żeby pomóc komuś się przełamać, ale ten działa i to jest najważniejsze.
-Cudownie.- Uśmiechnęłam się promiennie. – Powinnaś wybrać się tam z tatą jak tylko będziecie mieć trochę czasu. Cisza spokój słońce morze słowem raj.
-No siema sportowe świry!- Rozległo się w korytarzu. Do domu zapewne z treningu wrócił jeden z moich młodszych braci.  Zdziwił się widząc mnie na kanapie.-O to ty. -Odstawił torbę ze sprzętem na komodę.- Spodziewaliśmy się cie za kolejne 6 lat.
Miał ciemno fioletowe włosy po ojcu, bordowe oczy i lekko zadarty nos. Z tego, co zdążyłam zauważyć przechodził właśnie okres buntu. Rodzice muszą mieć z nim przekichane.
-Takashi!- Upomniała go mama.
-I tak przerobie jej pokój na siłownie. –Burknął i wbiegł po schodach do swojego pokoju.
-On tylko tak mówi. Wszyscy bardzo za tobą tęskniliśmy.-Pocieszała mnie obejmując ramieniem.- Zostaniesz z nami na obiad?
-Skoro nalegasz.
Zostałam na obiad i na kolacje, a od tatusiowego okrzyku ‘’Daifuku’’ na mój widok o mało, co nie ogłuchłam.  Jiro następny syn jak go przewrotnie nazwali moi rodzice. Wdał się w swoją jedyną siostrę miał teraz jedenaście lat chociaż uparcie twierdził, że sześć. Udało mu się ograć mnie w Shogi, co nie było dużym wyczynem, ale z tego, co opowiadała mama ogrywał wszystkich na turniejach, jeśli tylko chciało mu się na nie przyjść. Takashi zszedł tylko na kolacje i jedyne, co zrobił to zapytał czy nie mogę czesać się jak ktoś normalny.
Mój pokój nie zmienił się mimo gróźb, że zostanie przerobiony na siłownie. Pułki, na których poustawiane były figurki smoków, wróżek i innych stworków. Ściany pomalowane na jasno fioletowo. Moje pluszaki, a wśród nich ten jeden najważniejszy pluszowy tygrys Taiga. Pogładziłam wypłowiałe paskowane futerko.
Podłoga zaskrzypiała. Zakłopotana odłożyłam zabawkę na łóżko. W drzwiach stała moja mama. W rękach trzymała złożoną w kostkę pościel.
-Myślałam, że może chciałabyś zostać też na noc.- Powiedziała cicho.
-O mamo.-Zabrałam z jej rąk kołdrę, poduszkę, prześcieradło, odłożyłam to wszystko na łóżko i mocno się do niej przytuliłam.
-Jesteś strasznie zmarznięta.
-Słabe krążenie. Mam to po mamie.
-Mi przeszło po tym jak wyszłam za mąż.-A po dłuższej chwili dodała puszczając mnie i szukając czegoś po szafkach pociągając nosem.-Powinnaś się cieplej ubierać straszny mróz ostatnio chwycił. -Zarzuciła mi na ramiona czerwony zapinany na guziki sweter.
-Ty tu o mrozie, a ja chce poznać swoje prawnuki zanim umrę.-Powiedziała moja babcia wchodząc do pokoju.
-Babciu obiecałaś mi, że nie będziesz mówić o śmierci.- Uśmiechnęła się zadziornie machając na mnie ręką.
-Stara jestem. Zapomniałam. Córcia puści ją do domu przecież ten biedak pewnie na nią czeka o ile poprzednim razem nie wystarczająco go wystraszyliście.
-Mamo.- Jęknęła moja mama z wyrzutem.
-No, co?  Świętą prawdę mówię.- Oburzyła się i wzięła mnie pod ramię.- Wnusia ja ci mówię ty się za niego bierz, bo jeszcze ci go odbije.-Roześmiałam się w głos.-Co się śmiejesz?- Skarciła mnie.-Może i swoje lata mam, ale dalej jest ze mnie jak to teraz młodzi mówią? Niezła szprycha.
Rodzinka odprowadziła mnie do drzwi, przy których przytrzymali mnie jeszcze pół godziny kazali obiecać, że przyjadę do nich na Shogatsu i dopiero wtedy pozwolili mi odejść.
Padał śnieg. Gęste płatki przyklejały mi się do rzęs. Opatuliłam się cieplej szalikiem od taty i szybko dreptałam ulicą. Wyglądałam jak postać z tandetnego horroru.
Kiedy byłam pod torami ułożonym nad wielkimi słupami dostrzelam jakąś postać i natychmiast przyspieszyło mi tętno? Jasna choroba.

Ines

-Przyjechałam najszybciej jak tylko mogłam. –Powiedziałam podchodząc bliżej i poprawiając ubranie, które trochę poprzekręcało się podczas biegu.  Gdybym była na planie styliści by przypilnowali żebym na wyglądała jak zziajana kretynka. 
-, Co sie stało? Will’owi się pogorszyło?- Wystraszył się.
-Nie, a mogło?- Zaniepokoiłam się
-Nie powinno, ale zawsze jest ryzyko, że mogłem popełnić jakiś błąd i…
-Na Boga Alex! Nie strasz mnie tak!- Przerwałam mu. Mary mówiła mi, że często zdarzało mu się wpędzić siebie samego w poczucie winy bez żadnego powodu.
-Przepraszam, nie chciałem. –Odetchnęłam głębiej.
-Nic nie szkodzi. To gdzie masz te leki?- Skierowałam rozmowę powrotem na właściwy tor. 
 -A tak leki.- Obrócił się w miejscu szukając torby, którą ostatecznie znalazł zawieszoną na gałęzi drzewa, pod którym staliśmy. Otworzył ją i wyjął z niej mały pojemnik, w którym coś brzęczało, jako mistrz dedukcji domyśliłam się, ze to tabletki dla Will’a. – Gdyby nie chciał ich połknąć dobrym wyjściem jest umazanie ich masłem orzechowym tylko koniecznie takim z niską zawartością cukru.-Tego, co mówił słuchałam tak na dobrą sprawę tylko jednym uchem. Moje myśli zajął laptop, którego brzeg wystawał z torby szatyna, a nie tyle on sam, a to, co się z nim łączyło. Doji i Dark Nebula. Co tak naprawdę się tam wydarzyło? W którą wersie powinnam uwierzyć? Ktoś mądry kiedyś powiedział, ze zawsze wersie wydarzeń moja, wasza i ta prawdziwa.   
-Nad, czym tak myślisz?- Zapytał w pewnym momencie Alex.
-Zastanawiam się, czego on tam szuka w tym śniegu.- Wymyśliłam na poczekaniu kiwając głową w stronę jednego z psów.
-Narkotyków.- Odparł bez zastanowienia z lekką nutką grozy w głosie.
-Co proszę?- Zdziwiłam się.
-Wabi się Dust. Były pies policyjny z wydziału narkotykowego. Stracił węch i teraz pcha nos we wszystko, co chociaż trochę przypomina to, z czym wcześniej pracował.
Pewnie myśli, że jak coś znajdzie to go z powrotem przyjmą. Powiodłam wzrokiem po gromadzie psów, które biegały po parku. Wszystkie były mówiąc prosto z mostu dziwne. Na przykład czarno biała suczka border collie lub mieszaniec tej rasy ciągle podbiegała, do Alex'a wbiegała za niego szczekała i od czasu do czasu podgryzała jego but z czasem zaczęła zaczepiać również mnie.
-Chce, żebyśmy dołączyli do stada.- Pies usiadł przed nami na śniegu wywalił język przekręcił głowę i patrzył to na mnie to na szatyna.
-No dzięki, wiesz.-Sunia ucieszyła się, że się do niej odezwałam i wydała z siebie pojedynczy szczek.-Ja wiem, że nie wyglądam za dobrze, ale pomylić mnie z owcą to chyba przesada.
-Daisy już tak ma.-Powiedział uśmiechając się rozczuleniem patrząc na psa.
-Niech zgadnę była psem pasterskim?
-Dalej jest. Pilnuje, żeby wszystkie psy ze schroniska trzymały się razem.
-To słodkie. –Uśmiechnął się.- Długo już jesteście na tym spacerze?
-No właśnie trzeba by się już powoli zbierać. 
-Pomóc ci zabrać je do przychodni?
-Było by mi bardzo miło.-Powiedział uśmiechając się.
-Które wziąć? Czy może wystarczy, że Daisy sie nimi zajmie?
-Daisy jest świetnie by sobie z tym poradziła, ale wszystkie psy muszą iść na smyczy, ale skoro tak sobie przypadłyście do gustu to pójdź z nią, a ja zajmę się resztą.-Podał mi jedną ze zwiniętych smyczy, a sam dmuchnął w metalowy gwizdek na swojej szyi. Pozostałe siedem psów przybiegło do nas radośnie przeskakując zaspy.
-Siad.- Rozkazał, co psy wykonały natychmiast patrząc na niego swoimi wielkimi oczami jakby na coś czekały. Alex po kolei przypiął smycz i nagrodził grzecznego psa smakołykiem z torby.
-Hacker, weterynarz- być może psychopata.- Masz jeszcze jakieś ukryte talenty? Może latać potrafisz? –Zaśmiał się.
-Nie potrafię latać, ale kiedyś byłem na kursie latania paralotnią.
-O nie bałeś się?
-Powiedziałem, że byłem na kursie, a nie, że latałem. Moja znajoma chciała, żebym ją odebrał.
-Kiedyś do roli musiałam nauczyć się strzelać z łuku, więc wysłali mnie do jakieś miejscowości na końcu świata. Wszyscy tam chodzili poubierani w takie starodawne stroje. Bardzo klimatyczne miejsce.
-Mary by się tam spodobało.-Nie odzywaliśmy się przez chwile obserwując jak Daisy przebiega raz na jedną, a raz na druga stronę ‘’stada’’ pilnując by szyło ładną równą kolumną.
-Doktorze Blanc! –Rozległo się czyjeś wołanie. Alex zerwał się do biegu zostawiając mnie i czarno białą suczkę daleko za sobą. Chcąc nie chcą pobiegłam za nim. Kiedy dobiegłam do lecznicy moim oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy. Przy drzwiach przychodni stało dziecko i darło się w niebogłosy rodzice próbowali je pocieszyć, ale nic z tego nie wychodziło z wrzasków udało mi się wywnioskować, że coś nie tak z jego pupilem. Rozumiejąc, ze bynajmniej tu nie pomogę, co najwyżej zaszkodzę. Na planie budynku odnalazłam pomieszczenie z kojcami dla psów i odprowadziłam tam Daisy.
-Nie martw się ślicznotko kiedyś ktoś cie przygarnie.-Podrapałam ją po nosku odwiesiłam smycz i wyszłam. Byłam w drodze do wyjścia, gdy usłyszałam jak spod przychodni odjeżdża samochód.
Głupio by było tak wyjść bez słowa.-Pomyślałam.- Chociaż to by było tak samo głupie jak zostawienie mnie samej w środku parku.
Zajrzałam do gabinetu zabiegowego. Dobiegało stamtąd nie równomierny szum wody.
-Alex, jesteś tu?- Spytałam.
-Tutaj jestem.- Odparł.-Przepraszam, że tak uciekłem.-Mówił, kiedy wchodziłam do środka. –Niestety zdarzył się nagły wypadek. – Chłopak stał nad umywalką, a z jego dłoni powoli spływała krew.
-Co ci się stało?
-To nic. Zwykłe ugryzienie.- Powiedział myjąc dłonie wodą z pienistym mydłem i zakładając opatrunek.
-Coś cie ugryzło? Myślałam, że umiesz postępować ze zwierzętami.- Zgarbił się lekko i jakby bardziej niż dotąd zajął się swoją dłonią. Coś było nie tak. Odkąd tu weszłam nie widziałam jego twarzy.-Alex spójrz na mnie.-
Wykonał polecenie bez chwili zwłoki. Miał zaczerwienione oczy, a na policzka dostrzegłam mokre ślady. Przed chwilą płakał.
-Alex, co się stało?-  Zapytałam podchodząc i kładąc rękę na jego plecach. Oj trzeba okazać współczucie. Kontakt fizyczny jest bardzo ważny w takich chwilach.
-Musiałem go uśpić. -Przyznał się.
-O mój Boże. -Zakryłam dłonią usta.-Tak mi przykro.
Kiedy byłam dzieckiem chciałam zostać weterynarzem, pomagać zwierzętom i w ogóle, ale to właśnie usypianie osiągnęło mnie od tego pomysłu.
-Miał wściekliznę.
- Chwila on cie ugryzł- zwróciłam wzrok na rękę. Po mojej głowie chodziło, nie, biegało miliony myśli. Zadzwonić po lekarza? Nie, po co on jest lekarzem, ale nie takim. Opatrzyć mu to, jak idiotko? Nie potrafisz. Przynieść wodę utlenioną? A to coś da-, Co mam zrobić?
-Spokojnie byłem na to szczepiony.- Uśmiechnął się ciepło.- Nie masz się, czym martwić, ale faktycznie powianiem jechać do lekarza pierwszego kontaktu tak na wszelki wypadek.
-Pojadę z tobą.- Zaoferowałam.
-Nie musisz i tak zatrzymałem cię o wiele za długo.
-Wiem, że nie muszę, chodź, idziemy. -Uśmiechnęłam się i pociągnęłam go w stronę drzwi.

Mary

Muszę zacząć trenować walkę samą w sobie.
Muszę wziąć kuczer w rękę, wyjść z domu i zacząć walczyć.
Muszę się ogarnąć.
Fenrir liczy na mnie.
-Mam, po co ładować kuczer?- I cały misterny plan w pizdu.
-Wal się.- Warknęłam.
Miałam dobre intencje. Naprawdę chciałam coś dzisiaj zdziałać, ale nie. Nie dość, że pewien złamas w pelerynie zajął moje miejsce to jeszcze wyjeżdża do mnie z takim tekstem!
Przyjechałam do jedynego miejsca w całym mieście, w którym można sobie w spokoju potrenować bez żadnej widowi, a tam zamiast ciszy i spokoju spotkałam Ryuge, który w najlepsze odśnieżał połać ziemi podpalając przy tym kilka drzew.  Wystroił się w ten swój mundurek z mistrzostw i myśli, że jest taki super. Staliśmy naprzeciw siebie mierząc się nawzajem wzrokiem. Im dłużej tak staliśmy tym bardziej nie wiedziałam czy bardziej chce mu coś zrobić czy może jednak się stąd zabierać.
-Jesteś debilem.-Wypaliłam w końcu.  
-I, kto to mówi?
-Ja. –Skrzywił się.
-Ty tak na poważnie?- Zapytał. 
-Jeśli myślisz, że przyszłam tu z tobą walczyć to się grubo mylisz i tak w ogóle to mnie wkurzasz. Niewinem, w jakim świecie do tej pory żyłeś, ale pozwól, że cie oświęcę tutaj nikt nie marzy o tym, żeby się tobą zmierzyć, a już na pewno nie ja.-Wydał z siebie jakiś dziwne mruknięcie.
Odwróciłam się na pięcie.
Bezczelny gbur. Nie będzie mi robił łaski "pozwalając" ze sobą walczyć. Szczerze nie mam na to pieprzonej ochoty. Trudno Fenrir będzie jakoś musiał przeżyć ten dyshonor.
Drago zagrodził mi drogę.  
-Nie skończyłem z tobą.-No jasne.
-Ale ja skończyłam.- Powiedziałam stając do niego przodem i splatając ręce na piersiach.  
-Po, co grasz skoro nie chcesz podjąć wyzwania?
-Nie mam ochoty walczyć akurat z tobą, bo jesteś gburowatym, bezczelem i nie waż sie mówić o tym czy powinnam grać.
-Z, kim ostatnio walczyłaś?
-Z tobą.- Warknęłam.
Otworzył szerzej oczy.
-Serio?- Zapytał jakby niedowierzając.
-Nie chce mi sie z tobą gadać.- Burknęłam pod nosem i odwróciłam się, ale wielkie rude smoczysko dalej tam siedziało i patrzyło na mnie z góry z lekko roztwartym pyskiem, z którego wydobywały się strugi dymu.
-Wracaj.-Rozkazał Ryuga bey z impetem powrócił do jego dłoni gdzie jeszcze przez chwilę się obracał.
Zabrałam się stamtąd.
Zaraz pewnie sie potknę i przewrócę i zbłaźnię... Ta o ile mam jeszcze, przed kim bo on już prawdopodobnie zapomniał, z kim przed chwilą rozmawiał. Ja przecież jestem tylko ŻAŁOSNYM ŚMIERTELNIKIEM A ON JAKIMŚ WALONYM BÓSTWEM!
O nie! Moje oczy! Nic nie widzę! Ten majestat jest zbyt przytłaczający! Aaaa ten blask, ten blask nie jest przeznaczony dla mych niegodnych oczu! Aaa...Debil! Wsiadłam na motor i odjechałam zostawiając za sobą bruzdy w udeptanym śniegu.
Bleyderzy. Phi oni wszyscy mają nie poklei w głowie.  Myślą o sobie nie wiadomo, co.
Ech czasami żałuje, że nie urodziłam się w średniowieczu. Wtedy było inaczej. To była epoka wielkich bitew, wspaniałych czynów. Ludzie wyznawali inne wartości, a faceci nie nosili rurek. A jak cie wkurzał taki idiota jak ten cały Kishatu to można było pójść do wróżki i po sprawie, albo zaczekać, aż zdechnie na malarie, albo inną cholerę.
Wróciłam do mieszkania. Odwiesiłam kurtkę i kask na wieszak, po czym walnęłam się na fotel.
-Już po treningu?- Przywitał mnie Kyoya. Był w denerwująco dobrym humorze.
-Nie denerwuj mnie.  Nie strzeliłam nawet raz.
-Zmęczyłaś się samą jazdą?
-Haha. Masz za dużo zębów?
-Daj spokój siostra.- Próbował potargać mnie po głowie, ale się wykręciłam. Co się sknociło?
-Życie.
-Zdążyłaś złapać doła w drodze na trening? Sorry. Głupie pytanie ty potrafisz złapać doła w drodze do łazienki.
-O szty!- Rzuciłam w niego poduszką, ale zdążył przedtem zatrzasnąć za sobą drzwi od łazienki śmiejąc się przy tym zemnie.
Głupi gówniarz.
Zaczęłam przeglądać Internet. Jak na złość wszędzie były smoki. Dosłownie wszędzie. Jak nie to trailer Hobita to wyskakująca z nienacka reklama jakieś gry, albo smocza edycja jakiegoś sprzętu komputerowego. Cisnęłam telefonem o kanapę.
On był w szoku. Dlaczego? Czy to naprawdę takie dziwne, że tak rzadko gram?
 Że w ogóle nie gram.- Podpowiedział głos z tyłu głowy.
Bleyderzy naprawdę są jacyś inni.  Dziwni. No chyba, ze to zemną jest coś nie tak, co też jest możliwe.  Są prawie jak jakaś sekta tylko taka, której rytuały transmituje telewizja. Kiedy spotykasz bleyder na ulicy od razy wiesz, że gra nawet, jeśli niema przy sobie kuczera. Bije od nich czymś, co Hagane nazwał by tym całym Duchem Beyblade.  Chociaż ostatnio jest ich tak jakby mniej. Po ich ostatnich wyczynach rodzice boją się pozwalać dzieciom grać. Może to i lepiej.
Kyoya wyszedł z łazienki wycierając ręcznikiem mokre stoperczące na wszystkie strony włosy.
-O, czym tak myślisz? Masz minę jakbyś chciała się pociąć.
-Jak to z wami jesteś?
-Z nami, czyli, z kim?- Zmieszał się.
-Z bleyderami.  Czemu was tak ciągnie do tej walki? I czemu to takie dziwne, kiedy ktoś nie chce z nimi walczyć? –Zamyślił się.
Usiadł na kanapie, po patrzył na okno potem na ścianę odchylił głowę do tyłu i wypuścił powoli powietrze.
-Grać dla bleydera trochę tak jak oddychać. Więc gdy mówisz, że nie chcesz z nimi walczyć to tak jakbyś nie chciała oddychać.
-Porąbani jesteście.
-Możliwe. Daj sobie spokój siostra po prostu graj to może ogarniesz.

Hikaru

Otarłam pot z czoła i umieściłam Aquario z powrotem w saszetce.
-I jak?- spytałam podbiegając do Madoki. Trening, jak co dzień był wyczerpujący, ale tym razem miałam się dowiedzieć czy w ogóle coś mi daje.
-Robisz ogromne postępy. Niedługo wrócisz do formy sprzed mistrzostw, a jak tak dalej pójdzie to zakwalifikujesz się do następnych.-Uśmiechnęła się zamykając laptop.
-Może. Trochę szkoda, że już nie powalczę sobie z Gingą.- Brunetka ze smutkiem spuściła wzrok. Nie chciałam jej zasmucić miała swoje przywary, ale w gruncie rzeczy była całkiem w porządku.- Przepraszam nie powinnam marudzić.
-Nic się nie stało.- Powiedziała pociągając nosem.-Mniejsza. Muszę się zbierać mam kilka bey na warsztacie.
-Spoko. Do jutra.- Po żegnałam się z Madoką zabrałam swoje rzeczy i powoli zaczęłam się zbierać do domu.
Dzisiaj miałam wolne i nie za bardzo wiedziałam, co z sobą zrobić. W mieszkaniu pustki znajomi zajęci, a jak szybko nie znajdę sobie zajęcia zacznę myśleć jak bardzo się wczoraj zbłaźniłam.  Na samo wspomnienie czuje, ze robie się czerwona na policzkach. Dlaczego nie mogłam sobie tego odpuścić diabli mnie podkusili, żebym do niej podeszła i zaczęła z nią rozmawiać bez ładu i składu?
Powoli wchodziłam po schodach na moje piętro. Na wycieraczce przed moim mieszkaniem znalazłam małe białe pudełko przewiązane koronkową kokardą. Rozejrzałam się tak jakby ktoś, kto je tu zostawił miał wyskoczyć zza któryś drzwi powiedzieć coś w stylu ‘’Przepraszam pomyliły mi się mieszkania. ‘‘, Ale nikt taki się nie pojawił.
Podniosłam pudełko i weszłam z nim do mieszkania. Odwiesiłam kurtkę i torbę na wieszak poczym trzymając pakunek w dwóch dłoniach przeszłam do salonu ustawiłam go na stoiku, a sama usiadłam na fotelu naprzeciw niego.
Otworzyć czy nie otworzyć? Oto jest pytanie. Jeśli to nie do mnie i to popsuje będzie głupio, a jeśli to do mnie i tego nie otworze i ktoś mnie potem spyta czy podobał mi się prezent od niego to wyjdę na idiotkę.
Do takich ustrojstw powinny być dodawane liściki. –Stwierdziłam w myślach po kolejnej chwili bezsensownego patrzenia się w podarunek.
Otwieram najwyżej będę się potem tłumaczyć. Odwiązałam kokardę zdjęłam górą część i zajrzałam ośrodka, a ta zapięty wokół małej poduszeczki czekał krótki naszyjnik ciemna wstążka z umieszczony w niej złotym rombem taki sam jak kiedyś nosiłam.
-Dziwne. Nawet bardzo dziwne. 

Rozdział 10 za nami. Dodany z tygodniowym wyprzedzeniem bo Mary i Ryuga to dwójka idiotów z którymi nie da się pracować. Nienawidzę obojga oby was szlak trafił.
Ryuga: Lepiej ci?
Ja: Nie. Tu miała być walka wybuchy ataki emocje i co? I dupa. Bo Mary nie pasowało.
Mary: Nie dam mu tej satysfakcji.
Ja: Zobaczymy jak się będziesz się tłumaczyć Fenrirowi. 
Mary:...
Ja: Właśnie bój się.  No dobrze co tu jeszcze chciałam wam powiedzieć? A tak zapytać co byście woleli odemnie dostać na walentynki. Kontynuację opowiadania "Jestem twoim małym problemem" 
Ryuga: Miałaś to napisać rok temu.
Ja: Cicho być nie denerwuj mnie.
Kyoyo: Odwlekasz to jak tylko się da.
Ja: Bo napiszę fan fic z tobą i Madoką.
Kyoya:....
Ja: No i tak ma być.  Wracając do przerwanego wątku. Chcecie kontynyacjie coś takiego jak rok temu czy może kompletnie  nowe opowiadanie. Napiszcie w komentarzach albo zaczekajcie, aż zrobię nową ankietę. ^^
Kelsi: Nie udawaj, że ogarniasz blogera.
Ja: Nikt mnie nie kocha. Nikt we mnie nie wierzy....POWIEDZIAŁAM ŻE NIJT WE MNIE NIE WIERZY!
Kelly: Banzai!*spada z sufitu na Bekneia i tuli mu głowę * Na mnie nie licz zajęta jestem. 
Ja: Ech. No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania


niedziela, 8 stycznia 2017

Beyblade po mojemu (S.2 R.9)

Rozdział 9

Ines

-Brak ofiar śmiertelnych. -Because I am boss.- Porwani przejęci w nienaruszonym stanie.- Because I am boss.-Cała akcja została przeprowadzona sprawie i bez chwili zwłoki.- Because I Am Boss.
-Takiej zadowolonej nie widziałam cie już od dawna.-Szepnęła do mnie Mary, kiedy siedzieliśmy we trzy w siedzibie WBBA i słuchałyśmy jak Midori składała raport. Po całej akcji szybko zabrano nas z ulicy i przyprowadzono tutaj.
-Dziwisz się? Zapytałam również szeptem. -Wszystko poszło jak po maśle.-Odparłam również szeptem.
Tak, byłam zadowolona i to nawet bardzo. Nic tak nie poprawia humoru jak ocalenie komuś życia.
***
-A on wtedy "Podasz mi telefon? Jest za tobą.”.  Myślałam, że spalę się tam ze wstydu.
-Mogłaś nie zakładać z góry, że o to mu chodzi.- Powiedziała Mary.
-A jakby jednak o to chodziło?- Broniłam się.-Nie wchodzi się dwa razy do tego samego bagna.
-Rzeki. - Poprawiła mnie szatynka.
-Oj weź nie mogło być wam tak źle. -Wtrąciła się Kelly.
-Nie było, ale... Zresztą nie ma, co do tego wracać.
-OJ weź no byliście świetną parą. Do tego stopnia świetną, że nawet Ryuga was shipuje, a on nawet nie wie, co to znaczy!
-No tak, bo jak szanowny Smoczy Cesarz coś powie to tak jest. -Sarknęła Tategami.
-A może on tylko udawał, że dzwoni mu telefon? –Kombinowała dalej Hawana.
-Nie da się udawać, że telefon ci dzwoni przed osobą, która ma ci ten, że telefon podać.
Na tym rozmowa o mojej wpadce się skończyła. Zjadłyśmy wspólnie pożną kolacje względnie wczesne śniadanie i rozeszłyśmy się do domów. Tsubasa jak zwykle został dużej, więc wezwałam taksówkę i kazałam się zawieść na moje pilnie strzeżone osiedle. Wjechałam winda na woje piętro otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Obudzony przeze mnie Will wygrzebał się ze swojego legowiska i przyczłapał do mnie dzwoniąc pazurami po podłodze. Więc to tak będzie wyglądać od teraz moje życie.  Piątkowe noce będę od teraz spędzać w domu z psem. To nie jest najgorszy scenariusz, ale znam wiele o niebo lepszych. Umyłam się, przebrałam w piżamę i położyłam się spać. Kiedy tylko zgasiłam lampkę nocną Will zaczął strasznie piszczeć na swoim legowisku.
-Co jest piesku?- Zapytałam zapalając światło. Mój nowy pupil leżał z głową pomiędzy przednimi łapami z najsmutniejszym wyrazem pyska, jaki kiedykolwiek widziałam u psa. – Boisz się ciemności?- Jego ogon uderzył o podłogę.- No to, choć tutaj.-Poklepałam pościel, a pies niemal natychmiast wskoczył na łóżko i zaczął mościć sobie miejsce do spania.-No już, już siad i patrz.- Sięgnęłam do półki przy łóżku i wyjęłam Iskrę z saszetki. Kiedy tylko jej dotknęłam zapłonęła jasnym ciepłym światłem. -To mój bey będzie cie pilnował jak będę spać.  Zgoda?- Will położył się na łóżku przygniatając ty samym moją rękę.-Uznam to za tak.-Powiedziałam i zamknęłam oczy.
***
Porąbane kawały drewna strawione przez ogień i zmienione w ciemne bryły gdzieniegdzie tylko żarzące się pomarańczem. Wbiłam pogrzebacz w jedną z takich brył, a moją twarz oświetlało jasne światło małego płomyka, który wiercił się i przeciągał na ciemnej bryle dopóki nie zgasł.
-Kristina nie baw się ogniem, bo się w nocy posikasz.- Łagodnie zwróciła mi uwagę siedząca w fotelu kobieta.
-Zawsze tak mówisz i nigdy nic się nie dzieje.
Często śniło mi się, że patrzę na sceny z filmów, w których grałam z boku. Tak jakbym była ich reżyserem. Patrzę na siebie i wcale już się nie dziwie, że nikt mnie nie poznaję. Charakteryzatorzy naprawdę znają się na swojej robocie. Zawsze wyglądam inaczej, chociaż gdzieś tam w środku jestem taka sama.
***
Obudził mnie sms jak się później okazało od Alex’a.
„Jak się miewa mój pacjent?”-Napisał.
-Pan weterynarz pyta Jak się miewasz Will.-Pies na dźwięk swojego imienia zaszczękał radośnie i polizał mnie po nosie. Zrobiłam mu szybkie zdjęcie i wysłałam je Alex’owi z dopiskiem. ’’ Wygląda na to, że lepiej. ‘’
„To świetnie. ^^ Piszę do ciebie, bo Tsubasa wczoraj wieczorem miał ode mnie odebrać leki dla waszego psa, ale się nie zjawił i do tej pory nie mogę się z nim porozumieć.”
‘’Tsubasa jest ostatnio trochę zajęty. Te leki są bardzo ważne?”- Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, odłożyłam telefon na pralkę i spojrzałam na moją brzydką twarz.
Przeczesałam włosy związałam je w messy bun’a .  Weszłam o kuchni i stałam przez chwilę jak debil myśląc co zjem na śniadanie. Nagle niczym lampka , przebłysk niesłychanego geniuszu, mojego geniuszu. Mąka ,jajka ,mleko i inne pierdoły. Patelnia, talerz i jest . Amerykańskie cudo, przed państwem… Pancakes ‘y. Znowu moja oszałamiająca znajomość angielskiego. Sprawdziłam telefon.
‘’Bardzo ważne. Podaje się je osłonowo przy tym antybiotyku.’’- Nic nie zrozumiałam. Jeszcze raz, co? Aaa leki.
‘’Okey. Mogę przyjść po nie za jakąś godzinę?’’-Polałam naleśniki syropem. Wicie, że 75% światowego syropu klonowego wytwarza się w Kanadzie?
‘’ Bardzo mi przykro, ale aktualnie jestem na spacerze z moimi podopiecznymi.:( ‘‘-O.
‘’No dobra no to nie przeszkadzam ❤ ‘’
‘’Nie, nie przeszkadzasz.:) Jeśli to nie problem to możesz przyjść do partu niedaleko lecznicy, w której pracuje.’’
‘’Chętnie. Będę za pół godziny.’’- Tak umiem się w tle wyszykować.  
‘‘:)’’
Ogarnęłam siebie, zwierzęta, złapałam taksówkę i po chwili byłam na miejscu. Szczęśliwie nie utknęłam w żadnym korku.
No i gdzie on teraz może być? Boże ludzie w miastach tworzą strasznie duże parki. Jak ja go teraz znajdę? Dłuższy moment biegałam bez sensu po parku, aż w końcu ostrzegłam go stojącego pod drzewem i obserwującego bawiące się w śniegu psy.
-Alex!?-Zawołałam podbiegając do niego. Na początku miałam wrażenie, że mnie nie usłyszał, bo nawet się nie poruszył.  Zdążyłam się spietrać, że wołam obcą osobę, kiedy ten odwrócił się i do mnie pomachał.

Kelly

Weszłam do domu i w ubraniu uwaliłam się na kapie. Nie chciało mi się absolutnie nic, nawet przekręcić głowy, żeby zaczerpnąć powietrza. Byłam zmarznięta i wykończona.
Do dupy z taką robotą.-Pomyślałam zamykając oczy.
 Ryuga obudził mnie pół godziny później.
Nie zrobił tego specjalnie, chociaż moje wory pod oczami gdyby mogły kłóciłyby się z tym stwierdzeniem.
Wystawiłam głowę ze śpiwora i rozejrzałam się po pokoju.
- Późno wróciłaś.- Stwierdził Kishatu, który siedział na fotelu i grzebał w kuczerze.-Udało ci się?
-Trochę z tym zeszło po drodze wmanewrowali mnie w odbicie jakiś porwanych ludzi, ale tak.-Powiedziałam przeciągając się.- Wszystko, co na razie udało się wyciągnąć Kelsi jest na moim telefonie.
-, WBBA zajmuje się porwaniami?-  Zdziwił się.
-Porwaniami bleyderów na pewno. –Mruknęłam pocierając zaspane oczy.- Ciekawe gdzie byli pół roku temu.
- Na czyje zlecenie?- znowu robił tę swoją minę wkurwionego żółwia. Dużo lepiej wyglądał bez niej, ale rzadko, kiedy ludzkości było dane to oglądać.
-Wątpię, żeby chodziło konkretnie o bleyderów po prostu zwykłe porwanie z resztą i tak już jest wszystko załatwione. Możesz wyluzować, żadna nowa Dark Nebula, ani Hades nie wyrośnie nam pod nosem.
-Taaa.- Powiedział niezbyt przekonany.-Miejmy nadzieje, że WBBA tym razem nie spieprzy sprawy. To gdzie masz ten telefon?
-W torbie, obok…- paska z kuczerem...Jasna choroba.
Wyskoczyłam ze śpiwora i na wyścigi pognałam do wieszaka w ostatniej chwili wyprzedając Ryuge.
-Co cie ugryzło?- Spytał marszcząc się jeszcze bardziej niż zwykle.
-Nie będziesz mi grzebał w rzeczach.- Powiedziałam nadymając policzki i podając mu moje dzwoniące urządzono.
-A poza tym w rodzinie wszyscy zdrowi?-  Zapytał biorąc do ręki mój telefon i szukając listy.
Taaa. W dalszym ciągu mu nie powiedziałam, że gram. Jak udało mi się to utrzymać w tajemnicy? Ledwo. Dlaczego mu jeszcze o tym nie powiedziałam? Jeśli mam być ze sobą szczera to się trochę tego boje.
Trochę pff. Trochę bardzo w cholerę się tego boje. Znamy się z Ryugą dobre 8 lat. Ufam mu jak chyba nikomu innemu na świecie, ale jeśli w grę wchodzi beyblade nie mogę być pewna niczego.   Co jeśli stwierdzi, że skoro też gram to nie możemy się więcej razem szlajać, bo będę o nim za dużo wiedzieć, albo okaże sie za słaba, albo układ gwiazd z przepowiedni napisanej dawno temu przez łysego mnicha, który spędził całe swoje życie w wiosce Koma stojąc na jednej nodze na słupie zabrania by bleyder, który opanuje L-Drago trzymał z innymi bleyderami, bo no nie winem świat wybuchnie, albo coś równie strasznego, a Ryuga chcąc tego uniknąć każe mi spadać?
Wiem wymyślam, ale po prostu się boje zmienić cokolwiek w naszej relacji. Podoba mi się jak to wszystko pomiędzy nami funkcjonuje i nie chciałabym tego wszystkiego straci. To w końcu osiem lat mojego życia i całkiem fajny chłopak.
-Dobra coś tam mamy.-Powiedział oddając mi telefon.- Zabieramy się stąd jak tylko K…
-Kelsi.- Podpowiedziałam mu.
- Mniejsza. Ruszamy, kiedy tylko skończy kompletować te listę.
-Juuuuż?- Jęknęłam kładąc się plackiem na kanapie i wczołgując się do śpiwora.
-A, co? Spodobało ci się parowanie dla jasnej strony mocy?- Nie mam pojęcia skąd Ryuga wiedział gdzie mam brzuch, ale pytając na przemian dźgał mnie i łaskotał.- Mała Kel chce być odlotową agentką?  Chce ratować świat?- Śmiałam się rzucając się na wszystkie strony skrępowana śpiworem dopóki Ryudze się to nie znudziło i pozwolił mi się stamtąd wygrzebać.
-Tak w sumie to w tym WBBA wcale nie jest tak źle.-Powiedziałam cała czerwona, kiedy udało mi się złapać oddech. – Odważyłaby się powiedzieć, ze jest całkiem fajnie.
-Co jest tam niby takiego fajnego?
-Na przykład sala do walki. Mówię ci, żebyś tylko widział jak Hisoka potrafi wymiatać normalnie jakby ktoś go wyciągnął z jakiegoś filmu Since Ficino. Biegnie i robi takie wshooo wshooo i już nie ma gościa. Z tym, że to mój opiekun i nie będzie walczył ze mną na sto procent.
-Bleyder?- No tak, bo co innego mogłoby go zainteresować.
-Z tego, co wiem to nie. I jeszcze dali mi taki fajny dopasowany kostium ponoć kuloodporny, ale jeszcze nikomu nie udało się mnie trafić, więc nie winem czy w to wierze, a nie zgadniesz, kogo spotkałam.
-Kogo?- Zapytał od niechcenia wiedząc, że i tak mu powiem.
-Hasame Hikaru. Ledwo ją poznałam wygląda prawie tak samo jak na mistrzostwach tylko gdzieś ta swoją obróżkę zgubiła. Znowu gra.- Ucichłam na chwilę czekając na jego reakcje jednak, żadnej się nie doczekałam.- Prosiła mnie, żebym ci przekazała, że dziękuje i przeprasza. Nie mówiłeś mi, że Doji trzymał was razem tak samo jak o tych napadach padaczko podobnych.
-To nic. Eksperymentowali na Drago i to odbiło się na mnie.- Odparł Ryuga wstając z kanapy i idąc w kierunku wyjścia.
-Nic? Człowieku leżałeś przez to w szpitalu. To nie było ‘’nic’’. Dokąd ty w ogóle idziesz?
-Po trenować.-Odparł wiążąc czarne skórzane glany. Wiosna lato jesień zima innych butów Ryuga ni ma.
-Zaczekaj chwile przebiorę się i możemy iść. –Powiedziałam schodząc z kanapy i rozpoczynając poszukiwanie czystych ciuchów.
-Zostań. Wyglądasz kiepsko, zajmij się sobą za kilka godzin powinienem być powrotem.- To nie była prośba to było stwierdzenie.
-Nawet nie wiesz gdzie teraz mieszka.-Zawołałam za nim, kiedy i już złapał za klamkę. Nic nie odpowiedział. Po prostu wyszedł.


Rozdział 9 za nami. Łał wyrobiłam się w termie dwóch tygodni. No, aż sobie sama pogratuluje jednak kiedy spojrzę na niego obiektywnie to był taki sobie.
Wszyscy:...
Ja: Taaaa nie pocieszajcie mnie wcale sie nie potnę z tego powodu. 
Wszyscy:...
Ja:  Znieczulica ludzka nastała.  Mniejsza za 4 miesiące nadejdzie mój sądny miesiąc maj i moja nieszczęsna matura. Módl się kto w Boga wierzy, żebym ją zdała bo jak mi się nie uda to będzie koniec.
Ta pocieszyłam was to...
Ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

czwartek, 22 grudnia 2016

Beyblade po mojemu (S.2 R.8)


Rozdział 8

Pozornie spokojni wartownicy z naładowaną bronią pilnowali drzwi. Dostawę odbierają za godzinę. Wystarczy tylko zapakować i odebrać pieniądze. Oby tylko psy nie wywęszyły co się święci. Za sam handel ludźmi dostali by z 25 lat do liczyć do tego trzeba będzie jeszcze te dwa trupy i posiadanie broni palnej bez zezwolenia. Z pierdla do później starości nie wyjdą o ile w ogóle. Szefostwo najwyraźniej też się tego boi. Plan "b" przygotowany jest w najmniejszych szczegółach. Wystarczy załadować "towar" i przewieźć go na awaryjne miejsce transakcji. Bułka z masłem. Co może pójść nie tak?
Nagle rozległo się wycie policyjnych syren, a zza pozabijanych deskami okien błyskały czerwono niebieskie światła. W korytarzu rozległ się tupot biegnących mężczyzn.
-Co tak stoicie!?-krzyknął ktoś.-Zabieramy się stąd!
Tupot stóp i wycie syren przybierało na sile z każdą chwilą.
Załadować ludzi i odjechać. Tylko tyle i, aż tyle.
-Wyjechali.- oświadczyła szatynka.- Kontynuuje pościg.-dodała porzucając konspiracje i wsiadając na motor.
-Przyjęłam.
-Jadą 26 aleją.-wtrąciła obserwatorka.- Nie zgub go.
-Nie mam takiego zamiaru.
Jasnowłosa załadowała kuczer i przygotowała się do strzału przyklękając przy tym na jedno kolano.
Ciężarówka wyjechała zza zakrętu i  skierował sie prosto na nią.
-Let's do this.- rozgrzany do czerwoności bey pomknął w kierunku silnika ciężarówki.

[kilka  godzin wcześniej]

Ines

-Szynka! Do nogi! Szynka!
-"Szynka"?- spytałam niedowierzając.
-Tak, musimy go w końcu jakoś nazwać.
-Ale "Szynka"?
-Masz lepszy pomysł?
-Will.-odpowiedziałam bez namysłu.
-Chcesz nazwać psa "Will"?- spod stołu rozległo się pojedyncze szczeknięcie.
-Widzisz podoba mu się.-powiedziałam patrząc na niego z zadowoloną wyższością, wlazłam pod stół i ujęłam w dłonie łeb psa.- Podoba ci się prawda?- Will polizał mnie w czubek nosa.
Z uśmiechem popatrzyłam na Tsubase.
-Dobra jak chcecie.  Niech wam będzie ten Will.
-Wygląda na Will’a.- oświadczyłam gładząc posklejane furo na łbie psa.-Trzeba go wykąpać.
-A co ze szwem?
-Coś się wymyśli… Napiszę do  Alex’a.
Siedząc na ziemi wyprostowałam nogi i wyjęłam telefon z kieszeni.
-‘’Hej. Chciałam umyć Will’a jakieś sugestie?’’-napisałam.
Odpowiedź przyszła dosyć szybko.
-‘’Rozumiem, że tak nazwałaś tamtego przybłędę? :) ‘’
-‘’Tak, Tsubasa chciał go nazwać Szynka, Alenie pozwoliła bym na to. To jak mogę wykąpać psa? Szew się nie rozerwie, ani nic takiego?’’
-‘’Nie powinien. Jeśli oczywiście będziesz ostrożna.  :) Rozłóż ręcznik na dnie wanny żeby Will się nie ślizgał i nie zdejmuj mu obroży będzie łatwiej go przytrzymać w razie czego.’’
-‘’Dzięki jestem ci winna kawę’’
-‘’Nie trzeba. ^^ Pisz jakby był jeszcze jakiś problem.’’
-‘’Zapamiętam’’- włożyłam  telefon powrotem do kieszeni.
Alexander Blanc. Nie wiem co myśleć o tym człowieku. Historyjka z rozdwojeniem jaźni wiele wyjaśnia, ale  nie jestem pewna czy w nią wierze. Otori natomiast nie widzi, żadnego problemu. Wydaje mi się, że w jakiś dziwny pokręcony sposób nawet mu ufa. Przecież po takim występie jaki odwalił w Dark Nebuli powinni go co najmniej zamknąć.  Zamiast tego został co prawda zwolniony, ale odszedł z pracy z najlepszymi referencjami  w innym przypadku nie udało by mu się tak łatwo znaleźć pracy.  Co tu jest grane?
-Zabieramy się z tego psa?- spytał Tsubasa zaglądając do pokoju i wyrywając mnie z zamyślenia.
-Tak zanieś Will’a do łazienki ja przygotuje resztę.- Uśmiechnęłam do niego. Coś przede mną ukrywa, a ja  się dowiem co.
Rozłożyłam ręcznik na spodzie wanny i zaczęłam nalewać letniej wody. Woda sięgała do polowy kiedy Otori  przyprowadził  naszego nowego domownika.
-Ktoś tu się już chyba lepiej czuje. Pomóż mi go władować do środka.
Kiedy William siedział już w wannie z której nawiasem mówiąc  połowa wody wsiąkła w moje ubranie zabraliśmy się za namydlanie jego futra starannie uważając na opatrunek. Pies stał spokojnie czekając, aż skończymy.  Spłukaliśmy piane i odstawiliśmy psa na podłogę.
-Szybko podaj ręcznik zanim…- fontanna kropelek trysnęła mi w twarz.-...się otrzepie.-dokończyłam ścierając ręką wodę z twarzy.
Usłyszałam krótki śmiech Tsubasy.
-Z czego się śmiejesz?  Ty nie wyglądasz lepiej.- mokre włosy przylegały po obu stronach jego warzy poprzyklejane były mokre kosmyki, a jasna koszula przemokła do suchej nitki.
-Nie bocz się. –powiedział podając mi ręcznik.
Przetarłam twarz, a potem zajęłam się psem. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie z przymrużonymi oczami, wywalonym językiem  siedział w kałuży i machał ogonem.
Poczułam, że ktoś poza psem na mnie patrzy. Podniosłam wzrok, a wtedy tym kimś okazał się Otori. Przysunął się do mnie o kawałek i delikatnie otworzył usta wyciągając do mnie rękę.
-Tsubasa to nie jest dobry pomysł.-w jego oczach pojawi się jakiś dziwny blask.
-Telefon.-to ostatnie czego się spodziewałam.
-Co?
-Za tobą na brzegu wanny leży mój telefon i dzwoni. Mogła byś mi go podać?
-O.-skomentowałam to krótko, szybko obróciłam się i podałam mu wyciszony  telefon.
-Dzięki. – uśmiechnął się odebrał,  wstał i wyszedł.

Mary

-Od dzisiaj rozpoczynasz naukę.-tymi słowami przywitał mnie Fenrir. -Przyznaje. Całkiem dobrze sobie poradziłaś, ale to dopiero wierzchołek góry lodowej.
-Skoro tak mówisz.-przytaknęłam.
-Korzystasz z mocy która opiera się na podświadomości twojej i twoich przeciwników. Nigdy nie będziesz sobie z tym radzić jeśli nie dojdziesz do ładu z samą sobą.
-Dążysz do czegoś konkretnego?
-Tak. Choć za mną.-wstał i wyszył w stronę brzegu polany. Jego łeb lekko sie bujał na potężnej szyj. Lokison cały był potężnie zbudowany swoim rozmiarem wychodził poza wszystkie skale przydzielone wilkom i jeśli wierzyć legendą gdy otworzy paszczę jego dolna szczeka sięga ziemi, a górna nieba.
Wilk roztworzył pysk, chwycił zębiskami obalone drzewo i odrzucił je na bok z taką łatwością jakby to był malutki patyczek. Kły też miał ogromne.  Może mi sie tylko zdawało, ale dostrzegłam pomiędzy nimi jakąś metalową zadrę.
Po łożyłam dłoń na jego pysku, żeby móc sie lepiej przyjrzeć, ale gdy to zrobiłam z gardła Fenrira wydobył sie głębokie głuche warknięcie. Cofnęłam się o krok przyciskając dłoń do piersi. Patrzył na mnie przez chwilę tymi zielonymi oczami o zwężonych drapieżnie źrenicach po czym wrócił do swojego dotychczasowego zajęcia.
Co ja sobie myślałam? Od tak pogrzebie sobie w zębach największego wilka na świecie. Pewnie go to strasznie boli. Będę musiała spytać Alex'a co z tym zrobić. On na pewno będzie wiedział.
W czasie gdy ja myślałam o niebieskich migdałach Fenrir zdążył odkopać ukrytą pod warstwą ziemi drewnianą klapę.
-Co to?- zaciekawiłam sie. Nic nie poradzę na to, że w tym lesie czuje sie jakbym miała pięć lat i chce dowiedzieć się wszystkiego.
-To wejście do innego rejonu twojej podświadomości. Kiedy stwierdzę, że jesteś gotowa zejdziesz tam, a potem...z resztą sama zobaczysz.-odwrócił sie i przysypał właz. Poczym usiadł i popatrzył na mnie. Milczeliśmy dłuższą chwilę.
-Mary-powiedział do mnie po imieniu. Pierwszy raz w życiu. -Jest przed tobą jeszcze długa droga. Wielu rzeczy nie wiesz i większości z nich nigdy nie poznasz. Jednak jest coś co muszę ci powiedzieć już teraz. Nie możesz spędzić w tym lesie całego swego życia. Owszem najwięcej jestem w stanie zdziałać tutaj, ale oboje mamy niedokończone sprawy poza sferą żelaznego lasu. - czyli to naprawdę ten las.
"W żelaznym lesie na wschodzie stara siedzi ,
Rodzi tam pomiot Fenrirowi ,
A z nich wszystkich najokrutniejszym jest
Pożerca słońca w postaci Wilka -Olbrzyma."
Tak pisało w jednej pieśni z tej zielonej książki.
-Chodzi ci o Ragnarok?- spytałam po chwili milczenia.
-Nie. Miałem na myśli o pewnego wojownika któremu udało się nas pokonać o dwa razy za dużo.
-Ryuga.
-Zgadza się. Nie uważasz, że powinniśmy pokazać mu gdzie jest jego miejsce?
 -Może...Wycie na niego nie działa.-mruknęłam szurając stopą po ziemi. Upatrzyłam sobie mały kamyk i wgniotłam go w piach.
-Potrafię nie tylko wyć.-podnosiłam wzrok na Fenrira , ale oślepiło mnie jasne światło, a kiedy przed oczami przestały mi latać kolorowe plamy siedziałam na podłodze w moim pokoju.
-Kobieto ogarnęła byś się. Wołam cie i wołam, a ty nic.-powiedział Kyoya wstając z klęczek.
-Trenuje. Tobie się to nie zdarza?- Zaśmiał się pod nosem i rzucił mi komórkę.
-WBBA i Ines dzwonią do ciebie na przemian od godziny.
-A ja już myślałam, że zacząłeś się o mnie martwić.
-Chciała byś. Idę spać jak mnie obudzisz to nie pomoże ci ani Ines ani WBBA.
-Leć. Dzieci powinny kłaść się zaraz po dobranoce.- Z uśmiechem uniknęłam nadlatującej zwiniętej w kulkę skarpetki.
Miło jest mieć brata. Wiem, że daleko nam do normalnych relacji brat siostra, ale kocham tego zasmarkanego kurdupla.
Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Ines.
-Co jest?- Spytałam.
-Masz natychmiast przyjść do WBBA. To jakaś grubsza sprawa.

Kelly

 Przyzwoitości w tym WBBA nie mają.  Do mieszkania nie zdążyłam wrócić, a ci znowu mają problem. Nie mogą mnie od tak wzywać d siebie i liczyć, że w podskokach do nich przybiegnę. Co to to nie. Tak dobrze to niema.
Spacerowym krokiem przemierzałam miasto.
Ciepłe światło lamp oświetlało zalegający na ziemi śnieg. Padało niemal non stop, ale tym lepiej dla mnie.
Lubię zimę. Zawsze ją lubiłam. Była magiczna. Bo jak inaczej można wytłumaczyć pojawiające się znikąd wzory na szybie, albo to, że oddech zamienia się w kłębki dymu?
Ja wiem, że mądralę siedzące wiecznie z nosem w książkach wytłumaczyliby to serią trudnych słów z cyklu resublimacja i konkwistador, ale ja i tak będę trwać przy swoim. To magia koniec kropka.
Weszłam do holu WBBA i zatrzęsłam się z zimna.
Brrry. Dopóki jestem na zewnątrz nie czuje, że jak bardzo jest zimno.
To gdzie była ta winda?
-Jesteś Kelly prawda?- Przestałam się rozglądać i skupiłam mój wzrok na zbliżającej się do mnie kobiecie.
To była Hikaru. Wygląda inaczej. Bez porównania lepiej. Granatowy mundurek zamieniła na czerwoną kurtkę i jasne spodnie. Przy jej pasku wsiał kuczer i pojemnik na bey'a. Znowu gra.- Widziałam cię w szpitalu.- Kontynuowała nieśmiało uśmiechnięta.
Musiałam się naprawdę mocno skrzywić, bo uśmiech spełzł jej z twarzy i szybko zaczęła mnie przepraszać. -Wiem nie powinnam tak z tym wyskakiwać, ale... Może zacznę od początku.-Wzięła głębszy oddech.
"Skoro musisz."- Cisnęło się na usta, ale postanowiłam sobie darować.
-Jestem Hasama Hikaru. W Dark Nebuli dzieliłam cele z Tom'em to znaczy z Ryugą.- No gratuluję. - Wtedy zdarzały mu się napady padaczkowe. Dosyć często. Z tego, co widziałam to jesteście ze sobą blisko...Chciałam tylko zapytać...Jak on się teraz czuje?- No i co by jej teraz odpowiedzieć? Prawdę. Może świat od tego nie wybuchnie. Ciekawe tylko, po co jej to wiedzieć.
-Lepiej. Dużo lepiej niż w Dark Nebuli...-Z tobą.
-To na pewno.-Zaśmiała się chyba z nerwów.-Wszędzie jest lepiej niż w Dark Nebuli.- Stałyśmy przez chwilę nie odzywając się do siebie. Gdyby Hasama nie wygląda tak jakby chciała coś jeszcze dodać po prostu bym sobie stamtąd poszła, ale jeśli mam wybierać pomiędzy zaczekaniem kilku sekund, a ponownym narażeniem się na rozmowę z nią w miejscu gdzie jest pełno kamer, które nagrałyby takie na przykład morderstwo to wybieram te pierwszą opcję.
-Mogła byś przekazać T...Ryudze, że mu...że go...Powiedz po prostu, że chce mu podziękować i przeprosić za wszystko.- No proszę. Proszę. Czego ja się tu dowiaduję? Czy raczej, czego dopiero się dowiem...

***

-Sytuacja się wygląda tak. Teren jest ściśle strzeżony bezpośredni szturm jest tu najgorszym wyjściem zważywszy na to, że nie znamy dokładnego...-Dlaczego oni zawsze tak przynudzają?
Nie łatwiej by było ograniczyć wywód do:

1. Idź cie tam.

2. Zróbcie to.

3. Wródźcie się żywi.

Amerykańscy naukowcy udowodnili, że człowiek może w uwagą słuchać przez maksymalnie 10 minut, z czego i tak zapamięta tylko 20% informacji, a ona gada i gada. To tak dla równowagi wszechświata w zamian za to, że Hisoka podczas spędzonych ze mną dwóch godzin wypowiedział mniej niż 100 słów? Nie wiem, kiedy dokładnie, ale w pewnym momencie wywodu napakowanej jak metro w Nowym Yorku dziewczyny, która dostała bencki od Mary zaczęłam obracać się na krześle. Ciekawe czy ona się sobie taka podoba?  Kulturyści. Co takim pod kopułą siedzi?  Białko…to na pewno.
-Nebula!- Ktoś krzyknął.
-Hym?- Mruknęłam kończąc obrót i opierając się łokciami o blat stolika uśmiechając się milutko.
-Powtórz, co powiedziała Midori.- Wtedy okazało się, że mój przecudny tok myślenia został przerwany przez nikogo innego jak Bastiena. Tego ch*ja, który jak sam twierdził porwał Ryuge.
-Mary ma wypłoszyć zbirów Ines zatrzymać, ja dobić, a wasza trójka zabezpieczenia teren i zajmuję się porwanymi. To, że nie słucham nie znaczy, że nie słyszę.
-Nie popisuj się. -Mruknęła Mary.
-Sorry.-Uśmiechnęłam się szczerze. -Starych przyzwyczajeń trudno się pozbyć.- Tategami prychnęła coś pod nosem i na powrót zapatrzyła się w jakiś punkt w przestrzeni.
-Zastanawia mnie jedno.-Odezwała się Ines.- Dlaczego posyłacie nowicjuszy na misję, od której powodzenia zależy czyjeś życie?
-Bo wyciąganie ludzi z bagna to wasza specjalność.- Odparł Bastien odpalając papierosa i zaciągając się dymem.- Mam rację?

[Obecnie]

Rozległ się huk.
Ciężarówka z piskiem opon zatrzymała się parę metrów przed strzelcem.
Ludzie wysypali się z samochodów, które eskortowały transport i zaczęli strzelać do nie osłoniętej jasnowłosej, ale zanim pociski dosięgły celu pochłonęła je lodowa ściana. W tym samym czasie. Za linią wroga pojawił się problem. Ostrzał stał się chaotyczny, a jego ofiarami zaczęli padać sami strzelcy.
W naczepie ciężarówki zaczęła buzować panika, która rosła z każdą chwilą.
Na polu walki pojawił się motocyklista. Dopadł zamka i otworzył klapę na oścież.
-Żyją!- Zawołała do reszt.-Spokojnie my jesteśmy ci dobrzy. WBBA odeśle was bezpiecznie do domu.


Rozdział 8 za nami. 
Ja: Przepraszam! Nie bijcie nie krzyczcie nie obdzierajcie ze skóry! Ryuga ratuj!*chowa się za Ryugą* 
Ryuga: Przez komputer nic ci nie zrobią.
Ja: Od miesiąca miałam w szkole totalny burdel, poza tym dopadła mnie grypa żołądkowa, skończyła mi sie subskrybcja worda, a ta suka wena postanowiła dał mi mnóstwo pomysłów których nie mogłam wykorzystać. Siła złego na jednego. Za dużo złości w tym podsumowaniu. Dajmy tu coc miłego.


Ja: Bom! Błękitny tygrys. Bo niby czemu nie miała bym tu  nie wstawić reinkarnacji Kelly. 
Kelly: *bardzo szybko podskakuje w miejscu*
Tsubasa: Co jej jest?
Ryuga: Jej ulubiona gra dostała jakiś nowych opcji i nie ma z kim o tym pogadać.
Mary:* w kapturze z wyciągniętą przed siebie zaciśniętą pięścią zatacza w powietrzu koła*
Tsubasa: A jej?
Kyoya: Nak*rwia portal.
Tsubasa: ?
Kyoya: Poszła z Alex'em na Doktora Streng'a i to. 
No to chyba tyle. AJ sie z wami żegnam
Do następnego posta.
Hania. 



Ps. Chciała bym wam życzyć wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Jesteście dla mnie bardzo ważni i gdyby nie wy pewnie dawno rzuciła bym w cholerę całe to pisanie.

niedziela, 27 listopada 2016

Beyblade po mojemu (S.2 R.7)

Rozdział 7

Kelly

Ryuga odsypia wczorajszy trening to chyba odpowiednia pora załatwić sprawunki. 
-Narobiłeś bałaganu, na miłość Boga, ten zgniły świat pozbawiony jest szczęścia. -śpiewałam pod nosem spacerując po WBBA. Weszłam do windy i pomachałam do kamery. 
-Na dół bym chciała zjechać. -powiedziałam głośno.
-Proszę się wylegitymować. - ‘’poprosił’’ mnie gruby męski głos dochodzący z głośników.
-Nie mam. Między innymi po to przyjechałam. A właśnie jak już ją będę miała to no nie wiem będę mogła jeździć za darmo pociągiem czy coś?
-Wpuść ją. Jest nowa. -powiedział inny głos dużo przyjemniejszy.
Winda ruszyła.
-Dzięki. -powiedziałam i puściłam oko do kamery.
Ciekawe czy biorą nas tutaj na serio czy porostu chcą mieć nas na oku, żebyśmy nie robiły bałaganu. 
-Podążaj za moją wizją. Rozpal swój ogień. Zaufaj swojej sile. -śpiewałam dalej przeglądając się w lustrzanych ścianach winy. 
Musze przyciąć grzywkę. -pomyślałam zakładając za ucho przy długie kosmyki. 
***
Morze szumiało miarowo, ognisko grzało, dym odganiał komary, a w razie ataku czegoś większego mam Ryuge siedzącego obok mnie. Po prostu żyć nie umierać.
-Ej. Kel. Śpisz? -zapytał.
-Niee -ziewnięcie przerwało moją wypowiedź. - śpię.
-Właśnie widzę. -zaśmiał się. - Jak chcesz to śpij. Oprzyj się i śpij.
-Nieeee. Chce zobaczyć wschód słońca. -jęknęłam, ale głowa sama poleciała mi na jego ramię.
-Spokojnie obudzę cię.
-A jak nie to...
-Śpij nie gadaj. -ziewnęłam przeciągle patrząc, jak fale obmywają brzeg. 
Adrenalina jest super, ale czasem człowiek potrzebuje się zatrzymać i tak posiedzieć, pomyśleć, popatrzeć z dystansu na wszystko co zrobił, albo po prostu odpocząć. 
 -Nie długo trzeba się będzie stąd zbierać. -powiedział w pewnym momencie Ryuga, gdy zorientował się, że dalej nie śpię.
-Mamy jakiś plan?
-Trzeba skończyć z tym Dark Nebulowym syfem raz na zawsze. To się ciągnie za mną jak wyrok.
-Za nami. -poprawiłam go podnosząc na niego wzrok. 
-Za nami. -przytaknął zakładając za moje ucho zabłąkany kosmyk włosów.  
***
Drzwi windy się otworzyły. Przed nimi stał typowy Azjata. Czarne krótkie włosy żółta skóra, czarne oczy spoglądające na mnie spod tak zwanych mongolskich powiek. Jeśli się nie mylę to Ines podpaliła go dwa dni temu.
-Trochę blokujesz przejście. -poinformowałam go. 
-Mam zaprowadzić cię do twojego stanowiska. -odparł, ale nawet nie drgnął przy tym z miejsca. Wyglądał jak skała. Byłam pewna, że gdybym go wtedy uderzyła połamała bym sobie wszystkie palce. 
-No to może już ruszymy? Przez nas tak jakby winda nie działa tak jak powinna. -mężczyzna przepuścił mnie w progu windy.
-Proszę za mną. -odparł i ruszył korytarzem trzymając się dwa kroki przede mną. Rozglądałam się uśmiechając wesoło. Ogólnie zwracałam na siebie tyle uwagi, ile se tylko dało. No bo kto będzie podejrzewał o cokolwiek kogoś tak beztroskiego?
Minęliśmy kilka identycznie wyglądających drzwi, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed jednymi.
-To twoje stanowisko. Zostałem przydzielony na twojego opiekuna więc w razie problemów masz się do mnie zgłaszać.
-Jestem już duża. Nie potrzebuje, żeby się mną opiekować.
-To rutynowa procedura. W razie problemów będę w hali 47 rozkład budynku znajdziesz na biurku. -ukłonił się i mnie zostawił.
Weszłam do pokoju, w którym stały trzy biurka oddzielone od siebie niewysoką ścianką ze sklejki. W skład każdego stanowiska wchodziło krzesło obrotowe komputer i pusta kuweta dla kota. 
No dobrze. -pomyślałam. - Wypadało by zająć się tym po co tu przyszłam. Rozpięłam gumowa bransoletkę i podłączyłam ukrytego tam pendraiwa do komputera. Ze wszytych głośników ryknął alarm. Serce podskoczyło mi do gardła. W mgnieniu oka do pokoju wpadło pięciu uzbrojonych ludzi wśród nich mój opiekun. Wcelowali we mnie pistolety.
-Ręce do góry! - rozkazał jeden z nich. -Odsuń się od komputera. -powoli odsunęłam się od komputera i z uniesionymi rękami podeszłam do ściany. -Co jest na pendraiwie?
-Tylko film. -wydukałam. -Nie mam jeszcze, żadnych obowiązków to pomyślałam, że go sobie obejrzę.
-Oddajcie go techniką. Hisoka nie spuszczaj z niej oka do wyjaśnienia. -mój opiekun podszedł do mnie złapał mnie za prawe ramie i wyprowadził z pokoju.
-A łaja! To boli wiesz!? Głuchy jesteś!? Boli mnie! -zostałam zaciągnięta w ten sposób do hali numer 47. Ramie nie bolało i tak właściwie krzyczałam dla samego krzyczenia i mój opiekun zdawał sobie z tego sprawę. Gdy weszliśmy do hali posadził mnie na krześle, a sam usiadł obok. Przed nami właśnie rozgrywała się bey bitwa, a przynajmniej tak na początku myślałam. Po chwili zorientowałam się, że dwóch mężczyzn walczy w mój e kochane 2 na 2. Podeszłam do szklanej ściany, która oddzielała mnie od walczących i zapartym tchem podziwiałam moich przyszłych przeciwników.
-Nie powinnaś tego robić. - odezwał się Hisoka, a gdy spojrzałam na niego z niezrozumieniem w oczach dodał. -System nie toleruje niezarejestrowanych urządzeń.
-Czyli telefonu też sobie nie podładuje. -mruknęłam na powrót siadając na krzesełku. Po mniej więcej godzinie odwiedziła nas agentka ubrana w marynarkę i ołówkową spódnice jasno miedziane falowane włosy miała związane w warkocz i przełożone przez ramię.
-Żeby to mi było ostatni raz Nebula. -powiedziała rzucając mi pendraiwe po czym wyszła.
-Senpai mam problem. Tak jedna brzydka pani mnie przezywa. -uśmiechnął się pod nosem.
- ‘’Szybciej się tego pendraiwa nie dało się wyciągnąć?’’-sms od Kelsi przyszedł równo z moim opuszczeniem WBBA.
- ‘’Zdążyłaś czy nie?’’-odpisałam.
- ‘’Pchi. Ty mnie obrażasz? Kompletna listę dostaniesz za kilka dni, ale to masz na początek.’’- na ekranie mojego telefonu po kolei pokazywały się zdjęcia osób i wykaz podstawowych informacji na ich temat. 
-Cel... Pal... i już są moi. -dokończyłam zwrotkę i radosnym krokiem ruszyłam w stronę mieszkania. 

Mary

Około 9 dostałam telefon z WBBA. Nie żebym miała coś przeciwko budzeniu mnie po którejś już z kolei nie przespanej nocy, ale tak się składa, że jednak mam. Bastien, bo tak przedstawił się idiota, który odebrał mnie z holu głównego zaprowadził mnie do małego pomieszczenia, którego jedną ścianę zastępowała szyba, za którą siedział mężczyzna w brudnym garniturze jego twarz pokrywał kilku dniowy zarost. 
-Po co mnie tu przyprowadziłeś? -zapytałam. 
-Ten człowiek jest odpowiedzialny za serię zniknięć. Z tego co nam wiadomo handluje ludźmi w tym bleyderami. Twoim zadaniem jest wyciągnięcie z niego, gdzie jego ludzie przetrzymują porwanych.
-Nie może cię go przesłać w konwencjonalny sposób?
-Konwencjonalne sposoby na niego nie działają. Zostałaś nam ty.
-Jasne. Łapie. Mam mu wleź do łba i wyciągnąć z niego to co chcecie.
-Mniej więcej. Jesteś gotowa? 
-Taaa załatwmy to szybko. Jak ma na imię?
-Taro Katsura. -odparł uśmiechając się. 
Weszłam do pokoju przesłuchań. Mężczyzna spojrzał na mnie i roześmiał się cicho. 
-Niech zgadnę. Chcesz mi zaproponować ugodę. Mniejszy wyrok, jeśli tylko powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć.  
-Nie przejmuj się mną. -powiedziałam stając naprzeciwko niego. - Wpadłam tu tylko na chwilę. -Dodałam strzelając.
-Co to ma być!? Nie masz prawa do mnie strzelać!
-Spokojnie. Nie dotknie cię. – usiadłam przy stole i zamknęłam oczy, a kiedy na powrót je otworzyłam musiałam uciekać z płonącego budynku. Przeszłam przez całą te walkę średnio interesując się tym co się wokół mnie dzieje. PO uderzeniu we mnie tej samej co zwykle fioletowej masy znalazłam się w ciemnej przestrzeni. Wokół mnie unosiły się śpiące ciała agentów WBBA.
-Taro Katsura. -powiedziałam pewnym głosem. Wtedy jakby z znikąd pod moimi stopami zaczęła materializować się kamienna ścieżka prowadząca do jednego ze śpiących ciał. Spokojnym krokiem uważając, żeby nie spaść podeszłam do mężczyzny i dotknęłam jego ramienia. Błysło trzasło i reszcie byłam w lesie. Nie zachwycał, był rzadki. Rosnące tam w głównej mierze sosny miały szaro zielonkawe igły które nie dodawały temu miejscu uroku. Trudno mi było określić jaka panuje w nim pora roku.
-Po, co tu przybyłaś? -Zapytał Fenrir, kiedy już skończyłam się rozglądać. 
-Muszę przywołać jedno z jego wspomnień. Dokładne to gdzie trzyma porwanych ludzi. 
-Choć za mną. -powiedział podnosząc się z uschniętych igieł na których oboje siedzieliśmy. - Poznanie dokładnego miejsca będzie trudne. -mówił prowadząc mnie w głąb lasu. Nie weszliśmy na ścieżkę, którą zwykle sobie łaziłam tylko przedzieraliśmy się pomiędzy drzewami. -Wspomnienia które zwykle oglądasz są ważne dla tego konkretnego człowieka dominują to kim jest. Jeśli chcesz poznać jakieś błahe wspomnienie musimy się trochę wynurzyć jesteśmy zbyt głęboko.
-Dobrze. -przytaknęłam. - Ty znasz się na tym lepiej.  
-Na razie. -uśmiechnęłam się do tylu jego łba. Mój bey we mnie wierzył. To miłe jakby na to nie patrzeć, a ja go tu trzymam…
-Jesteśmy na miejscu. -powiedział Fenrir zatrzymując się. -Tutaj znajdują się jego ostatnie wspomnienia.
Pomiędzy drzewami migały jakieś obrazy. Na kilku z nich rozpoznałam sale przesłuchań. Zrobiłam kilka kroków w tył. Teraz widziałam urywki miasta. Podeszłam do jednego z obrazów. Był mglisty miejscami rozmazany, ale bez problemu mogłam się zorientować, że Katsura był wtedy w jakimś samochodzie. Usłyszałam brzęczenie jakby komórki. Nie pomyliłam się.
-Czego? -zapytał Taro odbierając telefon.
-Szefie mamy problem.
-Coście znowu schrzanili?
-Bo widzi szef taki jeden glina zaczął tutaj węszyć no i młody dnie wytrzymał i go kropnął.
-Sprzątnijcie. Zaraz tam będę. -rozłączył się. -Kierowca aleją 26 do portu. -tu cię mam.
Obraz zamigotał, a następne co zobaczyłam to jakiś hangar w porcie i klęczącego na ziemi zasmarkanego dzieciaka miał może 15 lat góra szesnaście. Miał kłopoty i to spore. Czułam gniew. Dużo gniewu.
Katsura wyciągnął krótki pistolet z tłumikiem i strzelił nastolatkowi prosto między oczy. Krew bryzgnęła i zostawiła na jego garniturze niewielkie czerwone kropelki.
-Sprzątnijcie to.
-Mamy je przewieść?
-Nie. Działamy zgodnie z planem. Sprzątnijcie ciała. 
Obraz zamigotał po raz kolejny i zaczął się odtwarzać od nowa. 
-Mam czego chciałam. Wracajmy. -Fenrir skinął łbem pojawił się blask i znowu siedziałam w pokoju przesłuchań.
-No nareszcie. To jakaś nowa. Metoda przesłuchań?-chciałam go wtedy uderzyć, ale kiedy na niego spojrzałam na ten jego obrzydliwy uśmiech stwierdziłam, że takiego świństwa nie dotknę.  
-Nie. To stare dobre zastraszenie. Fenrir Wyj.-po pokoju rozeszło się dobre mi znane miarowe buczenie. Nie widziałam tego samego co ten śmieć, ale sądząc po jego minie to musiało być straszne.
Przywołałam bey’a i wyszłam z pokoju. 
-Trzymają je w hangarze w porcie przy alei 26. Mogę już iść? -wyrzuciłam z siebie.
-Łał. -powiedział Bastien i szybko nabazgrał coś na kartce. - Jesteś dobra w te klocki. - spojrzałam przez weneckie lustro. Lekarze właśnie podawali tej mendzie jakieś leki uspokajające. -Hej co to za smętna minka? Nie przejmuj się. Zasłużył.
-Wiem.


Rozdział 7 za nami. Próbne matury to zło wcielone wymysł szatana i operonu. Wściekłam się a teraz o czymś przyjemniejszym. Oglądaliście ''Pitbull. Niebezpieczne kobiety''? Ja wybrałam się na niego w ten piątek i chciała bym wiedzieć co wy o nim myślicie.
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

Fragment piosenki którą śpiewała Kelly.
Black Lagoon - Red Fraction - Mell