niedziela, 30 października 2016

Gdzieś w odległych górach Japonii

Gdzieś w odległych górach Japonii w tajnym ośrodku badawczym...
-Dyrektorze Hagane. Dyrektorze Hagane! Pojawiła się nowa bleyderka! -z ręki Ryo wypadło wieczne pióro i zastukało o posadzkę.
-Która? -zapytał tylko.
-Mary.
Dwójka naukowców wypadła z gabinetu i skierowała się do pokoju dziewczyny.
-Kiedy ona ją dopadła? -spytał szybko przeglądając kartę panny Tategami.
-Nie wiem. -drobna dziewczyna ledwo nadążała za szybkimi długimi krokami mężczyzny. -Prawdopodobnie nauczyła się przekazywać moc samym spojrzeniem. W ogóle jej nie kontrolujemy, odkąd ma własnego bey’a. -jej ręce zaczęły się trząść.
-Hikaru- dyrektor zatrzymał się ukląkł złapał niebieskowłosą za ramiona i powiedział-od początku wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwo, jednakże te badania są przyszłością ludzkości i nie możemy się teraz poddać...zbyt dużo już straciliśmy.
-Tak wiem. Jestem gotowa. -dziewczyna spojrzała gorliwie na swojego szefa.
-To dobrze. Jaką tym razem przydzieliła moc?
-Jeszcze nie udało nam się tego odkryć. Jesteśmy w fazie testów.
-Dobrze więc trochę je przyspieszymy.
-Dyrektorze Hagane chyba nie chce pan...
-Tak dokładnie to chcę zrobić.
Hagane przeleciał przez laboratorium niczym huragan i z całym impetem wpadł do pokoju, w którym przed rozłożonym brystolem siedziała Mary. Wokół niej unosiła się dziwna czarno zielona aura jakby płomienie. Ściśle do niej przylegały, a jednocześnie jakby szukały dla siebie miejsca też gdzieś indziej odrywając się miejscami i próbując uchwycić coś nieistniejącego.
-Dzień dobry Mary. Co robisz?
-Nic takiego. Po prostu sobie rysuje. -odparła dziewczyna rozcierając rysunkowy węgiel na kartce.
-A mógłbym zobaczyć co? -spytał powoli podchodząc do dziewczyny.
-Jeszcze nie skończyłam, ale jeśli chcesz to możesz. -wciągnęła w stronę Ryo rękę z brystolem, wokół którego również zaczęła wić się dziwna aura.
-To miłe z twojej strony. -mężczyzna zawahał się przez chwilę po czym chwycił brystol. W tym właśnie momencie ciemne macki owinęły się wokół jego nadgarstka ściskając go mocno, a przed oczami Ryo pojawił się obraz całkowitego zniszczenia. Cały jego ośrodek stał w płomieniach, a u jego stup leżało martwe ciało jego jedynego syna.
Mężczyzna powstrzymał krzyk przerażenia pożegnał się i szybko wyszedł z pokoju.
-Teraz już wiem czego się boisz. -zanuciła szatynka kończąc rysunek.
-Dyrektorze Hagane to było potwornie niebezpiecznie i tak samo nie profesjonalne. -powiedziała Hikaru uprzednio odetchnąwszy z ulgą.
-Jej bey potrafi manipulować myślami i tworzyć wizję. -powiedział mężczyzna przecierając twarz dłonią. -Kontynuujcie testy i dowiedzcie się jak i kiedy ją wybrała. Sprawdźcie też parametry Reiji'ego.
Skoro Kelly stworzyła kolejnego bleydera to może oznaczać tylko jedno- myślał-Ryuga wrócił i zaczyna się nudzić.
Bleyderzy to grupa ludzi specjalnie uzdolnionych. Nie jest do końca wiadomo na skutek jakich bodźców się zmutowali i prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy, ale to jest najmniejszy problem. Mutacje te odkryto na terenie dziecięcego szpitala psychiatrycznego. Więc maj tu do czynienia z nadludźmi z różnymi zaburzeniami psychicznymi. Bardziej agresywnych trzymają na specjalnym oddziale nazywanym Dark Nebulą. Właśnie tam skierował swe kroki Ryo. Przeszedł pilnie stężonym korytarzem i zatrzymał się przy jednymi z drzwi. Gdy chciał wprowadzić kod dostępu zauważył, że zamek elektryczny w drzwiach jest w całości pokryty lodem, a same drzwi są otwarte. Mężczyzna pchnął je delikatnie, a z wnętrza pokoju dobiegły do niego stłumione przez ochronną wykładzinę szybkie kroki. Mr. Hagane odetchnął by się uspokoić i wszedł do środka. Na łóżku na przeciw drzwi ubrany w białą pelerynę z krwistoczerwoną plamą nad lewym okiem siedział sobie biały miś.
-Witaj Ryuga. -powiedział mężczyzna.
-Czego chcesz? -spytał głos zza drzwi, ale Ryo nawet się nie odwrócił tylko dalej uparcie patrzył na misia.
-Przyszedłem porozmawiać z Kelly. Zrobiła coś o czym nie mogę ci powiedzieć.
-Niby co? -pytanie to zostało poprzedzone charakterystycznym zdziwionym prychnięciem.
-Nie mogę ci powiedzieć, bo zdenerwuje się na nas oboje.
-Grrrrryyy dobra. Schowała się gdzieś jak ją znajdziesz to sobie tam rozmawiajcie. -burknął głos zza drzwi.
Ryo uśmiechnął się pod nosem i zaczął "szukać". Obrócił się dwa razy w miejscu, obszedł pokój dookoła i dopiero po tych wszystkich operacjach zajrzał za otwarte na oścież drzwi.
-Cześć Kelly. -powiedział kucając obok skulonej w koncie dziewczyny.
-Dzień dobry proszę Pana.
-Pojawiła się nowa bleyderka. Wiesz coś o tym?
-Wiem! Super co nie? Im nas więcej tym ciekawiej.
-Nie Kelly. To nie jest fajnie. Pamiętasz mistrzostwa.
-Pamiętam....były super.
***
-W dalszym ciągu uważam, że to nie był dobry pomysł.
-Przecież już o tym rozmawialiśmy. Musimy się dowiedzieć jaką mocą dysponują, a co lepiej zmusi bleydera do pokazania co potrafi niż inny bleyder?
-W sumie masz rację, ale dalej myślę, że to zły pomysł.
-Od "nie dobrego" do "złego" w niecałe pół minuty. Ryo ty naprawdę się tym przejmujesz.
-To jednak są tylko dzieci.
-Wiem o tym i tak samo jak ty chcę im pomóc, ale nie będziemy mogli tego zrobić, dopóki nie będziemy znać pełni ich możliwości.
-Ech może i masz rację.
-Oczywiście, że mam rację. -mężczyzna nacisnął przycisk na pulpicie. - Zaczynajmy.
***
Hagane stanął przed rozgrzanymi do czerwoności drzwiami.
-Jest doktor pewny? -zapytała nieodstępująca mu na krok Hikaru przyciskając do piersi swoje zapiski.
-Wyjątkowe sytuacje wymagają wyjątkowych środków. - powiedział Ryo otwierając drzwi i wchodząc do środka.
Białe niegdyś ściany pokoju pokrywa gruba warstwa sadzy tak samo jak wszystko inne poza nieskazitelnie białym stolikiem, nieskazitelnie białymi krzesłami i nieskazitelnie białą zastawą. Przy stoliku popijając herbatę i zagryzając ją sernikiem siedziała drobna jasnowłosa kobietka.
-Dzień dobry Ines.
-Dzień dobry Irmortal Phoenix. -powiedziała odstawiając talerzyk i filiżankę z powrotem na stolik. - Napijesz się zemną?
-Chętnie. -mężczyzna usiadł przy stoliku, a gospodyni nalała mu herbaty.
-Coś nowego? -spytała, gdy typowe tematy dotyczące na przykład pogody zostały już wyczerpane.
-Pojawiła się nowa bleyderka.
-Oooo, a to ciekawe. Kim ona jest?
-To Mary. Jej bey potrafi manipulować myślami i tworzyć wizję. -Ryo ubiegł jej kolejne pytanie.
-Idealnie. W końcu będziemy mogli zobaczyć to samo co ona.
-Mam do ciebie pewną prośbę.
-Jaką?
-Wszyscy dobrze znamy twoje zdolności przywódcze. Chciałbym, żebyś spróbowała opanować swoją przyjaciółkę i jeszcze jedną bleyderkę.
-Którą?
-Kelly.
-Miałeś na myśli Ryugę. -bardziej stwierdziła niż spytała.
-Nie. Hawana nadała moc samej sobie i nie jesteśmy w stanie jej już kontrolować. Jeżeli nie podejmiemy zdecydowanych kroków możemy mieć powtórkę z mistrzostw albo i gorzej.
Zapadła cisza, która została przerwana dopiero w raz z końcem herbaty w filiżance jasnowłosej.
-Jest zbyt zachłanna...Dobrze zajmę się nimi.
***
-Pierwsza tura testów dobiega końca. Oto ostatnie zestawienie. Proszę wprowadzić Hikaru i Ryuge.
Po obu stronach areny odtworzyły się drzwi z zza których wyłoniła się Hikaru i pluszowy miś w pelerynie. Uderzyły pioruny miś ściskany w rączkach małej dziewczynki o błysnących czerwienią oczach wszedł na stadion, a razem z nimi pojawiła się ciemno fioletowa masa, która stopniowo przybrała postać czerwonookiego demona.
Hikaru, gdy tylko ich zobaczyła zaczęła trząść się na całym ciele.
-Boże ona sobie nie poradzi. -przebiegło przez myśl obserwującemu wszystko z góry Hagane.
-Hikaru możemy przerwać eksperyment, jeśli tylko chcesz. -powiedział do mikrofonu.
-Jestem gotowa! -Krzyknęła starając nie dać po sobie poznać jak bardzo się boi.
-No więc dobrze. -nadzorujący eksperyment naukowiec i zaczął odliczać. -3. 2. 1.
-Let it rip! -ryknęła Kelly grubym męskim głosem upuszczając misia i ruszyła na Hikaru.  Błysnęło fioletowe światło, a Ryuga wybuchnął głośnym śmiechem.
-Żeby uniknąć twojego głupiego uciekania ode mnie. -Zaczął. -Wykończę cię moim Mrocznym ruchem. -Rozłożył ręce na boki, a na jego dłoniach pojawiły się fioletowe kole energii. - -L-DRAGO MROCZNY RUCH PODNIEBNY NISZCZYCIEL CESARSKIEGO SMOKA!!!-Energia, którą skumulował została wchłonięta przez jego bey’a, a po chwili z pleców dziewczynki wyłoniły się trzy smoki.
-To źle! -Powiedział jeden z naukowców, a potem na cała gardło ryknął. -WSZYSCY UCIEKAĆ!!!
-Przerwać eksperyment! Powtarzam! Przerwać eksperyment! Zabierzcie ją stamtąd!
***
Do pokoju Kelly wpadli strażnicy uzbrojeni w pistolety załadowane silnymi środkami usypiającymi. Musieli działać szybko i odurzyć Kelly zanim jej przyjaciel postanowi nakarmić nimi swojego bey’a.
Niestety nie dopilnowali skrzypiących od częstego wyłamywania drzwi.
Ryuga gwałtownie zerwał się z łóżka wybudzając wokół wielki płomień.
-Strzelać kretyni! Strzelać! -poparzony dowódca.
Deszcz strzałek opadł na szalejącego bleydera większość z nich została natychmiast spalona, ale trzem udało utkwić w ciele Kishatu. Bleyderka zachwiała się i upadła nieprzytomna na ziemie jej tętno było prawie nie wyczuwalne.
-Było blisko. - powiedział jeden ze strażników zabierając pluszaka z łóżka.
-Blisko!? Zabiła czterech naszych ludzi jednym atakiem! Powinniśmy ją zabić wystrzelić jeszcze jeden pocisk i skończyć to wszys…-nie dokończył, bo strażnik, z którym rozmawiał uderzył o z całej siły w brzuch.
-To tylko dziecko. -powiedział. -Zabieramy się stąd, a ją przenieście na oddział szpitalny.
***
-Doji musimy to natychmiast przerwać! -Wrzeszczał Ryo trzymając Doji’ego za gardło. -Nie widzisz co się dzieje!? Każdy kto walczy przeciwko Ryudze ląduje na oddziale intensywnej terapii w stanie krytycznym!
-Myślisz, że o tym nie wiem-bronił się. -, ale odboje dobrze wiemy, że tylko Ginga może pomóc Kelly, jeśli teraz to przerwiemy to biedne dziecko całkiem się zatraci. Musimy spróbować jej pomóc. Im wszystkim.
-Nie za taką cenę! -ryknął Hagane uderzając Black’a pięścią w głowę. Bił go bardzo długo zaślepiony strachem o swojego syna. Kiedy skończył jego dłonie były pokryte krwią, a towarzyszący mu dotąd doktor leżał na ziemi bez ruchu.
-Boże. Zabiłem człowieka. -pomyślał.
***
Tsubasa jeden z lekarzy który zostali wybrani przez Kelly przez pewien czas był poddawany testom na oddziale Dark Nebula, a gdy został uznany za wypełni poczytalnego wrócił do pracy z innymi bleyderami. Jako, że sam był bleyderem łatwiej mu było dotrzeć do chorych i lepiej niż inni lekarze zdawał sobie sprawę co dzieje się w ich umysłach. Dlatego właśnie wielu z nich darzyło go niemal bezgranicznym zaufaniem. Nic więc dziwnego, że to właśnie do niego przyszła Kelly, gdy zorientowała się, że jej przyjaciel został porwany.
-Hej Tsubasa!!! Gdzie jesteś ty zdrajco!?-wołała stojąc pośrodku sali, w której przeprowadzano symulacje. Przez bleyderów nazywanych areną.
-Wprowadźcie je. -rozkazał Hagane uważnie wpatrując się w dziewczynę.
-Wyłaź! Nie bój się! Chce tylko pogadać! - krzyczała chodząc w kółko z dłońmi przystawionymi do ust by było ją lepiej słychać.
Na arenie pojawili się wyznaczeni przez Ryo dwie bleyderki i ich opiekunowie.
-Oooo komitet powitalny. -powiedziała Kelly, gdy ich zauważyła-Jak miło.
-Gdzie jest Hikaru? -spytała Madoka
-Hikaru? -zdziwiła się. - Gdzie jest Tsubasa?
-Dosyć tego załatwimy to inaczej. -warknęła Mary
-Robi się ciekawie. Uczciwa Bey bitwa czy może chcesz zawołać swoich znajomych do pomocy?
-Jesteś mocna w gębie zobaczymy, czy dasz sobie radę w walce. -warknęła w odpowiedzi szatynka.
Wywiązała się walka. W którą zaangażowały się wszystkie bleyderki znajdujące się na arenie. To było nieuniknione, ale w momencie, gdy Mary zaczęła wyć wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że trzeba to powstrzymać.
-Madoka zdejmij ją. -rozkazał Hagane, a po chwili skupiona dotąd na dwóch silnych przeciwniczkach Kelly leżała bez ruchu pogrążona we śnie.
***
Doktor Doji szedł korytarzem. Eksperyment wymknął się spod jego kontroli i chodził gdzieś po tych korytarzach. Musiał szybko dostać się do swojego gabinetu i zabrać stamtąd środki uspokajające. Niemiał ich przy sobie, ponieważ myślał, że jego podopieczni mu ufają, że wiedzą, iż chcę on dla nich jak najlepiej.
Niestety mylił się.
Na środku korytarza siedział biały miś z krwisto czerwoną plamą nad lewym oczkiem.
-Dobrze cię widzieć Ryuga.
-Co ci się stało Doji? -odezwał się głos z głębi korytarza, ale doktor Blanc wiedział, że pod żadnym pozorem nie może spojrzeć w tamtą stronę. To by tylko ich rozwścieczyło.
-Nic takiego. Miałem mały problem z innymi bleyderami to wszystko.
- „Problem” mówisz.
-To nic takiego. Niema czym się martwić. Jestem właśnie na drodze by go rozwiązać. Wszystko jest w porządku. Zaraz przyniosę świeże mięsko dla mojego najlepszego zawodnika. -
-To nie będzie potrzebne Doji.
-Jak to?...Ale Ryuga.
-Nie potrzebuję więcej energii. Czy ty waśnie próbujesz mi powiedzieć, że nie pokonam Gingi z mocą, którą mam?
-Oczywiście, że nie. Pomyślałem tylko, że było by lepiej ją podwoić tylko tak na wszelki wypadek.
-Dobrze w takim razie daj mi swoją energie.
-Proszę nawet tak nie żartuj to wcale nie jest śmieszne.
-Kto tutaj żartuje Doji? -spytała Kelly wyłaniając się z ciemności otoczona fioletowym czarnym płomieniem. -Chcesz po wiedzieć, że już nie chcesz być dla mnie użyteczny. Mam rację? -dziewczynka wzięła do ręki misia i mocno go przytuliła nie spuszczając wzroku z przerażonego lekarza.
-Oczywiście, że nie. Chce tylko ci pomóc.
-Chyba nie rozumiesz o co tutaj chodzi Doji. Już odegrałeś swoją role w tej bitwie.
-Pomagałem ci.
-Spokojnie. -płomień uformował się w trzy smocze sylwetki. -obiecuję, że zabiorę cię ze sobą do mojego światła.
-Nie proszę.

To taaaaak. Jeszcze raz przepraszam za opóźnienie mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Mary:...czy Kelly mnie pocałowała?!
Kelly: Chwila czekaj co?
Ja: Nie zastanawiałam się nad tym, ale chyba...tak.
Mary: Durna. Nieletni pedofil
Kelly: Mogłam ci też przystawić misia do twarzy
Mary: Myślisz że to poprawi twoją sytuacje pedofilu
Kelly: Ej ja cię proszę szukam tutaj mało obleśnych rozwiązań, które uratują nas obie. Więc proszę cię zmieńmy temat zanim ten obraz wryje mi się w głowę
Mary: Ty martwisz się tylko o siebie
Kelly: Czyli tobie to nie przeszkadza tak.
Mary: Przeszkadzasz mi ty głąbie
Kelly: Ale staram się,  żeby było inaczej. Więc proszę cię o odrobinę empatii. Ale w tej scenie czy ogólnie?
Mary: Kiedy ty się niby starasz ciągle o tym gadasz ale jakoś nic to nie zmienia
Kelly: Bo się zatłaś na tym, że jestem zła i nie dopuszczasz do siebie nic co by przeczyło tej teorii
Mary: No wiesz ważne jest pierwsze wrażenie. Ty byłaś szczekatą kurwą
Kelly: Twoje pierwsze wrażenie też nie było za dobre.
Mary: To ty byłaś negatywnie nastawiona, zresztą jak do wszystkiego oprócz swojego Ryugi
Kelly: Boże, a ty oczywiście byłaś  uosobieniem dobroci, a ja głupia tego nie doceniałam.
Mary: Gdybyś inaczej reagowała to by tak prawdopodobnie było ale nie bo masz wpojone jakieś pieprznięte zasady bez których mała Kelly by nie przeżyła
Kelly: Skoro to wiesz to okaż trochę wyrozumiałości.
Mary: Może by to wyszło gdybyś nie była taką durną "Zosia samosią"
Kelly: To do niczego nie prowadzi.  Proste pytanie. Będziesz mi pomagać?
Mary: Pierdol się. (w sensie tak jeśli jestem potrzebna)
Kelly:... Wal się. ( w sensie dzięki )
Mary: Spoko.
Kelly: Okey. Głodna?
Wzruszam ramionami
Kelly: A chcesz wyjść i zjeść coś ze mną ?
Jak chcesz
Kelly: Ja chce. To jak idziemy?
Mary: Mhm

No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania

piątek, 21 października 2016

Popsuł mi się laptop :(

Ten na którym miałam wszystkie rozdziały i zaczęte opowiadania. Ten post pisany jest na telefonie dlatego z góry przepraszam za będy ortograficzne i brak znaków interpunkcyjnych.
Mam nadzieję,  że w najbliższym czasie uda się naprawić moje nażędzie pracy, ale niestety w najbliższym czasie będziecie musieli jakoś poradzić sobie bez zalecanej dawki mojej pisaniny.
By jednak nie było wam smutno postanowiłam pochwalić się moją kolekcją mang powiększoną dzięki mojemu wyjazdowi do Warszawy razem z ZuZu i odzwiedrciedlaniem Ines.

Tada! Jestem taaaaka dumna co prawda to tylko 17 mang, ale i tak :)
A właśnie czy ktoś wie gdzie mogła bym dostać 2 pierwsze tomy Black Lagoon? Wydawnictwo już ich nie drukuje,  a w Yatta w których byłam ich już nie ma. :(
Kelly: *zapowietrza się *
Ines: Co jest?
Kelly: *otwiera mangę na jednej syronie i uderza w nią palcem*
Kelly: Betty gdzie żeś ostatnio na obiad polazła!? Czy Lenox ma z tym coś wspólnego!?   I dlaczego mi nie powiedziałaś, że znasz Woricka!
Betty: *czyści sobie futerko bo jest tylko kotem*

No tak jeśli coś w kwestii mojego laptopa się poprawi to postaram się jeszcze w tym tygodniu dodać normalny post. Przepraszam za moją niekompetencjie i dziękuję, że jesteście.
No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

niedziela, 9 października 2016

Beyblade po mojemu (S.2 R.5)

Rozdział 5

Kelly

-Gdzie się szlajałaś?-Przywitało mnie tuż przy drzwiach razem z bardzo pomarszczoną miną Ryugi. –Miałaś zostać w mieszkaniu.
-Porwali mnie faceci w czerni. Zrobiłeś tą herbatę?-Spytałam zdejmując buty, kurtkę i odkładając to wszystko na właściwe miejsca.
-Czego chciał Tsubasa?- Zapytał domyślając się, że jak raz nie chodziło mi organizację zajmującą się kosmitami zamieszkującymi ziemię.
-Aniołków mu zabrakło.
-Chyba nie...
-Tak.-Rozłożyłam się na kanapie.-Patrzysz teraz na najnowszy nabytek WBBA.
-Pierdolony gnój.
-Yhym. Powiedział, że nasz szturm na Dark Nebule wyrządził wiele szkud. Straty w ludziach były wręcz kolosalne, że o szkodach, jakie wyrządziłyśmy w infrastrukturze samej Dark Nebuli jak również okolicznych budynków nawet nie wspomni. Więc albo będziemy dla niego pracować, albo wylądujemy w kiciu.
-Zabiję.
-Bez przesady i tak miałam pogrzebać trochę w ich bazie danych. Pamiętasz? Teraz będzie łatwiej.
-I zatrzymają cię w Japonii.-Warknął marszcząc się do tego stopnia, że granica pomiędzy człowiekiem, a żółwiem na chwilę znikła.
-Eeeetam.-Machnęłam ręką. - Nie takie rzeczy się robiło. Zdobędę tą listę, a potem zrobimy sobie wielkie turne dookoła świata.
-Daj se siana.- Mruknął.
-Daj mi herbaty.-Zaśmiałam się, na co z gardła Ryugi wydobyło się głuche burczenie. Chłopak wstał i ruszył do kuchni.
-Oooo ja ciebie też.-Posłał mi takie spojrzenie, od którego powinnam natychmiast stanąć w ogniu, ale jakoś się do tego nie paliłam.
Gdy tylko zniknął w kuchni dopadł mnie potężny dreszcz. Naciągnęłam rękawy bluzy na dłonie i przykryłam się kocem. Widząc to Betty, która dotąd wylegiwała się na grzejniku postanowiła wleźć mi do kaptura i zasnąć. Bo niby, czemu nie.
Czekając, aż Ryuga wróci z moją herbatą zaczęłam rozmyślać o najbliższej przyszłości. WBBA trochę wpieprzyło nam się, co prawda w plany, ale to nie było nic, z czym bym sobie nie poradziła. Dostanę plakietkę wyjadę na misję i już nie wrócę.
Martwi mnie coś innego. A właściwie ktoś inny.
***
Wsiadłam z windy. Pożegnałam się ładnie z dziewczynami, ale zamiast tak jak one grzecznie wrócić do mieszkania. Postanowiłam się jeszcze rozejrzeć po moim nowym (przymusowym) miejscu pracy. Szlajałam się po korytarzach szukając łazienki. Co chwila ktoś mnie mijał rzucając mi spojrzenie takim, jakim zawsze się wita nowych. Miałam to głęboko gdzieś dopóki nie poczułam znajomego mrowienia w okolicach karku. Nie odwróciłam się.  Jeśli to tylko złudzenie to nie ma, po co, a jeśli to jednak prawda to lepiej żebym tego nie robiła. Przyspieszyłam kroku, weszłam do pierwszej lepszej windy i wcisnęłam którykolwiek przycisk, żeby tylko drzwi się zamknęły i mnie stamtąd zabrały. Nie udało się.  Obuta w gruby skurzany but stopa zablokowała drzwi, które powoli się otworzyły ukazując moim oczom strażnika wioski Koma.
O kurwa. Co teraz?-Przemknęło mi przez myśl, kiedy wszedł do środka.- To, co zwykle. Gramy suke.
-Cześć Hyoma.-Przywitałam się, ale zagnał mnie w jednej z rogów winy i oparł się o ścianę ponad moją głową.
Spięłam wszystkie mięśnie gotowa przyjąć, odparować jak również wyprowadzić cios.
-Spierdalaj stąd, jeśli ci życie miłe.-Mówił powoli i cicho. Słowem strasznie.
-Wiesz chyba jednak nie skorzystam. -Zaśmiałam się.
Drzwi od windy się otworzyły, Hyoma wyszedł, a ja odetchnęłam z ulgą.
***
Obyło się bez nowego siniaka, ale jeśli Hyoma będzie mi tam bruździł to ta praca będzie dużo bardziej upierdliwa. A co mi tam przynajmniej będą mi za to płacić.

Ines

Tsubasa, jako, że akurat kończył już pracę zaproponował mi podwózkę, a ja nie mając innych opcji no może poza wracając do mieszkania na pieszo przez pół miasta zgodziłam się. Jechaliśmy w milczeniu słuchając audycji radiowej. Wyglądałam przez okno samochodu, a właściwie tempo patrzyłam się na buro brązową papkę zalegającą na drodze i chodniku. Zatrzymaliśmy się na światłach. Mrużyłam i rozszerzałam oczy podziwiając czerwone, żółte i zielone plamy, w jakie zmieniała się sygnalizacja świetlna.
W pewnym momencie spokój tej sceny został zburzony przez rumor dobiegający z półmroku, jaki tworzył kontener na śmieci. Zaintrygował mnie. Odblokowałam drzwi i wyszłam na ulicę.
-Ines czekaj! Co ty robisz!?-Zawołał za mną Tsubasa.
Światło z czerwonego zmieniło się na zielone mniej więcej w połowie mojej drogi na chodnik niektóre samochody ruszyły, a inne zaczęły na mnie trąbić.
Zeszłam z drogi i zaczęłam przesuwać worki, którymi ktoś nie trafił do kosza.
Z samochód, który zaparkował niedaleko mnie wysiadł Otori i podszedł do mnie.
-Zdajesz sobie s...-zaczął, ale nie słuchałam, co mówił dalej. W jamie między klapą kontenera, a zwałami śmierci leżał zabiedzony bury pies. Na jego grzbiecie błyszczała ciemno bordowa plama krwi.
-Musimy go zabrać do weterynarza.-Stwierdził z sensem Tsubasa wyciągając ręce by podnieść psa, ale ten obnażył kły i zaczął cicho warczeć.
-Zaczekaj. -Zaczęłam grzebać w torbie wyjęłam stamtąd moje niedojedzone bento otworzyłam je i podsunęłam nie na kawałku kartonu pod nos burka.
Zwierzę popatrzyło na nas wielkim oczami nie pewnie pochyliło głowę w kierunku pudełka, powąchało jego zawartość i zaczęło jeść.
-Miałaś świetny pomysł. -Szepnął do mnie Otori.
-Wiem.-Oparłam uśmiechając się.
Kiedy moje śniadanie odeszło już w zapomnienie dyrektor WBBA ponowił próbę podniesienia rannego i tym razem obyło się bez żadnych problemów.
-Usiądę razem z nim na tylnym siedzeniu.-Powiedziałam otwierając drzwi tak by Tsubasie było łatwiej posadzić psa na siedzeniu.
-Tylko przypilnuj, żeby się zbyt nie ruszał. To -kiwnął głową w stronę rany.- Nie wygląda zbyt dobrze.
Usiadłam na siedzeniu i obserwowałam burka. Leżał z głową opartą na łamach, co i rusz wzdychając przeciągle.
-Poopowiadaj coś. Jeśli będziesz siedziała w milczeniu pies będzie podskakiwał na każdy usłyszany dźwięk, a tak będzie spokojny.
-Niby, co?
-Cokolwiek. Byle spokojnie.
Cokolwiek. Łatwo mu powiedzieć. Zaczęłam się rozglądać po samochodzie szukając jakieś inspiracji, ale nic pokrętnego nie przyszło mi do głowy. Za to w kieszeni umieszczonej z tyłu siedzenia kierowcy dostrzegłam książkę. Wyciągnęłam ją i przeczytałam na głos tytuł:
-Poczwarka.  Nie wiedziałam, że interesują cię owady.- Przekartkowałam książkę nie zauważając w niej żadnych szkiców ani niczego w tym stylu, co mnie zaskoczyło.
-Nie interesuje się owadami.-Zaprzeczył.
-To, o czym to jest?
-O…sile, jaką może posiadać w sobie człowiek.
-Czyli?-Westchnął.
-Adam i Ewa są idealnym małżeństwem z idealnym życiem i idealnymi planami na przyszłość.-Zaczął głosem lektora z filmu. Usadowiłam się wygodniej i obserwując czy z psem wszystko w porządku słuchałam jak Tsubasa opowiadał. -Do szczęścia brakuje im tylko dziecka, które ostatecznie dostali. Dziewczynkę z zespołem Downa i…innymi wadami.
-Niech zgadnę choroba dziecka zbliża ich jeszcze bardziej?-Sarknęłam.
-Nie. Ojciec nie może sobie poradzić z tym, że jego córka jest chora odsuwa się od rodziny i rzuca wychowywanie Myszki na barki Ewy.
-To o jej sile ci chodziło?
-Tak.
No przecież. Niema większej miłości niż miłość matki do jej dziecka.  Dla niego matka jest gotowa na wszystko. Na każde poświęcenie i na każdą ofiarę bez względu na to, czego lub kogo miałaby ona dotyczyć.
-No i jesteśmy na miejscu.
Przyłapałam się na mimowolnym bawieniu się obrożą psa. Wokół niej zawinięty był fragment jakiegoś cienkiego sznurka. Wściekłam się. Ktoś musiał porzucić tego psa, a wcześniej przywiązać go do czegoś pewnie żeby nie pobiegł za dotychczasowym właścicielem. Czasami żałuje, że należę do takiego gatunku. Wyskubałam ostatni fragment sznurka. Który jak się okazało sznurkiem nie był na to zbyt gładki i po starciu z niego miejskiego brudu i kurzu okazał się połyskujący dziwnym ciepłym blaskiem.
-Ines? Wszystko w…porządku? Co to?
-Nie wiem.-Odparłam zapatrzona w nić(?).-Nie za dużo tych pytań jak na jeden wieczór?-Zapytałam chowając nitkę do kieszeni, na co Otori uśmiechnął się.
-Może.-Zawiesił się na chwilę.- No dobrze. Niech weterynarz go teraz opatrzy.-Tsubasa wziął psa na ręce i ruszył w kierunku o dziwo otwartej kliniki. Zamknęłam samochód i podbiegłam za nim.
-Skąd wiedziałeś, że klinika będzie otwarta?-Zapytałam, kiedy przechodziliśmy korytarzem oświetlonym przez zimne światło świetlówek.
-Wiem więcej niż myślisz.-Za drzwiami rozległ się jakiś rumor i przytłumiony dziwnie znajomy aczkolwiek przytłumiony głos. –No i dobrze znam nowego lekarza.
Pchnięciem otworzył drzwi, za którymi czekał przygotowany stół, odkażone narzędzia chirurgiczne i Alexander Blanc.
-Dobry...O mój Boże.-Powiedział.-Połóż go tutaj.- Wskazał metalowy blat stołu.-Biedne zwierzę. Zrobiliście coś z ta raną?-Alex zmienił się na twarzy, gdy tylko zobaczył psa. Uśmiech z nikł z jego twarzy, a na jego miejsce wstąpiła maska profesjonalisty.
-Nie. Przyjechaliśmy z nim obrazu do ciebie.
-Muszę oczyścić ranę. Jezu ten pies nie jadł od dobrego tygodnia.- Nie jestem pewna czy mówił to do siebie do nas, czy może do swojego ‘’brata’’. Jego palce poruszały się szybko, gdy pesetą wyjmował z rany odłamki szkła, czyścił ranę i zakładał szwy. Tak jakby robił to całe życie. Co on w ogóle robił w WBBA? Powinien od samego początku być tutaj.
-Ines, choć tutaj pokażę ci gdzie dokładnie podasz mu zastrzyk wzmacniający, gdy będziecie już w domu.-Powiedział w pewnej chwili Blanc.
Wstałam z krzesełka i podeszłam do stołu. Rana tak samo jak cały pies wyglądała dużo lepiej. Zwłaszcza, że była przykryta opatrunkiem ochronnym.
-To piękny okaz.-Dodał.-Miał wiele szczęścia, że na was trafił.
-Że trafił na Ines ja tu robię tylko za kierowcę.-Powiedział Tsubasa opierający się o ścianę.
-I za tragarza.-Doprecyzowałam.
Alex dał nam ostatnie wskazówki i mogliśmy wreszcie wrócić do domu. Byłam wykończona, ale nie mogłam położyć się spać dopóki nie przygotowałam psu posłania, jedzenia i picia. Musieliśmy po to wszystko pojechać do galerii handlowej, ale kogo to obchodzi tej nocy i tak nie zdążylibyśmy się już wyspać. Posłanie i miski ustawiliśmy w rogu mojej sypialni. Siedziałam tam dopóki nie pies nie zasnął. Zadziwiające jak bardzo ufne potrafią być te zwierzęta. Wystarczy nakarmić zadbać i oddadzą za ciebie życie.
Weszłam do salonu. 
-Co u psa?-Zapytał Tsubasa dopijając kawę na kanapie przed telewizorem.
-Chyba zasnął.-Odparłam siadając obok niego. -...Tsubasa tak, co do nas to…zerwaliśmy w głupi sposób i to w dużej części z mojej winy. Nie twierdze, że możemy do siebie wrócić, ale chyba możemy spróbować zostać przyjaciółmi?
-Oczywiście. Skoro tego chcesz.-Powiedział.
-Tak. To by było dziwne gdybyśmy tak nagle zerwali naszą znajomość. W końcu znamy się już jakiś czas, a do tego będziemy razem pracować.
 -Tak to było by bardzo dziwne.-Przytaknął.
-Cieszę się, że udało nam się dojść do porozumienia.
-Skro jesteśmy przyjaciółmi to jest coś co chciałbym ci powiedzieć.-mówił ostrożnie zwracając uwagę na każde wypowiadane słowo.
-Spoko wal. Znaczy się słucham.-obróciłam się na kanapie tak by siedzieć do niego przodem.
-Chce cię przeprosić, że tak wtedy krzyczałem. Uwierzyłem w to co powiedziała Angel i się wściekłem.
-Dlaczego? To znaczy dlaczego tak bardzo cię to z równowagi wyprowadziło.
-Bo to już raz się wydarzyło…Pozwoliłem by ktoś wiedział o mnie więcej niż ja o nim.
-Chcesz mi powiedzieć, że za mało o mnie wiesz?
-Tak. Nie wiem o tobie praktycznie nic. Znam twoje imię wiem, ze lubisz donaty i jeździć konno o tym, że strzelasz z łuku dowiedziałem się dopiero dzisiaj. Nie wiem skąd pochodzisz nie znam twojej rodziny nawet nie wiem czy jakąś masz.
-Mam trzy młodsze siostry, mame ojca prawie nie pamiętam i przyjechałam z Ameryki.-wstałam z kanapy. -To tak na ‘’początek’’….Dobranoc.
-Dobranoc.-odparł.
Długo nie mogłam zasnąć. Leżałam na wznak patrząc się w sufit.
To jest jakieś wyjście z sytuacji. Zostać przyjaciółmi.


Rozdział 5 za nami. Szkoła, syntezy, testy, powtórzenia, kartkówki, sprawdziany i przeziębienie. Nie na tyle sile by sumienie i rodzice pozwolili zostać ci w domu, ale na tyle dobijające by w piątek zamiast pójść spać traci sie przytomność na 6 godzin.
Ryuga: No brawo dobij ich.
Ja: Przepraszam nie chciałam.
Alex: Musimy poprawić atmosferę.
Ja: Czekaj mam coś. 

Ja: *dumna z siebie*
Alex: *zdruzgotany*
Tsubasa: Myślę, że nie o to mu chodziło. 

Ja: Jesteś pewny? No dobrze. Co powiesz na...
Ja: Instrukcje zakładania majtek prosto z Japonii?
Tsubasa: Powiem, że to żart na poziomie przedszkola.
Ja: Żarty o majtkach i kupie zawsze śmieszą. 
Tsubasa:....
Ja: No dobra już sie ogarniam. A wiecie, ze Ines jest w 1/8 Indianinką. Nie ma to nic wspólnego z jej przodkami, porostu jednego zjadła.
Ines: *mina ala co za człowiek.*
Ja:  Kiedy Ines patrzy w niebo chmury pocą się ze strachu. Nazywamy to deszczem.
Mary: Weź Ines spójrz tak porządnie, żeby aż burza się zrobiła.
Ja: No dobra Już koniec tego dobrego. 
Ja się z wami żegnam.
Do następnego posta. 
Hania.  

niedziela, 25 września 2016

Beyblade po mojemu (S.2 R.4)

Rozdział 4

Mary

Wsiadłam na motor i włączyłam się do ruchu drogowego.
Przejebana sprawa z tym WBBA.
Weszłam na nieznany ląd. Coś się zmieniło, raczej nie na lepsze, a ja takich zmian się boje, bo już nigdy nie będę mogła wrócić do normy, a nie wiem czy to będzie dobre.
Wróciłam do domu i zastałam tam jeszcze większy bałagan niż zostawiłam. Przez okno, które zapomniałam zamknąć wpadł wiatr i przewrócił dwie książkowe wierzę.
No po prostu kurwa no nie.
Po przestawieniu z miejsca na miejsce kilku książek stwierdziłam, że mam to gdzieś. Chwyciłam jedną z nich i poszłam się położyć. Zdjęłam spodnie od dresu, bluzę i uwaliłam się na łóżku.
Co za dzień. Mógłby się już skończyć. Wyjęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 3:45.
O. Już się skończył.
Na ekranie pojawiło się bardzo mocne zbliżenie nosa i fragmentu zębów Kyoy. O cho braciszek dzwoni.
-Co jest glucie?-Spytałam odbierając.
-Jutro wieczorem będę z powrotem w Japonii.
-Wywalili cię z drużyny, że tak szybko wracasz?
-Szybko? Nie było mnie trzy miesiące.-No brawo Mary kompletnie czasu nie ogarniasz.- Mieszkanie jeszcze stoi?
-Stać stoi. Gorzej z wyglądem. Mniejsza znalazłeś młodego.
- Nie. Chodzą słuchy, że zmienił kontynent.
-Łazior.-Sapnęłam.
-Taki sam jak cała trójka.-Zaśmiał się.- Dobra. Kończę, bo u ciebie pewnie już późno.
-Dobra. Cześć
-Cześć.
Założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać jakieś piosenki do snu. Po przełączeniu kilku z nich trafiłam na "Swedish Pagans" i tam już zostałam. Przymknęłam oczy i wsłuchałam się w chór potężnych męskich głosów opowiadających pewną historię.
Chwila! Czy ja dobrze rozumiem?
Zerwałam się z łóżka i pobiegłam po laptop
***
-Mam Alex! Mam!-Wołałam przechodząc przez salon starając się nie wpaść na Kropkę. Wpadłam do pokoju Alex'a i zaczęłam śpiewać.- The wise woman said, Once you're hardened in battle There is no coming back fight or fall And before the attack Feel your blood starts to boiling in your veins as you charge Hundreds fallen As the fire inside Is ignited by bloodshedIn berserkers from north Could it be as was said When the serpent's been woken. Fenrir howls. Fenrir howls. Fenrir zawyje. Rozumiesz Alex? Fenrir zawyje.-Chłopak spojrzał na mnie pół przytomnymi oczami, po czym zabrał z szafki nocnej okulary wsadził je na nos, zamrugał kilka razy i powiedział:
-Chyba cię Bóg opuścił.
-Obudziłam cię. Przepraszam.-Powiedziałam wycofując się w stronę drzwi.
-Nie. Nie. Wszystko w porządku.-Uspokajał mnie siadając na łóżku i przecierając oczy.-To, o co ci chodziło?
-No, więc. Posłuchałam twojej rady i spróbowałam jakoś się ogarnąć, ale mi nie wyszło, więc skończyło się na tym, że leżałam na łóżku i słuchałam muzyki. No i wtedy zaczęło lecieć "Swedish Pagans" i się tak jakoś zasłuchałam w tekst i BOOM Fenrir. Wiesz, że Wolf jest wilkiem, a jego specjalny atak to Wycie, przez co manipuluje strachem te sprawy. No i zaczęłam czytać o tym całym Fenrirze- mówiłam grzebiąc w plecaku i wyciągając z niego ogromną starą książkę.- Jest po szwedzku i szczerze nie mam pojęcia, w jaki sposób się u mnie znalazła pewnie kupiłam ją na targu książki, bo miała ładną okładkę - dodałam mimochodem-, ale udało mi się to przetłumaczyć i patrz, czego się doczytałam.-Powiedziałam siadając obok Alex'a i wreszcie łapiąc oddech.-Chłopak poprawił okulary i spojrzał na za bazgroloną przeze mnie kartkę.
-Także tego....Yyyyy.-Przetarł szkła skrawkiem koszulki jakby to one były winne temu, że nic na tej kartce niema sensu i powiedział w końcu.-Nie mam zielonego pojęcia, co tu piszę.
-Sorka pisałam to w środku nocy.-Usprawiedliwiłam się i zaczęłam czytać.-  Wilk w kulturze nordyckiej uosabia siły demoniczne. Jednakże również takich sił można było używać, i czyniono to. Wilczą moc, jak wierzono, posiadali – obok niedźwiedziej – berserkowie. Byli to niezrównani w walce, nieodczuwający strachu i nieznający litości wojownicy, potężni i budzący grozę. Obawiali się ich sami wikingowie, a w innych ludach wzbudzali strach wprost paniczny. Wierzono, że podczas bitwy wcielają się w nich duchy zwierząt – wilków i niedźwiedzi, i że żadna ludzka siła nie jest zdolna im się przeciwstawić. Chodzi o Fenrira, syna trickstera Lokiego i olbrzymki Angerbody, który był dzikim i bardzo silnym wilkiem. Z obawy przed jego siłą bogowie zdecydowali się go uwięzić. Został spętany magicznym powrozem stworzonym z korzeni gór, ptasiej śliny, kobiecej brody, odgłosu kocich kroków i podobnych elementów. Według innej wersji mitu, Fenrir był potwornym wilkiem pozwalającym sobie dla zabawy zakładać różnorakie pęta, które bez trudu zrywał. Pewnego razu Bogowie zlecili karłom wykonanie specjalnego sznura zwanego Gleipnir, którego Fenrir zerwać już nie zdołał. Wilk utracił swoją wolność, a bóg wojny, Tyr, prawą rękę, którą włożył w wilczą paszczę. Według mitu, Fenrir zdoła się uwolnić podczas końca świata – na początku Ragnarok, i wraz z Garmem, psem bogini Hel, podejmie próbę obalenia kosmicznego ładu. Zdoła pożreć Słońce i Odyna, lecz zostanie ostatecznie pokonany i zabity przez jego syna – Widara. Obraz ten jest przeniesieniem na skalę kosmiczną zagrożeń społecznych, płynących z naruszania przyjętych reguł.-Zakończyłam triumfalnie.
-Czyli myślisz, że Wolf to Fenrir tak?-Zapytał chyba jeszcze nie do końca obudzony Alex
-Acha. – Uśmiechnęłam się szeroko.-Wszystko się zgadza.
-Sprawdzałaś już czy masz racje czy od razu przybiegłaś do mnie?
-Do ciebie.-Odparłam pakując książkę do plecaka.
-To naprawdę miłe, ale Wolf chyba powinien się o tym dowiedzieć pierwszy. Kiedy mu powiesz, że wiesz, albo, że przynajmniej wpadłaś na trop?
-Jak wrócę do domu.
-Mogę puścić z tobą? Zawsze chciałem spróbować tej medytacji.-Uśmiechnął się rozbrajająco.
-…-Nie! Mowy nie ma!-Nie wiem czy tak się da... Ostatnio jak byłam w lesie w kimś oprócz Fenrira to była to ta psychopatka...I wiesz.-Zrobiłam z niej krwawą miazgę.
-Chodziło o to czy mógłbym z tobą posiedzieć.
-Posiedzieć zawsze.-Zaśmiał się pod nosem.
-To fajne. Jakby, co będę mógł ci pomóc.
-Jakby, co?-Zapytałam podejrzliwie.
-No wiesz martwię się. Widziałaś, w jakim stanie cię zastałem. Co jak znowu się tak zapomnisz w tym medytowaniu?-Spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Tylko się trochę zaniedbałam
-A jak za medytujesz się tak na dłuższy czas i się no nie wie odwodnisz? Właśnie odpoczęłaś czy spędziłaś cała noc na słuchaniu muzyki?
-Chciałam, ale wpadli do mnie agenci WBBA i złożyli mi propozycje nie do odrzucenia, a właśnie od dzisiaj będziemy razem pracować.-Mina mu zrzedła.- Nie cieszysz się?
-Cieszę, cieszę.-Powiedział szybko.- Tylko, że ja już w WBBA nie pracuje.
-Co!? Niby, dla czego?
-Stwierdzili, że ja i Alex nie jesteśmy godni zaufania po tym jak…sama wiesz.
-CO ZA…ZA!-Wstałam z łóżka i zaczęłam łazić w te i wewtę po pokoju.
-Spokojnie znalazłem sobie inną prace.-Zaczął mnie szybko uspokajać.-Nawet lepszą. Bliżej mieszkania i w ogóle. Czyli nie miałaś czasu się sobą zając tak. Biedulko.
-Nie zmieniaj tematu! Rozmawiamy teraz o tobie nie o mnie!-Krzyknęłam porażona jasna niesprawiedliwością, jaka dotknęła mojego najlepszego przyjaciela i to przez to coś. Przez ten syf, jaki siedzi w jego głowie.
-Na pewno nie chcesz wziąć prysznica i zjeść zemną śniadania? Zamawiam sushi.
-Jak ja cię czasami nie znoszę.
-Łosoś i krewetka?-Uśmiechnął się niepewnie.
-Łosoś i krewetka.-Przyznałam.
***
-Zużyje ci wannę gorącej wody!-Krzyknęłam, gdy byłam już za drzwiami i wchodziłam do wanny. 
-Nic mi nie będzie. Zimna woda pobudza krążenie.
-Nie mów tak... Przecież ty też wykąpiesz się w ciepłej wodzie...Albo cho wykąpiesz się ze mną.- Cisza za drzwiami była niemal namacalna.
Odchyliłam głowę do tyłu opierając się o brzeg wanny. Światło odbijało się od wody i tworzyło jasne refleksy na suficie.
-Magia!-Zawołałam radośnie i sięgnęłam po wiszący nade mną ręcznik, który spadł mi na twarz.-Dałeś mi jakiś ręcznik?
-Są w szafce wybierz sobie któryś!-Zawołał zza drzwi.
-Bo ten różowy z misiem chciał mnie zabić.
-Mary wszystko w porządku?-Zaniepokoił się.
-No rzucił się na mnie normalnie.-Stłumiłam śmiech.
-Owiń go wokół siebie, a ja przyniosę ci jakieś ciuchy na zmianę.
-Ok. Najwyżej mnie udusi.-Powiedziałam tak jakbym żegnała się z zżyciem.- Aaaale fajna ta woda…i mydło śliskie.
-Mary proszę.-Jęknął.- Dobrze się czujesz? Skąd wzięłaś te kadzidełka?
-Kupiłam je kiedyś nad morzem po okazyjnej cenie i jeszcze sporo mi zostało.
-Zrób coś dla mnie i ich więcej nie pal.
-...Humpf.-Nieudolnie powstrzymałam wybuch śmiechu.
-...Uznam to za tak. Uwaga wchodzę zakryj się czymś. –Ostrzegł nie, a potem wszedł tyłem do łazienki i położył na toalecie złożone w kostkę brania.-Ubierz się, a ja przygotuje śniadanie. Znaczy się rozłożę je na stole.-Powiedział nie odwracając się.  
-Ty tu rządzisz.-Powiedziałam odprowadzając go wzrokiem z powrotem na korytarz. Szybko się ubrałam i poszłam śladami Alex’a. Gdy szłam sobie korytarzem na komodzie zobaczyłam metalową obręcz, która po przyjrzeniu się okazała się bransoletką. Wzięłam ja do ręki i obróciłam w palcach.
-Śniada...-Alex urwał w poł słowa.
-Czyja to?-Zapytałam unosząc ozdobę w dwóch palcach.
-A to...-Uśmiechnął się lekko zakłopotany wziął ode mnie bransoletkę i wrzucił ją do małej skrzyneczki po brzegi wypełnionej różnymi bibelotami.-Musiała to zostawić jakaś koleżanka Alex'a.- Wytłumaczył.
-Acha. Mógłbyś go tu na chwilę poprosić?-Zapytałam pozornie spokojnie, ale Alex za dobrze mnie znał, żeby nie zauważyć, że udaje.
-On cię słyszy, więc jeśli chcesz mu coś powiedzieć to...
-Niech się pokażę. Chciałbym spojrzeć mu w oczy.
-Ale n...- chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nagle zamiast mojego przyjaciela pojawił się jego brat i powiedział:
-W porządku. Skoro tak jej na tym zależy to proszę bardzo.- W bajkach zmianie osobowości towarzyszą zwykle, zmiana koloru oczu, głosu, albo, chociaż głupiej fryzury. Cokolwiek by widz mógł odróżnić osobę od alter ego. Niestety życie nie przewiduje takich udogodnień.
-Zacznie w k...- nie dokończył.
Po mieszkaniu rozległo się głośne plasknięcie i dźwięk stukających o posadzkę okularów.
-To nie jest twoje ciało śmieciu.-Warknęłam.- Nie możesz robić z nim wszystkiego, co ci się podoba! Jeszcze zarazisz Alex’a HIV, albo jakimś innym syfem!
-Mary?-Zapytał Alex patrząc na mnie swoimi dużymi ciemnymi oczami pełnymi zaskoczenia jednocześnie trzymając się za policzek, na którym odbił się ślad mojej dłoni.
Spierdolił tchórz jebany.-Pomyślałam wychodząc z mieszkanie Blanc’a przy wtórze wściekłego szczekania Kropki.  



Rozdział 4 za nami. Zadziwiające na co można wpaść słuchając muzyki w środku nocy prawda. Ciekawi mnie czy ktoś jeszcze tu zagląda. Może dramatyzuje, ale nie podoba mi się, że mam tak mało czasu dla Bogusia.  No mniejsza. 
Ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.

sobota, 10 września 2016

Beyblade po mojemu (S.2 R.3)

Rozdział 3

Kelly

Dwie godziny wcześniej.

-No to musimy iść na zakupy.
-Nieeeeeeeeeeeeee.
-Taaaaaaaaaaaaak. Zakładaj buty załatwimy to raz dwa. - Powiedziałam podnosząc się z kanapy.
-Raz dwa?  Z tobą w sklepie? - Ryuga przygniótł mnie poduszką.-Nie ma mowy. Zostajesz w mieszkaniu.
-A ty, chociaż wiesz, co trzeba kupić?-Spytałam wygrzebując głowę z pod poduszki.
-Napiszesz mi kartę.-Powiedział mocniej dociskając poduszkę.
-Dobra, raz złaź zemnie, bo mnie zaraz udusisz.- Chłopak uśmiechnął się zadowolony i usiadł obok mnie. Zamachnęłam się na niego poduszką, ale odbił to dłonią. Prychnęłam niezadowolona, wzięłam do ręki telefon i zaczęłam pisać listę, którą potem wysłałam Ryudze.
-Makaron, ryż, HERBATA.-Mruczał pod nosem niektóre z produktów.- No dobra. Chyba wszystko jest.- Wstając klepnął mnie w kolano.-Zaraz wrócę.
-Jasne.-Mruknęłam.
-A ty nie wychodzisz wygrzej się albo coś takiego.- Pouczył mnie zakładając ciemną kurtkę. Zimą nie będzie przecież latać w pelerynie.
-Hai. No leć już zanim zamkną ci wszystkie sklepy.
Korony i całej reszty też nie nosi. W końcu nikt, kto chce ukryć, że wciąż żyje nie będzie od tak paradował w "odświętnym" stroju. Logiczne jak jasna cholera. Szkoda, że akurat te, których on nie nosi są prezentem ode mnie.
Zaśmiałam się pod nosem z własnej głupoty.
Chwyciłam plecak i poszłam z nim do łazienki.
Zimna woda. W dalszym ciągu zimna. Lodowata. Ja w dobrą stronę kręcę tym pokrętłem? Jasne, że w dobrą. Jak tylko się dowiem, kto wylał mi całą ciepłą wodę to go znajdę i zatłukę. Wytarłam się ręcznikiem i przebrałam się w piżamę. Przeczesałam włosy i na powrót związałam je w dwa sterczące kucyki.
Chrzaniona cera. Na urlopie chciałam się opalić, a tu nie dość, że lekarz zabronił mi wystawiać świeże blizny na słońce to w dodatku twarz mi się nierówno opaliła, przez co moje policzki są bardziej czerwone niż zwykle, a reszta blada.
Wyszłam z łazienki, a w salonie zobaczyłam jakiegoś obcego faceta zdążyłam zarejestrować tylko, że sięga po broń i już leżał na ziemi z moją stopą na gardle.
-Ręce do góry. -Powiedział drugi mężczyzna celując do mnie z niewielkiego pistoletu.
-Rzuć broń, albo złamię mu kark.-Warknęłam zabierając pistolet pierwszemu z nieznajomych.
-Spokojnie jesteśmy z WBBA.- Wychrypiał powalony przeze mnie facet błyskając kawałkiem metalu.
-Czy ja wyglądam na blacharę? - Zirytowałam się.
-Nie proszę pani.
-To, po co mi to pokazujesz?
-To odznaka WBBA.-Odparł ten z bronią również wyciągając odznakę.
-Wiem. Chodziło mi o to, co dwóch agentów WBBA robi w moim mieszkaniu. Chyba nie przyszliście tu pochwalić się tymi błyskotkami.
-Nie. Dyrektor Otori chce się z panią widzieć.
-Nie wierzę.
-W takim razie proszę do niego zadzwonić.-Zaproponował mężczyzna chowając broń do kabury i podchodząc do mnie z trzymanym w wyciągniętej ręce telefonem komórkowym.
-Cofnij się. -Warknęłam celując w niego pistoletem jego kolegi. -Sama wybiorę sobie telefon. -Nie spuszczając z celownika rzekomego agenta Tsubasy pozbawiłam jego kolegę po fachu telefonu wybrałam numer zapisany, jako "Szef" i czekałam. Telefon został odebrany niemal natychmiast i zamiast standardowego "hallo" rozległo się gorączkowe:
-O, co chodzi? Coś się stało? Odezwij się w końcu. To jest rozkaz.
-Spokojnie Tsu. Tutaj Kelly. -Przywitałam się wesoło i w tej samej tonacji kontynuowałam.- Wiesz dzisiaj wróciłam z urlopu słońce plaża morskie fale i oprócz mnie i Ryugi żywego ducha te sprawy i nie uwierzysz, co mi się przytrafiło wychodzę sobie z łazienki, a po moim salonie pałętają się jakieś obce typy i jak mnie zobaczyli to jeden z nich sięgnął po broń. No to złapałam kuczer i utłukłam drani.
-O Boże...-Jęknął chłopak.
-Cieszę się, że ogarniasz temat. Pomożesz mi pozbyć się ciał czy jestem zdana na siebie?
-Proszę powiedz, że żartujesz.
-Na razie tak, ale jak zaraz mi nie wytłumaczysz na chuj ich tu przysłałeś będziesz miał o dwóch agentów mniej.-Powiedziałam już całkiem poważnie dodatkowo poprawiając chwyt broni. (Nie żebym umiała strzela czymś innym, iż kuczerem.)
-Tylko spokojnie bez nerwów.
-A, kto tu się denerwuje?... No może ten facet, na którym stoję. Denerwujesz się? -Spytałam jedynego zainteresowanego niebyciem uduszonym, na co ten tylko pokręcił głową jakby nie chciał przeszkadzać swojemu szefowi w rozmowie.
-Dać ich, żeby cię do mnie przywieźli.
-Po, co? Konkrety Tsubasa konkrety.-Jęknęłam.
-Mam do ciebie sprawę, której nie można załatwić przez telefon, więc zjedz z niego rozładuj kuczer i daj im się zawieść do WBBA.
-Dobra, ale to ty będziesz tłumaczył Ryudze, czemu nie było mnie w mieszkaniu, gdy wrócił.- Rzuciłam i się rozłączyłam.
Zeszłam z mojego domniemanego przeciwnika oddałam mu broń i poszłam po schowany głęboko w plecaku kuczer i Białą. Zapięłam etui na bey'a na lewym ramieniu, a wyrzutnie razem z paskiem na biodrach.
-Gdzie jest moja limuzyna?-Zapytałam stając w drzwiach z brązowym płaszczykiem z jasnym futerkiem przy kapturze i u dołu płaszcza.
-Sugeruję by się pani ubrała w coś bardziej stosownego.-Powiedział mój szofer masując gardło.
-No fakt. Kretynka zemnie na dworze mróz, a ja z gołą głową chciałam wyjść.- Wcisnęłam na głowę czapkę, a widząc ich zdziwienie spytałam. - Coś nie tak?-Agent otworzył buzie jakby chciał cos powiedzieć, po czym ja zamkną i dopiero wtedy odpowiedział.
-Nie. Wszystko jest jak należy.

Obecnie

-Co mamy zrobić?-Spytała Ines, kiedy wróciłam z powrotem na kanapę już ubrana i gotowa na wszystko i wszystkich.
-Wykonamy parę rutynowych testów, ale najpierw liczę na małą pokazówkę w waszym wykonaniu.
-Liczyć możesz.-Warknęła Mary.
-Chwila moment. -Zaprotestowałam. -Nie ma nic za darmo. Skoro mamy dla ciebie pracować to musisz nam za to płacić. Innymi słowy ile dostaniemy za to, że nadstawiamy karku dla WBBA?
-Wystarczająco.
-Konkrety Tsubasa konkrety przecież wiesz, że...
-500 tysięcy jenów miesięcznie.-Wszedł mi w słowo.- Czy tyle wystarczy?
To nie było pytanie. Już bliżej było temu do groźby. Wkurzyłam go? To się w ogóle da? Dobra żarty na bok. Co jest nie tak.
-Powinno.- Powiedziałam, ale mój głos nie brzmiał tak pewnie jak dotąd.
-Jeszcze jakieś pytania? -Zapytał, ale żadna z nas się nie odezwała. -W takim razie proszę za mną.
Wyszliśmy z gabinetu od straszenia więzieniem nowych pracowników i ponownie wylądowałyśmy na korytarzu. Ludzie mimo tego, że nie paradowałam już w piżamie dalej na mnie patrzyli niby ukradkiem, ale kark mrowił mnie tak, że miałam wrażenie, że coś mi po mim łazi.
Nagle rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Mary wyjęła z kieszeni bluzy telefon odpisała i niemal natychmiast dostała odpowiedź.
-CV Kelsi jest na pulpicie wszystkich komputerów w WBBA.-Mruknęła.
Tsubasie nie udało się ukryć zdziwienia chrząknął i powiedział:
-Rozumiem. Co myśli o naszych zabezpieczeniach?
-Że przydałoby się jakieś zainstalować. -Odparła
Przeszliśmy do hali z wysokim sufitem i przeszkloną jedną ze ścian, za którą zobaczyłam kilku naukowców w kitlach oraz paru innych ludzi, o których nie mogłam powiedzieć nic więcej poza tym, że istnieją. Po przeciwnej stronie na ścianie wisiały kuczery, strzelby, parę pistoletów ręcznych różnego kalibru, karabin maszynowy, łuk, katana, noże do walki w ręcz, nunchaku, metalowe wachlarze, kastety słowem wszystko, czego potrzeba do uzbrojenia małej armii.
-Przygotujcie się zaraz wyznaczymy wam przeciwników.-Powiedział Tsubasa, po czym wyszedł.
Po raz kolejny powiodłam wzrokiem po ścianie i mój wzrok spoczął na skórzanym bacie. Najpierw się zawahałam, ale potem stwierdziłam, że skoro wiedzą o tym, co robiłam w Dark Nebuli to pewnie wiedzą, co potrafię zrobić z batem. Wzięłam moją ulubioną broń, przesunęłam palcami po jego skrętach, a w powietrzu zaczął się rozchodzić zapach nowej skóry.
***
Siedziałam na kanapie w biurze Doji’ego i popijając sok pomarańczowy z kieliszka słuchałam jak mój szef mnie chwali.
-Twoja ostania misja okazała się ogromnym sukcesem. Nasza mała aktoreczka. Nie spodziewałem się, że pójdzie ci tak dobrze. Jednak brak bey'a jest tu sporą przeszkodą.
-Nie będę grać tą żałosną podrobom. -Zastrzegłam.
-Nie to miałem na myśli. Oczywiście nie mam zamiaru zmuszać cię do gry jednak nie mogę pozwolić byś była bezbronna. Następnym razem możemy nie zdążyć przyjść ci z pomocą i co w tedy?
Nie odpowiedziałam patrząc na trzymany w dłoniach kieliszek. Mój szef miał rację. Gdyby się wtedy nie zjawili Hyoma przerobiłby mnie na mielone.
-Kelly.- Powiedział patrząc na mnie z czymś na kształt rozczulenia.- Nie powiedziałem tego, żeby cię straszyć. Po prostu nie chciałbym, żeby mojej najlepszej agentce coś się stało... Słyszałem, że w szkole tańczyłaś ze wstęgą. Może zaprezentowałabyś mi kilka kroków?
-Jak chcesz. I tak nie mam tu, co robić.-Mruknęłam.
Dostałam do ręki wstęgę i zostałam zaprowadzona na arenę treningową. Arena została zasłonięta metalowymi płytami, żebym przypadkiem nie wpadła do środka.
-Dobrze Kelly możesz już zaczynać.-Poinformował mnie Doji siedzący w specjalnej hali razem z całym zastępem naukowców uzbrojonych w notatniki.
Poprawiłam wstęgę w spoconej dłoni. Widownia, że proszę siadać. Nigdy nie udawało mi się czegoś zaprezentować rodzicom za pierwszym razem zawsze za mocno się stresowałam i wszystko się waliło.
Jeszcze raz spojrzałam na moją widownie, powoli wypuściłam powietrze i strzeliłam wstęgą i ruszyłam.  Piruet, skok, szpagat, do góry, fala znowu obrót. Nagle kontem oka zauważyłam, że w moim kierunku coś nadlatuje. Momentalnie przylgnęłam do ziem, a treningowy bey przeleciał nade mną i uderzył pół metra dalej.
Co to ma być!? Jakiś bunt maszyn czy Doji’emu się po prostu nudziło?
Szybko podniosłam się z ziemi i stanęłam przy ścianie. Zawsze pilnuj pleców. Plecy ważne są.
Dlaczego Doji mnie tu zamknął? Chce mnie sprawdzić? Tylko, czego się spodziewa?
Kolejny bey leciał prosto na mnie. Ścisnęłam mocnej rączkę wstęgi.
W sumie, co mi szkodzi.
Zamachnęłam się i uderzyłam bey'a końcem wstęgi. Usłyszałam trzask pękającej wstęgi, a potem poczułam ból rozchodzący się po całej nodze.
W ścianie otworzyło się przejście, przez które kuśtykając wyszłam z areny gdzie czekał na mnie mój szef i pielęgniarka, która natychmiast zajęła się moją nogą. Na udzie wykwitł mi sporej wielkości siniak, ale poza tym nic mi nie było.
-Brawo Kelly. Piękny popis.-Powiedział.
-Byłoby lepiej gdybyś nie zaczął do mnie strzelać.-Warknęłam.
-Jednak z tym też sobie poradziłaś.-Pochwalił mnie.- Zawiódł sprzęt. Więc może następnym razem spróbujesz z tym.-Mówiąc to przywołał swojego sługusa otworzył trzymaną przez niego walizkę, wyjął z niej skórzany bat i podał go mnie.
Ciemne skręty gładkiej skóry idealnie wyprofilowana rączka i ten zapach. No i wpadłam.

Ines

Łuk. Pamiętam jak grałam w filmie nie pamiętam, jaki miał tytuł, ale opowiadał o historii pewnego chłopaka o imieniu Houyi. Świetnie strzelał i…
Więziłam do ręki broń. Dawno nie strzelałam, ale chyba jeszcze pamiętam jak to się robi. Założyłam ochronną rękawicę sięgająca łokcia na lewą rękę, założyłam kołczan na plecy chwyciłam łuk i odwróciłam się w stronę manekinów mających imitować ludzkie ciało.
Naciągnęłam strzałę na cięciwę i odciągnęłam ja, aż za ucho. Jak się pomylę to mi je odetnie.
Taka autokara.
Strzeliłam łuk obrócił się w mojej dłoni, a cięciwa zatrzymała się przed zewnętrzna częścią mojego przedramienia. Jednak ochraniacz się nie przydał. Nie miałam czasu sprawdzić czy strzała trafiła manekina między oczy, bo na hali pojawiło się trzech ludzi. Dwóch mężczyzn i kobietę.
Założyłam na cięciwę olejną strzałę, po czym wycelowałam w jednego z nich. Tylko, co teraz? Tsubasa spodziewa się, że go tak po prostu go zabije? Zaznaczył to, ze podczas akcji ratunkowej ktoś zginął, więc teraz chce, żebyś robiły to non stop? W co on z nami pogrywa?
Kontem oka dostrzegłam, że Mary ładuje kuczer, a Kelly lekko się przygarbiła. Czyli chcą walczyć. Dobrze skoro tak włożyłam strzałę z powrotem do kołczana i załadowałam kuczer. Iskra załatwi to bez ofiar…może.
- I was born into a Curse.( Urodziłem się w przekleństwie.)-Zaczął nucić jeden z nich zapalając papierosa. Miał półdługie białe włosy częściowo spięte do tyłu przy pasku dostrzegłam kaburę -An outlaw straight from birth. ( Wyjęty spod prawa od urodzenia) Zna to ktoś? Nie?-Zapytał patrząc po naszej trójce. - A ty Nebula?-Tutaj zwrócił się do Kelly.- Na pewno? A dałbym sobie rękę uciąć, że twój kochaś słuchał tego zanim go zabraliśmy.
Chce ją sprowokować to tak oczywiste, że aż kuje w oczy. Czyli wybrał już sobie cel. Przestałam zwracać na niego uwagę. Drugi mężczyzna o wyraźnie koreańskich rysach twarzy trzymał dłoń na rękojeści jeszcze schowanej katany. Tradycjonalista. Jak uroczo. Kobieta, która dopełniała to trio była bleyderką tan samo jak my miała załadowany i gotowy do walki kuczer, a oprócz tego mocno zarysowane mięśnie ramion.  
-No nic. Ta piosenka łazi za mną od samego…-cała trójka naraz rozpierzchła się po hali. Wstrzeliłam Iskrę i zaczęłam wzrokiem śledzić typa z kataną. Poruszał się bardzo szybko zataczając przy tym szerokie koło wokół mnie. Mogłam go zastrzelić już przynajmniej cztery razy, ale dalszym ciągu coś mnie powstrzymywało.
Rozległy się strzały i czyjś krzyk.
Zranić go? Na pewno nie strzałą lekkie draśnięcie go nie powstrzyma, a głębsze może go zabić.
-Iskra!-Zawołałam i strzeliłam. Strzała została otoczona przez płomień i pomknęła w kierunku mojego przeciwnika. Jeśli jest dobrze wyszkolony to przeżyje, jeśli nie wtedy może być z nim gorzej. Pocisk minął mężczyznę, ale rękaw jego koszuli zajął się ogniem. Mój przeciwnik przetoczył się po ziemi próbując zgasić ogień podbiegłam do niego i wycelowałam następna strzałę w jego skroń.
-Nie ruszaj się, bo inaczej zmienisz się w szaszłyk.-Powiedziałam i w tedy to usłyszałam ciche miarowe dudniące w czaszce wycie Wolfa. Rozległo się więcej krzyków. Krzyczał strzelec, tradycjonalista i bleyderka.
-Mary przestań!-Zawołałam podbiegając do mojej przyjaciółki i szarpiąc ją za ramię. Spojrzałam na mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem i przywołała Wolfa.- Wszystko w porządku?
-Zależy.-Powiedziała przecierając oczy.-Co z nimi?
-Wygląda na to, że nic im nie jest.-Powiedziała Kelly podchodząc do nas.- Nieźle ich wystraszyłaś niema, co.
-Nie wiem, co się stało.-Tłumaczyła się szatynka.- Ta dziewczyna wystrzeliła bey’a we mnie, a potem wszyscy leżeli na ziemi.
-Hahaha.-Zaśmiał się jasnowłosy mężczyzna podnosząc z podłogi. Papieros, który trzymał dotąd w ustach tlił się gdzieś w okolicach kołnierza jego koszuli.-Jak na koty jesteście całkiem dobre. Jestem Bastien.-Powiedział wyciągając do nas rękę.
-Jak dla mnie możesz być nawet angielską królową.-Warknęła Hawana.-Pozbieraj tych zdechlaków i wołaj Tsubase.
Strzelec cofnął dłoń w łożył ja do kieszeni i wyją stamtąd kolejnego papierosa, którego niespiesznie zapalił, po czym wyszedł, a jego zdechlaki za nim. Tsubasa pojawił się chwilę później. Zamiast twarzy ta sama, co zwykle pokerowa maska.
-Podobała się pokazówka?-Zapytałam Mary takim tonem, że równie dobrze mogłaby go opluć.
-Jeszcze tylko badania i będziecie wolne.-Odparł.
Mary wciągnęła swoje ramie z moje uścisku i wsadziła w uszy słuchawki.
-Byle szybkie.-Burknęła.
Po tej jakże miłej wymianie zdań zostałyśmy zaprowadzane do części medycznej WBBA. Pierwsze, co, rzuciło mi się w oczy to brak okien.
Nie będę miła jak uciec.-Przebiegło mi przez myśl, ale jakoś nie wzięłam tego na poważnie.
Lekarz wręczył mi niebiesko białe zawiniątko, które jak się później okazało było czymś na kształt szpitalnej koszuli i kazał mi się w to przebrać. Kiedy o już zrobiłam zostałam poproszona wystrzelenie Iskry we wskazane miejsce i położenie się na blacie wystającym z wielkiej tuby. Gdy już wszystko było tak jak pan starszy z doktoratem chciał wspomniany wcześniej schował się z ścianką z barwionej na fioletowo pleksy, a blat, na którym leżałam wsunął się do tuby.  Otoczyło mnie przyjemne ciepłe światło. Z niewiadomych przyczyn byłam bardzo podekscytowana tym, co się wokół mnie działo. Czułam jak Iskra wiruje niedaleko mnie. Nie wiedziałam nic oprócz światła, ale mi to nie przeszkadzało mało tego cieszyło mnie to do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłam się cicho śmiać. Gdy to badanie dobiegło końca czekało mnie jeszcze pobieranie krwi, po którym mogłam się przebrać zabrać, co moje i wyjść.
Dziewczyny czekały na mnie za drzwiami.
-No i jak?-Spytała Kelly.
-W porządku.-Odparłam.
Tsubasa pokierował nas jak trafić do wyjścia i już tym razem bez, żadnej eskorty spokojnie szłyśmy sobie korytarzem, którym co i rusz ktoś przebiegał.
-Może to i głupio zabrzmi.-Zaczęła Hawana.-Ale skoro już jestem zmuszana do pracy z kimś to cieszę się, że trafiłam akurat na was.
-Masz rację. –Odparłam.-To bardzo głupio brzmi.

Rozdział 3 za nami. Boże co to były za dwa tygodnie. Szkoła, testy maturalne, sprawdziany, do tego jeszcze badanie wyrabianie tymczasowego dowodu i na dokładkę zamartwianie sie wszystkim na zapas bo bez tego chyba nie była bym sobą. Mniejsza najważniejsze, że już jest weekend i można trochę odetchnąć...jak już sie wszystko sprzątnie. A jak wam minął pierwszy tydzień szkoły? 
Czekam na odpowiedzi.
No to ja sie z wami żegnam. 
Do następnego posta 
Hania.