Kelly
Dwie godziny wcześniej.
-No to musimy iść na zakupy.
-Nieeeeeeeeeeeeee.
-Taaaaaaaaaaaaak. Zakładaj buty załatwimy to raz dwa. - Powiedziałam podnosząc się z kanapy.
-Raz dwa? Z tobą w sklepie? - Ryuga przygniótł mnie poduszką.-Nie ma mowy. Zostajesz w mieszkaniu.
-A ty, chociaż wiesz, co trzeba kupić?-Spytałam wygrzebując głowę z pod poduszki.
-Napiszesz mi kartę.-Powiedział mocniej dociskając poduszkę.
-Dobra, raz złaź zemnie, bo mnie zaraz udusisz.- Chłopak uśmiechnął się zadowolony i usiadł obok mnie. Zamachnęłam się na niego poduszką, ale odbił to dłonią. Prychnęłam niezadowolona, wzięłam do ręki telefon i zaczęłam pisać listę, którą potem wysłałam Ryudze.
-Makaron, ryż, HERBATA.-Mruczał pod nosem niektóre z produktów.- No dobra. Chyba wszystko jest.- Wstając klepnął mnie w kolano.-Zaraz wrócę.
-Jasne.-Mruknęłam.
-A ty nie wychodzisz wygrzej się albo coś takiego.- Pouczył mnie zakładając ciemną kurtkę. Zimą nie będzie przecież latać w pelerynie.
-Hai. No leć już zanim zamkną ci wszystkie sklepy.
Korony i całej reszty też nie nosi. W końcu nikt, kto chce ukryć, że wciąż żyje nie będzie od tak paradował w "odświętnym" stroju. Logiczne jak jasna cholera. Szkoda, że akurat te, których on nie nosi są prezentem ode mnie.
Zaśmiałam się pod nosem z własnej głupoty.
Chwyciłam plecak i poszłam z nim do łazienki.
Zimna woda. W dalszym ciągu zimna. Lodowata. Ja w dobrą stronę kręcę tym pokrętłem? Jasne, że w dobrą. Jak tylko się dowiem, kto wylał mi całą ciepłą wodę to go znajdę i zatłukę. Wytarłam się ręcznikiem i przebrałam się w piżamę. Przeczesałam włosy i na powrót związałam je w dwa sterczące kucyki.
Chrzaniona cera. Na urlopie chciałam się opalić, a tu nie dość, że lekarz zabronił mi wystawiać świeże blizny na słońce to w dodatku twarz mi się nierówno opaliła, przez co moje policzki są bardziej czerwone niż zwykle, a reszta blada.
Wyszłam z łazienki, a w salonie zobaczyłam jakiegoś obcego faceta zdążyłam zarejestrować tylko, że sięga po broń i już leżał na ziemi z moją stopą na gardle.
-Ręce do góry. -Powiedział drugi mężczyzna celując do mnie z niewielkiego pistoletu.
-Rzuć broń, albo złamię mu kark.-Warknęłam zabierając pistolet pierwszemu z nieznajomych.
-Spokojnie jesteśmy z WBBA.- Wychrypiał powalony przeze mnie facet błyskając kawałkiem metalu.
-Czy ja wyglądam na blacharę? - Zirytowałam się.
-Nie proszę pani.
-To, po co mi to pokazujesz?
-To odznaka WBBA.-Odparł ten z bronią również wyciągając odznakę.
-Wiem. Chodziło mi o to, co dwóch agentów WBBA robi w moim mieszkaniu. Chyba nie przyszliście tu pochwalić się tymi błyskotkami.
-Nie. Dyrektor Otori chce się z panią widzieć.
-Nie wierzę.
-W takim razie proszę do niego zadzwonić.-Zaproponował mężczyzna chowając broń do kabury i podchodząc do mnie z trzymanym w wyciągniętej ręce telefonem komórkowym.
-Cofnij się. -Warknęłam celując w niego pistoletem jego kolegi. -Sama wybiorę sobie telefon. -Nie spuszczając z celownika rzekomego agenta Tsubasy pozbawiłam jego kolegę po fachu telefonu wybrałam numer zapisany, jako "Szef" i czekałam. Telefon został odebrany niemal natychmiast i zamiast standardowego "hallo" rozległo się gorączkowe:
-O, co chodzi? Coś się stało? Odezwij się w końcu. To jest rozkaz.
-Spokojnie Tsu. Tutaj Kelly. -Przywitałam się wesoło i w tej samej tonacji kontynuowałam.- Wiesz dzisiaj wróciłam z urlopu słońce plaża morskie fale i oprócz mnie i Ryugi żywego ducha te sprawy i nie uwierzysz, co mi się przytrafiło wychodzę sobie z łazienki, a po moim salonie pałętają się jakieś obce typy i jak mnie zobaczyli to jeden z nich sięgnął po broń. No to złapałam kuczer i utłukłam drani.
-O Boże...-Jęknął chłopak.
-Cieszę się, że ogarniasz temat. Pomożesz mi pozbyć się ciał czy jestem zdana na siebie?
-Proszę powiedz, że żartujesz.
-Na razie tak, ale jak zaraz mi nie wytłumaczysz na chuj ich tu przysłałeś będziesz miał o dwóch agentów mniej.-Powiedziałam już całkiem poważnie dodatkowo poprawiając chwyt broni. (Nie żebym umiała strzela czymś innym, iż kuczerem.)
-Tylko spokojnie bez nerwów.
-A, kto tu się denerwuje?... No może ten facet, na którym stoję. Denerwujesz się? -Spytałam jedynego zainteresowanego niebyciem uduszonym, na co ten tylko pokręcił głową jakby nie chciał przeszkadzać swojemu szefowi w rozmowie.
-Dać ich, żeby cię do mnie przywieźli.
-Po, co? Konkrety Tsubasa konkrety.-Jęknęłam.
-Mam do ciebie sprawę, której nie można załatwić przez telefon, więc zjedz z niego rozładuj kuczer i daj im się zawieść do WBBA.
-Dobra, ale to ty będziesz tłumaczył Ryudze, czemu nie było mnie w mieszkaniu, gdy wrócił.- Rzuciłam i się rozłączyłam.
Zeszłam z mojego domniemanego przeciwnika oddałam mu broń i poszłam po schowany głęboko w plecaku kuczer i Białą. Zapięłam etui na bey'a na lewym ramieniu, a wyrzutnie razem z paskiem na biodrach.
-Gdzie jest moja limuzyna?-Zapytałam stając w drzwiach z brązowym płaszczykiem z jasnym futerkiem przy kapturze i u dołu płaszcza.
-Sugeruję by się pani ubrała w coś bardziej stosownego.-Powiedział mój szofer masując gardło.
-No fakt. Kretynka zemnie na dworze mróz, a ja z gołą głową chciałam wyjść.- Wcisnęłam na głowę czapkę, a widząc ich zdziwienie spytałam. - Coś nie tak?-Agent otworzył buzie jakby chciał cos powiedzieć, po czym ja zamkną i dopiero wtedy odpowiedział.
-Nie. Wszystko jest jak należy.
Obecnie
-Co mamy zrobić?-Spytała Ines, kiedy wróciłam z powrotem na kanapę już ubrana i gotowa na wszystko i wszystkich.
-Wykonamy parę rutynowych testów, ale najpierw liczę na małą pokazówkę w waszym wykonaniu.
-Liczyć możesz.-Warknęła Mary.
-Chwila moment. -Zaprotestowałam. -Nie ma nic za darmo. Skoro mamy dla ciebie pracować to musisz nam za to płacić. Innymi słowy ile dostaniemy za to, że nadstawiamy karku dla WBBA?
-Wystarczająco.
-Konkrety Tsubasa konkrety przecież wiesz, że...
-500 tysięcy jenów miesięcznie.-Wszedł mi w słowo.- Czy tyle wystarczy?
To nie było pytanie. Już bliżej było temu do groźby. Wkurzyłam go? To się w ogóle da? Dobra żarty na bok. Co jest nie tak.
-Powinno.- Powiedziałam, ale mój głos nie brzmiał tak pewnie jak dotąd.
-Jeszcze jakieś pytania? -Zapytał, ale żadna z nas się nie odezwała. -W takim razie proszę za mną.
Wyszliśmy z gabinetu od straszenia więzieniem nowych pracowników i ponownie wylądowałyśmy na korytarzu. Ludzie mimo tego, że nie paradowałam już w piżamie dalej na mnie patrzyli niby ukradkiem, ale kark mrowił mnie tak, że miałam wrażenie, że coś mi po mim łazi.
Nagle rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Mary wyjęła z kieszeni bluzy telefon odpisała i niemal natychmiast dostała odpowiedź.
-CV Kelsi jest na pulpicie wszystkich komputerów w WBBA.-Mruknęła.
Tsubasie nie udało się ukryć zdziwienia chrząknął i powiedział:
-Rozumiem. Co myśli o naszych zabezpieczeniach?
-Że przydałoby się jakieś zainstalować. -Odparła
Przeszliśmy do hali z wysokim sufitem i przeszkloną jedną ze ścian, za którą zobaczyłam kilku naukowców w kitlach oraz paru innych ludzi, o których nie mogłam powiedzieć nic więcej poza tym, że istnieją. Po przeciwnej stronie na ścianie wisiały kuczery, strzelby, parę pistoletów ręcznych różnego kalibru, karabin maszynowy, łuk, katana, noże do walki w ręcz, nunchaku, metalowe wachlarze, kastety słowem wszystko, czego potrzeba do uzbrojenia małej armii.
-Przygotujcie się zaraz wyznaczymy wam przeciwników.-Powiedział Tsubasa, po czym wyszedł.
Po raz kolejny powiodłam wzrokiem po ścianie i mój wzrok spoczął na skórzanym bacie. Najpierw się zawahałam, ale potem stwierdziłam, że skoro wiedzą o tym, co robiłam w Dark Nebuli to pewnie wiedzą, co potrafię zrobić z batem. Wzięłam moją ulubioną broń, przesunęłam palcami po jego skrętach, a w powietrzu zaczął się rozchodzić zapach nowej skóry.
***
Siedziałam na kanapie w biurze Doji’ego i popijając sok pomarańczowy z kieliszka słuchałam jak mój szef mnie chwali.
-Twoja ostania misja okazała się ogromnym sukcesem. Nasza mała aktoreczka. Nie spodziewałem się, że pójdzie ci tak dobrze. Jednak brak bey'a jest tu sporą przeszkodą.
-Nie będę grać tą żałosną podrobom. -Zastrzegłam.
-Nie to miałem na myśli. Oczywiście nie mam zamiaru zmuszać cię do gry jednak nie mogę pozwolić byś była bezbronna. Następnym razem możemy nie zdążyć przyjść ci z pomocą i co w tedy?
Nie odpowiedziałam patrząc na trzymany w dłoniach kieliszek. Mój szef miał rację. Gdyby się wtedy nie zjawili Hyoma przerobiłby mnie na mielone.
-Kelly.- Powiedział patrząc na mnie z czymś na kształt rozczulenia.- Nie powiedziałem tego, żeby cię straszyć. Po prostu nie chciałbym, żeby mojej najlepszej agentce coś się stało... Słyszałem, że w szkole tańczyłaś ze wstęgą. Może zaprezentowałabyś mi kilka kroków?
-Jak chcesz. I tak nie mam tu, co robić.-Mruknęłam.
Dostałam do ręki wstęgę i zostałam zaprowadzona na arenę treningową. Arena została zasłonięta metalowymi płytami, żebym przypadkiem nie wpadła do środka.
-Dobrze Kelly możesz już zaczynać.-Poinformował mnie Doji siedzący w specjalnej hali razem z całym zastępem naukowców uzbrojonych w notatniki.
Poprawiłam wstęgę w spoconej dłoni. Widownia, że proszę siadać. Nigdy nie udawało mi się czegoś zaprezentować rodzicom za pierwszym razem zawsze za mocno się stresowałam i wszystko się waliło.
Jeszcze raz spojrzałam na moją widownie, powoli wypuściłam powietrze i strzeliłam wstęgą i ruszyłam. Piruet, skok, szpagat, do góry, fala znowu obrót. Nagle kontem oka zauważyłam, że w moim kierunku coś nadlatuje. Momentalnie przylgnęłam do ziem, a treningowy bey przeleciał nade mną i uderzył pół metra dalej.
Co to ma być!? Jakiś bunt maszyn czy Doji’emu się po prostu nudziło?
Szybko podniosłam się z ziemi i stanęłam przy ścianie. Zawsze pilnuj pleców. Plecy ważne są.
Dlaczego Doji mnie tu zamknął? Chce mnie sprawdzić? Tylko, czego się spodziewa?
Kolejny bey leciał prosto na mnie. Ścisnęłam mocnej rączkę wstęgi.
W sumie, co mi szkodzi.
Zamachnęłam się i uderzyłam bey'a końcem wstęgi. Usłyszałam trzask pękającej wstęgi, a potem poczułam ból rozchodzący się po całej nodze.
W ścianie otworzyło się przejście, przez które kuśtykając wyszłam z areny gdzie czekał na mnie mój szef i pielęgniarka, która natychmiast zajęła się moją nogą. Na udzie wykwitł mi sporej wielkości siniak, ale poza tym nic mi nie było.
-Brawo Kelly. Piękny popis.-Powiedział.
-Byłoby lepiej gdybyś nie zaczął do mnie strzelać.-Warknęłam.
-Jednak z tym też sobie poradziłaś.-Pochwalił mnie.- Zawiódł sprzęt. Więc może następnym razem spróbujesz z tym.-Mówiąc to przywołał swojego sługusa otworzył trzymaną przez niego walizkę, wyjął z niej skórzany bat i podał go mnie.
Ciemne skręty gładkiej skóry idealnie wyprofilowana rączka i ten zapach. No i wpadłam.
Ines
Łuk. Pamiętam jak grałam w filmie nie pamiętam, jaki miał tytuł, ale opowiadał o historii pewnego chłopaka o imieniu Houyi. Świetnie strzelał i…
Więziłam do ręki broń. Dawno nie strzelałam, ale chyba jeszcze pamiętam jak to się robi. Założyłam ochronną rękawicę sięgająca łokcia na lewą rękę, założyłam kołczan na plecy chwyciłam łuk i odwróciłam się w stronę manekinów mających imitować ludzkie ciało.
Naciągnęłam strzałę na cięciwę i odciągnęłam ja, aż za ucho. Jak się pomylę to mi je odetnie.
Taka autokara.
Strzeliłam łuk obrócił się w mojej dłoni, a cięciwa zatrzymała się przed zewnętrzna częścią mojego przedramienia. Jednak ochraniacz się nie przydał. Nie miałam czasu sprawdzić czy strzała trafiła manekina między oczy, bo na hali pojawiło się trzech ludzi. Dwóch mężczyzn i kobietę.
Założyłam na cięciwę olejną strzałę, po czym wycelowałam w jednego z nich. Tylko, co teraz? Tsubasa spodziewa się, że go tak po prostu go zabije? Zaznaczył to, ze podczas akcji ratunkowej ktoś zginął, więc teraz chce, żebyś robiły to non stop? W co on z nami pogrywa?
Kontem oka dostrzegłam, że Mary ładuje kuczer, a Kelly lekko się przygarbiła. Czyli chcą walczyć. Dobrze skoro tak włożyłam strzałę z powrotem do kołczana i załadowałam kuczer. Iskra załatwi to bez ofiar…może.
- I was born into a Curse.( Urodziłem się w przekleństwie.)-Zaczął nucić jeden z nich zapalając papierosa. Miał półdługie białe włosy częściowo spięte do tyłu przy pasku dostrzegłam kaburę -An outlaw straight from birth. ( Wyjęty spod prawa od urodzenia) Zna to ktoś? Nie?-Zapytał patrząc po naszej trójce. - A ty Nebula?-Tutaj zwrócił się do Kelly.- Na pewno? A dałbym sobie rękę uciąć, że twój kochaś słuchał tego zanim go zabraliśmy.
Chce ją sprowokować to tak oczywiste, że aż kuje w oczy. Czyli wybrał już sobie cel. Przestałam zwracać na niego uwagę. Drugi mężczyzna o wyraźnie koreańskich rysach twarzy trzymał dłoń na rękojeści jeszcze schowanej katany. Tradycjonalista. Jak uroczo. Kobieta, która dopełniała to trio była bleyderką tan samo jak my miała załadowany i gotowy do walki kuczer, a oprócz tego mocno zarysowane mięśnie ramion.
-No nic. Ta piosenka łazi za mną od samego…-cała trójka naraz rozpierzchła się po hali. Wstrzeliłam Iskrę i zaczęłam wzrokiem śledzić typa z kataną. Poruszał się bardzo szybko zataczając przy tym szerokie koło wokół mnie. Mogłam go zastrzelić już przynajmniej cztery razy, ale dalszym ciągu coś mnie powstrzymywało.
Rozległy się strzały i czyjś krzyk.
Zranić go? Na pewno nie strzałą lekkie draśnięcie go nie powstrzyma, a głębsze może go zabić.
-Iskra!-Zawołałam i strzeliłam. Strzała została otoczona przez płomień i pomknęła w kierunku mojego przeciwnika. Jeśli jest dobrze wyszkolony to przeżyje, jeśli nie wtedy może być z nim gorzej. Pocisk minął mężczyznę, ale rękaw jego koszuli zajął się ogniem. Mój przeciwnik przetoczył się po ziemi próbując zgasić ogień podbiegłam do niego i wycelowałam następna strzałę w jego skroń.
-Nie ruszaj się, bo inaczej zmienisz się w szaszłyk.-Powiedziałam i w tedy to usłyszałam ciche miarowe dudniące w czaszce wycie Wolfa. Rozległo się więcej krzyków. Krzyczał strzelec, tradycjonalista i bleyderka.
-Mary przestań!-Zawołałam podbiegając do mojej przyjaciółki i szarpiąc ją za ramię. Spojrzałam na mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem i przywołała Wolfa.- Wszystko w porządku?
-Zależy.-Powiedziała przecierając oczy.-Co z nimi?
-Wygląda na to, że nic im nie jest.-Powiedziała Kelly podchodząc do nas.- Nieźle ich wystraszyłaś niema, co.
-Nie wiem, co się stało.-Tłumaczyła się szatynka.- Ta dziewczyna wystrzeliła bey’a we mnie, a potem wszyscy leżeli na ziemi.
-Hahaha.-Zaśmiał się jasnowłosy mężczyzna podnosząc z podłogi. Papieros, który trzymał dotąd w ustach tlił się gdzieś w okolicach kołnierza jego koszuli.-Jak na koty jesteście całkiem dobre. Jestem Bastien.-Powiedział wyciągając do nas rękę.
-Jak dla mnie możesz być nawet angielską królową.-Warknęła Hawana.-Pozbieraj tych zdechlaków i wołaj Tsubase.
Strzelec cofnął dłoń w łożył ja do kieszeni i wyją stamtąd kolejnego papierosa, którego niespiesznie zapalił, po czym wyszedł, a jego zdechlaki za nim. Tsubasa pojawił się chwilę później. Zamiast twarzy ta sama, co zwykle pokerowa maska.
-Podobała się pokazówka?-Zapytałam Mary takim tonem, że równie dobrze mogłaby go opluć.
-Jeszcze tylko badania i będziecie wolne.-Odparł.
Mary wciągnęła swoje ramie z moje uścisku i wsadziła w uszy słuchawki.
-Byle szybkie.-Burknęła.
Po tej jakże miłej wymianie zdań zostałyśmy zaprowadzane do części medycznej WBBA. Pierwsze, co, rzuciło mi się w oczy to brak okien.
Nie będę miła jak uciec.-Przebiegło mi przez myśl, ale jakoś nie wzięłam tego na poważnie.
Lekarz wręczył mi niebiesko białe zawiniątko, które jak się później okazało było czymś na kształt szpitalnej koszuli i kazał mi się w to przebrać. Kiedy o już zrobiłam zostałam poproszona wystrzelenie Iskry we wskazane miejsce i położenie się na blacie wystającym z wielkiej tuby. Gdy już wszystko było tak jak pan starszy z doktoratem chciał wspomniany wcześniej schował się z ścianką z barwionej na fioletowo pleksy, a blat, na którym leżałam wsunął się do tuby. Otoczyło mnie przyjemne ciepłe światło. Z niewiadomych przyczyn byłam bardzo podekscytowana tym, co się wokół mnie działo. Czułam jak Iskra wiruje niedaleko mnie. Nie wiedziałam nic oprócz światła, ale mi to nie przeszkadzało mało tego cieszyło mnie to do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłam się cicho śmiać. Gdy to badanie dobiegło końca czekało mnie jeszcze pobieranie krwi, po którym mogłam się przebrać zabrać, co moje i wyjść.
Dziewczyny czekały na mnie za drzwiami.
-No i jak?-Spytała Kelly.
-W porządku.-Odparłam.
Tsubasa pokierował nas jak trafić do wyjścia i już tym razem bez, żadnej eskorty spokojnie szłyśmy sobie korytarzem, którym co i rusz ktoś przebiegał.
-Może to i głupio zabrzmi.-Zaczęła Hawana.-Ale skoro już jestem zmuszana do pracy z kimś to cieszę się, że trafiłam akurat na was.
-Masz rację. –Odparłam.-To bardzo głupio brzmi.
Rozdział 3 za nami. Boże co to były za dwa tygodnie. Szkoła, testy maturalne, sprawdziany, do tego jeszcze badanie wyrabianie tymczasowego dowodu i na dokładkę zamartwianie sie wszystkim na zapas bo bez tego chyba nie była bym sobą. Mniejsza najważniejsze, że już jest weekend i można trochę odetchnąć...jak już sie wszystko sprzątnie. A jak wam minął pierwszy tydzień szkoły?
Czekam na odpowiedzi.
No to ja sie z wami żegnam.
Do następnego posta
Hania.