Hikaru
Gorączka
trochę spadła, albo to ja przyzwyczaiłam się do gorąca. Ataki, podczas którym
Thomas rzucał się na wszystkie strony lub zwijał się w kłębek wyjąc z bólu
zdarzały się coraz częściej, a żadne z nas niemiało pojęcia, czym mogły być one
spowodowane.
Zabrałam
rękę z jego czoła i zaczęłam szukać butelki z wodą.
Chłopak
poruszył się niespokojnie i coś jęknął.
-Spokojnie.
Jestem tu.-Powiedziałam unosząc jego głowę i przystawiając mu do ust butelkę.
Przez chwile pił zachłannie przytrzymując ręką moja dłoń bym nie zabrała jej za
wcześnie.
-Dziękuje.-Powiedział
zabierając swoją dłoń, której dotyk zostawił po sobie przyjemne mrowienie.
-Lepiej
się czujesz?-Spytałam.
-Tak. Dużo
lepiej.- Powiedział z powrotem opierając głowę na moich kolanach.
Zapadła
cisza. Na szczęście zdążyłam się już do niej przyzwyczaić. Tom oddychał równo i
spokojnie (pewnie zasnął), a ja bezmyślnie gładziłam jego włosy.
Ciekawe
jak wygląda. Jakiego koloru ma włosy. Jakie oczy. Jak wygląda jego uśmiech. Czy
często się uśmiecha. Tak właściwie, kim jest chłopak, który leży teraz na moich
kolanach z wysoką gorączką? Czym sobie zasłużył na to by być tu zamkniętym?
Oparłam
głowę o ekran, zamknęłam oczy i pogrążona w myślach dokądś odpłynęłam. Możliwe,
że zasnęłam. W tych egipskich ciemnościach ciężko stwierdzić coś na 100%.
Obudził
mnie przerażający rozsadzający bębenki w uszach wrzask.
Tom
znowu miał atak.
-Nie.
Proszę nie znowu.-Ścisnęłam jego ramiona próbując go jakoś przytrzymać, ale tym
razem rzucał się mocniej niż zwykle. W pewnym momencie spadł z moich kolan
uderzając o podłogę.
Pisnęłam
ze strachu słysząc głuche uderzenie. Spróbowałam go jakoś złapać w tej
ciemności, ale ciągle i się wywijał.
Ogarnij
się Hikaru. Jeśli go nie przytrzymasz zrobi sobie krzywdę.
W akcie
desperacji położyłam się na nim wkładając mu ręce pod głowę i zaczęłam głośno
płakać. Jego wrzask stopniowo ucichł, ale nie zauważyłam tego na samym początku,
ponieważ sama ryczałam jak głupia. Przestałam dopiero, kiedy poczułam czyjąś rękę
na swojej głowie.
-Ona
mnie nienawidzi…-powiedział zachrypniętym od wrzasku głosem głaszcząc mnie
delikatnie. Przytuliłam się do niego mocniej. Słyszałam jak równo bije jego
serce.
-Spokojnie.-Powiedziałam.-Gdy
stąd wyjdziemy wszystko naprawisz.
-Nie
mogę. Przecież jestem martwy…-moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
-Tom?-Spytałam
patrząc w ciemność, z której dobiegał głos.
-Kto to
jest Tom?-Zapytał podnosząc się do pozycji siedzącej i opierając o ścianę.
Postradał
zmysły.
-To ty.-Powiedziałam
ostrożnie niech chcąc go tym wystraszyć.
-Kelly.
Nie poznajesz mnie? To przecież ja Ryuga.-Majaczył.
-Nie. Ty
jesteś Tom…Doji chce, żebym uwierzyła w to, że jesteś nim tym potworem, ale to przecież
nieprawda. To nieprawda. Prawda? Tom?- Chłopak zamilkł, a jego ręka zamarła w
bezruchu.
Mimo tego,
że chłopak, do którego się tuliłam miał wysoką gorączkę zrobiło mi się
cholernie zimno. Dreszczom już bliżej było do spazmów, a na całym ciele czułam
gęsią skórkę.
-Tom
powiedź, że to prawda.-Poprosiłam czując spływające po mojej twarzy łzy.
Nagle
jeden z ekranów wiszących wyżej zaczął delikatnie świecić ciemno czerwonym
światłem. W porównaniu z egipskimi ciemnościami, w których dotąd siedziałam to
delikatne światło było tak jasne jak samo słońce. Nasza cela stopniowo się rozświetlała, a w
miarę jak to robiła rosła gule w moim gardle, a łzy spływające po mich
policzkach stawały się coraz liczniejsze.
Wrzasnęłam
przerażona pobiegłam do przeciwległe ściany. Przylgnęłam do niej dysząc szybko
jak zwierzę zamknięte w klatce.
-Hikaru spokojnie.-
Ryuga straszny zły martwy zakrwawiony kłamliwy potworny Ryuga chciał do mnie
podejść już się ponosił patrząc na mnie tymi swoimi żółtymi oczyma już nawet wyciągnął
swoją łapę żeby mnie złapać.
-Nie
zbliżaj się!-Ryknęłam przyciskając jeszcze mocniej plecy do ściany.
-Hikaru
proszę odłóż kuczer.-Warknął. Spojrzałam na swoje ręce faktycznie trzymałam w
nich kuczer, co więcej z załadowanym Aquario. Nie zastanawiając się długo
strzeliłam.
W celi
rozległ się wrzask i czyjś śmiech. Dopiero po chwili zorientowałam, że śmiech tak
samo jak i krzyk wydobywa się z mojego gardła…
Mary
-A ciu!-Ktoś
kichnął.
-Na
zdrowie!-Zawołałam prostując się i widząc przemoczona Kelly z glutem zwisającym
jej z nosa.
-A ciu!-Kichnęła
znowu.
-Sto
lat!-Powiedziałam biorąc się pod boki.
-A ciu!-Kichnęła
po raz kolejny.
-Sto lat
w kopalni z gumowym kilofem!-Zawołała Ines wychodząc z lasu.
-Co?- Spytała
roześmiana Kelly wycierając nos.
-Mój
tata zawsze tak mówił.- Odparła blondynka.-Czyli tak wygląda twoje bieganie.-Stwierdziła
wskazując na mnie stojącą po kolana w wodzie.
- Prędzej
bym płuca wypluła niż przebiegła to, co on mi kazał.-Powiedziałam wracając do
wygrzebywania chwastów z mułu.
- Pożycz
bluzę.- Poprosiła Kelly zdejmując swoją kurtkę i wyciskając z niej wodę.
- Po
co?-Spytałam przeczesując palcami muł.
-Pobiegam
sobie za ciebie.
-Jak
chcesz to biegaj tylko, po co? Hagane pewnie już dawno zauważył „moją niesubordynację”.-
Przy ostatnich słowach zrobiłam w powietrzu tak zwane żabki z palców.
-Skoro
tak.-Powiedziała kładąc się na ziemi.- To się chyba prześpię.
-Dużo
śpisz.-Bardziej stwierdziła niż spytała Ines.
-Kiedy
tylko mam okazje.-Pociągnęła nosem.
-Lepiej nie
siedź na ziemi, bo złapiesz wilka.-Powiedziałam.
-Ta bum
tss.-Kelly udała, ze gra na perkusji.
-Zapadła
dość niezręczna cisza. Często mi się to zdarza. Z natury jestem raczej cicha i zamknięta
sobie. To, aż dziwne, że potrafię się w miarę normalnie komunikować z moją
pożal się Boże drużyną, która sama w sobie też jest dziwna…
Wyrwałam
kępę chwastów ochlapując się przy tym mulistą wodą.
-Dobra-odezwała
się Ines-nie mogę patrzeć jak się sama męczysz. Kelly rusz cztery litery i jej
pomóż.
-Hahaha!-niebieskowłosa
wybuchła śmiechem.- "Nie mogę patrzeć jak się sama męczysz. Kelly
zapi*rdalaj tam pomóc jej za mnie."-Zacytowała moją przyjaciółkę.
-A, kto
ci powiedział, że ja tam nie idę?-Spytała blondynka zdejmując but i ciskając
nim w leżącą na ziemi dziewczynę.
-Ejj!-Jęknęła
z wyrzutem podnosząc się i idąc w stronę wody.
-Buty.-Zauważyłam.
-A tak.-Zdjęła
but i wylała z niego wodę.-Przecież nie chce, żeby przypadkiem przemiękły.
Obydwie
weszły do wody i zaczęły mi pomagać. Słońce mocno grzało, Kelly smarkała ogóle
było całkiem miło.
-Ines
jak szedł ten żart?-Spytałam.
-Który?
-No ten,
że w jednej celi siedzi masochista, sadysta...
-Nekrofil,
zoofil i pedofil.-Kelly wcięła mi się w pół zdania.- Nagle zoofil mówi: Ja to
mam "ochotę" na kotka. Na to pedofil: No takiego małego. Do rozmowy
włączył się sadysta: Ja bym mu łapki powykręcał. Wtedy nekrofil się rozochocił:
A a a jakby już się wykrwawił to ja go jeszcze raz. A masochista na to...
-Nya.-Dokończyłam
i wybuchłam śmiechem.
-Jesteście
poj*bane.-Stwierdziła Ines odwracając się do nas tyłem.
-A ten
znasz? Para zakochańców idzie sobie nocą przez las. Dziewczyna tuli się do
chłopaka i mówi: Tak tutaj ciemno, boję się. A chłopak na to...-Urwała patrząc
na mnie z ognikami w oczach czekając, aż dokończę za nią.
-Mnie to
mówisz? Ja będę sam wracał.
-Czy wy
nie umiecie żartować o czymś normalnym?-Spytała blondynka tłumiąc śmiech.
-Oj weź
daj spokój. Takie żarty to jedna rzecz, przez którą potrafię dogadać się z
Mary.-Jęknęła niebieskowłosa.
-Gdybyś
nie udawała nie wiadomo, jakiej i nie wkurzała mnie na każdym kroku to było by
takich rzeczy więcej, bo ja jestem raczej koleżeńska.-Powiedziałam agresywnej
niż dotychczas wyrywając chwasty.
Żadna z
nas się przez chwilę nie odzywała. Wszystkie trzy wyczuwałyśmy zbliżającą się
wielkimi krokami kłótnie.
-Jak
było w górach?-Spytała Ines, kiedy atmosfera zgęstniała do tego stopnia, że
dało się ją kroić nożem.
-Nic
szczególnego.-Wzruszyła ramionami- Na samym starcie Hagane zgnoił mnie za to,
że nie mam jakiegoś tam ducha- mówiła to z olewczym tonem, choć miejscami głos
się jej łamał, albo mi się tylko zdawało-i, że powinnam oddać Białą potem
przespacerowałam się kilka kilometrów pod górę przez śnieg prawie nadziałam się
na lodowe kolce.-Pociągnęła nosem, a na koniec okazało się, że kartka, którą
znalazłam w jaskini to nie jest to, co Phoenix kazał mi przynieść.
-Jaka
kartka?-Spytała Ines.
Kelly
wyprostowała się przetarła twarz dłońmi, wyjęła kartkę i podała ją pani
kapitan.
-Bla,
bla, bla uwierz w siebie bla, bla, bla duch beyblade bla, bla, bla wygrasz
wszystko.-Przeczytała na głos esencję listu Hagane do syna.
-Jak
widzę udało wam się znaleźć list.-Rozległ się głos Hagane, a krew w moich
żyłach zamieniła cię w ciekły azot.
-Tak,
ale chyba nie oto ci chodziło.-Powiedziała Hawana splatając ręce na piersiach.
-Faktycznie
nie o to mi chodziło...Oddajcie swoje bey'e do Madoki. Trzeba zrobić im
dokładny przegląd.-Powiedział wzywając nas do siebie ruchem ręki.
Wylazłam
z wody czując, że skóra na moich stopach i palcach pomarszczyła się do tego
stopnia, że już bardziej się nie da. Zabrałam swoje graty spod drzewa i na boso
ruszyłam z resztą drużyny. Kiedy zrównałam się z dziewczynami Ryo zwrócił się
do mnie.
-Mary
chodź tu od mnie na chwilę.-O k*rwa już po mnie. Z sercem w gardle podeszłam do
Mr. Hagane i czekałam na opi*rdol.-Domyślam się, że nie wykonałaś mojego
polecenia.-Kiwnęłam głową bez słowa.-Za karę dzisiaj wieczorem pójdziesz medytować.
-Dobrze.-Zgodziłam
się.
Ryo jak
można się było tego spodziewać zaprowadził nas z powrotem do wioski. Tam
czekała już na nas Madoka z miną zbitego psa.
Jeny
niech już nie robi z siebie ofiary. Zj*bała sprawę. Trudno. Stało się. Niech
się ogarnie i nie daję mi powodu do wkurwu. Ciekawe czy Ines pozwoli jej
jakkolwiek pomagać w naszym drugim podejściu do Dark Nebuli. Nie ufa Madoce to
pewne, ale Kelsi praktycznie nie zna. Ja pi*rdole wzięła na siebie cholernie
dużo, a ja prawie w ogóle jej nie pomagam. Tylko warczę i się użalam. Czyli nic
nowego.
-Mogę?-Spytała
Madoka wskazując pudełko, w którym trzymam Wolfa. Nawet nie zauważyłam, kiedy
odebrała bey'e od pozostałych.
Mruknęłam
coś niezrozumiałego i odpięłam pudełko od paska.
-Kuczer
też. Mechanizm spustowy potrzebuje wymiany, co jakiś czas.-Powiedziała szurając
stopą po ziemi. Spojrzałam na nią badawczo i podałam jej kuczer.
-Ile
zajmie ci naprawa?-Spytałam, na co podskoczyła jak oparzona.
-Dwie
góra trzy godziny.-Wydukała. Schowała bey'e i kuczery do swojej torby i gdzieś
pobiegła.
-Do
czasu aż Madoka nie skończy macie wolne.-Powiedział Ryo, po czym odwrócił się i
ruszył śladami Madoki.
-Co jej
jest?-Spytałam kiwając głową w stronę małej różowej kropki, w którą zdążyła
zmienić się niedoszła agentka Dark Nebuli.
-Boi
się.-Stwierdziła Ines.
-Że niby
mnie?-Zdziwiłam się.
-Wiesz.-Zaczęła
Kelly- Pewnie się boi, że jej coś zrobisz, bo przez nią nie znalazłaś Alex’a.
-Znowu
zaczynasz?-Warknęłam.
-Mary
proszę.- Jęknęła niebieskowłosa nie swoim głosem.- Jeśli będziesz się wkurwiać
za każdym razem jak tylko ktoś wspomni jego imię w końcu wpadniesz w jakąś paranoje
o ile już tego nie zrobiłaś…
-Grrrrrrrrrrrrrrrryy.
-Mary.-Ines
westchnęła.- Nie cierpię Kelly jak gówna na palcu…bez urazy.
-Bez
urazy.-Powiedziała główna zainteresowana zaplatając ręce na piersiach
-Ale tym
razem musze przyznać jej racje.-Kontynuowała jasnowłosa.- Twoje nerwy stają się
naprawdę uciążliwe.
-A
dajcie w mi wszyscy święty spokój.- Warknęłam, po czym odrzuciłam się i ruszyłam
przed siebie.
Myślicie,
że ja k*rwa o tym nie wiem? Zdaje sobie zaj*biście mocno sprawę z tego, że nie
powinnam się tak szybko denerwować. Wiem, że przez moje nerwy dużo tracę, ale
czasami po prostu inaczej nie potrafię. Zachwiałam się mocno zrobiłam kilka
koślawych kroków i zaryłam gołą stopą z grząskie kamienie.
-K*rwa!-Trzeba
było przed dramatycznym odejściem założyć buty.
Usiadłam
na sporym kamieniu i opierając stopy o jego mniejszy odpowiednik. Otrzepałam
stopy ze wszystkiego, co nie powinno na nich być i założyłam buty. Siedziałam
tak jakiś czas, kiedy ni stąd ni zowąd dosiadł się do mnie Hyoma i zaczął
puszczać kaczki na rzece.
-Hej.-Przywitał
się.
-Hej.-Odpadłam
cicho.
-Widziałem
jak pomagałaś przy zbiorach. Chyba źle cię oceniłem na początku...
-Czemu?-Powinnam
dodać „tak sądzisz”, ale jakoż jestem bardzo wygadana tego nie zrobiłam.
-No
wiesz.-Odchylił się trochę chcąc wziąć większy zamach.-Jak zaczęłaś wtedy na
mnie krzyczeć to myślałem, że jesteś tak samo wyrachowana jak ona.
-Co masz
na myśli mówiąc wyrachowana.- Wow składam logiczne zdania. No robię kurde
postępy
-Czyli
wam nie powiedziała. Kurde, a miałem jej przy was "nie oczerniać".-Przy
ostatnich słowach dodał cudzysłów z palców.
-Nie powiedziała,
o czym? - Ściemnia?...Ch*j z tym postaram się jak zwykle się, pozostać
"bezstronna"
-O tym,
co zrobiła, kiedy ostatnim razem wpadła do Komy.
-Coś tam
wspominała.-Mruknęłam.
-No to
właśnie to coś tam uważam za bycie wyrachowanym. O ile znowu nie kłamała-dodał półgębkiem.
-Ta
trochę jest wkurwiająca.-Powiedziałam wystawiając twarz do słońca.
-Trochę.-Przytaknął.
Zapadała
niezręczna cisza, ale i tak nic nie powiem. Tak już ze mną bywa.
-Co
dokładnie wam powiedziała?-Spytał ostrożnie obracając w palcach płaski kamyk.
-Opowiedziała
nam o swoich życiowych błędach.
-Błędach.
-Zaśmiał się-Nie żeby coś.-Uniósł ręce w obronnym geście- Ja pewnie też bym w
to uwierzył...Znowu.- I ship it tak bardzo.
-Acha…
-Wiem
jestem żałosny...Co ci obiecała?
-Nie no
nie jesteś.-Poklepałam go po ramieniu.- Będzie z nami "współpracować".-
I, że nie skrzywdzi takiego jednego.
-Zależy
wam na współpracy z nią?- Zdziwił się.-Chyba powinno być na odwrót.
-Czemu?
Jest niezła, a to, że mnie wkurza musze jakoś znieść
-Ty i
Ines jesteście naprawdę silne, a ona nie jest na tyle dobra by był warto psuć
sobie na nią nerwy.
-Nie
podlizuj się.-Burknęłam czując podstęp.
-Nie
śmiał bym.-Zaśmiał się-Rozmawiamy o niej jakby nie było innych tematów na
świecie ciekawszych i mniej śliskich.
-Dokładnie.
To, że wreszcie to do ciebie dotarło niezmiernie mnie cieszy.
-Długo
grasz w beyblade?- Spytał zmieniając temat.
-Zależy
jak na to spojrzeć.-Powiedziałam wymijająco.
-Najlepiej
trzeźwo.
-Puuffff.....
Hmmm.-Wydałam z siebie serię dziwnych dźwięków.- Mam Wolfa od urodzenia, ale
nie grałam jakieś parę lat.
-Gang
bleyderski brak czasu czy może coś innego?
-Nie
wiem czy chce o tym rozmawiać.- Burknęłam.
-Rozumiem.
Nie powinienem drążyć tematu. Przepraszam.
-A poza
tym wyglądam ci na kogoś z gangu?- Zdziwiłam się.
-Nie.
Wyglądasz na miłą dziewczynę takim właśnie bleyderzy z gangów zabierają bey'e.
Bleyderzy -zaśmiał się-zwykli tchórze.
-Twierdzisz,
że zabrano mi bey'a?-Kiwnął głową- Nie. Żaden tchórz nie zabrał mi bey'a...Chociaż
w sumie.-Przecież tak naprawdę to się bałam.
Przez
chwile panowała cisza.
-W
sumie.....-Hyoma próbował mnie w delikatny sposób zmusić do wypowiedzenia
swoich myśli.
-Nie
będę ci opowiadać łzawych historyjek.
-Jeśli
nie chcesz to nie będę cię zmuszał, chociaż czasami dobrze jest się wygadać.
-Oczywiście,
że jest, ale są ludzie, którym nie warto mówić za dużo...
-O...Rozumiem-opuścił
głowę.-K*rwa to nie miało tak zabrzmieć.
-Nie
bierz tego do siebie. Nie znam cię.
-Spoko. Przecież
wiem. -Uśmiechnął się, na co ja też odpowiedziałam uśmiechem.
Siedzieliśmy
przez chwilę w ciszy, Hyoma puszczał kaczki nagle podsunął mi płaski kamyk.
-Umiesz
puszczać kaczki?-Zapytał.
-Niby tak,
ale nie zawsze mi wychodzi...Mogę spróbować-wzięłam do ręki podany przez niego
kamyk pogładziłam go palcem i rzuciłam. Odbił się kilka razy od powierzchni wody,
po czym po nią zniknął. Uśmiecham się zadowolona z siebie. -Najwięcej kaczek,
jakie udało mi się kiedykolwiek puścić, puściłam w kałuży...
-Ile?-Konkretny
chłopak.
-Nie
pamiętam dawno to było, ale chyba z 5 albo 6...To była duża kałuża.
-Albo
mały kamyk, albo mała Mary.- Kawaiii.
-Hehe.-I
się zrobiło niezręcznie.
-Hy hy
yyy.-Zaczął drapać się w tył głowy -Chciałabyś spróbować to zrobić z bey'em?- Co?
-.......A
się da???
-Tak,
choć za mną?-Wyciągnął do mnie rękę troszkę ją cofnął znowu wyciąga ostatecznie
się odwrócił przeszedł parę kroków i pomachał ręką dając mi znać, żebym do
niego podeszła.
-A gdzie
idziemy? Myślałam, że zostaniemy tu.-Powiedziałam zrównując się z nim.
-Nie do
tego trzeba specjalnego miejsca. Spokojnie to nie daleko.
-Ok
Szliśmy brzegiem
rzeki nie odzywając się za bardzo do siebie w końcu o zgrozo odważyłam się pierwsza
odezwać.
-No... A
jak to się stało, że zostałeś "strażnikiem Komy"-zrobiłam głupią minę,
bo po chwili przypomniało mi się jak go sobie na początku wyobrażałam... Mamo
jak ja jestem głupia.
-A tak
jakoś.-Kopnął leżący niedaleko kamyk. -Koma to mój dom, a domu powinno się
chronić. Co nie.
-Taaa...Ja
ze swojego uciekłam…-chłopak zatrzymał się i popatrzył na mnie ze współczuciem.
-Przykro
mi, ale na pewno miałaś ważny powód.
-Hehe
może i tak... To tu?
-Widzisz
te kamienie ułożone w poprzek rzeki?-Przysunął swoją głowę do mojej i wskazał
jakiś punkt na rzece.
-...Nom
-To tam.-Uśmiechoł
się.
-Że
jak??-Pokręciłam głową, ale w sensie, co??
-Nooo
to.-Podeszliśmy do kamieni.-Musisz tak wystrzelić, żeby bey odbijając się od
jak największej ilości kamieni przeskoczył na drugą stronę.-Zładował kuczer.
-Ok.-Złapałam
powietrze w miejscu gdzie powinien wisieć kuczer.- Kurczę blade Madoka zabrała
mój kuczer i bey’a na kontrole system spustowego czy czegoś takiego.
-O. To
może strzelisz Ariem?
-Mogę?- Niepewnie
wzięłam kuczer do ręki.- Jakieś wskazówki? Na przykład jak znaleźć bey'a jak
już wpadnie do rzeki?
-Powinien
błyszczeć w słońcu. A tak poza tym to nie spinaj się tak i ugnij trochę ręce w
łokciach.-Stanął za mną i zaczął prawiąc mają postawę-A potem tylko Let it
trip.- Uśmiechnęłam się.
-Ok. Let
it rip!
Strzeliłam,
nawet kilka razy, ale bey dopiero z za entym razem przeskoczył na drugi brzeg
Tak się ucieszyłam, że na chwilę zapomniałam, z kim tu stoję i rzuciłam się
Hyome na szyje. Chłopak najpierw chyba nie ogarnął, co się stało, ale potem
przytulił mnie mocno wtulając nos w zagłębienie pomiędzy szyją, a obojczykiem.
-Dobra.-Odsunęłam
się od niego.- No ten dzięki.
-Nie ma,
za co. To była czysta przyjemność.-Powiedział Hyoma.
-Krhym
Mary.-Odezwał się Ryo, który nie wiadomo, kiedy się tu pojawił.
-Słucham?-Spytałam
wyzywając go od najgorszych.
-Madoka
już skończyła odbierz od niej bey’a i idź medytować.- Już zapi*rdalam skarbie.
Hyoma
"Nie miałam
bey’a."
"Uciekłam z domu".
Bitch Please ja już z takich bajek wyrosłem.
Rozdział 69 za nami jest 3 w nocy, a ja nie mam siły pisać podsumowania. Jak wam minęła Wigilia? Dostaliście jakieś fajne prezenty? A co do rozdziału. To w Dark Nebuli jest masakra, a w Komie Mary wciąga we frendzone kolejnego chłopaka.
Dobra ja się z wami żegnam.
Do następnego posta.
Hania.









