czwartek, 10 marca 2016

Rozdział 79

Mary

-Dzięki Bogu żyje.-Powiedział Alex wstając odchodząc od nieruchomego ciała swojego brata.-Powinniśmy zadzwonić po pogotowie.
-Jestem pewny, że czekają już na dole.-Stwierdził Tsubasa.
-No, więc Alex.- Zaczęła. Ines przywołując Iskrę i chowając ja do pudełka przy pasku.  Mamy chwile spokoju wiec powiedź jak to z tobą jest i co możesz dla nas zrobić?...Albo nie ty powiesz to, co chce wiedzieć, a potem ja powiem ci, co masz zrobić. Zgoda?
-Tak.-Odparł chłopak, który wydawał się troszeczkę zdenerwowany.
W sumie, kto by nie był przed chwila zmasakrowałam mu brata.
-No, więc? O co chodzi z tymi całymi twoimi zmiennymi poglądami?-Spytała jasnowłosa opierając rękę na biodrze.
Alex spojrzał na mnie przepraszająco odetchnął głęboko i powiedział:
-Gdy miałem 11 lat stwierdzono u mnie „did”. Lekarze podawali mi różne psychotropy, ale to nic nie dawało, bo ich nie łykałem…
-Chwila.-Przerwała mu Kelly.-Co to jest did?
-Mam rozdwojenie jaźni inaczej osobowość wieloraka lub właśnie did.
-Dlaczego nie przyjmowałeś leków?-Spytała Ines sprowadzając Alex’a z powrotem na właściwy tor.
-Ponieważ nie chciałem, żeby one go zabiły.-Powiedział patrząc w ziemię.
-Go?-Dopytywała liderka.
-Alex’a. Tak ma na imię.-Wyjaśnił szybko-Przepraszam, że nie powiedziałem ci o tym od razu, ale on cię nie lubi i bałem się, że jak dowiesz, że mam ten cały did-otarł dłońmi spływające mu po policzkach łzy.- To nie będziesz chciała mnie już nigdy widzieć, a ja nie był bym wstanie tego znieść tak samo jak nie był bym wstanie go zabić, ale skoro już o nim wiesz to pewnie i tak nie chcesz mnie znać.-Musiał zdjąć okulary, żeby przetrzeć oczy, bo przez łzy nic nie widział.- Gdy poszedłem porozmawiać z Doji’m żeby to przerwał. Jego ludzie przyprowadzili związaną Angel i powiedzieli, że jeśli nie sprawie, że mnie znienawidzisz to ją zastrzelą. Ja sam nie mógłbym powiedzieć tego wszystkiego, a nie przeżyłbym gdyby z mojego powodu zabito człowieka, dlatego wtedy pozwoliłem mu przeciąć kontrole. Niewiedziałem, że będą chcieli was wysadzić w powietrze. Przysięgam!-Umilkł na chwilę próbując jakoś się ogarnąć.-No teraz wiecie już wszystko.-Powiedział zakładając z powrotem swoje szkła.
Jakbym dostała nożem prosto w serce. Część mojego najlepszego przyjaciela mnie szczerze nienawidzi. To, co tamtego dnia mi wygarnął było najszczerszą prawdą.
Podeszłam do niego i popatrzyłam w jego smutne ciemne oczy i powiedziałam;
-Nigdy więcej nawet nie waż się myśleć, że mogłabym cię nienawidzić.-Przytuliłam go delikatnie, na co odpowiedział tym samym.
Staliśmy tak dłuższą chwilę, ale pewna wymiana zdań nam przerwała.
-Kelly, co myślisz?-Spytała nasza pani kapitan.
Niebieskowłosa wyglądająca na dosyć zmęczoną życiem z mrużyła oczy i popatrzyła na naszą dwójkę.
-Nazwij mnie szaloną, ale mu wierzę.-Powiedziała w końcu.
-Okay uznajmy, że ci wierzymy.-Zaczęła Ines.-Wiesz gdzie jest Kyoya, Ryuga albo Eagle?-Otworzył budzie, żeby coś powiedzieć, ale dziewczyna mu na to nie pozwoliła.- Wiem, że wiesz. Masz nas tam zaprowadzić.
-Wiem gdzie jest Kyoya i Eagle, ale naprawdę nie mam pojęcia, co się dzieje z Ryugą- przyznał.
-W takim razie prowadź.-Zadecydowała liderka.-Acha i pilnuj swojego elterego nie chciałabym musieć do ciebie strzelać.
-Kurwa!-Krzyknęła Kelly szarpiąc pudełko na lewym ramieniu.
-Co jest?-Spytał Tsubasa.
-,”Co jest?"-Powtórzyła jadowitym tonem.-Raczej, kogo niema.-Powiedziała z naciskiem.
-Spokojnie przecież go tutaj nie zostawimy.-Powiedział.
-Niby, czemu!? W końcu jest martwy! Poza tym to potwór!-Wrzeszczała w dalszym ciągu szarpiąc pudełko.-Co szkodzi WBBA go tutaj zostawić!? Przecież martwy potwór jest lepszy od żywego!!!
-Kelly wiem, że jesteś sfrustrowana, ale wiem też, że nie powiedziałabyś czegoś takiego.-Mówił spokojnie, ale stanowczo-To nie są twoje słowa tylko Drago. Więc proszę opanuj się, bo on nigdy nie chciał dla ciebie dobrze.
Dziewczyna zacisnęła zęby i zwróciła się do nas, ale miałam wrażenie, że patrzyła głównie na mnie:
-Przepraszam. Chodźmy już. Nie wiadomo, co gdzie jest ta psychopatka w kitlu i co zamierza zrobić.
-Dobrze.-Ines na nowo przejęła kontrolę nad sytuacją.-Alex. Mógłbyś?
Chłopak wzdrygnął się słysząc swoje imię i gorliwie pokiwał głową.
Coś trzasło i z balkonu, na którym jeszcze chwilę temu obserwował nas Doji posypały się iskry.
-Chyba padł system pochłaniania energii.
-I dobrze.-Burknęłam.
Ruszyliśmy korytarzami. Przemieszczaliśmy się szybko niemal nie napotykając na swojej drodze oporu. Kiedy w końcu stanęliśmy przed odpowiednimi drzwiami wpadłam do środka razem z nimi.
Zdążyłam zarejestrować trzy rzeczy.
Celest krzyczącą coś o tym, że jeśli nie będzie jej to nie będzie niczyj, Kyoye krzyczącego z bólu i zakrwawiony skalpel w dłoniach kobiety. Nie zastanawiając się długo strzeliłam i rozkazałam Wolfowi wyć. Od teraz sterowałam strachem kobiety, która odważyła się podnieś rękę na mojego brata.


***
Kobiety zalazły się w ciemnym lesie. Do Brunetki natychmiast przypadły wilki chwytając w swoje masywne szczęki jej kończyny unieruchomiły ją zadając jej przy tym bolesne rany.
-Widzisz. Mogę zrobić z tobą, co tylko zechce.-Mówiła Mary chodząc wokół swojej ofiary.-Jak mogłaś do tego w ogóle dopuścić? Przecież twoje maszyny powinny nas powstrzymać. Zawiodłaś wszystkich. Wszystko, nad czym pracowałaś legło w druzach, bo nie podołałaś zadaniu. Tak samo jak w WBBA wszystko spierdoliłaś i to, dla kogo? Dla Doji'ego. Faceta, dla którego jesteś tylko nic nie wartą marionetką. Pionkiem w jego grze.
-Nie! To nieprawda! On mnie kocha!-Krzyknęła kobieta wyszarpując prawą rękę z paszczy bestii, co poskutkowało rozszarpaniem jej żył. Krew trysnęła z rany i natychmiast zaczęła wsiąkać w ziemię. Do brunetki przybiegły kolejne wilki, które dodatkowo gryzły jej ciało.
-Przecież dobrze wiesz, że to prawda. Niby, po co potrzebna mu była Betty?-Mary wyciągała na światło dzienne wszystkie lęki i wątpliwości Celest.- Zabawiał się z nią tuż pod twoim nosem, a ty nic nie mogłaś zrobić.-Szatynka przechadzała się pomiędzy bestiami od czasu do czasu nadeptując na ciało swojej ofiary nie chcąc by monotonia przedwcześnie odebrała jej przytomność.-Wiesz, czemu robię to wszystko?-Spytała szeptem opierając obutą w ciężki glan stopę na klatce piersiowej Celest i pochylając się nad nią-Bynajmniej nie przez to, że porwałaś tych wszystkich ludzi, nie, dlatego, że starałaś się mnie zabić, nie, dlatego, że kazałaś Alex'owi powiedzieć to wszystko. Jakoś bym to wszystko przeżyła. Niszczę cię, dlatego, że podniosłaś rękę na mojego brata. Właśnie, dlatego każdej nocy, aż do twojej usranej śmierci będę cię nawiedzać i zmieniać każdy sen w koszmar, a każdy koszmar w najstraszniejsze piekło.-Dziewczyna wybuchła głośnym niekontrolowanym obłąkańczym śmiechem, po czym jej ciało zaczęły wykręcać niekontrolowane spazmy, które odepchnęły ją od jej ofiary.
Dziewczyna padła na kolana i zaczęła palcami ryć ziemie, gdy jej ciało stopniowo się zmieniało.
Widząc to wilki podkuliły ogony i umknęły do lasu, w którym rozpłynęły się niczym cienie.
Oswobodzona Celest sparaliżowana perz wszechogarniający ją strach wpatrywała się jak twarz oprawcy zmieniła się w długi uzbrojony w szereg ostrych jak brzytwa kłów, jak jego ciało, które zadawało się być rozrywane przez prężące się pod skórą mięśnie i przesuwające się kości porasta gęstym futrem, a niebieskie oczy błyszczą dziko.
To już nie była ta sama dziewczyna, która kilkanaście dni temu narzekała na to, że za dużo je.
To nie była ta sama dziewczyna, która płakała słysząc jak jej przyjaciel na nią bluzga.
To była prawdziwa bestia, która zawyła głośno i donośnie oznajmiając wszystkim w, kół, że nareszcie jest sobą.
W tym właśnie momencie adrenalina wstąpiła w żyły kobiety, która mimo rozległych ran rozpoczęła rozpaczliwą ucieczkę przez niekończący się las jej najgorszych koszmarów.
Ogromne czarne monstrum podążało za swoją ofiarą, która próbując przednim uciec wpadała na drzewa potykała się o wystające korzenie, ale nieprzerwanie biegła zaślepiona panicznym strachem, który opanował jej genialny niegdyś umysł.
Wilk nie spieszył się by ja dopaść. Bawił się nią. Pojawiał się z lewej wył przeraźliwie po tylko po to by rozpłynąć się w ciemność i pojawić po drugiej stronie.
W pewnym momencie Celest wybiegła na sporą polane, która stała się miejscem jej największych cierpień. Bestia była tuż za nią i widząc gdzie się znalazły uznała, że to najlepsze miejsce by dokonać swojej zemsty. Skoczyła na kobietę i zaczęła szarpać jej ciałem na wszystkie strony. Zatapiała zęby głęboko do samych kości i dalej. Ból, jaki tym sprawiał był tak przeogromny, że można by go porównać tylko piekielnych męczarni.


 ***
Kelly

-Tsubasa ratuj!- Zdążyła krzyknąć ta psychopatka zanim dopadł ją atak Wolf ‘a.
Tak Tsu już biegnie ci na pomoc.-Mimowolnie spojrzałam na mojego znajomego z D.N. Właśnie rozmawiając z Kyoyą próbował go odczepić od wielkiego metalowego łóżka.
Poharatane ramie znowu dało o sobie znać palnąć żywym ogniem. Pierdolony Drago. Jeszcze chwila i wypali mi dziurę w tej ręce. Otori się pomylił była bym w stanie powiedzieć to wszystko bez pomocy tej przerośniętej jaszczurki.
Usłyszałam syk (Dziwne, że przebił się przez wrzaski Celest), potem ściana otworzyła się w jednym miejscu wypuszczając chmurę dymu i z jej środka wyszedł Tsubasa.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Co innego widzieć jednego mechanicznego Ryuge, a co innego dwóch identycznych jak dwie krople wody Tsubasów (nie wiem jak to się odmienia...Tsubas?). Chłopak osłonił się od rażącego światła lamp, po czym z zafascynowaniem zaczął oglądać swoją dłoń zupełnie jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
-Eagle.-Powiedział prawdziwy Tsubasa z nutą niepewności w głosie. Numer 2 spojrzał na niego wystraszony zaistniałą sytuacją. W końcu nie codziennie twoje skrzydła zamieniają się w jakieś dziwne pozbawione piór kończyny.- Zaopiekuj się Hikaru.-Rozkazał wskazując niebieskowłosą dziewczynę tymczasowo leżącą na ziemi z braku ludzi w stanie ją ciągle trzymać (ja jej nie dotknę, bo zabiję).
Eartch Eagle pokiwał głową zachwycony, że może to zrobić i wziął tą głupią laleczkę WBBA na ręce. Widać tylko Drago miał ochotę się znowu zbuntować. Nota bene zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje wściekł się parząc mi ramię jeszcze bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Nagle Mary wybuchła głośnym i zdecydowanie nie jej śmiechem.
O kurwa.-Pomyślałam.-Stało się.
-Mary, co się dzieje?-Spytała Ines drżącymi głosem. Ona też zauważyła, że coś jest nie tak.
-Ona się zatraca!-Krzyknęłam podbiegając do łóżka, na którym leżał Kyoya.-Jeżeli chcesz mieć jeszcze siostrę to coś zrób!-Wrzasnęłam mu prosto w twarz.
-Ona już dawno nie jest człowiekiem.-Powiedział Alex, po czym sam zaczął na siebie krzyczeć.-Nie mów tak! Musimy jej pomóc! Zrozum ona jest potworem i właśnie teraz to najlepiej widać.
Przestałam słuchać kłótni Alex'a z samym sobą i zwróciłam się do przytomnych w tym pomieszczeniu.
-Jeśli zaraz jej nie wyrwiemy z tego to całkiem się w tym zatraci i już nigdy nie wróci do siebie. Potrzebujemy wstrząsu, który się do niej jakoś przebije. Na nich nie możemy liczyć mnie nie znosi, więc zostaliście wy. Wymyślcie coś szybko albo ją stracimy na zawsze.
Przez dłuższą chwilę wszyscy milczeli myśląc gorączkowo poza Alex'em, który chyba płakał nie wiem nie obchodzi mnie to.
W końcu Yoyo podniósł się z łóżka, po czym upadł na Mary, dzięki czemu jakoś stał na nogach i krzyknął:
-Mary wiem, że ci tego nigdy nie powiedziałem, ale cię kocham! Jesteś moją starszą siostrą, więc się obudź i mną zajmij!
Mary otrząsnęła się i widząc Kyoye, który opierając się o nią ledwo trzyma się na nogach wybuchnęła płaczem i mocno go przytuliła.
-Kyoya ja przepraszam jestem okropna.-Udało jej się wykrztusić pomiędzy atakami szlochu.- I ja... I ja... I ja ciebie też.-Teraz ryczała już bez opamiętania.
-Już dobrze. Wszystko będzie dobrze.-Mówił uspokajająco Yoyo głaszcząc po głowie swoją siostrę. Ta sytuacja była dla mnie tak niespodziewana, że aż miałam ochotę zapaść się pod ziemię za te wszystkie przekleństwa, jakie wysłałam pod adresem któregokolwiek z nich. Szybko mi przeszło, ale jednak.
-Dobra trzeba cię stąd zabrać.-Powiedziała Mary wycierając nos i jakoś posadzić słaniającego się na nogach Tategamiego z powrotem na łóżku.-To coś ma jakieś kółka?-Spytała.
Wszyscy jak jedna osoba spojrzeliśmy na spód łóżka i faktyczne znajdowały się tam długie pręty zakończone gładkimi metalowymi królami.
-Jakiś pomysł jak zrobić tak, żeby to działało?-Zagadnęłam mądrze.
-Pilot.-Powiedział Tsubasa wstając, na co krew z twarzy Kyoy całkiem odpłynęła.-Celest powinna mieć go przy sobie. Podbiegłam do przerażonej kobiety, która łykając łzy rwała swój biały kitl w długie pasy i obwiązywała nim różne części swojego ciała. Nie wiem, co dokładnie teraz widzi, ale to nie może być miłe. Mary na początku wydawała mi się kompletną amatorką, ale teraz już wiem, że wiele potrafi... Nie jestem pewna czy to jest powód do radości.
Wzięłam do ręki pilot, który leżał koło teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć wariatki i zaniosłam go Tsubasie.
-Zrób z tego użytek i znajdźmy wreszcie Ryugę.-Powiedziałam podając mu urządzenie.
Drago słysząc imię swojego bleydera poparzył mnie jeszcze mocniej.
Odsunęłam się od grupki pochłoniętej rozkminaniem łóżka i oparłam się i framugę drzwi obok Eartch Eagle z nieprzytomną Hikaru na rękach. Bey patrzył na nią z fascynacją. Ciekawe, co on w niej takiego widzi....
Kończmy już tę farsę. Niech mnie tu zostawią zabiorą swoich rannych do szpitala, a ja rozbiorę Dark Nebule do ostatniego kamienia i znajdę Ryuge, albo niech stanie się cud i Ryuga się tu pojawi.
Poczułam, że w gardle rośnie mi ogromna gula zapowiadająca, że za chwilę coś we mnie pęknie.
-Jesteś z nami?-Usłyszałam pytanie Ines. Czy jestem z nimi? Możliwe. O ile oni nie są przeciwko mi i Ryudze.-Haloo żyjesz? Proszę tylko tu znowu nie odlatuj.-Czyli nie oto jej chodziło.
-Jeszcze żyje.-Odparłam.-To, co teraz pani kapitan?
-No, a kogo brakuje?-Odpowiedziała pytaniem na moje pytanie.
-Ryugi.
-No, więc...?
-Idziemy po niego.
-Grzeczna dziewczynka, a teraz się zastanów gdzie może być.
A skąd ja to mam wiedzieć?
Zamknęłam oczy.
‘’No dalej wysil swoje cztery szare komórki. Gdzie wstawiłabyś cele swojego najgorszego wroga?’’ Zdawał się mówić Drago w mojej głowie.
Bilsko siebie, żebym mogła słysząc jak wrzeszczy z rozpaczy, kiedy go torują, żebym mogła podziwiać, jaki jest sponiewierany i bezradny jest, albo jak jeszcze walczy, chociaż wiem, ze to bezcelowe.
Otworzyłam oczy i już wiedziałam.
-Za mną!-Krzyknęłam i ruszyłam przed siebie.
Jest tylko jedno miejsce gdzie Doji mógłby trzymać Ryuge. Jedna jedyna cela stojąca blisko jego gabinetu. Cela stojąca przy wiecznie pustym korytarzu. Cela z mnóstwem ekranów idealna do przypominania ci twojej wielkiej porażki.
Wpadłam na korytarz, który natychmiast zaczął powtarzać moje kroki, ale też krzyki reszty drużyny, na które chwilowo nie byłam w stanie zwracać uwagi.
Gdzieś tu jest Ryuga.
Dopadłam drzwi i zaczęłam z całej siły uderzać w nie pięściami krzycząc.
Odciągnęła mnie od nich dopiero Mary.
-Ej ej ej gołymi rękami tego nie otworzysz.-Powiedziała ciskając mnie w pasie i odsuwając się zemną aż do drugiej strony korytarza.
-Co to jest?-Spytałam, gdy zobaczyłam jak Ines przyczepia coś do drzwi.
Pik      pik      pik
-Kelsi powiedziała, że to otworzy wszystkie drzwi.-Stwierdziła liderka.
Pik   pik   pik   pik
-Jak Kelsi tak powiedziała.-Uspokoiłam się- To pewnie jakiś deszyfrator.
Pik  pik  pik  pik  pik
-Pewnie tak…-przyznała Mary.
Pik pik pik pik pik pik  
-…TO JEST BOMBA!!! WSZYSCY WIAĆ!!!-Ryknęła szatynka biegnąc razem zemną jak najdalej od drzwi.
Pikpikpikpikpikpikpik
BBBBBBBBBBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUMMMMMMMMMMMM!!!!!!!!
Podniosłam się z ziemi i pognałam w stronę wyważonych drzwi. Odrzuciłam na bok kawał metalu torujący mi drogę i zobaczyłam najspokojniej w świecie medytującego sobie Ryuge.
-Nie spieszyłaś się.-Powiedział otwierając oczy.
-Ty też nie wyglądasz na kogoś gotowego do ucieczki.-Odparłam i rzuciłam mu się na szyje.-Tak bardzo tęskniłam.- Szepnęłam cicho tak żeby tylko on mógł mnie usłyszeć.
-Kelly?-Zapytał. Gula w gardle postanowiła zrobić sobie wielki powrót. Coś było nie tak był zbyt ciepły. Zębami ściągnęłam rękawiczkę i goła dłonią dotknęłam jego czoła. Było gorące tak, że aż parzyło.
-Jasny gwint ty masz gorączkę!-Krzyknęłam.
-Ja też tęskniłem.-Odparł szeptem. 
-Tsubasa rusz cztery litery i mi pomórz.-Rozkazałam spanikowana
Następne kilkadziesiąt minut przeleciały mi przez palce. Pamiętam tylko Ryugę, to, że nagle ktoś zaczął nas gonić i coś krzyczącą Ines. Z tego transu obudził mnie dopiero gwałtowny ból policzka.
-Wróciła!-Krzyknęła Mary chyba do reszty drużyny.
-Czy ty mnie uderzyłaś?-Spytałam chwytając się za mocno piekący policzek.
-Nie było z tobą, żadnego kontaktu.-Usprawiedliwiła się.
-I to jest powód, żeby bić mnie po twarzy?
-Nie, ale najwyraźniej działa.-Powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
-Gdzie Ryuga?-Spytałam, kiedy zorientowałam się, że niema go obok mnie.
-W limuzynie.-Odparła, a gdy spojrzałam na nią jak na idiotkę wskazała długi czarny samochód stojący za nią.
Zeszłam z maski jakiegoś sportowego samochodu, którego nazwy za całe Chiny nie mogłam sobie przypomnieć i podbiegłam do limuzyny. Szarpnęłam drzwi i weszłam do środka Ryuga faktycznie tam siedział. Głowa opadła mu bezwładnie na oparcie był nieprzytomny. Przerażona sprawdziłam jego funkcje życiowe i przypięłam go dla bezpieczeństwa pasami. Dopiero wtedy, jako tako uspokojona zaczęłam dostrzegłaś resztę świata, a mianowicie Kyoye, w dalszym ciągu nie przytomną Hikaru w ramionach Eartch Eagle i dalej związanego Alex'a przebywających razem z nami w samochodzie.
-Co się gapisz?-Warknęłam, na co Kyoya tylko prychnął coś pod nosem i odwrócił wzrok, a Alex z zakłopotaniem wbił swój wzrok w czubki butów.
Niechętnie wyszłam z auta i natychmiast stanęłam twarzą w twarz z wściekłą panią kapitan, która chwilę wcześniej do szczętu stopiła zamki ogromnych drzwi ostatecznie odcinając pogoni drogę.
-Nie wiem, co się z tobą dzisiaj dzieje, ale nie życzę sobie więcej takich akcji z twojej strony.-Powiedziała z pokerową twarzą jednak słabo tłumiąc ulgę w głosie.
-Co nas ściga?-Spytałam chcąc pokazać, że w pełni wróciłam do siebie.
-Pająki.-Odparła krótko.
Czyli ani Doji, ani Celest nie byli ich obecnym liderem. Pewnie tylko z nimi współpracował, a teraz chce wziąć odwet za zabicie jego ludzi. Dziwne myślałam, że po prostu się usuną, ale widać dowodzi nimi jakiś narwaniec.
-Mamy jakiś plan?
-Wydostać się stąd i zawieść rannych do szpitala. Tsubasa ja ci idzie?
-Zaraz powinien...-W tym momencie samochód zamruczał jak zadowolony kocur.-Wszystko gotowe.
-Dobra Mary odpalaj.-Rozkazała Ines, po czym wróciła się do mnie.-Pakuj cztery litery do auta albo cię zostawimy.
Dwa razy nie musiała mi powtarzać da wyścigi dopadliśmy do samochodu. Ja i Mary na tylne siedzenia, a z przodu pojazdu tuż po eksplozji dało się słyszeć pewną wymianę zdań.
-Co ty wyprawiasz? Ja prowadzę.
-Chyba śnisz. Tutaj ja dowodzę mamy rannych, a ty zawsze się wleczesz.
-Ja się wlekę?-Samochód ruszył z kopyta i wyleciał na drogę z głośnym hukiem, a ja zostawiłam żołądek na parkingu i poleciałam na ścianę oddzielającą pasażerów od bagażnika.
-Tak wleczesz się zawsze się przez ciebie wszędzie spóźnialiśmy.
-Przeze mnie?
-Nie patrz na mnie jak do ciebie mówię patrz na drogę.
-Ty...
-Na...na...NA DROGĘ PATRZ!
-NIE WIESZ, ŻE NIE KRZYCZY SIĘ NA KIEROWCĘ W TAKCIE JAZDY!?
-I, KTO TO MÓWI!?
-MOGLIBYŚCIE SIĘ WRESZCIE ZAMKNĄĆ!?-Ryknął Kyoya.
-NIE!-Odkrzyknęły nasze gołąbki mknąc ulicami Tokio.
-Mamy ogon.-Powiedziała Mary wyglądając przez okno.
Walcząc z napadami nerwowego śmiechu poczłapałam do okna i zobaczyłam całą hordę pająków goniących nas na motorach.
Zanim zdążyłam zdać raport jeden z pająków wyjął karabin maszynowy i zaczął strzelać. Kule wybił rząd dziur w drzwiach samochodu tuż koło mojej głowy, a ja z piskiem godnym postaci z horroru, (chociaż temu było chyba bliżej do śmiechu) upadłam na podłogę w aucie.
-Ines depnij gaz my zajmiemy się resztą.-Powiedziała szatynka, a widząc jak Kyoya próbuje się podnieś dodała.-Nawet o tym nie myśl. Praktycznie nie masz władzy w nogach.
-Nie strzelam nogami.- Odparł.
-Za to mielisz ozorem.-Warknęła.-Dopasuj się do reszty grupy, strać przytomność i pozwól nam robić swoje.
Otworzyłam oko dachowe i wystrzeliłam prze nie Białą, która natychmiast przylega do dachu auta.
-Lodowa Przeszkoda.-Polecenie natychmiast zostało wykonane, a ja zyskałam idealną pozycje do obrony najważniejszej limuzyny na świecie.
Nasi przeciwnicy skupili swój atak głównie na strzałach z broni palnej, więc trzeba było im ją jakoś odebrać…
-Wolf Wyj!- Krzyknęła Mary wychylając się przez jedno z bocznych okien do tego stopnia, że w samochodzie zostały jej tylko nogi.
Jej bey uderzył w asfalt i wydobył z siebie bardzo silna fale, która uderzyła w przeciwników, po czym powrócił do szatynki. 
-Nieźle.-Powiedziałam na tyle głośno by mogła mnie usłyszeć.
Uśmiechała się do mnie w odpowiedzi, po czym krzyknęła:
-Twoja lewa!-Bez namysłu zamachnęłam się w tamtą stronę batem, który owinął się wokół karabinu pociągnęłam bat do siebie wyrywając tym samym bat z dłoni przeciwnika i sprawiając, że kierowca motoru stracił kontrole nad pojazdem i został daleko w tyle.
Coś mocno drażniło moje oczy. Coś żółtego, co chwila gasło i zapalało się gdzieś w okolicach tyłu samochodu. Wychyliłam się zza osłony tak by móc zobaczyć, co to, po czym ryknęłam śmiechem i krzyknęłam na cało gardło.
-Ines jesteś moim bogiem!-Kto normalny włącza kierunkowskaz w trakcie pościgu!?
Samochód ostro skręcił, a ja prawie wypadłam z okna, bo przez mój wybuch śmiechu zapomniałam się trzymać. Wjechaliśmy w uliczkę pełną różnych restauracji, barów sushi i innych fast food’ów.
-Później wystawisz mi kapliczkę, a teraz czy ktoś jest głodny?-Kolejna fala śmiechu utrudniła mi płynne wydawanie poleceń Białej.
Wybrałaś sobie idealny moment żeby zwariować.-Pomyślałam, a w tedy moje oczy zaczęły drażnić kolejne światła niemające nic wspólnego z kierunkowskazem, ani bilbordami w okuł mnie.
Waszą kotkę i jej drużynę goniły teraz psy.
Wskoczyłam do środka limuzyny.
Co teraz? Co teraz!!!Coterazcoterazcoterazcoterazcoteraz!!!!
Pająki można wystrzelać, ale bez względu na to ilu policjantów się pozbędę na ich miejsce pojawiać się nowi. Ucieczka nie wchodzi w grę. Ryugę i całą resztę trzeba zabrać do najbliższego szpitala, ale gdy tylko się tam zatrzymamy wszyscy trafia do więzienia.
Myśl Kelly. Myśllllllllll.
W jakim wypadku policja mogłaby puścić wolno kogoś, kto przed chwilą zdemolował budynek w środku miasta trwale okaleczył o ile nie zabił ludzi znajdujących się w jego środku, stawia opór przed aresztowaniem i w moim przypadku od około roku jest poszukiwany przez policje?
Odpowiedź brzmi w żadnym. Trafię do więzienia bez względu na to, co zrobię, ale reszta może się jeszcze z tego wywinąć.
Przywołałam do siebie Białą załadowałam nią kuczer i krzyknęłam na całe gardło ponownie wystawiając głowę przez dachowe okno:
-Mam zakładników! Nie zbliżajcie się, bo ich rozwalę!-Ani trochę nie w stylu Betty, ale co z tego najważniejsze, żebym to ja była tutaj ta zła, a cała reszta to moi zakładnicy zmuszeni przeze mnie do zrobienia tych wszystkich złych rzeczy.
-Kelly, co ty….?-Spytała Mary patrząc na mnie z niezrozumieniem, ale nie pozwoliłam jej dokończyć.
-Zamknij się i strzelaj, jeśli chcesz, żeby twój brat jeszcze kiedyś zagrał!-Krzyknęłam głośno tak, żeby nie tylko siedzący wewnątrz samochodu ludzie mnie słyszeli, ale też policjanci i cała okolica.
 W tym momencie Ines zajechała na parking przed szpitalem.
-Co ty robisz głupia kurwo!? Miałaś jechać na lotnisko!-Ryknęłam mimo rosnącej w gardle guli.
-Nie widzisz ze to już koniec nie uciekniesz przed nimi! Przegrałaś!-Dzięki Ines na ciebie zawsze można liczyć.
Zacisnęłam zęby nie wiedząc czy to element gry czy może  po prostu staram się powstrzymać łzy które cisną mi się do oczu.
Zostaliśmy otoczeni przez radiowozy pełne policjantów. Wyskoczyłam na dach tak, żeby wszyscy mogli spokojnie ustawić na mnie swoje celowniki. Niemal natychmiast zobaczyłam na sobie czerwole punkciki.
-Rżuć broń i załuż ręce za głowę.-rzuciłam daleko przed siebie bat i kuczer z którego wcześniej odpiełam Białą i założyłam ręce za głowę.
W ostatnim przebłysku bycia zimna suką za którą mają mnie wszyscy który poznali Betty stanęłam w wyzywającej pozie jakbym czkała, aż ktoś zrobi mi zdjęcie.
Nagle poczułam sile pchnięcie w plecy straciłam równowagę i upadłam na asfalt.
- Wkurwiasz mnie od samego początku-usłyszałam głos Mary- a teraz ratujesz mi dupe! Nie idę na to, sama tam nie pójdziesz!-Dwóch policjantów złapało ja pod ręce i gdzieś odciągnęli. Szamotała się i wrzeszczała jakieś przekleństwa, a ja patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Zanim udało mi się poukładać wszytko w głowię dostałam czymś w brzuch i zostałam zawleczona w bliżej nieokreślonym kierunku.
Tak i tak o to znalazłam się w opancerzonym radiowozie. Skuta, pozbawiona pazów, maski, batu i kuczera. Zostawili zemną bey’e.
Wiem, że to trochę dziwne zwarzywszy na to, co potrafi Drago, ale policjanci uważają, że wszystkie bey’e bez kuczerów są bezużyteczne. Słyszałam też o głośnej sprawie, w której pewien przestępca bodajże dowódca jakiejś tam mafii postradał zmysły, gdy zabrano mu bey’a niestety robił to zanim zdążono go przesłuchać, a gdy sędzia zobaczył wrak człowieka zamiast groźnego maszyny kazał go leczyć zamiast karać.
Pewnie, dlatego ja Biała i ta durna piekąca jaszczurka siedzimy tu teraz we trójkę.
***
Rażące światło lapy drażniło moje zmęczone oczy, gdy siedziałam w pokoju przesłuchań, którego jedna ze ścian została zamieniona na gigantyczne lustro weneckie, za którym siedziało penie mnóstwo ludzi. Patrzyłam na swoje odbicie przenikliwie tak jakbym mogła zobaczyć, co się dzieje po drugiej stronie.
Niestety jedyne, co widziałam to zmaltretowaną przez życie, zakrwawioną dziewczynę o podkrążonych oczach i potarganych włosach, na którą już nikt nie może liczyć nawet ja…
Oby tylko uwierzyli w tą historyjkę z zakładnikami i zajęli się Ryugą.  Świadomości, że niebyła bym mu wstanie pomóc nawet gdybym była wolna dobija mnie bardziej niż świadomość, że wżyciu z pierdla nie wyjdę…
Do pomieszczenia wszedł starszy już policjant trzymając w rękach grubą teczkę, a za zaraz za nim przedreptał jego goryl. Wielki i szeroki jak szafa. Na tle jego białej koszuli wyraźnie odznaczały się ciemne paski uprzęży, w której trzymał broń. Stał oparty o ścianę przy jedynych drzwiach i patrzył na mnie.
‘’Jeden fałszywy ruch i cię zastrzelę”-zdawały się mówić jego oczy, a widząc to spojrzenie uśmiechnęłam się łobuzersko i oparłam głowę na skutych kajdankami rękach, które z kolei opierałam na stole, przy którego drugim końcu siedział starszy policjant.
-Dwa bey’e. Całkiem sprytnie. Jeden, na co dzień, a drugi, gdy idziesz się zabawić?-Powiedział, co przyjęłam ze śmiechem.
-Ja się ciągle bawię.-Powiedziałam patrząc na niego spod lekko przymrużonych powiek.-Nie znoszę nudy jest taka przy bijąca i wyciąga z człowieka całą energie.
-Musiałaś się nieźle nudzić dzisiejszej nocy skoro urządziłaś napad przy użyciu porwanych przez siebie osób.-Łyknęli to.
-Nawet nie zdajasz sobie sprawy jak bardzo. Wiesz, co było w tym wszystkim najzabawniejsze? Przekonanie ich, żeby zrbili dla mnie wszystko.
-Ach tak? Przyzaje, że udało ci się ta dziewczyna, której groziłaś, że zrobisz coś jej bratu wierzyła, że uciekniesz dopóki nie podaliśmy jej środków uspokjajaących wreszczała jak opentana, żeby ja też zamknąć
-Urocze prawda. To się chyba nazywa syndrom sztokholmski-zaśmiałam się czując jak w środku przewracają mi się flaki.-Powiedz mi skarbie porozmawiamy o czyś konkretnym czy dalej będziemy ciągnąć zabawę w dobrego i naburmuszonego glinę?
-Wiesz zastanawia mnie, dlaczego kłamiesz? Działającej dotąd samotnie Betty nagle zaczęło zależeć na innych?-Co za wstrętny podstępny staruch.-Czy porostu porwanie czynnego agenta WBBA było dla ciebie zbyt trudnym zadaniem?-Wierzą tylko w część mojej historii.
Co teraz? Wymyśl coś idiotko. W końcu od czegoś masz ten wielki baniak na głowie.
Nie wymyśliłam nic…Nie od powiedziałam też na żadne zadane przez nich pytanie. Po prostu siedziałam i modliłam się w duchu, żeby dostały łagodny wyrok.
Wiedząc, że już nic zemnie nie wyciągną zaprowadzili mnie do celi sąsiadującej z celą Mary. Po dłuższej chwili do pustej celi obok mnie wprowadzili Ines.
Drobna jasnowłosa kobietka prowadzona przez dwóch goryli wyglądała dosyć groteskowo.
Pomyśl jak groteskowo będzie wyglądać w pomarańczowym kostiumie więziennym.
Dobrze wiesz, dlaczego ją to spodka tak samo jak Mary.
Nie potrafiłaś podołać głupiemu zadaniu i teraz zapłacisz za to nie tylko ty, ale też i one.
‘’Działającej dotąd samotnie Betty nagle zaczęło zależeć na innych?’’-Przez głowę przemknęły mi słowa przesłuchującego mnie policjanta.
 Betty może nie, ale Kelly na pewno…
-Przepraszam was. Tak się zawsze dzieje, kiedy ktoś mi pomaga. W końcu czarne koty przynoszą pecha.-Zaśmiałam się nerwowo z własnego kiepskiego żartu-Naprawdę przepraszam, że was w to wciągnęłam… Potrafię tylko gadać…
-Tak potrafisz tylko gadać.-Przyznała mi racje Mary.
Ałć..
-A my siedzimy tutaj za obrazę policjanta na służbie.-Kontynuowała szatynka-Potrafisz świetnie walczyć ogarniasz, co się okuł ciebie dzieje lepiej ode mnie… I przestań przepraszać, bo mnie tym wkurwiasz.
-Dzięki.-Powiedziałam uśmiechając się pod nosem zadowolona, że nit nie widzi, w jakim stanie teraz jestem.
Zasmarkana.
Zmaltretowana.
Bliska płaczu. Chociaż to, co się zemną zaraz stanie, jeśli się nie ogarnę normalny człowiek nazwałby pewnie histerią.
Jestem tu zamknięta. Nie wiem, co się dzieje z Ryugą. Nawet, jeśli wyleczą go z tego, co mu jest to przecież beze mnie i bez tej głupiej jaszczurki jest kompletnie bezbronny.
Ramie zapiekło boleśnie.
Wkurzona ciągłym bólem wyciągnęłam bey’a z pudełka. Moja Biała leżała gdzieś w moim staniku…z dwojga złego lepiej żeby ona niż to cholerstwo.
Spojrzałam na face blot Drago i wtedy po raz kolejny usłyszałam ten wkurzający głos w głowie.
-Przecież dobrze wiesz, że nie potrzebuje kuczera, żeby cię stąd uwolnić. Po prostu rzuć mnie na ziemie, a kiedy będą chcieli nas powstrzymać zniszczę ich. No dalej… Ryuga nas potrzebuje. Chyba nie chcesz go zawieść. Wypuść mnie. Zrób to. Pomóż swojemu jedynemu przyjacielowi. To jedyna droga inaczej zginie. Słyszysz? Zginie, jeśli zaraz nie pobiegniesz mu na pomoc.-Zawahałam się, a potem usłyszałam szczek metalu. 
-Wychodzicie.-Powiedziała z uśmiechem Madoka, która wychyliła się zza pleców policjanta.-Możecie podziękować za to Tsubasie.
Drago miał dużo racji, ale co do jednego się mylił. Ryuga nie jest moim jedynym przyjacielem.

Rozdział 79  za nami. Chce go zadedykować pewnemu anonimkowi któremu obiecałam, że wstawię go wcześniej.
Tak w sumie to zielonego pojęcia nie mam co tu napisać. W trakcie tego krótkiego tygodnia zdążyłam dostać dwa razy załamania twórczości spowodowanego prze moje odpowiedniki Mary i Ines, ale spokojnie już po wszystkim.
Kelly: Wiedzieliście, że Mary nie lubi żelek jak...
Mary: Normalnie!
Kelly: Oj już nie wściekaj się więcej dla mnie...Chcesz cukierka?
Mary:...Tak
No to ja się z wami żegnam.
Do następnego posta. 
Hania.

Ps. Wy macie coś nie tak z głową. 455 komentarzy! Pogrzało was do reszty!? Nie no. Żartuje ciesze się jak nie wiem. 

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 78


Kelly

A teraz spokojnie jak na wojnie. To laboratorium musi być na tym piętrze wystarczy je znaleźć.
Krew buzuje mi w żyłach, a od nadmiaru adrenaliny szumi mi w uszach. Wiem, że gdzieś tutaj jest Ryuga. Czuje to…Drago zresztą też. Mimo to, że siedzi w pudełku razem z tym śmiesznym kryształkiem, (który miał go rzekomo uspokoić) non stop parzy mi ramię-chce już do swojego pana.
-No, a myślisz, że co się dzieje z resztą drużyny?-Spytała Mary wyrywając mnie z transu.
-Zawsze możemy zapytać, ale obstawiam, że na pewno są zajęci.-Odparłam wycierając zasmarkany nos wierzchem dłoni, a właściwie próbowałam, bo jedyne, co wskórałam to to, że umazałam sobie nos świeżą warstwą krwi.
-W sumie racja.-Powiedziała szatynka idąc dalej.
-Chcesz chusteczkę?-Spytał Alex grzebiąc w jednej z wielu kieszeni spodni, a potem podając mi całą paczkę i uśmiechając się miło.
Spojrzałam na chusteczki tak jakby były, co najmniej tykającą bombą, ale ostatecznie ich użyłam.
-Dzięki.-Rzuciłam oddając paczkę.
-Niema, za co.-I znowu się menda szczerzy…
Co jest nie tak z tym gościem?
Gdybym nie obiecała Mary, że go nie ruszę już dawno leżałby na ziemi zwijając się z bólu. W co on z nami gra?
Nikt normalny po próbie wysadzenia w powietrze nie podchodzi sobie od tak do celu z szerokim uśmiechem na ustach nie pozwala się przytulic osobie, której szczerze nienawidzi nie daje się związać, a tym bardziej nie oferuje chusteczek zasmarkanemu oprawcy. Po prostu nie i koniec. Ten facet sam sobie zaprzecza. On jest jakimś pierdolnym błędem w matriksie…
-To tutaj.-Stwierdziła Mary, która jako jedyna z naszej trójki miała jeszcze kontakt z ‘’bazą’’.
-No to niema, na co czekać.-Strzeliłam w panel sterujący szklanymi drzwiami i ostatnia przeszkoda zeszła nam z drogi.
Wbiegliśmy do środka bez zastanowienia i w z tego, co ogarnęłam to w ostatnim momencie. Hikaru leżała już na łóżku wokół niej krzątali się naukowcy, a jej Aquario wirował obok w zamkniętej szklanej kopule.
-Biała Prawdziwe Lodowe Objęcia.-Mój bey jednym ciosem zmiótł z drogi psychopatów w kitlach i unieruchomi ich przyczepiając do podłogi ścian i innych takich.
-No proszę, kogo my tu mamy.-Głos Doji’ego wypłynął z głośników, a on sam patrzył na nas z czegoś w stylu balkonu widokowego oddzielnego od sali operacyjnej grubym szkłem.-Jestem pod wielkim wrażeniem tego, że udało wam się dotrzeć, aż tutaj.
-Doji jeszcze nie jest za późno możesz to jeszcze wszystko jakoś odkręcić.- Zawołał Alex wyrywając się na przód naszej grupy.-Wystarczy, że wypuścisz więźniów i oddasz się w ręce policji.
-Oddać się w ręce policji? Czy ty się słyszysz? Nasz ojciec się teraz przez ciebie w grobie przewraca. Co ci się tak nagle odmieniło? Nie dalej jak kilka godzin temu w pełni popierałeś mój plan.-…Chwila ‘’nasz ojciec’’? W tym piegowatym ustrojstwie płynie krew Doji’ego? Psychopaty, który sprowadził na moje życie wszystko, co złe, a ja w dalszym ciągu nie mogę mu nic zrobić.
-To nie byłem ja.-Krzyknął w odpowiedzi chłopak.
-Jak nie ty, kto?-Doji wydawał się być tak samo skołowany jak my jednak szybko się ogarnął.-Mniejsza z tym wykonałaś już swoje zadanie.
-Jakie zadanie?-Udało się wykrztusić Mary, za co jej bardzo dziękuje, bo ja chyba swój język zgubiłam gdzieś za drzwiami.
-Cieszę się, że pytasz, ponieważ to jest idealny moment, żebym mógł wyjaśnić wam mój zły plan.-Sarkazm?- Aquario zajmij się nimi.-Zdecydowanie to był sarkazm.
Dziewczyna leżąca na stole nagle zaczęła płonąc fioletowym płomieniem, podniosła się do pozycji siedzącej i w tedy mogłam zobaczyć jej krwisto czerwone płonące wściekłością oczy.  Jej blada skóra przybrała blado fioletowy odcień w niektórych miejscach widać było nabrzmiałe żyły.
Mroczna moc jak nic.
Szklana kopuła trzasnęła i bey wyskoczył na ziemie.
-Alex lepiej się gdzieś schowaj.-Powiedziała szatynka ładując kuczer.-Kelly jakieś genialne pomysły, co z nią zrobić?
-Co z tym zrobić.-Poprawiłam ją.-To już nie jest Hikaru. Mroczna moc przejęła nad nią kontrolne.
-Toś minę pocieszyła.-Mruknęła dziewczyna, na co miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-Skończcie gadać zacznijcie walczyć.-Powiedział Aquario takim głosem, że przez chwile wydawało mi się, że mnie diabeł do siebie wzywa(inna sprawa, że się mało pomyliłam). Nasz przeciwnik załadował kuczer i wycelował go w nas.-3
-Czyli pokojowo tego nie załatwimy.-Przywołałam Białą i załadowałam nią wyrzutnie.
-2.-Odpowiedziała Mary.
-No dobra. Jak chcecie będzie po waszemu. 1.
-Let it rip!!!-Krzyknęłyśmy równocześnie.
-Wolf połącz pierścienie.-Rozkazała szatynka a jej bey natychmiast wykonał polecenie.
Nasze bey’e wylądowały na podłodze i zaczęły zataczać koło jak dzikie zwierzęta, które oceniają swojego przeciwnika.
Nagle bey Hikaru zniknął po prostu rozpłynął się w powietrzu tylko po to by za chwilę pojawić się tuz obok Białej boleśnie ją uderzyć i na powrót zniknąć. Ten sam manewr powtarzał się kilka razy tylko ze zmieniającym się celem. Wolf i Biała zostali zamknięci na pewnej stale zmniejszającej się powierzchni i jeśli zaraz czegoś nie wymyślę zaczną się żreć nawzajem, a tego bym nie chciała.
-Ustawmy się blisko siebie i naparzamy we wszystkie strony w końcu trafimy.-Zaproponowałam, kiedy po raz kolejny nie udało mi się zatrzymać ataku Hikaru.
- Stracimy na to za dużo energii.-Zauważyła bardzo przytomnie Mary.
-Bo przecież nie możemy podnieś bey'a i znowu strzelić. Dobra żartuję. Masz jakiś lepszy pomysł?
-Gdyby nie Wolf i Biała, Aquario zrobiłby z nami to samo, co my zrobiłyśmy podróbę Ryugi.
-Weź mi nawet o tym nie przypominaj…Może zacznij Wyć?
-Nie wiem czy to coś da, bo to już chyba nie jest Hikaru...Ale z drugiej strony gdybym dała rade się do niej dostać może dam rade wywalić z niej mroczną moc.-Albo ją po prostu wykończ od środka
-To brzmi jak plan... Dobra rób swoje a ja będę cię osłaniać.
-Wyj.-Rozkazała szatynka, po czym upadła na ziemie z głośnym łoskotem. W tym samym czasie Aquario wydał z siebie przeraźliwy ryk przyprawiający mnie o dreszcze.
-Mary!?-Krzyknął z przerażeniem Alex podbiegając do dziewczyn z jemu tylko wiadomym celu.
-Nie zbliżaj się do niej! Ona wie, co robi-miejmy nadzieje-więc jej nie przeszkadzaj.
Teraz tylko zadbać o to, żeby Wolf się nie zatrzymał, bo inaczej będzie kiepsko.  Po pierwsze teraz to ja jestem celem nie Mary, a po drugie NIECH TO CHOLERSTWO PRZESTANIE WRESZCIE ZNIKAĆ!!!
‘’Ja go załatwiłem jednym atakiem’’-niemal słyszałam kipiący głos Drago, który postanowił mi chyba wypalić dziurę w ręce.
Rozkazałam Białej krążyć wokół jej tymczasowego sojusznika i czekać na odpowiedni moment.
-Nie możesz cały czas uciekać.-Zakpił ze mnie. Jak widać poruszałam się teraz zbyt szybko by mógł mnie uderzyć lub chociaż przebić się do Wolf ‘a. Plan działa.
-Założymy się?-Wyraz zdziwienia na twarz przeciwnika warty jest każdych pieniędzy.
Bitch mode aktivate
-Wiesz, co Storm kiedyś myślałam, że beyblade nie da się rzucić, ale Hikaru wyprowadziła mnie z błędu. Biedny maluśki Aquario nie mógł sobie powalczyć przez te wszystkie lata, bo jego chciałoby się powiedzieć bleyderka wolała siedzieć sobie skulona w jakimś koncie zamiast wziąć się w garść i znowu grać. Ofiara nie bleyder.
-Przestań!!!-Ryknął bey i zapłonął.
Tu jesteś mały skurczybyku. Gigantyczny uśmiech, jaki pojawił się na moich ustach można było porównać tylko do tego, którym uśmiecha się Reiji.
-Biała Lodowe Objęcia!!!-Moja kochana kotka w końcu trafiła tego cholernego bey’a.-Hahaha! Co mam przestać? Mówić prawdę? Niestety nie mogę-zrobiłam smutna mikę- Obiecałam komuś, że już nie będę kłamać.
-Więc może się po prostu zamknij!  Zamknij się! ZAMKNIJ SIĘ! ZAMKNIJ SIĘ!- Opętana złapała się za głowę i zaczęła miotać się na wszystkie strony.
Przesadziłam?...Nie. Zawsze tak reagują.
Aquario nagle zaczął się mnożyć, aż w końcu on i jego kopie zamknęły Białą w szczelnym pierścieniu.
-Co teraz powiesz?-Zaśmiał się zadowolony.
-Wiesz, że to niesprawiedliwe? Dziesięcioro na mnie jedną. Może chcesz zawołać kumpli, żeby ci pomogli?
-Gryryryryry! Walcz nie gadaj! Specjalny Atak Fala Nieskończoności.-Wszystkie bey’e zaczęły naraz zbliżać się w stronę Białej.
Wróciły stare diabły, a ich to my się nie boimy.
-Jak sobie życzysz Biała Mroźna Salwa!-Mój bey wystrzeli we wszystkie strony lodowe pociski, które zniszczyły hologramy i uszkodziły oryginał. Skoro wiedziałam, który jest prawdziwy pora to zakończyć..- Lodowe Objęcia!-Coś jest nie tak ataki Białej z każdą chwilą tracą na sile. Kurde bateria zaczyna jej padać.
Co teraz?
Kelly, ale ty głupia jesteś przecież twoja kotka potrafi absorbować energie otoczenia, ale jak teraz zacznę się ładować Aquario zeżre Wolf ‘a, a potem rozszarpie Mary. Myśl głupia myśl.
-Iskra Oślepienie!- W powietrzu błysnęło coś bardzo jasnego, a potem usłyszałam okrzyk bólu.-Ech zostawić was na chwilę.-Powiedziała Ines wbiegając do laboratorium.- Jaki jest pal?
-Nie pozwolić Wolfowi się zatrzymać i załatwić to coś.- Pani lider kiwnęła głowa i zaczęła walczyć z Storm Aquario. Teraz mam okazje.
-Pora się podładować.-Powiedziałam i nic się nie stało. Idiotka! System pochłaniania energii w ścianach i podłodze Biała nic z tego nie wyciągnie, a czas leci i energia ucieka.
Chwila skoro człowiek może zasilić świetlówkę to bey’a chyba też da rade. Wbiegłam na pole wali podbiegłam do Białej zaciągnęłam skórzaną rękawiczkę wyciągnęłam do niej dłoń i powiedziałam:
-Pora się podładować.-Jasno niebieska strużka sypnęła z moich palcy i gdy tylko dotknęła mojego bey’a ten zapłonął jasnym światłem.-No, a teraz walcz.
-Kelly, co ty robisz? Wracaj albo coś ci się stanie!- Krzyknął Tsubasa. Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał głos. Po całym ciele biegały mi lodowate dreszcze, a dłoni praktycznie nie czułam.
-Już idę.- Powiedziałam, a potem przed moja twarzą pojawiła się podłoga.
Hym trochę to dziwne. Ona przecież powinna być na ziemi.-Zdążyłam pomyśleć zanim zrobiło się ciemno.

Mary

-Wyj!-Rozkazałam, a potem wszystko zrobiło się czarne.
-Co ty tu jeszcze robisz!?-Usłyszałam czyjś krzyk, po czym ktoś złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić.  Dym szczypał mnie w oczy i wciskał się do gardła. Kaszlałam wcierając łzy wypływające mi strumieniami z oczu.-Zasłoń tym usta.-Odezwał się i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować znowu zaczął dokądś biec.
Wybiegliśmy na otwartą przestrzeń. Odwróciłam się i zobaczyłam dwupiętrowy dom stojący w ogniu. Usłyszałam trzask potem chrzęst i dach domu zawalił się ukazując moim oczom dwie walczące bestie. Ogromnego mrocznego smoka i Wolf ‘a.
Niewiele się zastanawiając pobiegłam w głąb wioski tam gdzie beybitwa miała swoje centrum.
Smok ział ogniem niszcząc przy tym domy jednak Wolf nie pozostawał mu dłużny gryzł i drapał tak zajadle jak nigdy dotąd. Wybiegłam na plac i zobaczyłam dwóch walczących ze sobą mężczyzn.
-L-DRAGO MROCZNY RUCH PODNIEBNY NISZCZYCIEL CESARSKIEGO SMOKA!!!- Ryknął jeden z nich rozkładając ręce na boki, tworząc na nich fioletowe kule energii i ciskając tym w swojego bey'a z którego wyleciały jeszcze dwa smoki, które dołączyły do walczących bestii. Wszystkie trzy smoki wczepiły się pazurami i kłami w Wolf ‘a. Przewróciły go zmieniając się razem z nim wielką bezkształtną masę energii, która uderzyła w mężczyznę, który sterował moim bey'em. Masa pochłonęła go razem z Wolf'em, ale jej to nie wystarczyło parła dalej. Zamiast uciekać na pełnym gazie wbiegłam prosto w ty coś i czekałam, co będzie dalej.
Dobra gdzie teraz mnie wywaliło?
Pływałam sobie w ciemności jednak tym razem na sama wokół mnie latały też śpiące postacie Kelly, Alex’a, Hikaru i innych ludzi, których nie znałam, pewnie naukowców, których unieszkodliwiłyśmy na samym początku.
Co teraz? Wcześniej od razu lądowałam w czyjejś świadomości, a teraz, co mam sobie wybrać? Jak mus to mus.
-Hikaru.-Powiedziałam i poczułam jak pod moimi stopami jakby znikąd materializuje się kamienna ścieżka prowadząca właśnie do asystentki dyrektora.
No to jedziemy. Podeszłam do niej i ostrożnie dotknęłam jej ramienia.
Coś błysło, coś trzasło, a gdy otworzyłam oczy siedziałam pośrodku ciemnego lasu, a naprzeciwko mnie siedział ogromny wilk.
Sparaliżowało mnie w końcu nie codziennie siedzi się niecały metr od takiego potężnego zwierza.
Wilk był piękny. Jego grube gęste czarne jak noc furo zlewało się miejscami z ciemnością wokół niego. Patrzył na mnie intensywnie zielonymi oczami, w których widać było ciężar przerytych lat. Miałam wrażenie, ze gdybym popatrzyła wnie dłużej mogłabym zobaczyć te wszystkie walki, jakie stoczył. Na jego grubych drewniane bale łapach dostrzegłam kilka starych zabliźnionych już ran, które nie zdążyły jeszcze obrosnąć futrem.
-Po, co tu przybyłaś?-Zapytał w końcu. Miał przyjemny aczkolwiek lekko dudniący głos. Roznosił się on echem po całym lesie tak jakby był jego częścią.
-Chce uwolnić Hikaru.-Powiedziałam.
-W taki razie, choć za mną.-Powiedział wstając i ruszając gdzieś w głąb lasu.
Podniosłam się z ziemi i poszłam za nim.
Chcąc nie chcąc zaczęłam się rozglądać po lesie. Był ciemny, zimny i martwy na drzewach, w których koronach wył wiatr rosły czarno fioletowe liście, a ich pnie porastała pulsująca plątanina żył przywodząca na myśli setki pijawek wysysających życie z tego, do czego akurat się przyczepią, ziemia, po której szłam była wyschnięta na wiór i zmieniała się w tumany czarnego kurzu z każdym moim krokiem.  Wszechobecna liliowa gęsta mgła potęgowała mroczną aurę tego miejsca. To był przygnębiająco fascynujący widok.
Pomiędzy drzewami ostrzegłam polankę ku mojemu zdziwieniu było tam mnóstwo ludzi siedzących na nieistniejących trybunach. Wszyscy oni patrzyli na toczącą się po środku beybitwe małej dziewczynki z krótkimi jasno niebieskimi kucykami u branej w uroczą czerwoną kurteczkę i wysokiego bruneta pewnego swojej wygranej. Ich bey’e zderzyły się ze sobą po raz kolejny, po czym jeden z nich został wyautowany i poleciał w stronę dziewczynki, która upadła na kolana i wybuchła płaczem. Chciałam do niej podejść i jakoś ją pocieszyć, ale kiedy tylko postąpiłam krok w jej stronę wszystko rozpłynęło się w powietrzu.
-Możesz patrzeć, ale nie możesz dotykać.-Powiedział wilk stając obok mnie.-Przynajmniej na razie.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem, po czym ruszyliśmy dalej.
Im dłużej szliśmy tym mrok wokół nas stawał się gęstszy. Mój przewodnik powoli w nim niknął. W pewnym momencie w obawie, że całkiem się rozmyje i mnie tu zostawi położyłam rękę na jego boku.
Wilk odwrócił się w moja stronę w głuchym niezadowolonym pomrukiem, ale gdy zobaczył, że to tylko ja stracił zainteresowanie zamachał kilkakrotnie łbem na boki warknął coś pod nosem i na powrót patrzył przed siebie. W pewnym stopniu zadowolona, że nie kazał mi zabrać ręki z jego sztywnego, ale całkiem miłego w dotyku futra znowu zaczęłam się rozglądać.
Tym razem na polance zobaczyłam szpitalne łóżko, na który siedziała jakaś kobieta z sięgającymi ramion falującymi siwymi włosami i klęcząca obok łóżka zapłakaną dziewczynkę z poprzedniej polany.
-Jeśli przegrana sprawia, że jesteś smutna-mówiła pani miłym miękkim głosem-następnym razem postaraj się wygrać.
-Ale, ale wszyscy na stadionie są więksi i silniejsi ode mnie.-Powiedziała dziewczynka pociągając, co chwilka noskiem.
-To dobrze, jeśli chcesz stać się lepsza musisz walczyć z przeciwnikami silniejszymi od ciebie samej.
-Walczyć z silniejszymi przeciwnikami?
-Tak. Walka z kimś słabym niema sensu musisz walczyć z silnymi przeciwnikami, jeśli chcesz stać się lepszym bleyderem. Stań twarzą w twarz z najsilniejszymi i nigdy nie odpuszczaj, aż wygrasz wszystkie walki i staniesz się najlepszym bleyderem na świecie.
-Wow najlepsza na świecie.- Pisnęła.
-Gdy byłam dzieckiem marzyłam o tym samym. Wierze, ze ci się uda Hikaru jesteś moją ostatnią nadzieją, ostatnią nadzieją.-Kobieta położyła dłoń na główce dziecka i delikatnie ją pogłaskała.
-O mamo.
Postacie rozpłynęły się w powietrzu, chociaż nie zrobiłam w ich stronę nawet kroku. Widać tak musiało być.
Szliśmy dalej.
Mgła pomiędzy drzewami miejscami zbijała się w ogromne tumany przybierając różne nieprzypominające nic konkretnego kształty.
Kolejna polana pojawiła się po dłuższym czasie. Z tumanów mgły wyłoniła się Hikaru, a potem jakiś rudzielec.
-Hej zaczekaj! Chcesz powalczyć?-Zawołał podbiegając do Hikaru. Kojarzyłam go z mistrzostw Japonii. Ginga chyba tak miał na imię. Jest silny...Ale był chyba największym dzieciakiem na mistrzostwach ^^
-Nie mogę…To znaczy nie mam prawa z togą walczyć.-Powiedziała.
-Co?-Zdziwił się.
-Przegrałam z Kentom, więc teraz moja walka z tobą musi poczekać, aż go pokonam.
-Kto się przejmuje takimi głupotami?
-Głupotami!?
-Ja naprawdę chcę zmierzyć się z tobą. Widziałem twoją walkę z Kentom i byłem pod wrażeniem.- Hikaru od razu się rozpromieniła.
-Naprawdę Ginga?
-Zróbmy to.-Powiedział chłopak uśmiechając się szeroko.
-No dobra.-Obydwoje załadowali kuczery i zaczęła się walka.
Hikaru dobrze sobie radziła, ale ostatecznie przegrała. Trochę szkoda. Ale po skończonej walce wizja się nie rozmyła.
-Wow udało ci się.-Powiedziała.- Użyłeś promieni słońca by poznać, który jest prawdziwy prawda?
-To było nieprawdopodobne.-Ucieszył się rudzielec.-Twój Specjalny Atak przyprawił mnie o dreszcze.
-Cieszę się. Nie mam żalu.-Odwróciła się i ruszyła przed siebie, ale Ginga zatrzymał ją mówiąc:
-Zagrajmy jeszcze raz.
-Co?
-Tak!-Ucieszył się.
-Ale przegrałam z tobą.
-Mówiłem ci to niema znaczenia czy wygrywasz czy przegrywasz. To znaczy nie bawiłaś się dobrze Hikaru?
-Czy się bawiłam?
-Ja tak i to świetnie.
-Yyyyyy…Ja…ja myślę, że tak.-Uśmiechnęła się.
-I tylko to się liczy!-Uśmiech na twarzy chłopaka zrobiła się jeszcze szerszy o i le to w ogóle było możliwe.-Do zobaczenia później…może.-Dodał jeszcze odchodząc i machając do niej na pożegnanie.
-Nawet, jeśli przegram nadal mogę czerpać z tego radość. To pierwszy raz, kiedy walczyłam w ten sposób.- Wizja rozpłynęła się, a my ruszyliśmy dalej.
Nie zawsze się wygrywa, ważne żeby po walce potrafić stanąć na nogi i iść dalej.
-Pierwsza ruda mistrzostw Japonii już prawie zakończona!-Ryknął prezenter, który razem ze stadionem pokazał się na następnej polance.-Proszę powitajmy jedyna w swoim rodzaju Hikaru!!!
-Nawet, jeśli moim przeciwnikiem jest Ryuga wygram.  Nie mogę przegrać tej walki. Nie przegram.- Jaka pewna siebie…Szkoda.
-A teraz potrzebny jest dla niej przeciwnik, a tym szczęśliwcem jest pierwszy bleyder, który potrafi panować nad wsteczną rotacją, przybywający razem z burzowymi chmurami siejący postrach niepowstrzymany Ryuga!!!
Uderzyły pioruny i ten psychopata wszedł na stadion, a razem z nim pojawiła się jakaś ciemno fioletowa masa, która stopniowo przybrała postać czerwonookiego demona.
-Jak mogłam…jak mogłam nawet pomyśleć, że będę w stanie go pokonać takiego faceta jak on!?- Jej ręce trzęsły się tak bardzo, że ledwo, co udało jej się załadować kuczer.
Chyba nie muszę mówić, że jej przeciwnik niemiał z tym, żadnych problemów, co chwila wydawał z siebie dziwnie z lekka podobne do śmiechu dźwięki.
-Jestem gotowa!-Krzyknęła starając nie dać po sobie poznać jak bardzo się boi.
-No wiec dobrze. 3-Powiedział Dj.
-2
-1
-Let it rip!-Krzyknęli równocześnie. Kiedy ich bey’e się zderzyły błysnęło fioletowe światło, a Ryuga wybuchnął głośnym śmiechem.
-Żeby uniknąć twojego głupiego uciekania ode mnie.-Zaczął.-Wykończę cię moim Mrocznym ruchem.-Rozłożył ręce na boki, a na jego dłoniach pojawiły się fioletowe kole energii.- -L-DRAGO MROCZNY RUCH PODNIEBNY NISZCZYCIEL CESARSKIEGO SMOKA!!!-Energia, którą skumulował została wchłonięta przez jego bey’a z którego wyłoniły się trzy smoki.
-To źle!-Powiedział Dj, a potem na cała gardło ryknął.-WSZYSCY UCIEKAĆ!!!
-Hikaru.-Zawołał Ginga, który pojawił się gdzieś w tle walki.
-Uciekaj stamtąd Hikaru!-Zawtórował mu wielki facet o dziwnie znajomych brązowych oczach.
Niestety było już za późno.  Trzy smoki parły przed siebie niszcząc wszystko na swojej drodze pożarły Aquario, a potem rzuciły się na Hikaru i na tym skończyła się wizja. Nie rozmyła się łagodnie jak te poprzednie, ale zgasła tak nagle jakby ktoś odłączył prąd.
Pstryk i koniec. Patrzyłam jeszcze przez chwile na polane jakby czekając na kontynuację, ale już nic się nie pojawiło. Za to zauważyłam, ze ‘’pijawki’’ w tym miejscu są decydowanie grubsze i jakby bardziej wygłodniałe.
Nie zawsze się wygrywa, ważne żeby po walce potrafić stanąć na nogi i iść dalej. Nawet, gdy przegrana cię przeraziła...Ona nie dała rady...Ja też stchórzyłam….
-Dokąd idziemy?-Spytałam przygnębiona własnymi myślami.
-Żeby uratować Hikaru musisz odnaleźć Hikaru.-Powiedział Wilk zatrzymując się i stając pyskiem do mnie.
-Więc idziemy odnaleźć Hikaru.
-Tak.-Burkną wstając i idąc przed siebie.
Chyba nie za bardzo za mną przepada. Jeśli to mój Wolf to ma do tego pełne prawo. Zostawiłam go na tak długo…Zupełnie jak Hikaru Aquario.
Na następnej polance zobaczyłam biurko i siedzącego przy nim Mr. Hagane i stojącą obok ubraną w granatowy mundurek Hikaru.
-Tsubasa i Yuu są naprawdę. Nieźli.-Stwierdziła z uśmiechem Hikaru.
-Tak to doskonali bleyderzy.-Zgodził się z nią rudowłosy mężczyzna.- Świat beyblade potrzebuje takich jak oni. Nie mam, co do tego wątpliwości. Nie możemy pozwolić na to, żeby kolejni obiecujący zawodnicy zeszli na złą drogę.
-To prawda.-Przed oczami pojawił mi się obraz zadowolonego z siebie Ryugi tylko po to by zaraz zniknąć.
-To, że organizacja Dark Nebula sprowadziła tak wielu bleyderów na manowce jest największą porażką WBBA. Po tej wpadce stało się jasne, że Światowe Stowarzyszenie Beyblade musi się wzmocnić i zacząć wszystko od początku. Celem nowego WBBA jest świat, w którym każdy bleyder może toczyć uczciwe i zgodne z zasadami pojedynki.
-Pomogę zrobię, co w mojej mocy-zaoferowała Hikaru, która najwyraźniej do głębi poruszyła ta przemowa.
-Nie wątpię w to, -powiedział z uśmiechem Ryo.-Ale czy jesteś pewna, że naprawdę nie chcesz już walczyć?-Przed oczami znowu miałam trzy rozwścieczone smoki pędzące wprost na Hikaru.
-Tak jestem. Uznałam, że tak będzie dla mnie najlepiej. Zadowolę się wspieraniem innych bleyderów chce sprawić, żeby nabrali pewności siebie.
-Rozumiem. Wierze, że doskonale się w tym sprawdzisz.
-Dzięki. Dam z siebie wszystko dyrektorze.
-Yyy Hikaru przestań nazywać mnie dyrektorem.
-Co?
-Mów mi porostu Inmortal Phonix.-Hah każdy ma swoją drugą stronę.
-Inmortal Phonix? Eeee niema sprawy…w porządku.
I tak historia Hikaru mogłaby się skończyć. Jednak niektórzy wprost uwielbiają rozdrapywać stare rany i posypywać je dodatkowo solą.  Muszę uwolnić Hikaru od tego cholerstwa, a potem zniszczyć Doji’ego i uratować Kyoye.
Ścieżka, która szliśmy zaczęła powoli stawać się coraz bardziej stroma. W końcu wyszliśmy na plac znajdujący się na końcu naszej drogi. Był on otoczony przez posągi przedstawiające Hasame. Wszystkie stały ze spuszczona głową i zamkniętymi oczami. W powietrzu mniej więcej nad środkiem placu unosiła się jasna kula światła oświetlająca wszystko wokół. Kiedy tylko postawiłam stopę na kamieniu, którym wybrukowany buł plac przed nami niby znikąd pojawiła się ciemno fioletowa masa, do której ‘’stóp’’ natychmiast przyczepiły się dotąd wijące się po ziemi pijawki jednak tym razem nie wysysały z niej energii one ją karmiły.
Zwijała się kilka razy, wyginała we wszystkie strony, po czym w końcu przyjęła postać podobna jak dwie krople wody do stwora, z którym w tym momencie walczy Kelly…to znaczy mam nadzieje, ze jeszcze walczy.
-Co tutaj robisz?-Spytała masa głosem przyprawiającym o gęsią skórę.
-Jestem tu, żeby cię pokonać.-Powiedziałam wyzywająco.
-Ach tak?-Stworzenie zaniosło się śmiechem.-A niby jak masz zamiar to zrobić sama?-Sama?
Rozejrzałam się i faktycznie zostałam sama Wilk gdzieś zniknął.
Zostawił mnie.
Dobra Mary niema czasu na panikę musisz wymyślić jak to załatwić.
Musisz uratować Hikaru.
Musisz znaleźć Hikaru.
Znalazłam. Nawet więcej jak jedną. Muszę znaleźć tę prawdziwą tylko, która jest prawdziwa? 
-Hahaha przewodnik ci uciekł i nie wiesz, co dalej? Jakie to żałosne. Pozwól, że skrócę te farsę. Mroczny ruch Fala Nieskończoności!-Masa rozdzieliła się na dziesiątki części i wniknęła w posągi, które zamknęły mnie w szczelnym pierścieniu. Ich oczy płonęły piekielna czerwienią.
A teraz, co? Która z nich jest ta prawdziwa jak wszystkie chcą mnie zabić?
Znajdź Hikaru. Łatwo powiedzieć.
Znajdź Hikaru.
Znajdź…hikaru
Znajdź hikaru!
Znajdź światło!
Wybiegłam na środek placu i spojrzałam w górę świecąca kula była tak naprawdę dobrze mi znaną asystentką dyrektora WBBA lśniącą jak najpiękniejszy w świecie żyrandol.
-Hikaru!-Krzyknęłam.-Hikaru obudź się!-Żadnej reakcji, a posągi coraz bliżej.-Hikaru wiem, że się boisz. Znam się dość dobrze na tym, ale to nie jest teraz ważne. Ważne jest to, że nie możesz się teraz poddać. Chciałaś walczyć z najsilniejszymi prawda? Teraz masz szanse zmierzyć się z jedyna osoba, która może cię tak naprawdę pokonać z twoimi słabościami. Zejdź na dół i pokonaj je by nie zawładnęły tobą i nie zmieniły cię w coś takiego jak Ryuga. Zejdź i walcz, żeby móc dalej pomagać bleyderą tak jak chciałaś.-Nie mam pojęcia skąd wzięło się we mnie tyle…wszystkiego, ale najważniejsze, ze zadziałało.
Hikaru otrząsnęła się i rozbłysła tak jasno, ze aż musiałam zasłonić oczy. Usłyszałam przeraźliwy wszak potem trzask kruszonego kamienia, a na końcu głos Alex’a.
-Mary wszystko w porządku?-Zapytał.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak pochyla się nade mną zmartwiony. Zorientowałam się, ze leże na ziemi. Podniosłam się szybko, ale zakręciło mi się w głowię i musiałam orzec się na moim przyjacielu.
Rozejrzałam się po laboratorium niedaleko mnie leżała Kelly, nad która pochylał się Tsubasa, a Ines właśnie próbowała ocucić Hikaru leżącą kila metrów dalej. Aquario uśpiony leżał smętnie mniej więcej pośrodku naszego pola wali, a Iskra i Biała dalej wirowały.
Puściłam Alex’a i lekko chwiejnym krokiem podeszłam do ‘’stojących’’ bliżej Tsu i Kel.
-Co się jej stało?-Spytałam. Na skórę niebieskowłosej dziewczyny widać było malutkie kryształki skrzące się w świetle świetlówek oświecających laboratorium.
-Nie mam pojęcia dotknęła swojego bey’a zrobiła kilka kroków i padła na twarz. Jest zimna jak trup, ale oddycha. Podejrzewam, że w jakiś sposób przekazała swoją energie Białej.
-Możemy jej jakoś pomóc?-Spytał zmartwiony jeszcze bardziej niż przedtem piegowaty chłopak.
Ale zanim ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć Kelly gwałtownie otworzyła oczy uniosła rękę i oskarżycielsko wskazując na Alex’a powiedziała:
-Ty się do mnie lepiej nie zbliżaj ty ty synu Doji’ego. Jak w ogóle mogliście go przyjąć do WBBA.-Teraz zmówiła już do Tsubasy.-Do reszty wam się tam w tych łbach poprzewracało?
-Dlaczego się tak się dziwisz?-Spytał jasnowłosy chłopak zbieżność nazwisk nic nie podpowiedziała?
-To ‘’Doji’’ to nie nazwisko?-Zdziwiła się.
-Nie.-Odparł dyrektor Otori.
-To jak wy się nazywacie?-Spytała podnosząc się z ziemi przy pomocy Tsu.
-Jestem Aleksander Blanc miło mi.-Powiedział uśmiechając się i wyciągając do niej rękę.
-Fajnie. Mi trochę mniej. Gdzie Doji?
-Mogła byś być troszeczkę milsza dla niego.-Powiedziałam.
-Bardzo przepraszam, ale trochę u mnie z tym krucho, a to, że obudziłam się słysząc jego głos powinno być wystarczającym komplementem. Wyłaź Doji, albo wypuść jeszcze jakąś bestie, bo nam tu trochę nudno!-Krzyczała zataczając się po laboratorium.
-Że, co!?-Wściekłam się.
-Ech zapomniałam, że mammy inna percepcje świata. Jeśli budziłam się słysząc jego głos to znaczy, ze podświadomie uważam g za zagrożenie, a prawdziwy komplement w mojej strony.-Mówiła w dalszym ciągu rozglądając się po laboratorium.
-Co! Kelly nie wkurwiaj mnie na nowo. Dobra!?-Warknęłam.
-Przepraszam musiałam porządnie wkurwić Aquario, żeby zostawił Wolfa w spokoju i jeszcze mi nastrój nie minął.- Acha okay. Ona ma nastroje.
-Dobra mniejsza. Przeprosiny przyjęte…Doji gdzie jesteś tchórzu!?-Dołączyłam się do wołań niebieskowłosej dziewczyny.
-Wyłaź draniu! Wiemy, ze nie masz już, dokąd uciec!-Niebieskowłosa uśmiechnęła się podstępnie.-Twój ojciec miał przynajmniej na tyle jaj, żeby się zmierzyć z przeciwnikiem. Nawet, jeśli był silniejszy!
Wtedy szyba, która oddzielała nas od balkonu roztrzaskała się w drobny mak, a jej kawałki przyozdobiły pole wali, pośrodku którego wirował bey.
-Ty tempa kurwo.-Powiedział starszy Blanc popierając się jedną nogą o framugę wybitego przez niego okna.-Nie masz prawa mówić o moim ojcu tym bardziej mnie oceniać. Może i wyrżnęłaś moich ludzi, obróciłaś przeciwko mnie mojego brata, zabiłaś swojego sobowtóra przeszkodziłaś w dokończeniu operacji, ale to jeszcze nie koniec za chwilę sprawie, że będziesz pluć krwią jednocześnie błagając minę o litość.
-Nie zrobiłam tego sama, a błagać nigdy o nic nie będę.-Odparła.
-Mówisz o tych żałosnych marionetkach? Nie rozmieszaj mnie. Oboje dobrze wiemy, że nic cię nie obchodzą są tylko pionkami w naszej grze.
-Nie gram z tobą w żadną grę!-Krzyknęła.
-Ich może i uda ci się okłamać, ale mnie nie. Jesteśmy tacy sami. Oboje mamy swój cel i wystarczająco dużo siły by go osiągnąć bez względu na to, co będziemy musieli dla niego poświęcić. Jesteśmy urodzonymi zwycięzcami.
-Chyba cię do reszty pojebało. Nie jestem taka jak ty, a nawet, jeśli to prędzej się zabije niż użyje przyjaciół, jako jakiś tam pionków. Biała Specjalny Atak Szpony Mrozu.-Jej bey zapłonął zimnym światłem i wstrzelił w misce gdzie jeszcze przed chwilą stał Doji jednak ten zdążył zeskoczyć na ziemię i stał teraz naprzeciw nas jak równy z równym.
-Iskra Specjalny Atak Kula Ognia!
-Wolf Specjalny Atak Smoczy Pogromca!
Wszystkie trzy wzięłyśmy jego bey’a w krzyżowy ogień jednak to nic nie dało. W sumie nic dziwnego. Po tym wszystkim, co stało się w trakcie ostatnich kilku godzin ledwo, co stałyśmy na nogach.
-Myślicie, że kilka słabych ataków wystarczy by pokonać Dark Wolf ‘a? Jesteście jeszcze bardziej żałosne niż myślałem.-Zaśmiał się nam prosto w twarz.- Pokarze wam, co to znaczy prawdziwy atak. Dark Wolf Specjalny Atak Mroczny Ryk Blazer!-Z beya Doji’ego wyłoniła się jego bestia Ogromny szary wilk otoczony czerwoną aurą, który jednym kłapnięciem pyska zmiótł nasze bey’e do defensywy.- Dalej Wolf nie przestawaj.-Bestia zatopiła swoje kły w ciele Virgo Ines i zaczęła szarpać nią na wszystkie strony.- Zniszcz je i wszystko, co mają!
-Biała Lodowe Objęcia.-Biały tygrys rzucił się na wilka, ale ten tylko puścił Virgo, po czym wbił swojego przeciwnika w ścianę.
-Dosyć tego Wolf Wyj!-Rozkazałam, ale mój bey nie zdążył wykonać mojego polecenia, bo w tym momencie cała wataha zaczęła wymierzać mu silne ciosy.
-Mówiłem jesteście żałosne! Będziecie błagać mnie o litość, gdy otoczy was mrok.-W tym momencie pod moimi stopami pojawiła się czarna otchłań, która pochłonęła naszą trójkę razem z naszymi bestiami. Spadałyśmy coraz głębiej i głębiej w otchłań.- W ciemności niema nic tylko mrok i rozpacz.
-Mrok to nic w porównaniu z gorącem piekła, które dla ciebie rozpętam.-Powiedziała Ines i w tym momencie we wszystkie strony buchnął ogień, cała ciemna otchłań zniknęła i znowu stałyśmy w laboratorium.
-Przetrwałyście ten atak, co z tego i tak nie wiecie jak mnie pokonać. Wasze żałosne ataki to żadne wyzwanie dla Dark Wolf ‘a.
-No i się znowu mulisz ty tępy czterooki żabojadzie.-Powiedziała Kelly.-Wiem, ze proszę o dużo i nie macie najmniejszych powodów, żeby to zrobić, ale proszę o to, żebyście mi zaufały i zrobiły to, o co proszę.
***
Nie proszę, żebyście mi zaufali chodzi mi tylko o to żebyście przez 5 minut nie utrudniali mi życia.-Ale pojechała.
Zaufanie.
Prędzej zdechnę niż jej zaufam.
***
Spojrzałam pytająco na Ines. Przez chwilę nawet nie drgnęła szybko rozważając w myślach wszystkie za i przeciw, po czym kiwnęła głową.
-Dobra, co za plan urodził się z tym chorym móżdżku?-Spytałam.
-Po pierwsze musisz rozdzielić pierścienie.-Skinęłam głową, a Wolf wykonał moje niewypowiedziane polecenie.
-Ja i Ines uderzymy jednocześnie w twoje pierścienie z przeciwnych stron a ty i twój bey będziecie musieli przekierować całą moc w Dark Wolf ‘a to powinno go zatrzymać.
-‘’Powinno’’? Słyszę zwątpienie w twoim głosie żołnierzu.-Skarciła ją nasza liderka.
-To go zatrzyma. Jestem tego pewna pani kapitan.
-No to jedziemy. Iskra Specjalny atak Kula Ognia!
-Biała pokażmy mu, kto tu jest słaby Specjalny atak Szpony Mrozu!
Obydwa ataki równocześnie uderzyły w pierścienie Wolfy’ego. Jeden z nich płonął żywym ogniem natomiast drugi skrzył się od lodu.
-Jedna sobie pogadała, druga pogwiarzdorzyła, a ja muszę odwalać za was cała czarna robotę. Wolf Szarża!
-Nie pokonacie mnie Specjalny atak Mroczny ryk Blazer!
Nasze bey’e zderzyły się, lecz moc naszego ataku była wręcz przytłaczająca zmiotła Dark Wolf ‘a i to samo zrobiła z jego bleyderem.
-Udało się!-Krzyknęłam z radości, co mi się nie często zdarza.
-Masz za swoje żabojadzie!-Ryknęła Kelly podskakując w miejscu jak dziecko.

Jednak nasza radość nie trwała długo wszystkie wiedziałyśmy, ze walka jeszcze się nie skończyła. Może i pokonałyśmy Doji’ego, ale ta jego kurwa w pinglach jeszcze gdzieś tutaj biega, że nie wspomnę już o tym, że Kyoya tak samo jak bey Tsubasy i Ryuga jeszcze nie zostali przez nas odnalezieni.


Rozdział 78 za nami. Phhhahahah mam nadzieje, ze wam sie hahahh spodobał. HAHAHAHAHAHAH hahahahahahahahha HAHAHAAHhahhahaha!!!
Kyoya: 0.o Co się jej stało?
Tsubasa: Kryzys twórczy?
Ryuga: Co za idioci. Wczuwanie się po kolei w Reij'ego, Drago, a potem Doji'ego nikomu  nie może wyjść na dobre. 
Tsubasa: Trzy tygodnie  rzędu myślenia jak skończony świr i to w dodatku z nieciekawymi fantazjami...
Ja: Excusez-moi opętanie Ryugi i przecięcie dzięki temu władzy nad tym światem niej jest nieciekawą fantazją!
Mary: Zjedź Snikersa. Głodna nie jesteś sobą. Lepiej?
Ja: Lepiej.
A teraz na serio dziewczyny, a w szczególności Mary odwaliły kawał dobrej roboty, ale to jeszcze nie koniec. Celest jest dalej na wolności i ma Kyoye 0 o 0. Poza tym już chyba wiecie czemu Alex dołączył do Dark Nebuli, ale czy jest wyrachowanym szczurem, który ucieka z tonącego statku czy może naprawdę jest miłym chłopakiem. 
Kelly: Ja tego człowieka nie ogarniam.
Mniejsza udało mi sie to  napisać i wstawić w piątek ponieważ moje ferie zostały przedłożone o tydzień z powodu choroby. Tak wiec mimo rwącego kaszlu napisałam dla was rozdział nie, żebym musiała się do tego jakoś specjalnie zmuszać nie często używam tego słowa ponieważ w dzisiejszych czasach traci ono swoją moc, ale tutaj jest jak najbardziej adekwatne i szczere. 
Ja KOCHAM dla was pisać <3 
Z rozdziału powyżej jestem zadowolona.
Ryuga: Może to przez to, że  podczas pisania go opróżniłaś 8 kubków herbaty + oczywiście 2 kakao i to tyko wczoraj.
Ja: Wolisz, żebym piła coś mocniejszego albo słuchała jakiś stymulujących piosenek na cały
 regulator?
Ryuga: Piosenek już słuchasz. Kelly od tygodnia jak nie denerwuje kogo popadnie to śpi, albo tańczy. 
Ja; Zapomniałeś wspomnieć o jedzeniu.  
Ryuga: Obydwoje wiemy, że wy dwie potraficie przeprowadzać fotosynteze.
Kelly: I oddychać beztlenowo. :)
Kyoya: Tak jak zwykły pasożyt.
Kelly: Stój pysk lancetniku....I tańcz zemną. Już zaraz uwolnię Ryuge i świat znowu będzie piękny, a tej całej Celest wsadzę kuczer w paszczę i strzele.

A i jeszcze jedno 561 wyświetleń i 263 komentarzy pojebało was? Ustanowiliście nawy rekord moje szczere gratulacje.
No to tak sie sprawy mają... :)
Ja się z wami żegnam. 
Do następnego posta.
Hania.