piątek, 4 marca 2016

Rozdział 78


Kelly

A teraz spokojnie jak na wojnie. To laboratorium musi być na tym piętrze wystarczy je znaleźć.
Krew buzuje mi w żyłach, a od nadmiaru adrenaliny szumi mi w uszach. Wiem, że gdzieś tutaj jest Ryuga. Czuje to…Drago zresztą też. Mimo to, że siedzi w pudełku razem z tym śmiesznym kryształkiem, (który miał go rzekomo uspokoić) non stop parzy mi ramię-chce już do swojego pana.
-No, a myślisz, że co się dzieje z resztą drużyny?-Spytała Mary wyrywając mnie z transu.
-Zawsze możemy zapytać, ale obstawiam, że na pewno są zajęci.-Odparłam wycierając zasmarkany nos wierzchem dłoni, a właściwie próbowałam, bo jedyne, co wskórałam to to, że umazałam sobie nos świeżą warstwą krwi.
-W sumie racja.-Powiedziała szatynka idąc dalej.
-Chcesz chusteczkę?-Spytał Alex grzebiąc w jednej z wielu kieszeni spodni, a potem podając mi całą paczkę i uśmiechając się miło.
Spojrzałam na chusteczki tak jakby były, co najmniej tykającą bombą, ale ostatecznie ich użyłam.
-Dzięki.-Rzuciłam oddając paczkę.
-Niema, za co.-I znowu się menda szczerzy…
Co jest nie tak z tym gościem?
Gdybym nie obiecała Mary, że go nie ruszę już dawno leżałby na ziemi zwijając się z bólu. W co on z nami gra?
Nikt normalny po próbie wysadzenia w powietrze nie podchodzi sobie od tak do celu z szerokim uśmiechem na ustach nie pozwala się przytulic osobie, której szczerze nienawidzi nie daje się związać, a tym bardziej nie oferuje chusteczek zasmarkanemu oprawcy. Po prostu nie i koniec. Ten facet sam sobie zaprzecza. On jest jakimś pierdolnym błędem w matriksie…
-To tutaj.-Stwierdziła Mary, która jako jedyna z naszej trójki miała jeszcze kontakt z ‘’bazą’’.
-No to niema, na co czekać.-Strzeliłam w panel sterujący szklanymi drzwiami i ostatnia przeszkoda zeszła nam z drogi.
Wbiegliśmy do środka bez zastanowienia i w z tego, co ogarnęłam to w ostatnim momencie. Hikaru leżała już na łóżku wokół niej krzątali się naukowcy, a jej Aquario wirował obok w zamkniętej szklanej kopule.
-Biała Prawdziwe Lodowe Objęcia.-Mój bey jednym ciosem zmiótł z drogi psychopatów w kitlach i unieruchomi ich przyczepiając do podłogi ścian i innych takich.
-No proszę, kogo my tu mamy.-Głos Doji’ego wypłynął z głośników, a on sam patrzył na nas z czegoś w stylu balkonu widokowego oddzielnego od sali operacyjnej grubym szkłem.-Jestem pod wielkim wrażeniem tego, że udało wam się dotrzeć, aż tutaj.
-Doji jeszcze nie jest za późno możesz to jeszcze wszystko jakoś odkręcić.- Zawołał Alex wyrywając się na przód naszej grupy.-Wystarczy, że wypuścisz więźniów i oddasz się w ręce policji.
-Oddać się w ręce policji? Czy ty się słyszysz? Nasz ojciec się teraz przez ciebie w grobie przewraca. Co ci się tak nagle odmieniło? Nie dalej jak kilka godzin temu w pełni popierałeś mój plan.-…Chwila ‘’nasz ojciec’’? W tym piegowatym ustrojstwie płynie krew Doji’ego? Psychopaty, który sprowadził na moje życie wszystko, co złe, a ja w dalszym ciągu nie mogę mu nic zrobić.
-To nie byłem ja.-Krzyknął w odpowiedzi chłopak.
-Jak nie ty, kto?-Doji wydawał się być tak samo skołowany jak my jednak szybko się ogarnął.-Mniejsza z tym wykonałaś już swoje zadanie.
-Jakie zadanie?-Udało się wykrztusić Mary, za co jej bardzo dziękuje, bo ja chyba swój język zgubiłam gdzieś za drzwiami.
-Cieszę się, że pytasz, ponieważ to jest idealny moment, żebym mógł wyjaśnić wam mój zły plan.-Sarkazm?- Aquario zajmij się nimi.-Zdecydowanie to był sarkazm.
Dziewczyna leżąca na stole nagle zaczęła płonąc fioletowym płomieniem, podniosła się do pozycji siedzącej i w tedy mogłam zobaczyć jej krwisto czerwone płonące wściekłością oczy.  Jej blada skóra przybrała blado fioletowy odcień w niektórych miejscach widać było nabrzmiałe żyły.
Mroczna moc jak nic.
Szklana kopuła trzasnęła i bey wyskoczył na ziemie.
-Alex lepiej się gdzieś schowaj.-Powiedziała szatynka ładując kuczer.-Kelly jakieś genialne pomysły, co z nią zrobić?
-Co z tym zrobić.-Poprawiłam ją.-To już nie jest Hikaru. Mroczna moc przejęła nad nią kontrolne.
-Toś minę pocieszyła.-Mruknęła dziewczyna, na co miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-Skończcie gadać zacznijcie walczyć.-Powiedział Aquario takim głosem, że przez chwile wydawało mi się, że mnie diabeł do siebie wzywa(inna sprawa, że się mało pomyliłam). Nasz przeciwnik załadował kuczer i wycelował go w nas.-3
-Czyli pokojowo tego nie załatwimy.-Przywołałam Białą i załadowałam nią wyrzutnie.
-2.-Odpowiedziała Mary.
-No dobra. Jak chcecie będzie po waszemu. 1.
-Let it rip!!!-Krzyknęłyśmy równocześnie.
-Wolf połącz pierścienie.-Rozkazała szatynka a jej bey natychmiast wykonał polecenie.
Nasze bey’e wylądowały na podłodze i zaczęły zataczać koło jak dzikie zwierzęta, które oceniają swojego przeciwnika.
Nagle bey Hikaru zniknął po prostu rozpłynął się w powietrzu tylko po to by za chwilę pojawić się tuz obok Białej boleśnie ją uderzyć i na powrót zniknąć. Ten sam manewr powtarzał się kilka razy tylko ze zmieniającym się celem. Wolf i Biała zostali zamknięci na pewnej stale zmniejszającej się powierzchni i jeśli zaraz czegoś nie wymyślę zaczną się żreć nawzajem, a tego bym nie chciała.
-Ustawmy się blisko siebie i naparzamy we wszystkie strony w końcu trafimy.-Zaproponowałam, kiedy po raz kolejny nie udało mi się zatrzymać ataku Hikaru.
- Stracimy na to za dużo energii.-Zauważyła bardzo przytomnie Mary.
-Bo przecież nie możemy podnieś bey'a i znowu strzelić. Dobra żartuję. Masz jakiś lepszy pomysł?
-Gdyby nie Wolf i Biała, Aquario zrobiłby z nami to samo, co my zrobiłyśmy podróbę Ryugi.
-Weź mi nawet o tym nie przypominaj…Może zacznij Wyć?
-Nie wiem czy to coś da, bo to już chyba nie jest Hikaru...Ale z drugiej strony gdybym dała rade się do niej dostać może dam rade wywalić z niej mroczną moc.-Albo ją po prostu wykończ od środka
-To brzmi jak plan... Dobra rób swoje a ja będę cię osłaniać.
-Wyj.-Rozkazała szatynka, po czym upadła na ziemie z głośnym łoskotem. W tym samym czasie Aquario wydał z siebie przeraźliwy ryk przyprawiający mnie o dreszcze.
-Mary!?-Krzyknął z przerażeniem Alex podbiegając do dziewczyn z jemu tylko wiadomym celu.
-Nie zbliżaj się do niej! Ona wie, co robi-miejmy nadzieje-więc jej nie przeszkadzaj.
Teraz tylko zadbać o to, żeby Wolf się nie zatrzymał, bo inaczej będzie kiepsko.  Po pierwsze teraz to ja jestem celem nie Mary, a po drugie NIECH TO CHOLERSTWO PRZESTANIE WRESZCIE ZNIKAĆ!!!
‘’Ja go załatwiłem jednym atakiem’’-niemal słyszałam kipiący głos Drago, który postanowił mi chyba wypalić dziurę w ręce.
Rozkazałam Białej krążyć wokół jej tymczasowego sojusznika i czekać na odpowiedni moment.
-Nie możesz cały czas uciekać.-Zakpił ze mnie. Jak widać poruszałam się teraz zbyt szybko by mógł mnie uderzyć lub chociaż przebić się do Wolf ‘a. Plan działa.
-Założymy się?-Wyraz zdziwienia na twarz przeciwnika warty jest każdych pieniędzy.
Bitch mode aktivate
-Wiesz, co Storm kiedyś myślałam, że beyblade nie da się rzucić, ale Hikaru wyprowadziła mnie z błędu. Biedny maluśki Aquario nie mógł sobie powalczyć przez te wszystkie lata, bo jego chciałoby się powiedzieć bleyderka wolała siedzieć sobie skulona w jakimś koncie zamiast wziąć się w garść i znowu grać. Ofiara nie bleyder.
-Przestań!!!-Ryknął bey i zapłonął.
Tu jesteś mały skurczybyku. Gigantyczny uśmiech, jaki pojawił się na moich ustach można było porównać tylko do tego, którym uśmiecha się Reiji.
-Biała Lodowe Objęcia!!!-Moja kochana kotka w końcu trafiła tego cholernego bey’a.-Hahaha! Co mam przestać? Mówić prawdę? Niestety nie mogę-zrobiłam smutna mikę- Obiecałam komuś, że już nie będę kłamać.
-Więc może się po prostu zamknij!  Zamknij się! ZAMKNIJ SIĘ! ZAMKNIJ SIĘ!- Opętana złapała się za głowę i zaczęła miotać się na wszystkie strony.
Przesadziłam?...Nie. Zawsze tak reagują.
Aquario nagle zaczął się mnożyć, aż w końcu on i jego kopie zamknęły Białą w szczelnym pierścieniu.
-Co teraz powiesz?-Zaśmiał się zadowolony.
-Wiesz, że to niesprawiedliwe? Dziesięcioro na mnie jedną. Może chcesz zawołać kumpli, żeby ci pomogli?
-Gryryryryry! Walcz nie gadaj! Specjalny Atak Fala Nieskończoności.-Wszystkie bey’e zaczęły naraz zbliżać się w stronę Białej.
Wróciły stare diabły, a ich to my się nie boimy.
-Jak sobie życzysz Biała Mroźna Salwa!-Mój bey wystrzeli we wszystkie strony lodowe pociski, które zniszczyły hologramy i uszkodziły oryginał. Skoro wiedziałam, który jest prawdziwy pora to zakończyć..- Lodowe Objęcia!-Coś jest nie tak ataki Białej z każdą chwilą tracą na sile. Kurde bateria zaczyna jej padać.
Co teraz?
Kelly, ale ty głupia jesteś przecież twoja kotka potrafi absorbować energie otoczenia, ale jak teraz zacznę się ładować Aquario zeżre Wolf ‘a, a potem rozszarpie Mary. Myśl głupia myśl.
-Iskra Oślepienie!- W powietrzu błysnęło coś bardzo jasnego, a potem usłyszałam okrzyk bólu.-Ech zostawić was na chwilę.-Powiedziała Ines wbiegając do laboratorium.- Jaki jest pal?
-Nie pozwolić Wolfowi się zatrzymać i załatwić to coś.- Pani lider kiwnęła głowa i zaczęła walczyć z Storm Aquario. Teraz mam okazje.
-Pora się podładować.-Powiedziałam i nic się nie stało. Idiotka! System pochłaniania energii w ścianach i podłodze Biała nic z tego nie wyciągnie, a czas leci i energia ucieka.
Chwila skoro człowiek może zasilić świetlówkę to bey’a chyba też da rade. Wbiegłam na pole wali podbiegłam do Białej zaciągnęłam skórzaną rękawiczkę wyciągnęłam do niej dłoń i powiedziałam:
-Pora się podładować.-Jasno niebieska strużka sypnęła z moich palcy i gdy tylko dotknęła mojego bey’a ten zapłonął jasnym światłem.-No, a teraz walcz.
-Kelly, co ty robisz? Wracaj albo coś ci się stanie!- Krzyknął Tsubasa. Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał głos. Po całym ciele biegały mi lodowate dreszcze, a dłoni praktycznie nie czułam.
-Już idę.- Powiedziałam, a potem przed moja twarzą pojawiła się podłoga.
Hym trochę to dziwne. Ona przecież powinna być na ziemi.-Zdążyłam pomyśleć zanim zrobiło się ciemno.

Mary

-Wyj!-Rozkazałam, a potem wszystko zrobiło się czarne.
-Co ty tu jeszcze robisz!?-Usłyszałam czyjś krzyk, po czym ktoś złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić.  Dym szczypał mnie w oczy i wciskał się do gardła. Kaszlałam wcierając łzy wypływające mi strumieniami z oczu.-Zasłoń tym usta.-Odezwał się i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować znowu zaczął dokądś biec.
Wybiegliśmy na otwartą przestrzeń. Odwróciłam się i zobaczyłam dwupiętrowy dom stojący w ogniu. Usłyszałam trzask potem chrzęst i dach domu zawalił się ukazując moim oczom dwie walczące bestie. Ogromnego mrocznego smoka i Wolf ‘a.
Niewiele się zastanawiając pobiegłam w głąb wioski tam gdzie beybitwa miała swoje centrum.
Smok ział ogniem niszcząc przy tym domy jednak Wolf nie pozostawał mu dłużny gryzł i drapał tak zajadle jak nigdy dotąd. Wybiegłam na plac i zobaczyłam dwóch walczących ze sobą mężczyzn.
-L-DRAGO MROCZNY RUCH PODNIEBNY NISZCZYCIEL CESARSKIEGO SMOKA!!!- Ryknął jeden z nich rozkładając ręce na boki, tworząc na nich fioletowe kule energii i ciskając tym w swojego bey'a z którego wyleciały jeszcze dwa smoki, które dołączyły do walczących bestii. Wszystkie trzy smoki wczepiły się pazurami i kłami w Wolf ‘a. Przewróciły go zmieniając się razem z nim wielką bezkształtną masę energii, która uderzyła w mężczyznę, który sterował moim bey'em. Masa pochłonęła go razem z Wolf'em, ale jej to nie wystarczyło parła dalej. Zamiast uciekać na pełnym gazie wbiegłam prosto w ty coś i czekałam, co będzie dalej.
Dobra gdzie teraz mnie wywaliło?
Pływałam sobie w ciemności jednak tym razem na sama wokół mnie latały też śpiące postacie Kelly, Alex’a, Hikaru i innych ludzi, których nie znałam, pewnie naukowców, których unieszkodliwiłyśmy na samym początku.
Co teraz? Wcześniej od razu lądowałam w czyjejś świadomości, a teraz, co mam sobie wybrać? Jak mus to mus.
-Hikaru.-Powiedziałam i poczułam jak pod moimi stopami jakby znikąd materializuje się kamienna ścieżka prowadząca właśnie do asystentki dyrektora.
No to jedziemy. Podeszłam do niej i ostrożnie dotknęłam jej ramienia.
Coś błysło, coś trzasło, a gdy otworzyłam oczy siedziałam pośrodku ciemnego lasu, a naprzeciwko mnie siedział ogromny wilk.
Sparaliżowało mnie w końcu nie codziennie siedzi się niecały metr od takiego potężnego zwierza.
Wilk był piękny. Jego grube gęste czarne jak noc furo zlewało się miejscami z ciemnością wokół niego. Patrzył na mnie intensywnie zielonymi oczami, w których widać było ciężar przerytych lat. Miałam wrażenie, ze gdybym popatrzyła wnie dłużej mogłabym zobaczyć te wszystkie walki, jakie stoczył. Na jego grubych drewniane bale łapach dostrzegłam kilka starych zabliźnionych już ran, które nie zdążyły jeszcze obrosnąć futrem.
-Po, co tu przybyłaś?-Zapytał w końcu. Miał przyjemny aczkolwiek lekko dudniący głos. Roznosił się on echem po całym lesie tak jakby był jego częścią.
-Chce uwolnić Hikaru.-Powiedziałam.
-W taki razie, choć za mną.-Powiedział wstając i ruszając gdzieś w głąb lasu.
Podniosłam się z ziemi i poszłam za nim.
Chcąc nie chcąc zaczęłam się rozglądać po lesie. Był ciemny, zimny i martwy na drzewach, w których koronach wył wiatr rosły czarno fioletowe liście, a ich pnie porastała pulsująca plątanina żył przywodząca na myśli setki pijawek wysysających życie z tego, do czego akurat się przyczepią, ziemia, po której szłam była wyschnięta na wiór i zmieniała się w tumany czarnego kurzu z każdym moim krokiem.  Wszechobecna liliowa gęsta mgła potęgowała mroczną aurę tego miejsca. To był przygnębiająco fascynujący widok.
Pomiędzy drzewami ostrzegłam polankę ku mojemu zdziwieniu było tam mnóstwo ludzi siedzących na nieistniejących trybunach. Wszyscy oni patrzyli na toczącą się po środku beybitwe małej dziewczynki z krótkimi jasno niebieskimi kucykami u branej w uroczą czerwoną kurteczkę i wysokiego bruneta pewnego swojej wygranej. Ich bey’e zderzyły się ze sobą po raz kolejny, po czym jeden z nich został wyautowany i poleciał w stronę dziewczynki, która upadła na kolana i wybuchła płaczem. Chciałam do niej podejść i jakoś ją pocieszyć, ale kiedy tylko postąpiłam krok w jej stronę wszystko rozpłynęło się w powietrzu.
-Możesz patrzeć, ale nie możesz dotykać.-Powiedział wilk stając obok mnie.-Przynajmniej na razie.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem, po czym ruszyliśmy dalej.
Im dłużej szliśmy tym mrok wokół nas stawał się gęstszy. Mój przewodnik powoli w nim niknął. W pewnym momencie w obawie, że całkiem się rozmyje i mnie tu zostawi położyłam rękę na jego boku.
Wilk odwrócił się w moja stronę w głuchym niezadowolonym pomrukiem, ale gdy zobaczył, że to tylko ja stracił zainteresowanie zamachał kilkakrotnie łbem na boki warknął coś pod nosem i na powrót patrzył przed siebie. W pewnym stopniu zadowolona, że nie kazał mi zabrać ręki z jego sztywnego, ale całkiem miłego w dotyku futra znowu zaczęłam się rozglądać.
Tym razem na polance zobaczyłam szpitalne łóżko, na który siedziała jakaś kobieta z sięgającymi ramion falującymi siwymi włosami i klęcząca obok łóżka zapłakaną dziewczynkę z poprzedniej polany.
-Jeśli przegrana sprawia, że jesteś smutna-mówiła pani miłym miękkim głosem-następnym razem postaraj się wygrać.
-Ale, ale wszyscy na stadionie są więksi i silniejsi ode mnie.-Powiedziała dziewczynka pociągając, co chwilka noskiem.
-To dobrze, jeśli chcesz stać się lepsza musisz walczyć z przeciwnikami silniejszymi od ciebie samej.
-Walczyć z silniejszymi przeciwnikami?
-Tak. Walka z kimś słabym niema sensu musisz walczyć z silnymi przeciwnikami, jeśli chcesz stać się lepszym bleyderem. Stań twarzą w twarz z najsilniejszymi i nigdy nie odpuszczaj, aż wygrasz wszystkie walki i staniesz się najlepszym bleyderem na świecie.
-Wow najlepsza na świecie.- Pisnęła.
-Gdy byłam dzieckiem marzyłam o tym samym. Wierze, ze ci się uda Hikaru jesteś moją ostatnią nadzieją, ostatnią nadzieją.-Kobieta położyła dłoń na główce dziecka i delikatnie ją pogłaskała.
-O mamo.
Postacie rozpłynęły się w powietrzu, chociaż nie zrobiłam w ich stronę nawet kroku. Widać tak musiało być.
Szliśmy dalej.
Mgła pomiędzy drzewami miejscami zbijała się w ogromne tumany przybierając różne nieprzypominające nic konkretnego kształty.
Kolejna polana pojawiła się po dłuższym czasie. Z tumanów mgły wyłoniła się Hikaru, a potem jakiś rudzielec.
-Hej zaczekaj! Chcesz powalczyć?-Zawołał podbiegając do Hikaru. Kojarzyłam go z mistrzostw Japonii. Ginga chyba tak miał na imię. Jest silny...Ale był chyba największym dzieciakiem na mistrzostwach ^^
-Nie mogę…To znaczy nie mam prawa z togą walczyć.-Powiedziała.
-Co?-Zdziwił się.
-Przegrałam z Kentom, więc teraz moja walka z tobą musi poczekać, aż go pokonam.
-Kto się przejmuje takimi głupotami?
-Głupotami!?
-Ja naprawdę chcę zmierzyć się z tobą. Widziałem twoją walkę z Kentom i byłem pod wrażeniem.- Hikaru od razu się rozpromieniła.
-Naprawdę Ginga?
-Zróbmy to.-Powiedział chłopak uśmiechając się szeroko.
-No dobra.-Obydwoje załadowali kuczery i zaczęła się walka.
Hikaru dobrze sobie radziła, ale ostatecznie przegrała. Trochę szkoda. Ale po skończonej walce wizja się nie rozmyła.
-Wow udało ci się.-Powiedziała.- Użyłeś promieni słońca by poznać, który jest prawdziwy prawda?
-To było nieprawdopodobne.-Ucieszył się rudzielec.-Twój Specjalny Atak przyprawił mnie o dreszcze.
-Cieszę się. Nie mam żalu.-Odwróciła się i ruszyła przed siebie, ale Ginga zatrzymał ją mówiąc:
-Zagrajmy jeszcze raz.
-Co?
-Tak!-Ucieszył się.
-Ale przegrałam z tobą.
-Mówiłem ci to niema znaczenia czy wygrywasz czy przegrywasz. To znaczy nie bawiłaś się dobrze Hikaru?
-Czy się bawiłam?
-Ja tak i to świetnie.
-Yyyyyy…Ja…ja myślę, że tak.-Uśmiechnęła się.
-I tylko to się liczy!-Uśmiech na twarzy chłopaka zrobiła się jeszcze szerszy o i le to w ogóle było możliwe.-Do zobaczenia później…może.-Dodał jeszcze odchodząc i machając do niej na pożegnanie.
-Nawet, jeśli przegram nadal mogę czerpać z tego radość. To pierwszy raz, kiedy walczyłam w ten sposób.- Wizja rozpłynęła się, a my ruszyliśmy dalej.
Nie zawsze się wygrywa, ważne żeby po walce potrafić stanąć na nogi i iść dalej.
-Pierwsza ruda mistrzostw Japonii już prawie zakończona!-Ryknął prezenter, który razem ze stadionem pokazał się na następnej polance.-Proszę powitajmy jedyna w swoim rodzaju Hikaru!!!
-Nawet, jeśli moim przeciwnikiem jest Ryuga wygram.  Nie mogę przegrać tej walki. Nie przegram.- Jaka pewna siebie…Szkoda.
-A teraz potrzebny jest dla niej przeciwnik, a tym szczęśliwcem jest pierwszy bleyder, który potrafi panować nad wsteczną rotacją, przybywający razem z burzowymi chmurami siejący postrach niepowstrzymany Ryuga!!!
Uderzyły pioruny i ten psychopata wszedł na stadion, a razem z nim pojawiła się jakaś ciemno fioletowa masa, która stopniowo przybrała postać czerwonookiego demona.
-Jak mogłam…jak mogłam nawet pomyśleć, że będę w stanie go pokonać takiego faceta jak on!?- Jej ręce trzęsły się tak bardzo, że ledwo, co udało jej się załadować kuczer.
Chyba nie muszę mówić, że jej przeciwnik niemiał z tym, żadnych problemów, co chwila wydawał z siebie dziwnie z lekka podobne do śmiechu dźwięki.
-Jestem gotowa!-Krzyknęła starając nie dać po sobie poznać jak bardzo się boi.
-No wiec dobrze. 3-Powiedział Dj.
-2
-1
-Let it rip!-Krzyknęli równocześnie. Kiedy ich bey’e się zderzyły błysnęło fioletowe światło, a Ryuga wybuchnął głośnym śmiechem.
-Żeby uniknąć twojego głupiego uciekania ode mnie.-Zaczął.-Wykończę cię moim Mrocznym ruchem.-Rozłożył ręce na boki, a na jego dłoniach pojawiły się fioletowe kole energii.- -L-DRAGO MROCZNY RUCH PODNIEBNY NISZCZYCIEL CESARSKIEGO SMOKA!!!-Energia, którą skumulował została wchłonięta przez jego bey’a z którego wyłoniły się trzy smoki.
-To źle!-Powiedział Dj, a potem na cała gardło ryknął.-WSZYSCY UCIEKAĆ!!!
-Hikaru.-Zawołał Ginga, który pojawił się gdzieś w tle walki.
-Uciekaj stamtąd Hikaru!-Zawtórował mu wielki facet o dziwnie znajomych brązowych oczach.
Niestety było już za późno.  Trzy smoki parły przed siebie niszcząc wszystko na swojej drodze pożarły Aquario, a potem rzuciły się na Hikaru i na tym skończyła się wizja. Nie rozmyła się łagodnie jak te poprzednie, ale zgasła tak nagle jakby ktoś odłączył prąd.
Pstryk i koniec. Patrzyłam jeszcze przez chwile na polane jakby czekając na kontynuację, ale już nic się nie pojawiło. Za to zauważyłam, ze ‘’pijawki’’ w tym miejscu są decydowanie grubsze i jakby bardziej wygłodniałe.
Nie zawsze się wygrywa, ważne żeby po walce potrafić stanąć na nogi i iść dalej. Nawet, gdy przegrana cię przeraziła...Ona nie dała rady...Ja też stchórzyłam….
-Dokąd idziemy?-Spytałam przygnębiona własnymi myślami.
-Żeby uratować Hikaru musisz odnaleźć Hikaru.-Powiedział Wilk zatrzymując się i stając pyskiem do mnie.
-Więc idziemy odnaleźć Hikaru.
-Tak.-Burkną wstając i idąc przed siebie.
Chyba nie za bardzo za mną przepada. Jeśli to mój Wolf to ma do tego pełne prawo. Zostawiłam go na tak długo…Zupełnie jak Hikaru Aquario.
Na następnej polance zobaczyłam biurko i siedzącego przy nim Mr. Hagane i stojącą obok ubraną w granatowy mundurek Hikaru.
-Tsubasa i Yuu są naprawdę. Nieźli.-Stwierdziła z uśmiechem Hikaru.
-Tak to doskonali bleyderzy.-Zgodził się z nią rudowłosy mężczyzna.- Świat beyblade potrzebuje takich jak oni. Nie mam, co do tego wątpliwości. Nie możemy pozwolić na to, żeby kolejni obiecujący zawodnicy zeszli na złą drogę.
-To prawda.-Przed oczami pojawił mi się obraz zadowolonego z siebie Ryugi tylko po to by zaraz zniknąć.
-To, że organizacja Dark Nebula sprowadziła tak wielu bleyderów na manowce jest największą porażką WBBA. Po tej wpadce stało się jasne, że Światowe Stowarzyszenie Beyblade musi się wzmocnić i zacząć wszystko od początku. Celem nowego WBBA jest świat, w którym każdy bleyder może toczyć uczciwe i zgodne z zasadami pojedynki.
-Pomogę zrobię, co w mojej mocy-zaoferowała Hikaru, która najwyraźniej do głębi poruszyła ta przemowa.
-Nie wątpię w to, -powiedział z uśmiechem Ryo.-Ale czy jesteś pewna, że naprawdę nie chcesz już walczyć?-Przed oczami znowu miałam trzy rozwścieczone smoki pędzące wprost na Hikaru.
-Tak jestem. Uznałam, że tak będzie dla mnie najlepiej. Zadowolę się wspieraniem innych bleyderów chce sprawić, żeby nabrali pewności siebie.
-Rozumiem. Wierze, że doskonale się w tym sprawdzisz.
-Dzięki. Dam z siebie wszystko dyrektorze.
-Yyy Hikaru przestań nazywać mnie dyrektorem.
-Co?
-Mów mi porostu Inmortal Phonix.-Hah każdy ma swoją drugą stronę.
-Inmortal Phonix? Eeee niema sprawy…w porządku.
I tak historia Hikaru mogłaby się skończyć. Jednak niektórzy wprost uwielbiają rozdrapywać stare rany i posypywać je dodatkowo solą.  Muszę uwolnić Hikaru od tego cholerstwa, a potem zniszczyć Doji’ego i uratować Kyoye.
Ścieżka, która szliśmy zaczęła powoli stawać się coraz bardziej stroma. W końcu wyszliśmy na plac znajdujący się na końcu naszej drogi. Był on otoczony przez posągi przedstawiające Hasame. Wszystkie stały ze spuszczona głową i zamkniętymi oczami. W powietrzu mniej więcej nad środkiem placu unosiła się jasna kula światła oświetlająca wszystko wokół. Kiedy tylko postawiłam stopę na kamieniu, którym wybrukowany buł plac przed nami niby znikąd pojawiła się ciemno fioletowa masa, do której ‘’stóp’’ natychmiast przyczepiły się dotąd wijące się po ziemi pijawki jednak tym razem nie wysysały z niej energii one ją karmiły.
Zwijała się kilka razy, wyginała we wszystkie strony, po czym w końcu przyjęła postać podobna jak dwie krople wody do stwora, z którym w tym momencie walczy Kelly…to znaczy mam nadzieje, ze jeszcze walczy.
-Co tutaj robisz?-Spytała masa głosem przyprawiającym o gęsią skórę.
-Jestem tu, żeby cię pokonać.-Powiedziałam wyzywająco.
-Ach tak?-Stworzenie zaniosło się śmiechem.-A niby jak masz zamiar to zrobić sama?-Sama?
Rozejrzałam się i faktycznie zostałam sama Wilk gdzieś zniknął.
Zostawił mnie.
Dobra Mary niema czasu na panikę musisz wymyślić jak to załatwić.
Musisz uratować Hikaru.
Musisz znaleźć Hikaru.
Znalazłam. Nawet więcej jak jedną. Muszę znaleźć tę prawdziwą tylko, która jest prawdziwa? 
-Hahaha przewodnik ci uciekł i nie wiesz, co dalej? Jakie to żałosne. Pozwól, że skrócę te farsę. Mroczny ruch Fala Nieskończoności!-Masa rozdzieliła się na dziesiątki części i wniknęła w posągi, które zamknęły mnie w szczelnym pierścieniu. Ich oczy płonęły piekielna czerwienią.
A teraz, co? Która z nich jest ta prawdziwa jak wszystkie chcą mnie zabić?
Znajdź Hikaru. Łatwo powiedzieć.
Znajdź Hikaru.
Znajdź…hikaru
Znajdź hikaru!
Znajdź światło!
Wybiegłam na środek placu i spojrzałam w górę świecąca kula była tak naprawdę dobrze mi znaną asystentką dyrektora WBBA lśniącą jak najpiękniejszy w świecie żyrandol.
-Hikaru!-Krzyknęłam.-Hikaru obudź się!-Żadnej reakcji, a posągi coraz bliżej.-Hikaru wiem, że się boisz. Znam się dość dobrze na tym, ale to nie jest teraz ważne. Ważne jest to, że nie możesz się teraz poddać. Chciałaś walczyć z najsilniejszymi prawda? Teraz masz szanse zmierzyć się z jedyna osoba, która może cię tak naprawdę pokonać z twoimi słabościami. Zejdź na dół i pokonaj je by nie zawładnęły tobą i nie zmieniły cię w coś takiego jak Ryuga. Zejdź i walcz, żeby móc dalej pomagać bleyderą tak jak chciałaś.-Nie mam pojęcia skąd wzięło się we mnie tyle…wszystkiego, ale najważniejsze, ze zadziałało.
Hikaru otrząsnęła się i rozbłysła tak jasno, ze aż musiałam zasłonić oczy. Usłyszałam przeraźliwy wszak potem trzask kruszonego kamienia, a na końcu głos Alex’a.
-Mary wszystko w porządku?-Zapytał.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak pochyla się nade mną zmartwiony. Zorientowałam się, ze leże na ziemi. Podniosłam się szybko, ale zakręciło mi się w głowię i musiałam orzec się na moim przyjacielu.
Rozejrzałam się po laboratorium niedaleko mnie leżała Kelly, nad która pochylał się Tsubasa, a Ines właśnie próbowała ocucić Hikaru leżącą kila metrów dalej. Aquario uśpiony leżał smętnie mniej więcej pośrodku naszego pola wali, a Iskra i Biała dalej wirowały.
Puściłam Alex’a i lekko chwiejnym krokiem podeszłam do ‘’stojących’’ bliżej Tsu i Kel.
-Co się jej stało?-Spytałam. Na skórę niebieskowłosej dziewczyny widać było malutkie kryształki skrzące się w świetle świetlówek oświecających laboratorium.
-Nie mam pojęcia dotknęła swojego bey’a zrobiła kilka kroków i padła na twarz. Jest zimna jak trup, ale oddycha. Podejrzewam, że w jakiś sposób przekazała swoją energie Białej.
-Możemy jej jakoś pomóc?-Spytał zmartwiony jeszcze bardziej niż przedtem piegowaty chłopak.
Ale zanim ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć Kelly gwałtownie otworzyła oczy uniosła rękę i oskarżycielsko wskazując na Alex’a powiedziała:
-Ty się do mnie lepiej nie zbliżaj ty ty synu Doji’ego. Jak w ogóle mogliście go przyjąć do WBBA.-Teraz zmówiła już do Tsubasy.-Do reszty wam się tam w tych łbach poprzewracało?
-Dlaczego się tak się dziwisz?-Spytał jasnowłosy chłopak zbieżność nazwisk nic nie podpowiedziała?
-To ‘’Doji’’ to nie nazwisko?-Zdziwiła się.
-Nie.-Odparł dyrektor Otori.
-To jak wy się nazywacie?-Spytała podnosząc się z ziemi przy pomocy Tsu.
-Jestem Aleksander Blanc miło mi.-Powiedział uśmiechając się i wyciągając do niej rękę.
-Fajnie. Mi trochę mniej. Gdzie Doji?
-Mogła byś być troszeczkę milsza dla niego.-Powiedziałam.
-Bardzo przepraszam, ale trochę u mnie z tym krucho, a to, że obudziłam się słysząc jego głos powinno być wystarczającym komplementem. Wyłaź Doji, albo wypuść jeszcze jakąś bestie, bo nam tu trochę nudno!-Krzyczała zataczając się po laboratorium.
-Że, co!?-Wściekłam się.
-Ech zapomniałam, że mammy inna percepcje świata. Jeśli budziłam się słysząc jego głos to znaczy, ze podświadomie uważam g za zagrożenie, a prawdziwy komplement w mojej strony.-Mówiła w dalszym ciągu rozglądając się po laboratorium.
-Co! Kelly nie wkurwiaj mnie na nowo. Dobra!?-Warknęłam.
-Przepraszam musiałam porządnie wkurwić Aquario, żeby zostawił Wolfa w spokoju i jeszcze mi nastrój nie minął.- Acha okay. Ona ma nastroje.
-Dobra mniejsza. Przeprosiny przyjęte…Doji gdzie jesteś tchórzu!?-Dołączyłam się do wołań niebieskowłosej dziewczyny.
-Wyłaź draniu! Wiemy, ze nie masz już, dokąd uciec!-Niebieskowłosa uśmiechnęła się podstępnie.-Twój ojciec miał przynajmniej na tyle jaj, żeby się zmierzyć z przeciwnikiem. Nawet, jeśli był silniejszy!
Wtedy szyba, która oddzielała nas od balkonu roztrzaskała się w drobny mak, a jej kawałki przyozdobiły pole wali, pośrodku którego wirował bey.
-Ty tempa kurwo.-Powiedział starszy Blanc popierając się jedną nogą o framugę wybitego przez niego okna.-Nie masz prawa mówić o moim ojcu tym bardziej mnie oceniać. Może i wyrżnęłaś moich ludzi, obróciłaś przeciwko mnie mojego brata, zabiłaś swojego sobowtóra przeszkodziłaś w dokończeniu operacji, ale to jeszcze nie koniec za chwilę sprawie, że będziesz pluć krwią jednocześnie błagając minę o litość.
-Nie zrobiłam tego sama, a błagać nigdy o nic nie będę.-Odparła.
-Mówisz o tych żałosnych marionetkach? Nie rozmieszaj mnie. Oboje dobrze wiemy, że nic cię nie obchodzą są tylko pionkami w naszej grze.
-Nie gram z tobą w żadną grę!-Krzyknęła.
-Ich może i uda ci się okłamać, ale mnie nie. Jesteśmy tacy sami. Oboje mamy swój cel i wystarczająco dużo siły by go osiągnąć bez względu na to, co będziemy musieli dla niego poświęcić. Jesteśmy urodzonymi zwycięzcami.
-Chyba cię do reszty pojebało. Nie jestem taka jak ty, a nawet, jeśli to prędzej się zabije niż użyje przyjaciół, jako jakiś tam pionków. Biała Specjalny Atak Szpony Mrozu.-Jej bey zapłonął zimnym światłem i wstrzelił w misce gdzie jeszcze przed chwilą stał Doji jednak ten zdążył zeskoczyć na ziemię i stał teraz naprzeciw nas jak równy z równym.
-Iskra Specjalny Atak Kula Ognia!
-Wolf Specjalny Atak Smoczy Pogromca!
Wszystkie trzy wzięłyśmy jego bey’a w krzyżowy ogień jednak to nic nie dało. W sumie nic dziwnego. Po tym wszystkim, co stało się w trakcie ostatnich kilku godzin ledwo, co stałyśmy na nogach.
-Myślicie, że kilka słabych ataków wystarczy by pokonać Dark Wolf ‘a? Jesteście jeszcze bardziej żałosne niż myślałem.-Zaśmiał się nam prosto w twarz.- Pokarze wam, co to znaczy prawdziwy atak. Dark Wolf Specjalny Atak Mroczny Ryk Blazer!-Z beya Doji’ego wyłoniła się jego bestia Ogromny szary wilk otoczony czerwoną aurą, który jednym kłapnięciem pyska zmiótł nasze bey’e do defensywy.- Dalej Wolf nie przestawaj.-Bestia zatopiła swoje kły w ciele Virgo Ines i zaczęła szarpać nią na wszystkie strony.- Zniszcz je i wszystko, co mają!
-Biała Lodowe Objęcia.-Biały tygrys rzucił się na wilka, ale ten tylko puścił Virgo, po czym wbił swojego przeciwnika w ścianę.
-Dosyć tego Wolf Wyj!-Rozkazałam, ale mój bey nie zdążył wykonać mojego polecenia, bo w tym momencie cała wataha zaczęła wymierzać mu silne ciosy.
-Mówiłem jesteście żałosne! Będziecie błagać mnie o litość, gdy otoczy was mrok.-W tym momencie pod moimi stopami pojawiła się czarna otchłań, która pochłonęła naszą trójkę razem z naszymi bestiami. Spadałyśmy coraz głębiej i głębiej w otchłań.- W ciemności niema nic tylko mrok i rozpacz.
-Mrok to nic w porównaniu z gorącem piekła, które dla ciebie rozpętam.-Powiedziała Ines i w tym momencie we wszystkie strony buchnął ogień, cała ciemna otchłań zniknęła i znowu stałyśmy w laboratorium.
-Przetrwałyście ten atak, co z tego i tak nie wiecie jak mnie pokonać. Wasze żałosne ataki to żadne wyzwanie dla Dark Wolf ‘a.
-No i się znowu mulisz ty tępy czterooki żabojadzie.-Powiedziała Kelly.-Wiem, ze proszę o dużo i nie macie najmniejszych powodów, żeby to zrobić, ale proszę o to, żebyście mi zaufały i zrobiły to, o co proszę.
***
Nie proszę, żebyście mi zaufali chodzi mi tylko o to żebyście przez 5 minut nie utrudniali mi życia.-Ale pojechała.
Zaufanie.
Prędzej zdechnę niż jej zaufam.
***
Spojrzałam pytająco na Ines. Przez chwilę nawet nie drgnęła szybko rozważając w myślach wszystkie za i przeciw, po czym kiwnęła głową.
-Dobra, co za plan urodził się z tym chorym móżdżku?-Spytałam.
-Po pierwsze musisz rozdzielić pierścienie.-Skinęłam głową, a Wolf wykonał moje niewypowiedziane polecenie.
-Ja i Ines uderzymy jednocześnie w twoje pierścienie z przeciwnych stron a ty i twój bey będziecie musieli przekierować całą moc w Dark Wolf ‘a to powinno go zatrzymać.
-‘’Powinno’’? Słyszę zwątpienie w twoim głosie żołnierzu.-Skarciła ją nasza liderka.
-To go zatrzyma. Jestem tego pewna pani kapitan.
-No to jedziemy. Iskra Specjalny atak Kula Ognia!
-Biała pokażmy mu, kto tu jest słaby Specjalny atak Szpony Mrozu!
Obydwa ataki równocześnie uderzyły w pierścienie Wolfy’ego. Jeden z nich płonął żywym ogniem natomiast drugi skrzył się od lodu.
-Jedna sobie pogadała, druga pogwiarzdorzyła, a ja muszę odwalać za was cała czarna robotę. Wolf Szarża!
-Nie pokonacie mnie Specjalny atak Mroczny ryk Blazer!
Nasze bey’e zderzyły się, lecz moc naszego ataku była wręcz przytłaczająca zmiotła Dark Wolf ‘a i to samo zrobiła z jego bleyderem.
-Udało się!-Krzyknęłam z radości, co mi się nie często zdarza.
-Masz za swoje żabojadzie!-Ryknęła Kelly podskakując w miejscu jak dziecko.

Jednak nasza radość nie trwała długo wszystkie wiedziałyśmy, ze walka jeszcze się nie skończyła. Może i pokonałyśmy Doji’ego, ale ta jego kurwa w pinglach jeszcze gdzieś tutaj biega, że nie wspomnę już o tym, że Kyoya tak samo jak bey Tsubasy i Ryuga jeszcze nie zostali przez nas odnalezieni.


Rozdział 78 za nami. Phhhahahah mam nadzieje, ze wam sie hahahh spodobał. HAHAHAHAHAHAH hahahahahahahahha HAHAHAAHhahhahaha!!!
Kyoya: 0.o Co się jej stało?
Tsubasa: Kryzys twórczy?
Ryuga: Co za idioci. Wczuwanie się po kolei w Reij'ego, Drago, a potem Doji'ego nikomu  nie może wyjść na dobre. 
Tsubasa: Trzy tygodnie  rzędu myślenia jak skończony świr i to w dodatku z nieciekawymi fantazjami...
Ja: Excusez-moi opętanie Ryugi i przecięcie dzięki temu władzy nad tym światem niej jest nieciekawą fantazją!
Mary: Zjedź Snikersa. Głodna nie jesteś sobą. Lepiej?
Ja: Lepiej.
A teraz na serio dziewczyny, a w szczególności Mary odwaliły kawał dobrej roboty, ale to jeszcze nie koniec. Celest jest dalej na wolności i ma Kyoye 0 o 0. Poza tym już chyba wiecie czemu Alex dołączył do Dark Nebuli, ale czy jest wyrachowanym szczurem, który ucieka z tonącego statku czy może naprawdę jest miłym chłopakiem. 
Kelly: Ja tego człowieka nie ogarniam.
Mniejsza udało mi sie to  napisać i wstawić w piątek ponieważ moje ferie zostały przedłożone o tydzień z powodu choroby. Tak wiec mimo rwącego kaszlu napisałam dla was rozdział nie, żebym musiała się do tego jakoś specjalnie zmuszać nie często używam tego słowa ponieważ w dzisiejszych czasach traci ono swoją moc, ale tutaj jest jak najbardziej adekwatne i szczere. 
Ja KOCHAM dla was pisać <3 
Z rozdziału powyżej jestem zadowolona.
Ryuga: Może to przez to, że  podczas pisania go opróżniłaś 8 kubków herbaty + oczywiście 2 kakao i to tyko wczoraj.
Ja: Wolisz, żebym piła coś mocniejszego albo słuchała jakiś stymulujących piosenek na cały
 regulator?
Ryuga: Piosenek już słuchasz. Kelly od tygodnia jak nie denerwuje kogo popadnie to śpi, albo tańczy. 
Ja; Zapomniałeś wspomnieć o jedzeniu.  
Ryuga: Obydwoje wiemy, że wy dwie potraficie przeprowadzać fotosynteze.
Kelly: I oddychać beztlenowo. :)
Kyoya: Tak jak zwykły pasożyt.
Kelly: Stój pysk lancetniku....I tańcz zemną. Już zaraz uwolnię Ryuge i świat znowu będzie piękny, a tej całej Celest wsadzę kuczer w paszczę i strzele.

A i jeszcze jedno 561 wyświetleń i 263 komentarzy pojebało was? Ustanowiliście nawy rekord moje szczere gratulacje.
No to tak sie sprawy mają... :)
Ja się z wami żegnam. 
Do następnego posta.
Hania.
  

sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 77

Gdzieś w Dark Nebuli...

-Zabiły moje dziecko.-Powiedziała wstrząśnięta Celest patrząc na ekran.
-Może gdybyś je lepiej karmiła nie poszłoby im tak łatwo.-Zaśmiał się chłopak. Oglądał transmisje na żywo z tej rozróby i bardzo poprawiło mu to humor…do czasu.
-Naprawę uważasz, że to przez brak różnorodności pokarmu?-Spytała z zainteresowaniem.- Może i masz rację.-Szybko chwyciła notes w dłonie i zaczęła coś obliczać.- Gdybyśmy dostarczali mu więcej bleyderów typu defensywnego miał by większe szanse… No nic mówi się trudno i kocha się dalej.-Kobieta odłożyła notatnik i usiadła na brzegu łózka tortur stymulacji.-Kyoya nie wiedziałam, że masz w sobie coś z naukowca
-Nie mam.-Warknął.-Takich pojebów jak ty powinno się eksterminować jak szkodniki. 
 -Wszystkich wielkich ludzi brano za niezrównoważonych psychicznie.-Uśmiechnęła się przekrzywiając lekko głowę.- Jednak ma to swoje dobre strony.-Mówiła pochylając się nad nim.-Gdy mają cię za niepoczytalną możesz zrobić, co tylko ci się żywnie podoba.
-Dopóki nie zamkną cię w pokoju bez klamek.
-Kyoya czy ty ze mną flirtujesz?-Zamruczała gładząc go po policzku.
-Prędzej bym się pociął.-Wysyczał.
-Przecież wiem, że tylko tak mówisz.-Przy tych słowach złączyła ich usta. Robiła, co mogła, żeby jakoś go pobudzić jednak jedyne, co czuł to obrzydzenie. Po dłuższej chwili znudziła się. Odsunęła się od niego i osuszyła usta chusteczką.
-Szkoda, że nie odpowiedziałeś. To była twoja ostatnia szansa w tym ciele- nałożyła na wargi cienką warstwę czerwonej szminki.-Może jak już połączę cię z Lionem staniesz się bardziej chętny do pieszczot...Tylko troszeczkę mniej ciepły...I żywy.-Po tych słowach wyszła zamykając sobie szczelnie drzwi i gasząc światło.
Już niedługo Kyoya. Wytrzymaj jeszcze chwile. Za chwile nastąpi koniec bez wzgędu na to czy im się uda.  


Ines

-To dosyć imponujące.-Powiedziałam patrząc na stale powiększającą się czerwoną kałuże w środku, której leżał Ryuga pardon Drago.
-Tak Celest posiada niekwestionowany talent w tej dziedzinie.-Powiedział Tsubasa stając obok mnie.
-Masz na myśli tworzenie potworów?-Zaśmiał się, a właściwie uśmiechnął, ale u niego to i tak na jedno wychodzi.
-Celest nie tworzy potworów ona po prostu różnym postacią daje różne zabawki i patrzy, co się stanie.
-Widzę, ze nie macie przed sobą tajemnic.
-Obydwoje wiemy, że to była nad interpretacja, ale miło wiedzieć, że nadal ci zależy.- Nie zależy!
-Niema pojęcia, o czym mówisz.-Odwróciłam się i już chciałam podejść do dziewczyn, ale w tym momencie coś mnie tchnęło-Ty też jesteś bleyderem i spędziłeś tu sporo czasu. Akurat tyle by twoja znajoma mogła stworzyć twoja robotyczną kopię z Eartch Eagle zamiast serca.-W summie niewielka różnica.-Masz 30 sekund na udowodnienie, że nie jesteś robotem, jeśli ci się nie uda Iskra przebije twoją głowę na wylot. 26.-Uśmiechnął się.
-Cokolwiek powiem ty i tak strzelisz.-Blefował.
-20.-Popatrzyłam w jego żółte oczy. Nie bał się…Czekał na coś. Powietrze w korytarzu zgęstniało i nie miało to nic wspólnego z odorem zwłok, które nota bene zaczną nić dopiero za kilka godzin.-10.
-Drago!-Krzyknęła nagle Kelly. Kątem oka zobaczyłam jak Mary spogląda na ‘’zwłoki’’ jednak ja sama dalej patrzyłam na mojego byłego.
-Coś nie tak z nim?-Spytałam niewinnie.
-Ignorował Tsubase przez ten cały czas.-Powiedziała.- Gdyby Tsu był czymś podobnym do niego samego, albo, chociaż miał przy sobie bey’a na pewno by tak nie postąpił.  Drago nienawidzi ludzi. Gardzi nami.
-Sporo na jego temat wiesz.-Zauważyłam zdejmując rękę z kuczera.
-Pierwsza zasada poznaj swojego wroga.
-Sprawdzę czy bije mu serce.-Zaoferowała się Mary.
-Sama to zrobię.-Powiedziałam szybko…za szybko.- Wy trzymajcie go na celowniku.-Oddałam.
Podeszłam bliżej i położyłam mu dłoń na mostku. Na początku nie poczułam nic, ale gdy przejechałam kawałek z moje prawo dało się wyczuć rytmiczne uderzenia.
-Krhym!-Odsząnkełam, kiedy dotarło do mnie, ze trochę za długo sprawdzam czy ma serce.-Możemy już iść dalej.
-Wiesz możesz go dla pewności sprawdzić dokładniej.-Powiedziała niebieskowłosa, a w jej oczach błyskały rozbawione ogniki.
-Przecież nie chcemy niespodzianek.-Zawtórowała jej szatynka.
-Bardzo śmieszne.-Oburzyłam się i ruszyłam na przód. Jednak nawet tam nie mogłam nie widzieć głupkowatych uśmieszków całej TRÓJKI.

Tobio

-Halo. Haaaaaalllllllooooooo. Madoka to nie jest ani trochę zabawne!-Krzyknąłem wciskając sobie słuchawkę tak głęboko w ucho, ze chyba zatrzymała się dopiero na błonie bębenkowej.
-Dalej nie odpowiada.-Spytał Ryutaro.
-Tak geniuszu. Sam spróbuj może będziesz miał więcej szczęścia.-Warknąłem.
-Szczęście stoi na mojej drodze.-Powiedział zamykając oczy i przykładając sobie ten swój głupowaty wachlarz do twarzy.
Nie mam nic do gościa. Nawet go lubię, ale jest 100% idiotą.
-Spróbujmy sami ich znaleźć.-Zaproponował Hyoma.-Madoka mówiła, że są niedaleko.
-Sssssstrażnik znajdzie drogę.-Zaśmiał się Reiji.-Niby jak? Ssssssssprawdźissssssz, po które sssssstronie śśśśśścian rośśśśśśnie mech?
-A ty masz jakiś pomysł?-Warknął ten pedał z lasu.- Bo jak na razie tylko wszystko krytykujesz, albo się śmiejesz.-Jak na zawołanie rudemu wyrwał się cichy chichot.
-Jassssne, że mam.-Gibnął się z lewa na prawo, apotem z prawa na lewo i powiedział:
-Oni sssssię boją wysssssstarczy iśśśśśść za ich ssssstrachem.-No kurwa geniusz.
-Jeszcze jakieś genialne pomysły czy możemy wreszcie iść po te dzieciaki?-Spytał Ryutaro patrząc na na nas jak na bandę skończonych kretynów.
-Dodzwoniłeś się do niej? No to prowadź. A ty Reiji odkurw tylko coś a przerobie cię na buty.-Zagroziłem.
-Ssssssssstrasssssssznie ssssię boje.-Zachichotał.- Lepiej pilnuj dzikussssssa. Nie wiadomo, co mu do łba ssssstrzeli jak zobaczy naraz tyle ludzi.
-Jak się zaraz nie zamkniesz to tobie cos strzeli do łba.-Warknął Hyoma.
-Mniejsza macie się pilnować.- Uciął dyskusje Fukami.
Podążając za instrukcjami dechy z WBBA udało nam się znaleźć spore drzwi, zza których dochodził cichy płacz i odgłosy rozmów.
-Kelsi potrzeba nam otworzyć takie jedne drzwi.-Powiedziałem.
-Po pierwsze wyjmij lizaka z buzi zanim będziesz do mnie mówił, a po drugie nie słyszałam magicznego słowa.-Wywróciłem oczami i wyjąłem lizaka.
-Proszę otwórz te drzwi.
-Nooo ni można tak było od razu?
-Ty się kiedyś doigrasz.
-Gdzie jesteście?
-W bloku ‘’A’’.
-Okeyyyy…Za trzy, dwa, jeden…-drzwi zasyczały, a potem powoli się otworzyły.
-Popisujesz się.
-Ja? Skąd ci o przyszło w ogóle do głowy?
-Nie żebym chciał wam romantyczną atmosferę rozwalać, że mamy tu coś koło dwudziestu ludzi do ewakuowania.-Zauważył Ryutaro.
-Hej.-Zwróciłem się do ‘’zakładników’’ starając się nie wyglądać na psychopatę.- Kto chciałby stąd wyjść?- Cisza-Anyone here speak Japanese?
-I do.-Powiedziała drobna dziewczyna odgarniając grzywkę z zielonych oczu. Wydawało mi się, że jest trochę wkurzona na mnie.
-Perfect. Wyglądasz na dosyć rozgarniętą wiedz powiem ci jak wygląda sytuacja. Chcą z was zrobić swoje maszyny do zabijania tudzież karmę dla potworów, a mu chcemy do tego nie dopuścić.
-Wiem nie jestem głupia.- Ilu macie ludzi? Jaki jest wasz plan? Kto tu dowodzi i jak zamieracie nas stąd zabrać?...Ech dobra nierób takich oczu.
-Daj jej słuchawkę.-Odezwała się Kelsi w moim uchu.
-Jak tam chcecie.-Mruknąłem i podałem jej słuchawkę.
-, Co dostałeś kosza?-Zaśmiał się Fukami.
-Pilnuj lepiej swojego wachlarza.-Warknąłem.

Mary

Zrzuciłam z siebie martwe-tak myślę-ciało.
-Żyjesz?-Spytała Kelly wyciągając do mnie przedramię. Złapałam je i stanęłam na nogi.
-Na to wygląda.-Powiedziałam.
-Bez urazy, ale wygląda, na co innego.-Spojrzałam w dół. Moja ulubiona szaro biała bluza przybrała kolor brunatnej czerwieni. Rzuciłam mordercze spojrzenie w stronę trupa.-Z Wolfa jest niezły rozpruwacz.-Zaśmiała się nie swoim głosem.
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Patrzyła gdzieś przed siebie po raz kolejny powiodłam za nią wzrokiem i skamieniałam.
-Cześć.-Powiedział Alex uśmiechając się niepewnie.-Mary ja cię przepraszam ja naprawdę nie chciałem powiedzieć tego wszystkiego, ale tak jakby w pewnym sensie to nie byłem ja, bo bo ja…-mówił podchodząc do nas usłyszałam charakterystyczny szczęk metalu towarzyszący wyjmowaniu katany.
-Nie podchodź.-Rzuciła Kelly wyciągając przed siebie rękę. Chłopak zatrzymał się wydawał się być lekko wystraszony podniósł nawet ręce delikatnie do góry. Tak jakby się bał, że do niego strzelimy.-Mary?-Niebieskowłosa spojrzała na mnie pytająco
-Dajcie mi chwile.-Powiedziałam czując jak panika zaczyna mnie od środka rozrywać.
-To bleyder?-Spytała Ines.
-Nie wiem.-Rzuciłam.
-Od dziewięciu lat nie grałem.-Powiedział niepewnie.
-Ok....Alex zadam ci jedno pytanie...Od niego zależy czy uznamy cię za robota i zlikwidujemy czy pójdziesz dalej z nami. Jesteś gotowy?
-Ufam ci.-Powoli wypuścił powietrze i uśmiechnął się słodko.- Jestem gotowy.
-Musisz odpowiedzieć natychmiast…
***
-Alex, a co zrobimy jak jedno z nas zmieni się w takiego mutanta, albo rozdzielimy się na długo i jak się znowu spotkamy to nie będziemy pewni czy to my?-Spytałam podnosząc wzrok z kartki papieru, na której powinien widnieć smok, ale zamiast tego leżała tam wychudzona jaszczurka.
-Potrzebujemy hasła.-Odparł chłopak po chwili zastanowienia.-Takie długiego i głupiego, żeby nikt nie mógł się domyśleć, o co w nim chodzi.
-Coś się wymyśli-uśmiechnęłam się zadowolona z tego, że mój przyjaciel jak zwykle ma plan.-A jak już wymyślimy to nikomu nie powiemy.
-Zgoda.
-Przysięgasz na mały palec?-Spytałam wyciągając przed siebie piąstkę z wystawionym małym palcem.
-Na mały palec. To będzie tylko i wyłącznie nasze hasło.-Powiedział splatając nasze palce.
***
No to wszystko albo nic.
-Prawdziwa moc maga ziemi rodzi się z....-Powiedziałam szybko.
-Baaaaasingseeeeeeee.-Natychmiast odpowiedział nie jestem pewna czy nawet zaczekał, aż skończę mówić.
-ALEX O BOŻE NARESZCIE!-Gigantyczny kamień spadł mi z serca. Dzielące nas metry pokonałam krócej niż sekundę i rzuciłam się mu na szyje. Byłam tak nieludzko szczęśliwa i jednocześnie bliska łez i jedyne c byłam w tej chwili w stanie zrobić to stać tam i go tulić. Jednak to jeszcze nie koniec, o czym dobitnie przypomniał mi dziwnie nie swój głos Kelly:
-Okej a co z opcją, że jest tym psychopatą, który chce cię zabić za Bóg wie, co?-Zapytała a kiedy na nią spojrzałam kontynuowała swój wywód.- Wtedy znałby wasze hasło zawołane czy co to tam było i trzeba by go było, co najmniej unieszkodliwić.
-O tym pogadamy później, nie ma czasu.-Rzuciłam i z nową siłą ruszyłam przed siebie, a właściwie chciałam, ale ktoś nie powiem, kto (Kelly) znowu mi przeszkodził:
-Nie mówię, że od razu bić czy coś, ale chociaż go zwiążmy.-Spojrzałam pytająco na mojego niedawno odzyskanego przyjaciela.
-...Tak w ogóle to ciebie nie związaliśmy Kelly-powiedziałam w końcu mrużąc oczy i patrząc tak na wcześniej wymionom.
-Wiem i jestem wdzięczna, ale ja nie chciałam nas wysadzić w powietrze poza tym, jeśli go zwiążemy i my będziemy bezpieczniejsze i on...Zakładników nikt nie atakuje.
-W porządku Mary, jeśli to ma pomóc to mnie zwiążcie.-Powiedział Alex wystawiając przed siebie ręce.
Wtedy wkurzyłam się nie na żarty i zaczęłam mruczeć pod nosem przekleństwa skierowane pod adresem tej pierdolonej kurwy.
-Pfff przepraszam bardzo, że myślę logicznie.-Widać zrozumiała.
-Nielogiczna osoba nie może myśleć logicznie.-Warknęłam.
-Ja jestem skomplikowana, ale o mnie później-czy ona sobie robi mnie żarty?- Pani kapitan, co robimy?-Wzrok wszystkich zgromadzonych spoczął na Ines.
Stała zapatrzona w podłogę w zamyśleniu gładząc brodę.
-Jak masz, czym to wiąż.-Powiedziała po chwili milczenia.
Splotłam ręce na piersi i popatrzyłam nienawistnie na Kelly, na co ta tylko wywróciła oczami zabrała trupowi (albo i nie trupowi) kawał żyłki wędkarskiej.
-Nie bierz tego do siebie-mówiła wiążąc Alex’owi ręce-po prostu nie chce żadnych niespodzianek.
-Rozumiem też bym sobie nie ufał.- Uśmiechnął się smutno.
-Żyłką wędkarską?!-Wściekłam się.
-Albo łańcuchem jak chcesz.-Powiedziała wzruszając ramionami.
-Dobra, nie ważne jak mu wygodniej.
-Tak jest dobrze.-Powiedział Alex opuszczając ręce i znowu się uśmiechając.
-...Chodźmy już, nie mamy czasu.-Warknęłam i ruszyłam przed siebie.
-I chciej tu człowieku zrobić dobrze.-Westchnęło ktoś za mną.

Ines

-Gdzie teraz?
-Prosto, a potem bocznymi schodami na pełnym gazie trzy piętra w górę powinniście zdążyć zanim pająki was dopadną.
-Wszyscy słyszeli?-Dziewczyny kiwnęły głowami-W takim razie ruszamy.
Nasza piątka nie przebiegła dwudziestu metrów, a do moich uszu dobiegł znajomy mi już ryk. Wydobywający się z tego samego gardła, z którego dawno temu wydobywał się radosny głos mojej ulubionej koleżanki z pracy
-Wypocili tą swoją bestie.-Mruknęła Mary.- Tylko gdzie ona jest?-
-Jak Doji’ego znam czeka na nas na arenie.-Powiedziała Kelly patrząc w sufit jakby oberwała rozchodzące się echo.
Spojrzałam na swoją drużynę. Umazani krwią, zmęczeni, zaniepokojeni, w pełnej gotowości na wszystko…jak zwierzęta.
-Zostawcie ją mi wy musicie powstrzymać ich przed zrobieniem tego samego Hikaru.
-Ale..-Zaczęła Mary, ale nie pozwoliłam jej skończyć.
-Postarajcie się odciągnąć ode mnie pająki nie jestem pewna czy poradzę sobie z tym wszystkim na raz.-Nagle odezwał się Tsubasa:
-Ines ma racje.  Nie możemy pozwolić, żeby coś stało się Hikaru.-Dokładnie.-Wasza trójka pójdzie im przeszkodzić, a my zadbamy o to by ta bestia nie zrobiła wam pleców.-Dok..chwila, CO!?
-Na nic takiego się nie zgadzałam.-Powiedziałam patrząc nienawistnie na mojego byłego.
-Bo nikt cię nie pytał o zdanie.-Zwrócił się do pozostałych.- Idźcie już. Nie zostało wam dużo czasu.-Dziewczyny spojrzały na mnie wyczekująco, na co ja tylko skinęłam głową
Drużyna się rozłączyła. Oby tylko zdążyły…
-I, co masz teraz zamiar zrobić?-Spytałam.-Ostatnim razem na wiele się mi nie przydałeś, a wtedy miałeś przynajmniej Eagle.
-Ty też się nie popisałaś skoro to coś jeszcze żyje.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-Mam zamiar zająć się pająkami, a ty pani lider masz jakiś scenariusz do zrealizowania?
-Mam. Niestety umierasz w ostatniej scenie.
-Miło, że mnie przynajmniej mi ostrzegłaś.
-Kelsi gdzie jest o to kolejne dziecko Celest?
-Musicie się kawałek cofnąć, a potem takim ciemnym korytarzem po lewej, aż traficie na miejsce i pilnuj go, bo inaczej zabiorę go sobie do domu.
-Jak chcesz.-Powiedziałam do słuchawki, a potem zwróciłam się do Tsubasy.-Idziemy.
Na swojej drodze nie spotkaliśmy, żadnych przeciwników. Mogło to oznaczać tylko dwie rzeczy, albo wytłukliśmy wszystkich ludzi, jacy znajdował się na najbliższych piętrach, albo wszystkich stąd wycofali, żeby przypadkiem nie padli ofiara naszej jak najbardziej zaaranżowanej walki.
Donośny niezadowolony pomruk przebiegł po podłodze w ciemnym korytarzu.
Wyszliśmy na arenę, a tam bestia o twarzy mojej przyjaciółki wirowała po arenie.
-No to zaczynamy…
Wystrzeliłam Iskrę i natychmiast rozkazałam jej uwolnić bestie.
Dwie ogromne Virgo stanęły naprzeciw siebie.
A teraz spokojnie jak na wojnie.
-Kelsi wiesz, co robić.-Powiedziałam.
-Dalej uważam to za beznadziejny pomysł.-Powiedziała blondynka, ale mimo to na arenie rozległa się cicha melodia.
-Jedyny, jaki mam.-Przełknęłam ogromną gule w gardle i zaczęłam śpiewać cichym i spokojnym głosem.-Hello, -bestia przeraźliwie ryknęła odpychając moją Virgo kilka metrów do tyłu.- Wherever you are.-Ruda zaczęła pluć fioletowymi pociskami, które rozbijały się na ‘’ciele’’ Iskry.- Are you dancing on the dance flor or drinking by the bar?-Iskra zapłonęła jasnym oślepiającym wręcz światłem i wyciągnęła przed siebie rękę i zaczęła iść w stronę przeciwnika. Fioletowa istota cofnęła się o kilka kroków.- Tonight we do it big, and shine like stars. We don't give a fuck cause that's just who we are.-Jasna niczym słońce na niebie Virgo położyła dłoń na ramieniu Foxi, a ta zmniejszyła się do rozmiarów normalnego człowieka i skuliła się na ziemi. To samo stało się z Iskra, lecz ta zamiast się skulić objęła Rudą.
Przywołałam bey’a i podbiegłam do niej. Ku mojemu rozczarowaniu nie stała się na powrót człowiekiem, bo niby jak skoro jej ciało pewnie już dawno leży kilkadziesiąt metrów pod ziemią. Dalej była aurą jednak coś się zmieniło przybrała kolor ciemnego złota a jej uszy zamiast po bokach głowy znajdowały się teraz na czubku głowy i przypominały uszy kota, a obok niej smętnie leżał puszysty rudy ogon.
-And we are, we are we are, we are we are. lajThe crazy kids, them crazy, them crazy kids. And we are, we are we are, we are we are. The crazy kids, we are the. We are the crazy people.- Foxi dokończyła za mnie refren i zalała się łzami.-Przepraszam ja nie chciałam wam tego zrobić. Po prostu zapomniałam, kim jestem i co powinnam.
-Oj Foxi i co ja mam z tobą zrobić?-Spytam kucając obok niej.
-Jestem Zenko Kinko i jeszcze raz przepraszam.-Powiedziała, po czym wstała i pobiegła do szklanej kopuły składającej się na dach areny, po czym ją przebiła i wyleciał na ulice.
Wytarłam łzy, które nie wiadomo, kiedy znalazły się na moich policzkach i odwróciłam się i spojrzała na Tsubase, który siedział sobie spokojnie n ziemi obok trupa opierając się plecami o ścianę, a rękę trzymając na rękojeści katany wbitej w plecy wspomnianego już wcześniej trupa.
-Widzę, że się nie nudziłeś.-Powiedziałam spokojnie, chociaż byłam na siebie wciekła za to, że nie zauważyła ma nadchodzących przeciwników.
-Powinnaś częściej śpiewać.-Odparł wstając.- Dzieją się wtedy cuda.



Rozdział 77 za nami. Stało się to co widzieliście A ja się spóźniłam z jego dodaniem bo ja się rozchorowałam Ryuga był zajęty pocieszaniem Kelly której smuto bo:
Kelly: Worik i Nikolas. :( Nigdy się nie dowiem co z nimi będzie bo Gangsta niema następnych części. :(
Mary i Yoyo  Kyoya są of line bo Ao no Exorcist, a Tsubasa i Ines sami Blogusia i mnie nie ogarną.
Osobie polecam obydwie wymienione animy.
No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.
  

piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 76

Gdzieś w Dark Nebuli...

Celest kompletnie nie przejmując się tym, że właśnie szturmują jej twierdzę przeprowadzała kolejną serię...badań.
-Gdybym mogła schowałabym twoje oczy w mojej kieszeni, -nuciła pod nosem świecąc Kyoy latarką po oczach.-Żebyś nie mógł oglądać tych, które są dla nas zagrożeniem.
-Jesteś chora.-Warknął chłopak.
-No wiem.-Zrobiła smutną minkę.-A teraz powiedź mi ty moja kochaniutka bestyjko, co ja mam z tobą zrobić? Elektrowstrząsy nie działają, a jeśli jeszcze trochę zwiększę moc to twoje serce tego nie wytrzyma i umrzesz na próżno. Przypalanie skóry też nie zadziałało, a do tego sama się oparzyłam.- Popatrzyła z bliska na swój palec, na którym widniał mały biały bąbelek.-To boli. Wiesz?-Powiedziała z wyrzutem jakby to Kyoya był temu winny.-Co było dalej?-Przekręciła kilka kartek swoich zapisków.- A tak całkowicie odcięcie od tlenu również nie pomogło. Zaczynam podejrzewać, że robisz mi na złość wiesz.
-...-Chłopak spojrzał na nią tak, że gdyby miała choćby odrobinę zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości od razu padła by tam trupem.
-Oj już nie marszcz się tak.-Pacnęła go delikatnie w nos.-Przecież wiem, że mrocznej mocy nie można sobie od tak kontrolować.
-Celest.-Odezwał się Doji jak zwykle pojawiając się z nienacka na ekranie wiszącym na ścianie.
-Słucham Doji.-Powiedziała kobieta opierając łokcie na łóżku Yoyo, a głowę na dłoniach.
-Dobrze, że słuchasz. Odpowiedź mi kochanie na dwa pytania. Dlaczego nie jesteś teraz na sali operacyjnej?
-Chciałam się trochę uspokoić przed zabiegiem.
-Acha. No cóż każdy ma swoje sposoby.-Pokiwał w zamyśleniu głową.
-A drugie pytanie?-Zagadnęła, kiedy przez dłuższą chwilę mężczyzna nawet się nie ruszył.
-Ach tak. Powiedź mi moja droga, jakim pierdolonym cudem kostium, który stworzyłaś zaczął mordować Betty w trakcie wykonywanego przez nią zadania!-Na początku mówił spokojnie, ale ostatecznie słowa wykrzyczał uderzając przy tym pięścią w biurko.
-To była wersja testowa.-Powiedziała prychając z wyższością.-Pewnie zapominała o upuszczaniu energii i się sfajczyła. Jej błąd.
-To nie był jej błąd!
-A, co ci w ogóle tak na niej zależy!? Zrobiła, co miała mogłeś jej wreszcie zapłacić, albo zlikwidować, ale ty wolałeś ją trzymać Bóg jeden wie, po co!
-Dobrze wiesz, że gdyby nie ona nie dostałabyś swojej zabawki!
-Wielkie mi rzeczy mógłbyś to zlecić komukolwiek!
-Porozmawiamy o tym później.
-Świetnie!- Zdążyła jeszcze krzyknąć zanim ekran zgasł.
Zdjęła okulary i wytarła spływające po policzkach łzy. Podeszła się do blatu i oparła się o niego zaciskając palce do tego stopnia, że zrobiły się białe.
Doji’emu przejdzie, kiedy w końcu osiągną cel. Zapomni o Betty i wszystko będzie dobrze.
Odetchnęła głęboko i wróciła do przerwanego zajęcia.
-Na, czym to stanęło? Ach tak. Potrzebujemy czegoś co cię naprawdę wkurzy…A może….-Podbiegła do laptopa i szybko przekierowała obraz z kamer na ekran naprzeciwko „łóżka” chłopaka.-Ha! Wiedziałam!
-Niby kurwa, co?-Warknął chłopak.
-Źrenice człowieka rozszerzają się o, koło 30% kiedy patrzą na cos, co kochają. Alex-powiedziała przykładając pilot do twarzy.-Przyprowadź mi tutaj te dziewczynę. Musimy przeprowadzić kilka testów.

Mary

Ja pierdole. Wiem to bardzo rozbudowana myśl, ale co poradzę, że jestem wkurwiona. Kelly i to jej całe poświęcenie wszystkiego by ratować tego psychopatę mnie denerwuje, to, że nie zauważyłam, że cos kombinuje mnie denerwuje, a jakby tego wszystkiego było mało wiszę zamknięta w metalowej puszce z dwoma facetami, których ledwo, co znam po prostu super.
- Mary jak jest u was?-Odezwał się głos Ines w mojej słuchawce.
-Zastanawiamy się czy zagrać w pokera czy w wojnę.-Powiedziałam starając niebrzmień się tak jakbym chciała zamordować wszystko w promieniu dwóch kilometrów. -Pospieszcie się z tym, bo inaczej zaraz nas tu znajdą.
-Oj tam zagrajcie w wojenne, bo Hyoma was złupi do ostatniego grosza.-Zaśmiała się Kelly. Miałam wysłać do diabła, ale jakoś nie miałam do tego weny.
Tak łatwo przeszła do porządku dziennego po podduszeniu i oskarżeniu o zdradę. To, co najmniej podejrzane. Dlaczego nie zrobiła czegokolwiek, żeby uprzykrzyć życie Kumasuke? Chociażby nazywając go…potworem jak to ona lubi…
-Dosssssssskonale panujesssssz nad Wyciem.-Powiedział Reiji przerywając ciszę. Śmieszyło mnie to jak mówił. Pewnie myślał, że to było straszne, ale mi kojarzyło się bardziej z seplenieniem
-Zamknij się Reiji.-Warknął Hyoma.
-Wycie mojego Wolfa?-Spytałam nie zwracając większej uwagi na jasnowłosego.
-A wyło tu cośśśś innego?-Znowu zachichotał...Może to taki tik nerwowy.
-Dzięki....Ryuga uważa inaczej.
-A, kto by sssssię przejmował jakimśśśs tam Ryugą? Wiem, co widziałem, a widziałem piękną massssssssakrę w twoim wykonaniu.
-Miło mi, że tak uważasz, ale to Ryuga był najsilniejszym bleyderem Dark Nebuli...Bez urazy.
-Nigdy z nim nie walczyłem, więc ten tytuł najlepsssssssszego bleydera nie był, że tak to ujmę...Ssssprawiedliwie przyznany.
-Ok, właściwie nie powinno się oceniać rangi bleydera po jednej walce, ale tak właściwie to, dlaczego tak nagle zainteresował cię mój bey wcześniej nie zwracaliście na mnie uwagi.- Słysząc moje słowa Hyoma posłał Reiji’emu mordercze spojrzenie. Nie żeby to było cos nowego, ale tym Razem chciał zabić go bardziej niż zwykle.
-Wcześśśśśśśniej nie widziałem jak walczysssssz teraz to zupełnie inna ssssssprawa.
-Inną sprawą jest to, że jestem w nie za dobrym nastroju.-Burknęłam nie wiedząc, co jeszcze mogłabym powiedzieć.
-A ja wprosssst przeciwnie dawno nie byłem tak zadowolony.
-Popierdolony sadysta.-Warknął Hyoma
-Ofiara.-Zaśmiał się Reiji.
Dziwny z niego człowiek i bleyder.
Jego walki z mistrzostw po prostu przewijałam teraz tego żałuje. Z tego, co zdążyłam zauważyć podczas obcowania z bleyderami to to, że właśnie na arenie wychodzi z nich prawdziwa natura.  Spokoju nie daje mi też to, że zainteresował się mną dopiero, gdy zobaczył jak walczę.
Z niewiadomych powodów ostatnimi czasy obcy ludzie interesują się moim bey’em.
Co w nim jest takiego wyjątkowego?

Ines

-Zamknęłaś ją?-Spytałam.
-Tak.-Odparła blondynka krótko i zwięzłe. Właśnie tego brakowało Madoce oczywiście poza taktem jakimkolwiek pojęciem o nie byciu suką i wielu innych rzeczy.
-Wyjdzie stamtąd?
-To Kelly.- No jasne, bo ona jest Rambo i sobie ze wszystkim poradzi.
-Mniejsza naprawiłaś windę?
-Tak. Mary i reszta za chwile powinni się z tobą spotkać.-Przynajmniej to się jakoś układa.
Ech…Kelly była byś świetnym sojusznikiem gdybyś nie kombinowała za trzech, a tak nawet Dark Nebula nie może ci ufać.
Bo Ryuga.
Jeśli tylko przeciągną go na swoją stronę ta idiotka polezie za nim. Dlaczego kobiety, jako istoty w drabinie ewolucyjnej Darwina ustawione wyżej od mężczyzn są na tyle głupie by potrafić rzucić w cholerę wszystko dla jednego faceta? Nigdy tego nie zrozumiem, chociaż samej zdarzyło mi się to zrobić… i to kilka razy…
-Nie strzelaj.-Zawołał Hyoma, gdy w odruchu obronnym wycelowałam kuczer w jego głowę.
-Przepraszam.-Powiedziałam bez cienia skruchy.- Spotkaliście jakiś wrogów po drodze?
-Nie.-Odparła Mary.- Aaaa gdzie Kelly?
-Stwierdziła, że robi to, czego od niej wszyscy oczekują i się ode mnie oddziela.-Powiedziałam, a widząc zdziwione twarze moich towarzyszy (i maniakalny uśmiech Reiji’ego) dodałam.-Kelsi gdzieś ją zamknęła podobnież walczy teraz z Betty.
-To, co teraz?-Spytała Mary.
-Idziemy do laboratorium. W tym momencie niema nic ważniejszego od powstrzymania tych świrów przed stworzeniem kolejnego potwora.-Zadecydowałam.
-Eeeemmm mamy problem.- Stwierdziła Kelsi.
Jakby to było cos nowego
-O, co chodzi?
-Na waszym piętrze znajduje się spore pomieszczenie a w nim około 20 bleyderów. Na początku myślałam, że to zwykłe mięso armatnie, ale przyjrzałam się dokładnie i większość z nich to jeszcze dzieci obawiam się, że to przyszłe lub obecne obiekty badań.-,A żeby cholera wzięła tych wszystkich świrów.
-Hyoma Rei zajmijcie się tym. Zabierzcie ich stamtąd i zaprowadźcie do holu. Ryutaro Tobio macie im pomóc Madoka poprowadź ich. Kelsi gdzie to laboratorium? 
Tak ogarniam wszystko. W końcu nie bez powodu mam tą podzielna uwagę.

Kelly

Za jakie grzechy?-Pytałam się po raz kolejny pukając pazurem w słuchawkę w moim uchu.
Z niewiadomych przyczyn zostałam zamknięta na tym tarasie widokowym, a Kelsi nie odpowiada na moje prośby groźby tudzież inne wołania.
Dobra. Dosyć obijania się.  Sama musisz ogarnąć jak stąd wyleźć.
Po raz kolejny rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nic nowego mnóstwo lodu jeden chyba jeszcze nie trup, wszędobylskie doniczki z kaktusami, a co to? Na samym początku wzięłam to za wyjątkowo dziwną fontannę, ale po dłuższym przyjrzeniu się odkryłam, ze faktycznie w większości jest to fontanna, ale w ścianie za nią znajduje się dobrze mi znany kanał wentylacyjny.
Metalową kratkę potraktowałam solidnym kopniakiem i weszłam do środa.
Albo się starzeje i tyje, albo te kanały były kiedyś większe.-Myślałam przeciskając się w wąskich tunelach cała lewa ręka bolała niemiłosiernie, a pauzy zgrzytały nieprzyjemnie o metalowe podłoże. Na jednym z prierdyliarda zakrętów, jakie pokonałam udało mi się znowu zaklinować. Kompletnie zapomniała o tym, że powinnam być cicho i na całe gardło warknęłam:
-A zabił cię ktoś kiedyś!?-Wiem to trochę niepokojące, ze rozmawiam z elementami architektury, ale co poradzisz jak nic nie poradzisz?
Gdy bliska wybuchnięcia śmiechem i histerycznym płaczem jednocześnie szarpałam się w wentylacji usłyszałam pytający szept.
-Kelly?-Gdzieś w głębi tunelu odezwał się Tsubasa. Najpierw nie mogłam uwierzyć nasłuchiwałam przez chwilę, a gdy tunel po raz kolejny powiedział moje imię byłam pewna, że słyszę mojego starego znajomego. Wstąpiły we mnie nowe siły. Szarpnęłam się mocniej niż przedtem i udało mi się nareszcie wydostać. Idąc…czołgając się w stronę głosu. Kiedy wreszcie się udało mi się dotrzeć do czegoś, co wyglądało na małe okienko w paski. Przy akompaniamencie głośnego ubudubu dopadłam do „wyjścia”.
-Tsubasa? Jasny gwint pierwszy raz w życiu tak się cieszę, że cię widzę!-Zawołałam w zamian, za co dostałam uśmiech od „zdrajcy”.-Odsuń się wybije to.
Ciekawe jak?-Spytałam siebie w myślach.
-Masz jak?-Spytał chłopak po drugiej stronie.
-Nie.-Odparłam.
-Daj mi coś płaskiego i w miarę twardego.
Bez wąchania zdjęłam jedną z rękawiczek i przez szpary w kratce podałam ja chłopakowi. Po chwili kratka leżała już na ziemi. Ku mojemu przerażeniu dziura po niej okazała się mniejsza niż myślałam. Wystawiłam przez nią głowę. Jak ona przeszła to reszcie też się uda…przynajmniej u kotów tak jest.
Cofnęłam głowę i wyciągnęłam się jak tylko mogłam wystawiając najpierw prawą rękę potem głowę i resztę ciała w momencie, gdy na wolość wychodziły moje biodra metal głośno zgrzytną coś chrupnęło, a potem leżałam na ziemi.
-Tada.-Jęknęłam czując, że ten wyczyn tak jak poprzednie zostawi po sobie pamiątki w postacie fioletowych siniaków.-Wciśniesz się tam?-Spytałam wskazując kratkę.
-Myślisz, ze gdybym się tam zmieścił to jeszcze bym tu siedział?
-Fakt. Głupie pytanie. W takim razie musimy wyjść tradycyjnie przez drzwi.-Przy tych słowach podniosłam się i załadowałam kuczer.
-Strzelanie nic nie da.-Stwierdził.-Cała Dark Nebula ma wbudowany system pochłaniania energii.
-Ciekawe czy im to cos da jak zamrożę im elektronikę…

Mary

Ja i Ines wpadłyśmy z powrotem na korytarz na klatce chodowej było zbyt wielu przeciwników i zdecydowanie za mało miejsca by wyć lub rozpętywać piekło w obu przypadkach obydwie mogłybyśmy oberwać z rykoszetu.
Ines zablokowała drzwi stapiając ich brzegi i dopiero wtedy odetchnęła swobodniej.
Korzystając z chwili luzu oparłam się tyłkiem o ścianę, a dłonie położyłam na kolanach. Nie trwało to długo. Nie minęły dwie minuty, gdy do moich uszu dotarł szczęk metalu o metal.
-Idziemy.-Zadecydowała jasnowłosa.
Minęłyśmy dwa zakręty i wyszłyśmy na prostą akurat w idealnym momencie by zobaczyć jak Tsubasa jednym płynnym ruchem katany wykańcza człowieka ubranego w czarny kostium z gigantyczną pajęczyną wyszytą na plecach.
-Pierdolone pająki.- Sapie Kelly.-Są silniejsi niż ć przedtem.
-Lepiej wyszkoleni.-Prostuje chłopak odpinając pochwę od pasa jednego z trupów i zapinając a przy swoim pasie.- Ich lider musi być gdzieś blisko.-Wtedy nas zauważają.
-Sorka, że tak późno-odzywa się niebieskowłosa z zmęczonym uśmiechem przyklejonym do twarzy.-Miałam drobne problemy ze spadającymi ścianami, ale na swoje usprawiedliwienie mam tego tu przystojniaka.-Kiwnęła głową w stronę Tsubasy.
-Zdejmij maskę.- Rozkazała jej Ines. Uśmiech spełzł z twarzy Hawany, ale bez słowa wykonała polecenie. Blada twarz dziewczyny wyłoniła się spod maski i spojrzała na nas z pewnym zawiedzeniem.
-Mogę cos jeszcze dla was zrobić?-Spytała z powrotem zakładając maskę.
-Dlaczego się tak pieklisz?-Spytałam starając się panować nad sobą. Kelly denerwowała mnie samą swoja obecnością. Było całkiem nieźle zanim nie okazało się, że nas zdradziła, ale kilka godzin temu okazało się, że wracamy do punktu wyjścia.
-Wiesz myślałam, że jednak okażecie mi trochę więcej empatii w końcu nadstawiam dla was karku.
- Nie robisz tego dla nas. Jesteś lojalna tylko wobec Ryugi.-Powiedziałam siląc się na spokój mimo gotującej się we mnie krwi.
-Jestem lojalna wobec przyjaciół.-Odparła.
-Właśnie masz tego jednego przyjaciela i tylko wobec niego jesteś lojalna. Nie potrafisz się wywiązać z żadnej umowy chyba, ze ktoś trzyma cię w szachu.-Kelly nie odpowiedziała tylko patrzyła na mnie dziwnie jak nie ona. Chyba udało mi się ją zagiąć.-No, co się tak gapisz? Odpyskuj mi wiem, że chcesz.
-Wiesz zawsze jak mówię to, co myślę dostaje w twarz.-Wywróciłam oczami.- Jeśli chcecie mojej lojalności to może dajcie mi do niej powód.-Zapadło milczenie. Kłóciłyśmy się już tyle razy, że jednie argumenty, jakie nam pozostały to te siłowe, a okładanie się pięściami w tym momencie niebyło najlepszym wyjściem. Mimo wszystko po tej „wymianie zdań” czułam się trochę spokojniejsza.
-…Może coś z tego wyjdzie.-Powiedziałam w końcu.
-Czas pokaże.-Dodała.
-Dobra pogadałyście sobie, a teraz iść do laboratorium zanim znowu nas namierzą.-Zdecydował Tsubasa.
Namierzyli nas.
***
Odział bleyderów równym zwartym szykiem biegł przez korytarze Dark Nebuli. Pierwszy raz w zdarzyło się, żeby ktokolwiek wtargnął, aż tak wysoko wiec nic dziwnego, że byli zaniepokojeni. Nagle z oddali dało się słyszeć cos na kształt cichego wycia, które stopniowo przybierało na sile.
Odział zamarł nasłuchując po chwili zewsząd okrążył ich ogień, a z pomiędzy płomieni wyłoniły się trzy kobiece sylwetki. Niektórym zdawało się, że ich ciała rozpadają się na kawałki inny widzieli wężowe języki wystające i pomiędzy ich warg jednak żaden z nich niemiał wątpliwości, co do jednego.
-TO NIE LUDZIE TO DEMONY!!!-Krzyknął dowódca do komunikatora.
Wtedy jedno z monstrum złapało urządzenie w swoje szpony i wysyczało.
-Idziemy po ciebie Doji.
***
Mary

-Kelsi jak wygląda sytuacja?-Ines po raz kolejny kontaktowała się z naszą centralą.
-Jak na razie jest dobrze. Tobio i Ryutaro już dołączyli do Reiji’ego i Hyomy.
-Dobrze, gdy ich uwolnicie załadujcie ich do samochodów i zabierzcie stąd.-Oświadczyła.
-A, co z wami?-Spytała blondynka.
-Damy sobie radę, ale nawszelki wypadek nie wyłączaj komuniatorów.
-Ryuga?-Odezwał się łamliwy lekko zduszony głos Kelly. Powędrowałam za jej wzrokiem i zobaczyłam Nikogo innego niż mojego przeciwnika Ryuge. Był ranny, co wnioskowałam po plamach krwi na jego szarym dresie i tym, że nie porusza się tak jak przedtem. Zabawne, na jakie szczegóły człowiek zwraca uwagę. Mimo ewidentnego wycieńczenia organizmu w dalszym ciągu roztaczał wokół siebie te typowa dla niego przyłączającą wszystko i wszystkich wokół aurę. Kiedy przechodził obok nas dziwnie spojrzał na Ines nie potrafiłam dopasować do tego spojrzenia żadnych emocji.(Nie żebym była w tym dobra)
No to tyle w temacie naszego sojuszu.- Przemknęło mi przez myśl, kiedy zobaczyłam jak mocno Kelly powstrzymuje się przed tym by nie rzucić się mu teraz na szyje.
-Idziemy.-Wrócił się do niej poprzedzając swoją wypowiedź czymś na kształt niezadowolonego pomruku.
-Ale nie możemy ich zostawić.-Powiedziała, a wtedy chłopak spojrzał na nią tak jakby chciał ja zabić. Co resztki sumienna się w niej odezwały?
-Możecie. Przecież wszyscy dobrze wiemy, do którego momentu wiązała cię nasza umowa.-Powiedziała Ines.-Przypominałaś nam o tym wiele razy.-Dziewczyna przestąpiła nerwowo z nogi na nogę. W jednej chwili z czegoś, co potrafił mordować z zimna krwią zmieniła się w niezdecydowane dziecko.
-Słyszysz. Nie chcą nas tutaj.-Powiedział Ryuga.
-Ale zrozum, jeśli ich teraz zostawimy to tylko utwierdzi ich w przekonaniu, że jesteś potworem.
-A, od kiedy obchodzi cię, co inni o mnie myślą?-Popatrzył na nią trochę milej i ujął jej obie dłonie.-Nie mamy, po co tu zostawać.
-Ale…-nie zdążyła dokończyć, ponieważ ten tleniony psychopata przyciągnęła do siebie i pocałował.
Z mojej perspektywy wyglądało to obrzydliwie…jakby ją pożerał jednak z zadowolonych pomruków dziewczyny w kostiumie kota wnioskowałam, że musi się jej podobać. Kiedy zarzuciła mu ręce na szyje Ryuga otworzył oczy i popatrzył prosto na mnie. Jego oczy wyrażały tylko i wyłącznie jedno.—Znów wygrałem—odwróciłam wzrok. Po dłuższej chwili w końcu się od siebie oderwali.
-Chodźmy.-Powiedziała Kelly biorąc go pod rękę.-Niedaleko powinna być winda, a potem tylnym wyjściem wyjdziemy na….-Po tym wszystko stało się tak szybko niebieskowłosa skoczyła wykręcając przy tym rękę Ryugi i krzyknęła-STRZELAĆ DŁUGO GO TAK NIE UTRZYMAM!!!-Dwa razy nie musiała mi powtarzać. Ledwo się powstrzymałam przed strzeleniem do niego, kiedy tylko się pojawił. Nie minęła sekunda, gdy w jego czaszkę wbiły się naraz Iskra i Wolf.  Niestety nie zrobiło to na nim większego wrażenia wyrwał się z uścisku dziewczyny uderzając nią przy tym o podłogę przed nim odbijając przy tym niczym nieosłoniętym ramieniem nasze bey’e. Wyprostował się, a wtedy mogłam się przyjrzeć jak z jego rozwalonej czaski wypływa czerwona posoka i strzelają iskry.
-Co to kurwa jest!?-Spytałam, chociaż odpowiedź była raczej oczywista.
-Drago.-Powiedziała Kelly, która nie wiadomo, kiedy znalazła się tuż obok mnie.
-jakie to słodkie.-Powiedział…Drago patrząc na naszą czwórkę.-Pobiegłaś do swoich nowych koleżanek. W tym ciele nie jestem w stanie się zrzygać, ale zapewniam, że gdybym mógł już dawno bym to zrobił.
-Niewierze, że Celest się udało.-Powiedział Tsubasa lustrując od stóp do głów…Drago.-To jej dziecko musiała użyć L-Drago, jako źródła zasilania.
-Czyli to jest projekt serce.-Stwierdziła lekko zamyślona Ines.-…Mniejsza jakieś pomysły jak to załatwić?
-Drago pochłania energie ataków przeciwnika, posiada ogromne pokłady własnej energii z tego, co wiem niema słabych punktów.-Robot wybuchnął śmiechem.
-Powtórz to.-Rozkazał, na co odpowiedziało mu stłumione warknięcie.-Darujmy sobie wstęp. Wolf-tutaj spojrzał na mnie-, co powiesz na szybki rewanż?-Kolejny chciałoby się powiedzieć człowiek, który zwraca większą uwagę na mojego bey’a niż na mnie. Skoro tak chce pogadać z Wolf’em to proszę bardzo.
Przywołałam swojego bey’a, załadowałam nim kuczer i strzeliłam.
-Wolf połącz pierścienie.-Wolfy zapłonął i natychmiast wykonał moje polecenie.
-Żałosne. Taka potężna bestia przyjmująca rozkazy od tak bezużytecznego narzędzia.-Powiedział Drago i otoczył się jasnym płomieniem.
-Bezużyteczne narzędzie? To się kurwa doigrałeś. Wolf Specjalny Atak Smoczy Pogromca.- Bey skoczył i wbił się prosto w otwartą dłoń przeciwnika.
L-Drago powoli zaciskał palce w pięść chcą tym samym zatrzymać mojego Wolfa. Gdy już myślałam, że spaprałam sprawę atak zaczął dawać efekty. Ręka Drago najpierw zaczęła się stopniowo wyginać potem cos trzasło i to coś, co chwilę temu było ramieniem Ryugi zmieniło się w miazgę zrobiona z metalu i mięsa, z której sączyła się krew. Mężczyzna spojrzał na to ze zdziwieniem, a potem posłał mi mordercze spojrzenie.
Jest nie czuły na ból.-Przebiegło mi przez myśl.
-Zniszczyłaś moje ciało!-Ryknął.
-Miło, że w końcu mnie zauważyłeś.-Powiedziałam uśmiechając się łobuzersko.
-Musimy zniszczyć ciało to powinno go zatrzymać.-Zadecydował Tsubasa rozcinając kataną dres na klatce piersiowej Ryugi. Broń utknęła w ciele chłopaka. Jasnowłosy szarpnął próbując uwolnić narzedzie, ale porzucił ten pomysł, kiedy prawa ręka robota próbowała złapać go za gardło.
-To brzmi jak plan Iskra Kula Ognia!
 -Biała Szpony Mrozu!
Atak Ines dotarł pierwszy i pogłębił szramę, jaką stworzył Tsubasa, a w połączeniu z atakiem Kelly, który skupił się na głowię potwora wyprowadził go z równowag i cisnął nim o ścianę.
-Wolf Szarża!- Rozkazałam rozpruwając do reszty korpus robota i prawie całkowicie pozbawiając go głowy. Dal pewności uderzyła jeszcze dwa razy i dopiero wtedy pozwoliłam ciału upaść na podłogę i rozlać wokół siebie wielką kałuże krwi.
-On jeszcze może przeżyć.-Powiedziała Ines.-Nie lekceważmy oponenta.-Dodała z cieniem uśmiechu na ustach.
Zaśmiałam się krótko.
-Ja…-zaczęła Kelly, ale gwałtowne torsie zagłuszyły jej dalsze słowa. Zwróciła to, co miała w żołądku i przez dłuższą chwilę pluła żółcią zginając się przy tym wpół
-Żyjesz?-Spytałam.
-Tak.-Wytarła twarz wierzchem dłoni.-Tam-kiwnęła głową w stronę trupa.-Powinien być bey wyjesz go proszę. Ja nie dam rady.
-Dlaczego?-Spojrzała na mnie oczami, w których od torsji pojawiły się maleńkie łezki.
-…On ma jego twarz…
-…Dobra.
-Tylko uważaj może i pokonany, ale to nadal Drago...-Martwi się?
-Poradzę sobie.
Złapałam oburącz katanę, przytrzymała trupa opierając o niego obutą w ciężkie glany stopę i szarpiąc udało mi się dobrać do wnętrzności robota. W środku faktycznie był uśpiony bey. Gdy wyciągnęłam po niego rękę rozbłysnął ostrzegawczo. Taki ostatni odruch pokonanej bestii.
-Zaczekaj.-Powiedziała Ines. Zaczęła grzebać po kiszeniach, a po chwili wyciągnęła z nich jakiś fioletowy kryształ i mi go podała-W Komie był w tym uwięziony.
Owinęłam kryształ tym, co zostało z dresy robota i w tak przygotowany woreczkiem złapałam Drago tak samo jak sprząta się kupy po psie.
-Proszę.-Powiedziałam podając Kelly „worek”. Patrzyła przez chwilę w jego wnętrze, a potem spojrzała na mnie i powiedziała:
-Dzięki…Hah ukradł mi mój pierwszy pocałunek…ma za swoje skurwiel jeden.


Rozdział 76 za nami. Jak ja kocham was rozpieszczać moja pisaniną.
Ines; To co Kelly kolejny punkt na liście koszmarów?
Kelly: Bez przesady, aż tak źle nie całuje...*zielenieje* Kogo ja próbuje oszukać dajcie wiadro....
Więc jak widzicie idzie nam nieźle... Z czterech...
Mary: *zły wzrok*
Ja: Echymkry! Z pięciu osób które maja odbić mają już jedną. 20% planu za nami Chyba, że....
To ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.